Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Na stanowisko NATO w sprawie Rosji i jej agresji na Ukrainę Kreml zareagował z kilkunastogodzinnym opóźnieniem. Początkowo propaganda sytuację bagatelizowała i szydziła z Ukrainy. Nowe wytyczne przyszły 9 lipca rankiem. Brzmią one: „NATO to wróg”, a Trump „się myli”.
Przywódcy NATO w deklaracji przyjętej 8 lipca na szczycie w Ankarze stwierdzili, że Rosja „stanowi długoterminowe zagrożenie” dla wspólnoty euroatlantyckiej.
Deklaracja stała w sprzeczności z tym, co zapowiadała poddanym Putina propaganda Kremla. Dlatego zajęło jej trochę czasu, by się do tego odnieść. Ostatecznie głos zabrał rzecznik samego Putina Pieskow.
„Sam akt ogłoszenia kogoś przeciwnikiem jest w istocie aktem agresji” – ogłosił 9 lipca rzecznik Pieskow. – „To zobowiązuje nas do bycia silnymi, pewnymi siebie i kontynuowania naszej konsekwentnej polityki”.
Pieskow dodawał uspokajająco, że w sumie nie ma w tym nic dziwnego, gdyż „Sojusz Północnoatlantycki jest instrumentem stworzonym do konfrontacji. Głównym przeciwnikiem Sojuszu zawsze był najpierw Związek Radziecki, a następnie jego następca, Federacja Rosyjska. I tak pozostaje”.
Na wiadomość o planach USA przekazaniu Ukrainie licencji na produkcję rakiet do systemu Patriot propaganda Kremla zareagowała najpierw rechotem („nie dali rakiet, kazali samemu sobie produkować” – opowiadały telewizyjne „Wiesti” 8 lipca). Następnego dnia było już jednak nie do śmiechu:
„Wszystkie nasze odpowiednie agencje i wódz naczelny [Putin] wiedzą dokładnie, co robić. I proszę mi wierzyć, robimy wszystko, co konieczne, aby chronić nasze interesy” – komentował Pieskow 9 lipca.
„Moim zdaniem [decyzja USA] jest elementem negocjacji, nacisku na Moskwę i jej pozycję w procesie negocjacyjnym. Tak jak w przypadku pocisków manewrujących Tomahawk dla Ukrainy, co na szczęście nigdy nie wyszło poza retorykę” – uspokajał, rozwijając nową linię propagandową senator Konstantin Basiuk (że to nowa linia, świadczy to, że senatora natychmiast zacytowała TASS).
Te pocieszenia bardzo kontrastują jednak z analizami z dnia poprzedniego, że NATO się rozpada, Ukraina nic nie znaczy i coraz więcej krajów nie chce jej pomagać.
Kreml musiał przyznać, że USA zmieniają front. Tymczasem od wielu dni przedstawiciele Kremla powtarzali, że Trump jest „zbyt silnym przywódcą”, by „mógł zmienić zdanie” w sprawie Ukrainy pod wpływem argumentów sojuszników z Europy.
Niestety musiało jednak do tego dojść, że zdanie zmienił. Bowiem „doszło do eskalacji”,
jak wyraził się Pieskow.
Moskwa zauważyła teraz „pewne błędne przekonania w administracji Białego Domu, że presja militarna może ułatwić pokojowe rozwiązanie”. Tymczasem – grozi Moskwa – „dalsza eskalacja prawdopodobnie w pewnym stopniu wydłuży specjalną operację wojskową. Doprowadzi do tego, że będziemy musieli stworzyć większą strefę bezpieczeństwa, większą strefę buforową” – pogroził Pieskow.
To nie jest nowa groźba i staje się coraz bardziej anachroniczna – widać tu bezradność Kremla „Strefa buforowa” miałaby chronić Rosję przed ukraińskimi ostrzałami, ale Ukraina trafia teraz już za Ural, więc czym w zasadzie grozi teraz Moskwa?
Trump zaskoczył też Kreml pomysłem, by zamknąć nad Ukrainą niebo, by uniemożliwiając rosyjskie ataki.
„To nowe oświadczenie; wcześniej nie było podobnych. Trzeba to przemyśleć, dowiedzieć się, jak dalece ta kwestia została już omówiona, z kim to zrobiono, i tak dalej” – komentował Pieskow. „W każdym razie problemem byłoby tu to, że [w celu zamknięcia nieba] siły zbrojne krajów NATO operowałyby na terytorium Ukrainy – właśnie przeciwko temu prowadzona jest specjalna operacja wojskowa” – dodał, nie ukrywając zdumienia.
Moskwa nadal liczy jednak na „konstruktywny dialog” Putina z Trumpem, chociaż „w stanowisku Stanów Zjednoczonych widoczna jest pewna dwoistość”. Bowiem „z jednej strony USA nadal dostarczają broń Ukrainie”. Ale „w przeciwieństwie do Europejczyków, nadal pragną ułatwiać proces pokojowy. Czasami mogą się mylić, czasami popełniają błędy, ale to pragnienie wydaje nam się szczere” – mówił Pieskow
„Prezydent Putin jest otwarty na dialog” – podkreślił Pieskow. Trzeźwo jednak ocenił, że z powodu wojny w Iranie Trump nie ma na to głowy.
Niestety, zapowiedziana i hucznie odtrąbiona w rosyjskich mediach rozmowa Putina z Trumpem — jako przeciwwaga do osobistego spotkania Trump — Zełenski w Ankarze 8 lipca, nie odbyła się. Pieskow musiał się dziś tłumaczyć, że być może „pan Trump nie miał czasu”.
Przed szczytem NATO w Ankarze Moskwa robiła wszystko, by utrzymać prezydenta Trumpa po swojej stronie w sprawie Ukrainy. Putin w rozmowie telefonicznej przekonywał, że doniesienia, jakoby Rosja miała kłopoty na froncie, są nieprawdziwe. To Putin wygrywa i zdobędzie w Ukrainie wszystko, co chce.
Problem w tym, że o ile Trump mógł w to wierzyć latem i jesienią zeszłego roku, to teraz sytuacja się zmienia. Ukraina zablokowała front i atakuje samą Rosję. Dysponuje technologią dronową, jakiej nie ma nikt – więc kolejne kraje podpisują z nią umowy handlowe. Precyzyjnymi atakami wywołała w Rosji gigantyczny kryzys paliwowy.
Przeczytaj także:
W maju Amerykanie przestali mediować między Rosją a Ukrainą, co do tej pory polegało raczej na wmawianiu Ukrainie, że jedynymi warunkami do przyjęcia są warunki Rosji. W czerwcu i lipcu Putin dwukrotnie prosił Trumpa przez telefon o przysłanie mu na dalsze rozmowy zięcia Kushnera i partnera biznesowego Witkoffa. Ci jednak zajęci są konfliktem w Iranie i do Moskwy nie chcą jechać, o ile Putin nie przedstawi nowych propozycji. Putin nie może jednak ustąpić o włos, bo byłoby to jego całkowitą klęską.
W czasie tych przepychanek propaganda Kremla przekonywała, że NATO jest słabe i podzielone, Donald Trump pomiata Europą, a kolejne kraje europejskie wycofują się z pomocy Ukrainie. Prezydent Polski Nawrocki wywołał w Ankarze skandal i poniżył Zełenskiego, odmawiając spotkania z nim (do spotkania doszło, ale o tym propagadna Kremla jeszcze nie powiedziała i pewnie nie powie). Dlatego teraz wyjaśnienie ustaleń szczytu NATO jest bardzo trudne.
Pierwszą reakcją Kremla na ustalenia w Ankarze był komentarz wysłanego tam „dziennikarza”, że „nie wiadomo, skąd wezmą na to wszystko pieniądze”.
Czym jest to „to”, propaganda Kremla nie powiedziała. Czytelnicy OKO.press mogą to przeczytać w korespondencjach z Ankary Pauliny Pacuły.
Przeczytaj także: