Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Biorąc pod uwagę moje bardzo dobre relacje z Kim Dzong Unem z Korei Północnej, nie jestem zadowolony z faktu, że Stany Zjednoczone już dawno zgodziły się uczestniczyć we wspólnych ćwiczeniach wojskowych z Koreą Południową” – przekazał Donald Trump
Stany Zjednoczone „znacznie ograniczą” wspólne ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową – poinformował na portalu Truth Social prezydent Donald Trump. Ogłaszając swoją decyzję, Trump powołał się na bardzo dobre stosunki z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem. „Ćwiczenia te są nie tylko kosztowne – przy czym znaczną część tych kosztów pokrywają USA (jak zwykle!) – ale także wysyłają całkowicie nieodpowiedni i wrogi sygnał do kraju, który od czasu objęcia urzędy prezydenta przez Donalda J. Trumpa nie stanowił żadnego zagrożenia i zachowywał się z szacunkiem” – stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych.
Dodajmy, że oświadczenie pojawiło się w niedzielę 16 sierpnia, dzień przed planowanym rozpoczęciem ćwiczeń. Coroczna akcja, organizowana pod hasłem „Ulchi Freedom Shield”, gromadzi ok. 18 tys. żołnierzy z obu krajów. Trump uznał, że skoro jest za późno, żeby odwołać ćwiczenia, to można jednak znacząco je ograniczyć. I dodał: „Choć może to nie mieć bezpośredniego związku (?), niedawno zapytałem prezydenta Korei Południowej, czy chcieliby dołączyć do nas w procesie denuklearyzacji Islamskiej Republiki Iranu, a oni odpowiedzieli: »Nie, dziękujemy!«”.
W ten sposób Donald Trump po razy kolejny dał wyraz swojemu rozczarowaniu z faktu, że sojusznicy USA nie chcą ani militarnie, ani logistycznie angażować się w działania wojenne przeciwko Iranowi.
Co ciekawe, resort obrony Korei Płd. już w poniedziałek 18 sierpnia zapewnił, że manewry wojskowe „przebiegają zgodnie z założeniami”.
Sytuacja nie jest jednak bez precedensu. W 2018 roku, podczas pierwszej prezydentury i negocjacji z Kim Dzong Unem w sprawie denuklearyzacji, Trump całkowicie zawiesił ćwiczenia z Seulem. Stwierdził wówczas, że coroczne manewry mają charakter „prowokacyjny” wobec Korei Północnej, a zaprzestanie tych „gier wojennych” pozwoli Stanom Zjednoczonym zaoszczędzić „ogromne kwoty”.
Władze w Pjongjangu regularnie potępiają wspólne ćwiczenia USA i Korei Pd., przedstawiając je jako wstęp do zbrojnej inwazji na Koreę Północną. Dlatego w ramach odwetu Korea Północna sama prowadzi „manewry wojskowe”, które ONZ określa jako „prowokacje”.
Dlaczego Trump znów robi ukłon w stronę reżimu Kim Dzong Una? Jak oceniają eksperci, po fiasku negocjacji z Iranem, Rosją i Ukrainą, czy Izraelem i Hamasem, Trump szuka innego spektakularnego dyplomatycznego sukcesu. I dlatego próbuje powrócić do rozmów przerwanych podczas szczytu w Hanoi w 2019 roku. Wówczas do porozumienia nie doszło z powodu rozbieżności zdań dotyczących denuklearyzacji i zniesienia sankcji. Trump liczy na to, że tym razem, gdy wszystkie strony usiądą do stołu, uda się wynegocjować pokój w konflikcie, który trwa już od ponad 70 lat.
Przeczytaj także:
Rodzeństwo w wieku 12 i 14 lat miało zostać zaatakowane w parku podczas zabawy, bo „rozmawiali ze sobą w języku ukraińskim”. Bydgoska policja potwierdza, że otrzymała zgłoszenie w tej sprawie
O incydencie poinformował Konsulat Generalny Ukrainy w Gdańsku. Do ataku miało dojść w piątek 14 sierpnia w parku przy dworcu kolejowym w Bydgoszczy.
„Dwoje nieletnich Ukraińców 14-letnia dziewczyna i 12-letni chłopiec, którzy są bratem i siostrą, doznało agresji ze strony dorosłych osób wyłącznie dlatego, że rozmawiali między sobą w języku ukraińskim” – relacjonuje konsulat.
Sprawcami ataku byli kobieta i mężczyzna na spacerze z małym psem. „Napastnicy dopuścili się nie tylko niecenzuralnych wyzwisk i gróźb na tle nietolerancji narodowościowej, ale także przemocy fizycznej. Wykręcili dziecku rękę, połamali zabawkowy dron i rzucili odłamkami w chłopca, powodując u niego zadrapanie” – informuje konsulat.
Rzecznik prasowy bydgoskiej policji potwierdził, że do funkcjonariuszy dotarło zgłoszenie w tej sprawie, ale na ten moment „nie przekazuje dalszych informacji”.
Konsulat poinformował, że matka dzieci otrzymała już pomoc psychologiczną i prawną, a zdrowiu dzieci nie zagraża niebezpieczeństwo. I zaapelował do świadków zdarzenia o zgłaszanie się na policję.
„Stanowczo potępiamy wszelkie przejawy ksenofobii. Kwestia przeciwdziałania nietolerancji i zapewnienia bezpieczeństwa Ukraińcom jest jedną z kluczowych podczas zaplanowanego na najbliższe dni w Konsulacie spotkania z kierownictwem województwa pomorskiego, prezydentami miast i komendantami policji. Nie pozostawiamy tego przypadku bez należytej reakcji prawnej” – przekazał Konsulat Generalny Ukrainy w Gdańsku.
Do ksenofobicznych ataków wobec Ukraińców dochodzi w Polsce w każdym tygodniu. Już pod koniec lipca, w odpowiedzi na brutalne pobicie Maksyma i Nastii na ulicach Wrocławia, premier Donald Tusk zaapelował do swoich ministrów o szybką reakcję wobec agresorów. Nie chodziło tylko o złapanie sprawców tego konkretnego ataku, ale również przygotowanie działań prewencyjnych. „Musimy wydać zdecydowaną wojnę tej przemocy. Patologiczna przemoc wobec Ukraińców ma polityczny patronat” – mówił Tusk. „Jeśli potrzebne będą zmiany w regułach postępowania, przepisach prawa, proszę natychmiast przygotować stosowne projekty zmian” – dodał szef rządu. Do tej pory nic się nie wydarzyło, a rozwiązanie tej sprawy wcale nie jest proste, bo emocje podsycane przez polityków mają silną bazę społeczną. Za to prawica, przygotowująca się już do przyszłorocznych wyborów, nadal nie zamierza wycofać się z antyukraińskiego kursu.
Przeczytaj także:
Amerykanie próbują wdrożyć pokojową „mapę drogową” dla Strefy Gazy. Hamas deklaruje, że zgadza się na rozbrojenie i przekazanie władzy w ręce technokratycznego rządu. Izrael stanowczo odrzuca porozumienie
Do spotkania Jareda Kushnera z zastępcą szefa politycznego Hamasu Chalilem al-Hajją doszło w niedzielę 16 sierpnia w Egipcie. Jak podają źródła cytowane przez amerykański portal Axios, trwało ono 90 minut i przebiegło „bardzo produktywnie”. W rozmowie z wysłannikiem Donalda Trumpa przywódca Hamasu potwierdził swoje zobowiązanie do rozbrojenia i demilitaryzacji Strefy Gazy. To podstawowy warunek pokoju, a przynajmniej wycofania izraelskich wojsk z palestyńskiej półenklawy.
Od zawieszenia broni, które nie przyniosło pełnego spokoju, a jedynie położyło kres najdotkliwszym atakom, minęło 10 miesięcy. Zamieszkana przez dwa miliony ludzi Strefa Gazy wciąż w 65 proc. znajduje się pod kontrolą izraelskich sił. I wciąż jest ostrzeliwana. A rozmowy pokojowe utknęły w martwym punkcie.
Podczas spotkania Kushner miał przekazać, że Amerykanie oczekują konkretów, a nie tylko słów. Chodzi m.in. o przekazanie władzy wykonawczej technokratycznemu rządowi i zapewnienie, że Hamas nie będzie brał udziału w przyszłym zarządzaniu strefą Gazy. Kushner dodał, że tylko wtedy Izrael może być gotowy do wycofania swoich żołnierzy.
A nawet to wcale nie jest pewne, dlatego w poniedziałek 17 sierpnia Jared Kushner spotka się z premierem Izraela. Binjamin Netanjahu kategorycznie odrzucił plan pokojowy dla Gazy. Stwierdził, że Izrael nigdy nie zgodzi się na „państwo palestyńskie w Strefie Gazy lub na Zachodnim Brzegu Jordanu”. Przekonuje też, że Izrael nie uwierzy w samodzielne złożenie broni przez Hamas. Plan pokojowy, zakładający demilitaryzację strefy i wycofanie izraelskich wojsk, opracowała Rada Pokoju powołana przez Donalda Trumpa. Od początku wojny Netanjahu nie zmienił jednak stanowiska – nadal uważa, że tylko całkowite, militarne zniszczenie Hamasu jest gwarancją bezpieczeństwa Izraela. W tle są oczywiście interesy polityczne i osobiste: wojna nie tylko konsumuje uwagę społeczną, ale też odracza proces o korupcję polityczną, który od 2020 roku toczy się przeciwko premierowi Izraela. Netanjahu czeka też trudna kampania przed październikowymi wyborami. Aby utrzymać się przy władzy, którą jego partia Likud sprawuje dziś tylko dzięki koalicji z religijnymi fundamentalistami, premier Izraela nie może „zmiękczyć” swojego stanowiska w sprawie Palestyny. Z drugiej strony, Amerykanie wyrażają coraz większe zniecierpliwienie brakiem współpracy ze strony Izraela.
Także kilka sojuszniczych regionalnych mocarstw, w tym Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, wydało wspólne oświadczenie potępiające odrzucenie przez Izrael pokojowej „mapy drogowej”, stwierdzając, że to Izrael "ponosi teraz odpowiedzialność za utrudnianie wysiłków na rzecz przywrócenia pokoju w Strefie Gazy”.
W odpowiedzi partia Likud wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że „państwa arabskie chcą obalić” Netanjahu, aby centrowy konkurent Gadi Eisenkot i lider partii centrolewicowej Yair Golan „dali im wszystko, czego chcą".
Netanjahu, kontrolujący 65 proc. terenu Strefy Gazy, zapowiada, że zamierza „zacieśnić ucisk” na Hamasie „ze wszystkich stron”.
Przeczytaj także:
Tak dużych sankcji nie było od wybuchu pełnoskalowej wojny – deklaruje w rozmowie z „Die Welt” szefowa unijnej polityki zagranicznej Kaja Kallas
Jak poinformowała Kaja Kallas, liczba osób i podmiotów powiązanych z Kremlem, objętych sankcjami UE, może zwiększyć się o jedną trzecią. UE chce utrzymać gospodarczą i polityczną presję wobec Rosji. Według Kallas dotychczasowe obostrzenia kosztowały Moskwę ponad 1 bilion euro, co ma bezpośrednio przekładać się na zdolność Rosji do finansowania i prowadzenia działań militarnych. „Presja powinna nadal rosnąć, dopóki Moskwa nie zakończy wojny” – komentowała Kallas w wywiadzie dla „Die Welt”. Jak dodała, szczegóły rozwiązań, nad którymi dziś pracuje UE, poznamy najprawdopodobniej jesienią.
Zaostrzenie kursu wobec Rosji rozważa też Waszyngton. 7 sierpnia Senat przeważającą większością (88 do 11) przegłosował odkładaną miesiącami ustawę, której orędownikiem był zmarły w lipcu republikański senator Lindsey Graham, określany mianem „największego sojusznika Kijowa w Kongresie”. Projekt ustawy przewiduje nałożenie sankcji na rosyjską flotę cieni, oligarchów i urzędników powiązanych z Kremlem oraz wprowadzenie wysokich ceł wobec największych nabywców rosyjskiej ropy i gazu. Są wśród nich Chiny i Indie. Teraz projekt trafi do Izby Reprezentantów.
W odpowiedzi na ruch amerykańskiego Senatu szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła, że UE wspólnie z USA mogą pozbawić Rosję możliwości kontynuowania wojny. „Dzięki dotkliwym, uzupełniającym się sankcjom, Europa i Stany Zjednoczone mogą po raz kolejny pokazać, co historyczni partnerzy mogą osiągnąć, działając razem” – stwierdziła.
Jak oceniał Ośrodek Studiów Wschodnich, jednym z kluczowych wyzwań dla rosyjskiej gospodarki są stale kurczące się dochody, przy stale rosnących kosztach wojny. Wydatki budżetowe w 2025 roku były dwukrotnie wyższe niż te sprzed agresji na Ukrainę, a wojna, oficjalnie, pochłonęła aż 45 proc. z nich. Prawdziwa cena wojny jest jednak niemożliwa do oszacowania – z powodów propagandowych niektóre koszty działań zbrojnych ukryte są w innych kategoriach budżetowych.
Jednocześnie w 2025 roku o 1/4 spadły dochody naftowo-gazowe, a deficyt wzrósł pięciokrotnie (wobec pierwotnych planów) – do 5,6 mln rubli. Według ekspertów dla stabilności rosyjskie gospodarki, która i tak jest dziś krucha, kluczowe znaczenie ma dostęp do zagranicznych rynków oraz sprzedaż ropy i gazu. Zniechęcenie kluczowych nabywców i uderzenie we flotę cieni to dziś jedne z najpotężniejszych instrumentów, które mają zagraniczne mocarstwa, aby wywierać presję na Moskwę.
Przeczytaj także:
Ogień zajął ponad 3 tys. ha terenu na wschodzie kraju, w tym jeden z najważniejszych obszarów przyrodniczych. Z pożarami obok Belgii walczą też Grecja, Portugalia, Hiszpania i Chorwacja
Od piątku 14 sierpnia strażacy, rolnicy i żołnierze walczą z ogniem w rezerwacie przyrody Hautes Fagnes na wschodzie Belgii. Obszar, na który składają się lasy, torfowiska, wrzosowiska oraz podwyższane drewniane pomosty, jest trudno dostępny dla pojazdów. Kluczowe znaczenie w walce z żywiołem ma więc wykorzystanie samolotów i helikopterów gaśniczych. Wsparcie w tym obszarze zapewniły Komisja Europejska, a także Holandia, Szwecja i Czechy.
Jak podały lokalne władze, w sumie ogień strawił już 3000 ha terenu. Pożar uznawany jest za największy w nowoczesnej historii Belgii. Dotychczas, jak wynika z danych Europejskiego Systemu Informacji o Pożarach Lasów (EFFIS), największy pożar w kraju odnotowano w 2011 roku. Spłonęło wtedy blisko 1400 hektarów, dwa razy mniej niż tym razem. W niedzielę ogień zbliżał się do granicy z Niemcami. Podczas akcji ratunkowej ewakuowano 600 osób z dwóch gmin.
Piąta fala upałów tego lata, z którą mierzą się właśnie europejskie kraje, stwarza warunku sprzyjające wybuchom pożarów. W niedzielę 16 sierpnia grecka straż przybrzeżna poinformowała, że ogień, który pojawił się na południu wyspy Salamis zmusił lokalne władze do ewakuacji 500 osób. Nie udało się jednak uratować starszego małżeństwa, które zginęło w pożarach przed swoim domem w okolicy plaży Peristeria.
Setki strażaków walczą też z pożarami w Portugalii. Żywioł trawi lasy w kilku punktach niedaleko granicy z Hiszpanią. Chodzi m.in. o tereny wokół miejscowości Dine, Boticas i Chavez.
W Hiszpanii w niedzielę 16 sierpnia w akcji gaszenia rozległego pożaru lasu w Aragonii zginął francuski żołnierz. Posiłki miały pomóc w opanowaniu ognia, który zagrażał nie tylko terenom przyrodniczym, ale także ponad tysiącletniemu klasztorowi.
Do najtragiczniejszego incydentu w ostatnich dniach doszło w Chorwacji. W wyniku pożaru, który wybuchł w kurorcie wypoczynkowym, zginęła jedna osoba, 40 zostało rannych, a 1200 musiało zostać ewakuowanych.
Jak pisał w OKO.press Szymon Bujalski, na skalę tegorocznych pożarów w Europie wpłynęło zjawisko, które w języku angielskim określa się jako „climate whiplash”, czyli „klimatyczny bicz”. Pojęcie to oznacza nasilenie się w jednym miejscu różnych ekstremalnych zjawisk pogodowych, za które odpowiada wywołana przez człowieka zmiana klimatu. Hiszpania, która obok Francji, najmocniej odczuła niszczycielską siłę pożarów, mierzyła się nie tylko ze skrajnie wysokimi temperaturami, przewyższającymi średnią z tego samego okresu nawet o 4°C. Upały poprzedziły miesiące suszy, a wcześniej ulewne deszcze. Hiszpania odnotowała zarówno wyjątkowo suche lato, jak i najbardziej „mokry” styczeń w historii pomiarów w XXI wieku. Najpierw obfite opady sprawiły więc, że rośliny miały „paliwo”, by rosnąć. A następnie w czasie skrajnie suchego i gorącego okresu stały się one „paliwem”, które może bardzo łatwo spłonąć.
Zmiany klimatu to kluczowa, ale nie jedyna przyczyna pożarów. Problemem jest np. wyludnianie się wsi i podupadające rolnictwo. Porzucone, nieregulowane grunty rolne są świetną „pożywką” dla ognia. Rozwiązaniem mogłoby być prewencyjne wypalanie niektórych obszarów, żeby zniszczyć ścieżki, po których może później rozprzestrzeniać się pożar. Bezpieczne wypalanie można przeprowadzić wczesną wiosną, gdy ryzyko wymknięcia się pożaru spod kontroli jest bardzo niskie.
Przeczytaj także: