Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Śląska prokuratura twierdzi, że jeden z byłych pracowników Polskiej Komisji Akredytacyjnej przyjmował łapówki w zamian za pozytywne opinie potrzebne do uruchamiania nowych kierunków studiów na prywatnych uczelniach. Z procederu miało skorzystać m.in. Collegium Humanum.
„Gazeta Wyborcza” opisuje kolejny wątek z aktu oskarżenia ws. afery Collegium Humanum.
Prokuratorzy badający sprawę uważają, że jeden z dyrektorów w Polskiej Komisji Akredytacyjnej, Artur G., we współpracy z nieżyjącym już księdzem, miał przyjmować wysokie łapówki – nawet po 50 tysięcy złotych – za wystawianie pozytywnych opinii uczelniom prywatnym, niezbędnych do uzyskania zgody Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego na uruchomienie nowych kierunków.
Według prokuratury pozytywne opinie załatwili u nich właściciele i rektorzy kilku prywatnych uczelni z Warszawy i Wrocławia, w tym Collegium Humanum, Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki, Szkoły Głównej Krajowej, Wyższej Szkoły Nauk Pedagogicznych oraz Akademii Nauk Stosowanych – informuje „Wyborcza”.
Zarządzający uczelniami w zamian za łapówki mieli uzyskiwać wsparcie przy otwieraniu kierunków takich jak prawo, psychologia, pedagogika, zarządzanie czy bezpieczeństwo narodowe. Z zeznań wynika, że pojedyncze „załatwienie” pozytywnej opinii mogło kosztować około 50 tys. zł, a łączne kwoty przekazywane przez niektóre uczelnie sięgały setek tysięcy złotych.
Prokuratura zarzuca Arturowi G. przyjęcie co najmniej 650 tys. zł od przedstawicieli części uczelni oraz niemal miliona złotych od samego Collegium Humanum. Mężczyzna został zatrzymany w marcu 2024 r., a obecnie oczekuje na proces. Nie przyznaje się do winy i odmawia komentarza.
Polska Komisja Akredytacyjna (PKA) to państwowy organ odpowiedzialny za ocenę jakości kształcenia na uczelniach wyższych. Jej opinie mają kluczowe znaczenie przy uruchamianiu nowych kierunków studiów oraz podczas okresowych kontroli już prowadzonych programów. Członków Polskiej Komisji Akredytacyjnej powołuje minister właściwy dla szkolnictwa wyższego i nauki. On też nadaje ostateczne uprawnienia do prowadzenia danego kierunku studiów, ale robi to na podstawie opinii PKA.
Opisana przez „Gazetę Wyborczą” sprawa to kolejny wątek w aferze Collegium Humanum, która dotyczy handlu dyplomami MBA, korupcji oraz wykorzystywania wpływów w środowisku akademickim i politycznym.
Jeżeli zarzuty prokuratury się potwierdzą, może to oznaczać, że przez lata część prywatnych uczelni uzyskiwała akredytacje nie dzięki jakości kształcenia, lecz dzięki korupcyjnym powiązaniom. Śledztwo rzuca tym samym cień nie tylko na Collegium Humanum, ale także na system kontroli jakości szkolnictwa wyższego w Polsce.
Obecne kierownictwo Polskiej Komisji Akredytacyjnej zapewnia, że PKA współpracuje w tej sprawie ze służbami i organami państwa, a w obecnym składzie Polskiej Komisji Akredytacyjnej nie ma członków, którym postawiono zarzuty prokuratorskie.
PKA podkreśla także, że oskarżony Artur G. nie był członkiem komisji, a jedynie pracownikiem jej biura. Nie brał więc udziału w opiniowaniu kierunków. „Nie jest więc jasne, na ile Artur G. przesądzał o wynikach ocen komisji, a na ile tylko powoływał się na wpływy i na tej podstawie żądał pieniędzy” – zwraca uwagę „Wyborcza”.
W sprawie Collegium Humanum do sądów trafiły już dwa akty oskarżenia. W samym warszawskim postępowaniu oskarżonych jest 29 osób, którym zarzucono łącznie 67 przestępstw, m.in. korupcję, poświadczenie nieprawdy, oszustwa i pranie pieniędzy.
Szerszy kontekst afery Collegium Humanum, w tym funkcjonowanie w całej Europie Środkowo-Wschodniej międzynarodowej sieci prywatnych uczelni, pośredników i osób powiązanych z rosyjskimi środowiskami biznesowymi i politycznymi, oferujących szybkie zdobywanie stopni naukowych oraz dyplomów, na łamach OKO.press ujawniała Anna Mierzyńska.
Z jej ustaleń wynika, że m.in. rektor Collegium Humanum, Paweł C., współpracował z siecią zagranicznych uczelni i pośredników powiązanych z rosyjskim kapitałem i środowiskami prorosyjskimi. Wśród partnerów uczelni były szkoły finansowane przez rosyjskich biznesmenów, związane z rosyjskim Sberbankiem oraz osobami otwarcie sympatyzującymi z Kremlem i Władimirem Putinem.
Przeczytaj także: