0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: AP Photo/Vahid SalemiAP Photo/Vahid Salem...

Iran: chcemy rozmawiać, ale nie o naszych rakietach. Trump: albo porozumienie, albo uderzenie

Kilka dni po pierwszym spotkaniu w Omanie nie znamy daty kolejnych negocjacji. Obie strony nie zmieniają stanowisk, ale wciąż sugerują, że wolą dyplomację

Co się wydarzyło

„Zdolności rakietowe Islamskiej Republiki Iranu nie podlegają negocjacjom” – powiedział dziś doradca Najwyższego Przywódcy Ali Szamchani podczas marszu upamiętniającego 47. rocznicę założenia Republiki Islamskiej. Powtórzył dobrze znane stanowisko – to samo mówili m.in. minister spraw zagranicznych Abbas Arakczi w sobotę 7 lutego i inny ważny doradca przywódcy Chameneiego, Ali Laridżani 10 lutego.

W wywiadzie 10 lutego prezydent USA Donald Trump powiedział, że umowa z Iranem powinna ostatecznie oznaczać, że Iran pozbędzie się programu atomowego oraz swoich rakiet balistycznych. Jednocześnie w wywiadzie dla Axios Trump ponowił groźby wobec Iranu:

„Albo osiągniemy porozumienie, albo zrobimy coś bardzo mocnego, jak ostatnio” – powiedział amerykański prezydent, nawiązując do amerykańskiego uderzenia w irańskie instalacje związane z programem atomowym z czerwcu 2025 roku. Trump dodał też, że rozważa wysłanie w okolice Iranu kolejnej amerykańskiej armady. Od końca stycznia w rejonie Morza Arabskiego operuje grupa uderzeniowa USS Abraham Lincoln. To samoloty bojowe, kilka statków poza lotniskowcem, wyrzutnie rakiet Tomahawk.

Trump spotyka się dziś z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu. Serwis Axios pisał na początku lutego, że to Izraelczycy naciskają na Amerykanów w sprawie ataku na Iran.

Rządzący Iranem zorganizowali dziś marsze i wiece z okazji rocznicy obalenia ostatniego monarchy Mohammeda Rezy Pahlawiego i ustanowienia Republiki Islamskiej. Oficjalne media publikują szacunki według których w demonstracjach z tej okazji w całym kraju miało brac udział między 23 a 26 milionów osób, a w samym Teheranie – 4 mln osób. Wiarygodność tych liczb jest bliska zeru. Al Dżazira pisze o „setkach tysięcy” uczestników. Liczba uczestników pogrzebu pierwszego przywódcy Republiki Islamskiej Ruhollaha Chomeiniego w 1989 roku szacowana jest na kilka milionów osób – w znacznie lepszym dla islamskich władz Iranu momencie.

Gdyby uznać liczby podawane dziś przez irańskie władze, na ulice kraju musiałaby dziś wyjść przynajmniej co czwarta osoba mieszkająca w Iranie.

Jaki jest kontekst

Obecny wzrost napięć między Iranem a USA rozpoczął się od protestów w Iranie z końca grudnia 2025 roku i pierwszej połowy stycznia 2026. Donald Trump obiecywał pomoc protestującym, ale USA nie interweniowały. Miesiąc temu, głównie między 8 a 10 stycznia, irański reżim brutalnie spacyfikował antyrządowe protesty. Nie znamy i długo nie poznamy dokładnej liczby ofiar, ale niezależne próby jej szacowania i liczne dowody wizualne oraz relacje z Iranu pozwalają sądzić, że mieliśmy do czynienia z tysiącami ofiar.

Władze Republiki Islamskiej odcięły obywatelom dostęp do internetu na chwilę przed pacyfikacją protestów. Po ich stłumieniu, irańskie władze próbują pokazać, że mają pełną kontrolę nad sytuacją i poparcie Irańczyków. Stąd próba pokazania, że dzisiejsze demonstracje w dzień urodzin państwa były masowe.

Amerykanie podjęli rozmowy z Irańczykami w piątek 6 lutego w Omanie. Te nie przyniosły jednak wiele, poza zapewnieniem, że konieczne są dalsze spotkania. Na razie jednak nie widać, by stanowisko którejś ze stron się zmieniało. Jeśli Trump faktycznie uważa, że porozumienie musi zawierać rezygnację Iranu z produkcji i posiadania rakiet balistycznych, to nie ma na to najmniejszych szans. Dla Iranu rakiety te są podstawą strategii bezpieczeństwa, a rezygnacja z programu rakietowego byłaby polityczną kapitulacją ze strony władz Iranu.

Albo więc Trump stosuje tutaj zabieg negocjacyjny, albo uderzenie jest tylko kwestią czasu.

Komunikacja ze strony Trumpa jest jednak w charakterystyczny dla niego sposób niespójna, a przez to trudna do interpretacji. Nie można wykluczyć, że Trump ostatecznie zadowoli się ramowym porozumieniem ograniczającym irański program atomowy i ogłosi sukces. Faktyczne i szczegółowe porozumienie nuklearne nie jest możliwe do osiągnięcia w czasie, w jakim zwykle negocjuje Trump. Obie strony zgodziły się na ponowne spotkanie, ale jego data wciąż nie jest znana. Na razie ryzyko wojny wciąż jest wysokie, choć nie wiemy, co Amerykanie chcieliby dokładnie osiągnąć uderzeniem w Iran.

Przeczytaj także:

15:15 11-02-2026

Prawa autorskie: Adam Andruszkiewicz, obecnie wiceszef KPRP Karola Nawrockiego. Śledztwo ws. fałszowania podpisów przez działaczy organizacji, którą kierował, wciąż nie zostało zakończone. Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plAdam Andruszkiewicz,...

Zarzuty dla zastępcy szefa kancelarii prezydenta

Adam Andruszkiewicz, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta RP usłyszał zarzut fałszowania podpisów poparcia na listach wyborczych. Polityk nie przyznaje się do winy.

Co się wydarzyło?

Zarzuty dla Andruszkiewicza to efekt śledztwa Prokuratury Regionalnej w Lublinie dotyczącej podrabiania podpisów na listach poparcia dla kandydatów na radnych zgłaszanych przez Komitet Wyborczy Wyborców Ruch Narodowy. Sprawa dotyczy wyborów samorządowych do Sejmiku Województwa Podlaskiego, które odbyły się 12 lat temu.

Prokuratu zarzuta politykowi, że w czasach, gdy by liderem Młodzieży Wszechpolskiej i odpowiadał za lokalne struktury partii, kierował podrobieniem przez inne osoby dokumentów „w postaci list osób udzielających poparcia kandydatom zgłaszanym przez Komitet Wyborczy Ruch Narodowy w okręgu wyborczym nr 3 w wyborach do Sejmiku Województwa Podlaskiego”.

Zarzuty dotyczą podrobienia 1761 podpisów.

Polityk nie przyznał się do winy, a na platformie X pisał, że to „kłamliwe tezy”. W 2019 roku wystosował oświadczenie w tej sprawie.

„Nigdy nie fałszowałem ani nie kazałem fałszować podpisów, a rzekome oskarżenie mnie przez jednego z podejrzanych (!) jest nieprawdziwe, co w razie konieczności udowodnię przed sądem” – stwierdził wówczas. I podał TVN24 do sądu za reportaż. Jednak sąd oddalił pozew w tej sprawie.

„Jego wyjaśnienia znajdują potwierdzenie w pozostałym materiale dowodowym – zeznaniach świadków i opiniach z zakresu badania pisma ręcznego” – informuje prokuratura w komunikacie prasowym.

Jaki jest kontekst?

Śledztwo w tej sprawie toczy się od kilku lat. Początkowo odpowiadała za nie Prokuratura Rejonowa Białystok – Południe, w maju 2016 r. trafiło do Prokuratury Okręgowej w tym mieście. W 2019 roku zostało przeniesione do Prokuratury Regionalnej w Lublinie, a ówczesny prokurator Regionalny w Lublinie wyznaczył do prowadzenia śledztwa Prokuraturę Okręgową w stolicy woj. lubelskiego.

Tyle, że – jak pisała w OKO.press Anna Mierzyńska, okazało się, że zaginął jeden z tomów akt sprawy, zawierający zeznania dwunastu świadków.

„W toku śledztwa przesłuchano w charakterze świadków 1 596 osób oraz wywołano 59 opinii biegłych z zakresu badania pisma ręcznego” – informuje prokuratura.

W tym czasie Andruszkiewicz został trzykrotnie wybrany do Sejmu oraz pełnił funkcję wiceministra cyfryzacji i sekretarza stanu w KPRM. Odpowiadał też za kampanię Karola Nawrockiego w internecie w czasie ostatnich wyborów prezydenckich. Obecnie jest zastępcą szefa Kancelarii Prezydenta RP.

Przeczytaj także:

13:06 11-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...

Łapówka za akt łaski prezydenta. Zarzuty dla trzech osób

Prokuratura przedstawiła trzem osobom zarzuty dotyczące powoływania się na wpływy w Kancelarii Prezydenta RP oraz wręczenia i przyjęcia korzyści majątkowej w zamian za załatwienie prezydenckiego aktu łaski.

Co się wydarzyło?

Prokuratura Krajowa poinformowała, że trzy osoby usłyszały zarzuty dotyczące „powoływania się na wpływy w Kancelarii Prezydenta RP oraz wręczenia i przyjęcia korzyści majątkowej w zamian za załatwienie prezydenckiego aktu łaski od wyroku Sądu Okręgowego w Łodzi”.

Chodzi o Tomasza R., Monikę K. T. i Dominika G., którzy zostali zatrzymani 19 stycznia tego roku przez funkcjonariuszy ABW w Krakowie w ramach śledztwa prowadzonego przez Małopolski Wydział do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

„Jak ustalono, w styczniu 2018 r. w Wiśle, doszło do przekazania części uzgodnionej kwoty w formie zaliczki w wysokości 90 000 zł. Środki te miały stanowić element uzgodnionego wynagrodzenia za podjęcie się pośrednictwa w załatwieniu sprawy” – informuje prokuratura.

Podejrzani zostali tymczasowo aresztowani (na trzy miesiące). Grozi im kara do 12 lat pozbawienia wolności.

Jaki jest kontekst?

Prawo łaski jest jednym z konstytucyjnych uprawnień Prezydenta RP.

Podejrzani mieli powoływać się nie tylko na wpływy w Kancelarii Prezydenta RP (w czasach, gdy stanowisko pełnił Andrzej Duda), ale i obiecywali załatwić prezydenckii aktu łaski od wyroku Sądu Okręgowego w Łodzi. W toku postępowania wykorzystano m.in. zeznania świadka koronnego.

Jak ustaliło RMF Krzysztof Zasada, jeden z zatrzymanych to znajomy byłego prezydenta Dudy.

12:09 11-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Donald Tusk: Polska nie przystąpi do Rady Pokoju

Premier poinformował w środę, że Polska nie przystąpi do prac Rady Pokoju, która w przyszłym tygodniu zainaguruje prace.

Co się wydarzyło?

W środę 11 lutego Tusk przyznał, że otrzymałem informację od Radosława Sikorskiego, szefa MSZ, że polska nasza ambasada w Waszyngtonie otrzymała zaproszenie otwarte (dla premiera lub prezydenta) na spotkanie inaugurujące pracę Rady Pokoju, które odbędzie się 19 lutego w USA.

„To jest chyba ten moment, by jednoznacznie i wyraźnie powiedzieć, że w obecnych okolicznościach, jeśli chodzi o zasady, status tej Rady, bezpośrednie cele, głównie związane z odbudową (Strefy) Gazy, pewne wątpliwości o charakterze ustrojowym, jeśli chodzi o kształt tej Rady, powodują, że w tych okolicznościach Polska nie przystąpi do prac Rady do spraw Pokoju” – przekonywał premier Tusk.

Ponadto stwierdził, że dla Polski relacje z USA „są i pozostaną” priorytetem. „Jeśli zmienią się okoliczności, które umożliwią przystąpienie do pracy Rady, to nie wykluczamy żadnego scenariusza” – dodał Tusk.

Jaki jest kontekst?

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zainaugurował Radę Pokoju podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Ogłaszając jej powstanie prezydent USA twierdził, że będzie ona jedną z najważniejszych instytucji, jakie powstały w historii świata. Twierdził też, że „poproszono go o zostanie jej przewodniczącym”, co było dla niego „zaszczytem”.

Rada Pokoju stworzona początkowo po to, by zarządzać powojenną Strefą Gazy na mocy porozumień z Izraelem i Hamasem w zamyśle administracji Trumpa ma stanowić konkurencję dla ONZ i jej Rady Bezpieczeństwa.

Członkostwo w Radzie wymaga wpłaty w wysokości miliarda dolarów od każdego zaproszonego kraju, a Trumpowi nie udało się jednak jak dotąd skłonić do udziału w tym przedsięwzięciu ani większości sojuszników z NATO (w tym najważniejszych państw Europy), ani też Rosji i Chin (na czym ogromnie mu zależy). Na osłodę pozostaje Trumpowi jedynie Białoruś, która potwierdziła już udział w Radzie.

Zaproszony do Rady został też prezydent Polski Karol Nawrocki – jednak po negocjacjach z rządem jego kancelaria ogłosiła, że ewentualny udział w Radzie wymagłby przejścia całej procedury konstytucyjnej, czyli uchwały Rady Ministrów i ratyfikacji przez parlament.

„Rada Pokoju czy klub miłośników Donalda Trumpa? To chyba pierwszy taki przypadek, gdy Karol Nawrocki mógł się ucieszyć, że jego kompetencje są mniejsze niż kompetencje rządu” – przekonywały Dominika Sitnicka i Agata Szczęśniak w Programie Politycznym na łamach OKO.press.

Przeczytaj także:

10:27 11-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

„Mówiłam prawdę!”. Wyrok w sprawie molestowania Kotuli

Katarzyna Kotula wygrała w sądzie z byłym prezesem Polskiego Związku Tenisowego Mirosławem Skrzypczyńskim. Mężczyzna wytoczył jej pozew o zniesławienie po tym, jak na łamach Onetu opowiedziała, że była przez niego molestowana. Nie miała wówczas nawet 15 lat.

Co się wydarzyło?

Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa umorzył postępowanie przeciwko byłej ministrze ds. równości w rządzie Donalda Tuska, Katarzynie Kotuli. Decyzja zapadła we wtorek, 10 lutego. Orzeczenie nie jest prawomocne.

Postępowanie toczyło się z artykułu 212 kodeksu karnego. Katarzyna Kotula została oskarżona o zniesławienie przez Mirosława Skrzypczyńskiego, byłego prezesa Polskiego Związku Tenisowego. Posłanka cztery lata temu na łamach Onetu opowiedziała, że jako nastoletnia tenisistka, nie mająca 15 lat, była molestowania przez Skrzypczyńskiego.

Aby móc bronić się przed sądem, Kotula zrzekła się immunitetu poselskiego.

„Mówiłam prawdę” – napisała polityczka we wtorek wieczorem, w oświadczeniu opublikowanym po wyroku sądu. „Sąd uznał, iż moje słowa i odpowiedzialność za nie jest wyłączona, gdyż poparte są dowodem prawdy. To, że mówiłam prawdę potwierdziła także w swoim postanowieniu Prokuratura Okręgowa w Szczecinie 26.06.2024 roku” – napisała Katarzyna Kotula.

Wyświetl ten post na Instagramie

„Szef Polskiego Związku Tenisowego Mirosław Skrzypczyński przez lata stosował przemoc psychiczną i fizyczną wobec swojej rodziny i wobec zawodniczek, które trenował” – napisali w październiku 2022 roku Jacek Schwertner i Janusz Harłukowicz. Reportaż opublikowany w Onecie obnażał, że były prezes PZT przez lata nękał i wykorzystywał seksualnie małoletnie zawodniczki.

„To był predator” – wyznała później Katarrzyna Kotula. Jeszcze jako posłanka Lewicy za rządów PiS wyznała, że również doświadczyła przemocy ze strony Skrzypczyńskiego; kiedy była zawodniczką klubu Energetyk Gryfino. Nie miała wówczas 15 lat.Polityczka zgłosiła sprawę prokuraturze. Ale ta nie podjęła śledztwa ze względu na przedawnienie. Jednocześnie jednoznacznie stwierdziła, że do molestowania doszło – przyznała w grudniu 2024 roku w Sejmie Katarzyna Kotula.Pod naciskiem mediów i opinii publicznej Mirosław Skrzypczyński zrezygnował z fotela prezesa PZT, ale pozostał członkiem zarządu. Dopiero 29 listopada 2022 roku wydał oświadczenie, w którym zrzeka się pełnienia jakichkolwiek funkcji w PZT. W oświadczeniu zastrzegł, że decyzja nie jest równoznaczna z przyznaniem się do winy. Przekonywał, że „padł ofiarą bezwzględnej manipulacji i kampanii oszczerstw”. I zapowiedział, że sprawę – o zniesławienie ze strony Katarzyny Kotuli – skieruje do sądu. Teraz tę sprawę przegrał.

Jaki jest kontekst?

Skandal w środowisku tenisowym jest tylko jedną z wielu historii dotyczącej przemocy wobec kobiet w sporcie. W grudniu 2025 roku Rrzecznik Praw Obywatelskich opublikował raport poświęcony molestowaniu i molestowaniu seksualnym w sporcie wyczynowym. Wyniki są wstrząsające. „Prawie połowa badanych osób (48%) doświadczyła przynajmniej jednej sytuacji dotyczącej molestowania lub molestowania seksualnego w ramach wyczynowego uprawiania sportu” – czytamy w raporcie BRPO.

Prawie połowa badanych klubów nie ma żadnych regulacji i procedur dotyczących zgłaszania przypadków molestowania. A jeśli są, to zawodniczki tych procedur kompletnie nie znają; nie biorą udziału w szkoleniach, nie są na nie zapraszane, nie wiedzą, jak rozpoznać molestowanie i kogo o nim poinformować.

Jednym z głównych zaleceń raportu RPO jest „wprowadzenie na mocy ustawy o sporcie obowiązku przyjęcia przez polskie związki sportowe regulaminu antydyskryminacyjnego określającego zasady przeciwdziałania wszelkim przejawom dyskryminacji w sporcie, w tym molestowaniu i molestowaniu seksualnemu”.

Taki projekt był, poparto go nawet w Sejmie i Senacie. Proponowano wprowadzenie na przykład kar dyscyplinarnych za czyny przemocy i dyskryminacji w sporcie, ustanowienie rzecznika do tych spraw przy ministrze sportu, który miałby regularnie szkolić działaczy sportowych oraz młodych sportowców, by potrafili rozpoznawać nadużycia i wiedzieli, gdzie je zgłaszać. Przepisy, mocno popierane przez sportsmenki, tj. Justynę Kowalczyk-Tekieli, Katarzynę Zillmann, Joannę Wołosz czy Maję Włoszczowską, miały wejść w życie 1 stycznia 2025 roku. Ale Andrzej Duda pod koniec 2024 roku ustawę skierował do Trybunału Konstytucyjnego.

Obecnie ministerstwo sportu przygotowuje nowy projekt nowelizacji ustawy o sporcie. Na początku stycznia przyjął go rząd, w ostatni wtorek 10 lutego – jednogłośnie zagłosowała za nim sejmowa Komisja Sportu. Było to pierwsze czytanie projektu. Nie ma w nim jednak zapisów dotyczących przeciwdziałania dyskryminacji w sporcie.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: