Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Od dziś armia Korei Północnej ma rozpocząć operację fizycznego odcinania nielicznych fizycznie jeszcze istniejących połączeń kraju z Koreą Północną. Granica i tak od dawna jest nieprzekraczalna
Na rozkaz dyktatora Korei Północnej Kim Dzong Una armia ma fizycznie zniszczyć ostatnią linię kolejową łączącą kraj z jego południowym sąsiadem oraz drogi prowadzące do granicy. Celem ma być „całkowite i nieodwracalne” odcięcie obu krajów.
De facto Korea Północna i Południowa są niemal całkowicie odcięte od czasu utworzenia po wojnie koreańskiej 4-kilometrowej szerokości strefy zdemilitaryzowanej wzdłuż granicy. Otwarte w 2003 roku w okresie chwilowego ocieplenia wrogich stosunków między obydwoma krajami nowe przejście graniczne nigdy nie było stale używane. Podobnie było z dwiema liniami kolejowymi wzdłuż wschodniego i zachodniego wybrzeża Półwyspu Koreańskiego, jedna z nich została wykorzystana jedynie do jazdy próbnej przeprowadzonej prawie dwie dekady temu.
Obecnie natomiast stosunki Korei Południowej i Północnej są napięte w stopniu przywodzącym na myśl najtrudniejsze okresy Zimnej Wojny. Wzdłuż granicy ponownie rozstawiono pola minowe, a każda próba jej sforsowania grozi natychmiastowym zastrzeleniem przez żołnierzy Północy.
Kim Dzong Un zapowiadał „totalną blokadę” niemal nieistniejących połączeń transgranicznych już w styczniu. W czerwcu pojawiły się doniesienia o rozbiórce ostatniej istniejącej (choć nieużywanej) linii kolejowej.
Co zatem ma właściwie zrobić północnokoreańska armia tym razem? Najprawdodopodobniej chodzi o zerwanie nawierzchni drog prowadzących w kierunku granicy i budowę kolejnych systemów fortyfikacji „fizycznie” odcinających możliwość przekroczenia linii demarkacyjnej.