0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

11:13 19-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.plFot. Mateusz Skwarcz...

Tusk i Domański proponują nowy próg podatkowy

12 proc., 24 proc. i 32 proc. – to propozycja nowych stawek w PIT. Jeśli przepisy weszłyby w życie w tej formie, oznacza to obniżkę podatku dla pracowników zarabiających rocznie między 120 a 150 tys. zł

Co się wydarzyło

Podczas konferencji prasowej premier Donald Tusk zaprezentował propozycje zmian w systemie podatkowym. Najważniejsza zmiana to wprowadzenie dodatkowej stawki podatku PIT oraz zmiana progów podatkowych. Po zmianach, system podatku PIT wyglądałby następująco:

  • 0 proc. dla dochodów do 30 tys. zł rocznie (tu brak zmian),
  • 12 proc. dla dochodów między 30 tys. a 130 tys. zł rocznie (tu próg rośnie ze 120 tys. do 130 tys. zł),
  • 24 proc. dla dochodów między 130 tys. zł a 150 tys. zł rocznie (to nowa stawka, której wcześniej nie było),
  • 32 proc. dla dochodów powyżej 150 tys. zł.

Uzasadnienie dla zmian?

„Postanowiliśmy wspólnie z ministrem Domańskim, aby w dwóch wymiarach ulżyć i pomóc tej rosnącej, narodziła się już dawno temu, klasie średniej. A więc ludziom, którzy zarabiają w Polsce średnio i średnio plus i których liczba rośnie. Zmiany podatkowe, o których za chwilę wspólnie z panem ministrem powiemy w szczegółach, oznaczają że około 3,5 mln podatników w przyszłym roku, a ta grupa będzie rosła, mniej więcej o 0,5 mln w kolejnym roku, bo wynika to z rosnących płac i wzrostu gospodarczego” – mówił premier.

Poza tym rząd planuje:

  • podnieść stawkę CIT dla firm osiągających roczne przychody powyżej 50 mln euro z 19 do 22 proc.
  • podnieść daninę solidarnościową (podatek dla osób fizycznych, które osiągają dochód powyżej miliona złotych rocznie) z 4 proc. do 5 proc.
  • wrócić do limitu przychodów dla podatników ryczałtowych sprzed 2021 roku (obecnie to 2 mln euro, wcześniej było to 250 tys. euro).

„Chcemy aby największe, najbogatsze, osiągające najwyższe przychody firmy i koncerny oraz płatnicy ryczałtowi, którzy są milionerami, w sensie rocznym, zarabiają ponad milion złotych, żeby to oni przejęli na siebie przynajmniej część sfinansowania tego projektu” – mówił premier na konferencji.

Jaki jest kontekst

Proponowane zmiany w PIT to zwiększenie dochodów netto, a więc obniżka podatków, dla osób zarabiających pomiędzy 120 tys. a 150 tys. zł rocznie. Dla reszty podatników PIT zmiany będą neutralne. Projekt to lekka korekta przepisów w stronę większej progresji podatkowej. Otrzymujemy dodatkowy próg podatkowy między dotychczasowymi stawkami 12 i 32 proc., co amortyzuje zmiany dobrze zarabiających pracowników przy podnoszeniu ich dochodów. Jednoczesnie rząd proponuje nieznaczne zwiększenie podatków dla bardzo dobrze zarabiających osób i firm.

Ostatni raz w Polsce trzy stawki podatkowe w PIT obowiązywały przed 2009 rokiem. Wówczas pracownicy, w zależności od dochodów, płacili 19, 30 lub 40 proc. podatku dochodowego. Zmieniona w 2006 roku ustawa zlikwidowała najwyższą, czterdziestoprocentową stawkę i wprowadzała dwa nowe progi – 18 i 32 proc.

Przeczytaj także:

10:49 19-08-2026

Prawa autorskie: fot. Natalia KOLESNIKOVA / AFPfot. Natalia KOLESNI...

Rosyjski ekonomista ostrzegł Putina, że Rosja przegrywa wojnę gospodarczo. Stracił stanowisko

Główny ekonomista rosyjskiego państwowego banku VEB Andriej Klepacz powiedział, że Rosja przegrywa gospodarczą „wojnę na wyniszczenie” z Zachodem, krajowi grozi „kryzys społeczny”, a koszty inwazji na Ukrainę stale rosną.

Co się wydarzyło?

Andriej Klepacz stracił stanowisko głównego ekonomisty rosyjskiego państwowego banku VEB po krytycznej ocenie skutków wojny przeciwko Ukrainie, podała 18 sierpnia Al Jazeera. O zwolnieniu jako pierwszy poinformował Reuters dzień wcześniej.

Klepacz pracował na tym stanowisku od 2014 roku. VEB potwierdził jego odejście bez podania przyczyn.

Klepacz wypowiedział się w maju na forum Klubu Nikitskiego – to forum eksperckie skupiające ekonomistów, naukowców i urzędników. Rosyjskie media nagłośniły słowa Klepacza dopiero w sierpniu.

— Zostajemy w tyle. Przegrywamy zarówno technologiczną, jak i gospodarczą rywalizację na świecie. I przegrywamy nie tylko z Chinami i Stanami Zjednoczonymi, pod pewnymi względami także z Ukrainą — miał powiedzieć Klepacz.

— Nie wygramy tej rywalizacji w wojnie na wyniszczenie. Mamy złudzenie, że wszystko tam, w Ukrainie, się załamie. Nie załamało się i nie załamie. Nasze koszty rosną — dodał ekonomista.

Według Klepacza Rosja co prawda uniknie załamania gospodarki, ale będzie coraz bardziej odstawać od konkurentów. — Gospodarczo nie upadniemy, ale dystans dzielący nas od innych będzie nadal rósł, ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Kryzys społeczny może wybuchnąć dokładnie wtedy, gdy nikt szczególnie nie spodziewa się go — powiedział.

Klepacz skrytykował również sposób rządzenia Rosją.

— Jakość zarządzania niemal stale się pogarsza — powiedział. — Cały czas podejmowane są decyzje, które są skrajnie słabo uzasadnione, lecz mają długofalowe skutki strategiczne.

Jaki jest kontekst?

Wojna z Ukraina, w planach krótka i zakończona efektownym zwycięstwem, trwa już cztery i pół roku. Z jednej strony ogromne wydatki wojenne podtrzymują rosyjską gospodarkę, ale z drugiej – uderzają w sektor cywilny. Sytuację pogarszają dalekosiężne uderzenie dronowe i rakietowe Ukrainy w newralgiczną infrastrukturę Rosji: rafinerie, porty, czy centra logistyczne. W efekcie w kraju powszechne są braki benzyny.

Jak pisaliśmy w OKO.press, oficjalne tempo wzrostu gospodarczego spadło na początku roku do około 0,5 proc, a rosyjski bank centralny – utrzymujący stopy procentowe na poziomie 14 proc. przy inflacji 6% – dopuścił w lipcu scenariusz zerowego wzrostu w całym 2026 roku. Deficyt budżetu już po czterech miesiącach sięgnął 5,87 bln rubli (prawie 60 mld euro), przekraczając plan na cały rok.

Niemniej pogłębiający się kryzys rosyjskiej gospodarki raczej nie wywoła masowych protestów ulicznych. W rosyjskiej autokracji brakuje niezależnych organizacji, mediów i partii, które mogłyby przekształcić niezadowolenie w działanie, mówiła w czerwcu OKO.press politolożka Jekatierina Szulman.

— Czara społecznej cierpliwości nigdy nie przelewa się jako pierwsza. Najpierw słabnie władza. Dopiero potem pojawia się ruch protestu. Nie odwrotnie — mówiła Szulman.

10:27 19-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.plFot. Jacek Marczewsk...

Limity, kontrole, deportacje, asymilacja, repatriacja. 5 pomysłów Morawieckiego na politykę migracyjną

Nauka kultury polskiej pod rygorem deportacji, limity napływu migrantów, zawieszenie Strefy Schengen, ulgi dla Polaków wracających z emigracji – Mateusz Morawiecki ogłasza, jak „naprawić” politykę migracyjną

Co się wydarzyło

Klub Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego przedstawił pomysły na politykę migracyjną pod hasłem „Najbezpieczniejsze państwo świata”. Pierwszym filarem ma być program repatriacji i prewencji emigracji skierowany do Polek i Polaków.

Jak tłumaczył Łukasz Schreiber, osoby, które zdecydowałyby się na powrót do kraju, mogłyby liczyć na 50-procentową obniżkę PIT-u przez pierwsze 5 lat, a także ulgi na wynajem mieszkania czy wzięcie kredytu hipotecznego. W podobny sposób klub Morawieckiego chciałby zatrzymać w Polsce młodych ludzi, w wieku 30-35 lat, którzy rozważają emigrację. Obok ulg mieszkaniowych i podatkowych, mogliby oni liczyć na wsparcie w szukaniu zatrudnienia. Celem jest redukcja bezrobocia.

Drugi filar zakłada stworzenie oddzielnego ministerstwa ds. migracji i asymilacji, a także „uszczelnienie granic”. Schreiber sugerował, że jeśli Polakom zależy bardziej na bezpieczeństwie niż wygodzie, to może Polska powinna czasowo zawiesić udział w Strefie Schengen i przywrócić kontrole na wszystkich lądowych granicach.

Mateusz Morawiecki chciałby też, żeby państwo odgórnie ustalało limity napływu imigrantów, np. maksymalnie 30-50 tys. wiz pracowniczych spoza UE wydawanych rocznie.

Czwartym filarem miałoby być stworzenie indywidualnego konta migranta, gdzie znajdowałyby się informacje o legalności pobytu, pracy i płaconych przez migranta składkach. Były premier dodał, że aby zwiększyć bezpieczeństwo, przydałoby się też utworzyć specjalną służbę deportacyjną. "To będzie bardzo wyraźnym znakiem dodatkowego zabezpieczenia spokoju na polskich ulicach” – mówił Morawiecki.

Ostatnim punktem jest „bezwarunkowa asymilacja”. Rozwój Plus chce zmuszać imigrantów do nauki języka polskiego, kultury polskiej i europejskiej pod rygorem deportacji.

Jak przekazał Schreiber, to dopiero draft projektu, który będzie teraz konsultowany z ekspertami. Pełną propozycję poznamy przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.

Jaki jest kontekst

Mateusz Morawiecki, który wraz z grupą rozłamowców został wyrzucony z klubu PiS, prowadzi teraz ofensywę programową. I podobnie jak w przypadku pomysłów dotyczących polityki demograficznej, w dużej mierze buduje swoje propozycje na populistycznych hasłach. W tym przypadku odwołują się one do popularnej zbitki: migracja to zagrożenie.

Z takich samych klisz korzysta zresztą obecny rząd, który chwali się, że w 2026 roku o 87 proc. spadła liczba wydawanych wiz pracowniczych w stosunku do 2022 roku (gdy rządził PiS). „W pierwszym kwartale 2022 r. Polska wydała 123 tys. wiz pracowniczych, podczas gdy w pierwszym kwartale 2026 r. jest to już tylko 16 tys. tego typu wiz” – informowało niedawno MSWiA. „Polski rząd wdrożył nową, asertywną i selektywną politykę migracyjną, której kluczowymi priorytetami są bezpieczeństwo obywateli oraz odpowiedzialne podejście do migracji. Dzięki uszczelnieniu procedur i konsekwentnemu egzekwowaniu prawa, państwo odzyskało kontrolę nad tym, kto i w jakim celu przyjeżdża do Polski i kto musi Polskę opuścić” – chwalił się resort Marcina Kierwińskiego.

Ukazywanie migracji tylko w kategoriach zagrożenia wpływa na postawy społeczne, co widać wyraźnie po zmianie stosunku Polek i Polaków do Ukraińców. Nowoczesne podejście do migracji, w miejsce asymilacji, proponuje integrację, czyli proces wzajemnego uczenia się, wzbogacania kultury i polepszania usług publicznych dla wszystkich, niezależnie od pochodzenia. Jednak taki obraz polityki migracyjnej nie mieści się w nacjonalistycznej wizji państwa, którą prezentuje także bardziej centrowo zorientowana prawica.

Przeczytaj także:

09:50 19-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Policja blokuje Gawkowskiego ws. danych z MyDr

Czy moje dane osobowe i medyczne też zostały wykradzione z firmy MyDr? Minister cyfryzacji zapewniał, że lada dzień każda z 19 mln osób, której dane padły ofiarą hakerów, będzie mogła to sprawdzić w rządowym serwisie. To jednak nie będzie możliwe. Policja na to nie pozwala. Zresztą od początku ten plan był wątpliwy

Co się wydarzyło?

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski od kilku dni zapewnia, że każdy lada chwila będzie mógł sprawdzić w portalu bezpiecznedane.gov, czy jego dane osobowe i medyczne zostały skradzione przez cybeprzestępców z firmy MyDr.

Ale to nieprawda – nikt z 19 mln okradzionych z danych osób sprawdzić tego nie będzie mógł w rządowym portalu. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, nie godzi się na to policja. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości w komunikacie wydanym we wtorek (18 sierpnia) poinformowało, że:

„Na tym etapie nie jest zasadnym publikowanie numerów PESEL pacjentów obsługiwanych przez system MyDr na stronie bezpiecznedane.gov.pl. Publikowanie takich danych mogłoby utrudnić prowadzone działania.”

Po drugie, nie do tego służy portal bezpiecznedane.gov. Jak wyjaśnia w wywiadzie dla OKO.press prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski, skradzione dane do rządowego portalu powinny trafić w sytuacji, gdy zostaną upublicznione przez hakerów w internecie. A nie wtedy, gdy zostaną „jedynie” skradzione.

A jak zapewniają dziś władze, wykradzionych z firmy MyDr danych nie ma ani w otwartym internecie, ani w darknecie. To obecnie wiemy na pewno.

Co jeszcze wiemy? Jak wyjaśnia OKO.press prezes UODO, wiemy już, że wyciek dotyczy danych do 2024 roku i nie objął wszystkich w jednakowym stopniu.

Wiemy, że niektóre z dużych sieci medycznych już znają szczegóły i były w stanie potwierdzić na przykład, że tylko kilka ich placówek ucierpiało, nie wszystkie.

Wiemy, że w niektórych przypadkach doszło do wycieku tylko pewnych kategorii danych. Inaczej mówiąc, spośród 19 mln okradzionych obywateli, niektórzy w tym cyberataku stracili tylko podstawowe dane jak nazwisko, adres, numer telefonu i PESEL, inni również dane medyczne. Nie wiemy jeszcze, kto jakie.

Szacuje się, że w tym ataku hakerskim, który objął połowę populacji Polski, hakerzy pobrali blisko 2 terabajty danych.

„Tego nie pobiera się w sekundę, proces musiał trwać dni, a może i tygodnie. Fakt, że ataku nie wykryto odpowiednio wcześnie, budzi ogromne wątpliwości – mówi OKO.press prezes UODO Mirosław Wróblewski.

Więcej szczegółowych informacji na temat wycieku danych z firmy MyDr można przeczytać w wywiadzie z prezesem UODO dostępnym tutaj:

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Nie jest jasne, kiedy dokładnie doszło do potężnej kradzieży danych z formy MyDr, wiadomo jednak, że firma ta oferowała obsługę ok. 12 tys. placówek medycznych, którym za pośrednictwem MyDr wykradziono dane milionów Polaków.

Hakerzy po kradzieży skontaktowali się z firmą MyDr 5 sierpnia. Ale nic się nie wydarzyło, firma nie zareagowała, nikogo nie poinformowała. Więc 8 sierpnia przestępcy skontaktowali się z branżowymi specjalistami z portalu Zaufana Trzecia Strona, którzy ujawnili sprawę 10 sierpnia. 12 sierpnia poinformował o tym publicznie minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

Kilka dni później, w sobotę 15 sierpnia, minister podawał, że śledczy są już na tropie grupy hakerów.

Tymczasem część polityków domaga się od władz innego rodzaju działań. Janusz Cieszyński, minister cyfryzacji w rządzie PiS, obecnie członek stowarzyszenia Rozwój Plus, niedawno domagał się, by cała wykradziona baza danych została przekazana do Ministerstwa Zdrowia, to z kolei powinno szczegółowe dane, komu i co dokładnie wykradziono, przekazywać każdemu poszkodowanemu indywidualnie za pośrednictwem IPK (Internetowego Konta Pacjenta).

To jednak pomysł nie tylko niezgodny z prawem, ale również bardzo groźny, by ministerstwo weszło w posiadanie tak wrażliwych danych o połowie populacji kraju.

„Dziś byłyby to dane medyczne, a jutro np. bazy członków partii politycznych. To realne zagrożenie dla demokracji oraz prawidłowego funkcjonowania państwa i społeczeństwa” – podkreśla w wywiadzie dla OKO.press prezes UODO.

Przeczytaj także:

09:13 19-08-2026

Prawa autorskie: Fot. AP Photo/Efrem Lukatsky, zdjęcie archiwalneFot. AP Photo/Efrem ...

Były minister obrony Ukrainy Fedorow wezwał do przeprowadzenia wyborów w kraju

Mychajło Fedorow zabrał głos, wezwał do znalezienia sposobu na przeprowadzenie wyborów nawet w czasie wojny i skrytykował obecny system władzy na Ukrainie. Dziś Rada Najwyższa Ukrainy ma głosować za mianowaniem Jewhenija Chmary nowym ministrem obrony.

Co się wydarzyło?

Wieczorem 18 sierpnia Mychajło Fedorow, były minister obrony Ukrainy na swoim kanale na YouTube opublikował apel do ukraińskiego narodu. Fedorow wezwał do znalezienia zgodnego z prawem, bezpiecznego i realistycznego mechanizmu, który pozwoli przeprowadzić wybory w kraju nawet w warunkach trwającej wojny.

„Musimy odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: jak powinno funkcjonować państwo, jeśli wojna trwa od lat? A co jeśli wojna potrwa jeszcze rok? Dwa? Trzy? Czy Rosja może faktycznie uzyskać prawo do decydowania, kiedy Ukraińcy znów będą mogli wybrać swoje władze? Jestem przekonany, że nie. Demokracja nie może być zakładniczką Rosji” – mówił Fedorow. „Walczymy właśnie dlatego, że chcemy pozostać wolnym państwem europejskim”.

Według byłego szefa ministerstwa obrony Ukrainy nie będzie łatwo przywrócić pełny proces demokratyczny, ponieważ trzeba będzie zapewnić prawo do głosowania żołnierzom, milionom Ukraińców przebywających za granicą oraz mieszkańcom regionów przyfrontowych. Trzeba będzie zapewnić także bezpieczeństwo procesu wyborczego, niezależność instytucji i zaufanie do wyników.

„Jednak trudność nie oznacza niemożliwości. Ukraina już wielokrotnie dokonywała tego, co świat uważał za niemożliwe” – utrzymuje Fedorow.

Były minister skrytykował obecny system funkcjonowania władzy w Ukrainie. Zdaniem Fedorowa „szczególnie niebezpieczne jest, gdy w społeczeństwie pojawia się poczucie, że głównym kryterium mianowania danej osoby nie jest jej profesjonalizm, wyniki ani zdolność do wprowadzania zmian w kraju, lecz osobista lojalność wobec systemu”.

„Tak nie może funkcjonować współczesne państwo. A tym bardziej nie może funkcjonować kraj, który toczy wojnę o swoje przetrwanie” – mówił były minister.

Wkrótce przedstawicieł Biura Prezydenta Ukrainy w komentarzu dla Liga.net odniósł się do słów Fedorowa. „Niech przeprowadza [wybory] w przerwach między atakami balistycznymi, co tu można powiedzieć. Nikt nigdy nie był przeciwny wyborom, ale proces wyborczy to coś więcej niż tylko wymyślenie, jak głosować” – oświadczył.

Władze Ukrainy wielokrotnie podkreślały, że przeprowadzenie wyborów w czasie stanu wojennego jest niemożliwe i jest to wyraźnie zabronione przez ukraińskie prawo. Według władz istnieje mnóstwo wyzwań dla przeprowadzenia wyborów podczas wojny, m.in. to, że miliony Ukraińców uciekły przed wojną na za granicę (niemożliwe jest zapewnienie praw wyborczych wszystkim obywatelom, zwłaszcza w krajach gdzie jest ich najwięcej – Niemczech i Polsce, gdzie mieszka po ok. milion Ukraińców i Ukrainek), a około 20% terytorium kraju znajduje się pod rosyjską okupacją.

Z taką oceną zgadza się też społeczeństwo, liczne organizacje pozarządowe, a nawet partie opozycyjne. Natomiast ukraińscy eksperci apelują o przygotowanie się do pierwszych powojennych wyborów. Trwają prace nad zmianą prawa, które miałoby zapewnić rzetelne i demokratyczne wybory powojenne.

Przeczytaj także:

Fedorow dodał, że trzeba mówić też o korupcji – „nie dlatego, że to popularne słowo. Ale dlatego, że w czasie wojny korupcja nabiera zupełnie innego znaczenia”. Według byłego szefa resortu obrony w czasach pokoju korupcja w kraju oznacza brak dobrych dróg czy nowych szpitali, podczas wojny – oznacza brak dronów czy innego uzbrojenia, od którego zależy życie ludzi.

Według Fedorowa podczas wojny, w sytuacji, gdy Rosja zmienia taktykę i codziennie trzeba podejmować decyzje o kluczowym znaczeniu, komunikować z partnerami Ukraina nie może tak długo (ponad miesiąc) pozostawać bez pełnoprawnego ministra obrony.

Jaki jest kontekst?

Oświadczenie Fedorowa zostało opublikowane wkrótce po tym, jak prezydent Zełenski oficjalnie zwrócił się do Rady Najwyższej Ukrainy o mianowanie Jewhenija Chmary, szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) nowym ministrem obrony Ukrainy.

14 lipca Rada Najwyższa Ukrainy odwołała premier Julię Swyrydenko, a zatem cały ukraiński rząd. W ciągu miesiąca po dymisji Fedorowa Chmara pełnił obowiązki szefa resortu obrony.

Jak okazało się jedną z największych przyczyn restrukturyzacji rządu miał być problem z ministrem Fedorowem. Mychajło Fedorow jest uznawany za najskuteczniejszego z ministrów obrony Ukrainy. W ciągu kilku miesięcy przeprowadził wiele zmian. Sukcesy w atakowaniu celów w Rosji i osłabienie agresora stały się możliwe właśnie dzięki zarządzaniu Fedorowa. Do tego jego zespół walczył z korupcją – zarówno w samym ministerstwie, jak i z klanami, czerpiącymi zyski z dostaw dla wojska, co według komentatorów może być istotną przyczyną jego dymisji.

Według ukraińskiego prezydenta Fedorow był w głębokim i nierozwiązywalnym konflikcie z głównodowodzącym Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandrem Syrskim oraz z armią. Choć według komentatorów politycznych zespół Zełenskiego był przekonany, że Fedorow ma ambicje polityczne i może stać się konkurentem dla Zełenskiego w przyszłych wyborach.

Przeczytaj także:

Po dymisji Fedorowa w Kijowie, niedaleko Biura Prezydenta oraz w innych ukraińskich miastach wybuchły protesty. Demonstranci apelowali do władz o zwolnienie gen. Syrskiego i o przywrócenie Fedorowa na stanowisko w nowym rządzie. Dla większości społeczeństwa Fedorow jest nadzieją na zwycięstwo w wojnie dzięki technologiom oraz asymetrycznym operacjom, m.in. w głębi Rosji.

Prezydent Zełenski pod presją społeczeństwa odwołał Ołeksandra Syrskiego (mianując na stanowisko głównodowodzącego SZU Mychajła Drapatego), jednak nie zmienił swojego stanowiska w sprawie Fedorowa. Zełenski mówił, że proponował Fedorowowi inne stanowiska związane z obronnością, natomiast Fedorow odmawiał, jak mówi, interesuje go tylko stanowisko ministra obrony, ponieważ tylko na tym stanowisku ma realny wpływ na prowadzenie wojny.

Po dymisji Fedorowa bardzo wzrosło jego poparcie. Według sondażu Rating Group 72 proc. respondentów nie zgadza się z odwołaniem Fedorowa, a tylko 5 proc. popiera tę decyzję. Zaufanie do Fedorowa zadeklarowało 65 proc. badanych (skok aż o 30 pkt proc.), więcej niż do Zełenskiego (59 proc.). Większym zaufaniem cieszy się tylko Wałerij Załużny, dowodzący armią w latach 2021-2024, uważany za głównego konkurenta politycznego Zełenskiego.

Według sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii, przeprowadzonego w drugiej połowie lipca 2026 roku, najwyższy poziom zaufania cieszą się Załużny (66% ufa, 24% nie ufa), Fedorow (63% ufa, 16% nie ufa) oraz Kyryło Budanow, były szef ukraińskiego wywiadu HUR, obecnie szef Biura Prezydenta Ukrainy (61% ufa, 22% nie ufa).

Prezydent Zełenski znalazł się na czwartym miejscu, ufa mu 56%, nie ufa – 38%.

Przeczytaj także:

Zgodnie z Konstytucją Ukrainy to prezydent proponuje Radzie Najwyższej kandydatury ministra obrony i ministra spraw zagranicznych. (Pozostali członkowie Rady Ministrów są mianowani przez Radę Najwyższą na wniosek premiera).

W Ukrainie już od ponad miesiąca trwają protesty (choć już nie tak liczne, jak po dymisji Fedorowa) w obronie byłego ministra obrony Mychaja Fedorowa. W niedzielę 16 sierpnia w centrum Kijowa odbyła się manifestacja na rzecz przywrócenia Fedorowa na stanowisko ministra obrony oraz na rzecz dialogu między władzami a społeczeństwem.

Dziś, 19 sierpnia, Rada Najwyższa, która wznowiła posiedzenia po miesięcznej przerwie ma głosować za mianowaniem Jewhenija Chmary na ministra obrony Ukrainy. W Kijowie, przed budynkiem Rady Najwyższej, jak podają dziennikarze portalu hromadske, około pół setki osób wyszło na ulicę i wzywają posłów, by nie głosowali za mianowaniem Chmary na ministra obrony. Tymczasem w Radzie trwa rozmowa posłów z Chmarą.

Część posłów, którzy udzielili dziennikarzom hromadske komentarzy, zamierza głosować „za”.

„Z pewnością poprę [wniosek prezydenta Ukrainy w sprawie mianowania Chmary na stanowisko ministra obrony]. Pracuję w zespole prezydenta, razem z nim wkroczyłem do polityki, ufam wyborowi prezydenta i ufam generałowi Chmarze” – mówił Ołeksandr Kowalczuk, poseł prezydenckiej partii Sługa Narodu.

Bezpartyjny poseł Dmytro Kostiuk natomiast twierdzi, że zagłosuje przeciwko, uważa, że to Fedorow powinien objąć stanowisko ministra obrony.

„Nie mam nic przeciwko samemu Chmarze, ale rozumiemy, że nasze władze próbowały rozprawić się z osobami, które były dla nich niewygodne. Fedorow był niewygodnym ministrem obrony, demaskował schematy korupcyjne – został usunięty. Szkoda mi Chmary jako specjalisty, jako wojskowego, jako pracownika SBU, który skutecznie działał w swojej jednostce, a potem zaczęto nim łatać dziury. Mianowano go na stanowisko szefa SBU po to, by była taka postać, która zasłaniała prawdziwego szefa. A teraz chcą go w Ministerstwie Obrony” – powiedział Dmytro Kostyuk.

Przeczytaj także: