Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Atos, Fili i Frenczi z Białej Podlaskiej mają już domy w ramach akcji mrozy, ale psy z całej Polski czekają na pomoc. Pozostawanie w schroniskowym boksie w mroźne dni to dla większości zwierząt ogromne zagrożenie.
W związku z mrozami schroniska dla zwierząt z całej Polski apelują o przyjmowanie psów do domów tymczasowych. Kilka takich akcji zakończyło się już sukcesem, a psy spędzą najmroźniejsze dni w cieple.
W niedzielne popołudnie o sukcesie akcji mrozy poinformowało schronisko w Borku (woj. małopolskie). „Dzisiaj schronisko opustoszało... około 70 psów już grzeje się na kanapach w domkach” – czytamy w poście zamieszczonym na Facebooku. Wcześniej pracownicy schroniska pisali, że cała załoga robi „wszystko, aby nasze psiaki czuły się komfortowo i aby nie zmarzły, ale przy takich temperaturach DOM to jedyne rozwiązanie”.
Schronisko „Azyl” z Białej Podlaskiej apeluje o zgłaszanie się osób, które mogłyby wziąć psy do domów na czas mrozów, a ostatniej doby ciepły kąt znalazły trzy psiaki – Atos, Fili i Frenczi.
W sobotę (10.01) krakowskie schronisko poinformowało, że do tymczasowych adopcji ustawiła się ogromna kolejka. Pod koniec dnia w mediach społecznościowych schroniska pojawił się post: „To był dzień pełen wzruszeń, nadziei i dobra, które unosiło się w powietrzu przy każdym spotkaniu człowieka z psem. Z ogromną radością i wdzięcznością możemy powiedzieć, że aż 36 psów znalazło dziś swoje domy tymczasowe!! Wśród tych szczęśliwców znalazło się aż 8 piesków wymagających opieki weterynaryjnej i dalszych kontroli. Według dzisiejszych deklaracji jutro dołączą do nich kolejne 3! To liczby, ale za każdą z nich stoi życie, które właśnie dostało szansę na bezpieczeństwo, ciepło i czułość”.
Schroniska publikują w swoich mediach społecznościowych wszystkie informacje w sprawie udzielenia domu tymczasowego (lub – w idealnym scenariuszu – domu stałego). Fundacja Mam Pomysł, prowadząca przytulisko w Świdnicy zapewnia karmę, akcesoria, opiekę weterynaryjną i wsparcie behawiorystów. "Pytacie czego nam potrzeba? Najbardziej domów tymczasowych na zimę. To nie są warunki łatwe dla psów… one czekają w naszym schronisku z krótką sierścią często w kurteczkach" – pisze Fundacja.
O pomoc i domy tymczasowe apelują m.in. schronisko w Starym Sączu, schronisko „Zwierzaki do wzięcia” z Kłoczewa (woj. lubelskie) czy schronisko z Kędzierzyna-Koźla. Wielkopolska Fundacja Kejtersi regularnie publikuje ogłoszenia o psach, które potrzebują przynajmniej tymczasowej opieki podczas mrozów.
„Zachęcamy z całego serca do zaglądania do pobliskich schronisk, przytulisk i fundacji. Być może właśnie teraz ktoś tam bardzo czeka na Waszą pomoc” – pisze w mediach społecznościowych Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.
Przeczytaj także:
Szefowa ukraińskiego rządu twierdzi, że naprawy przebiegają w „rekordowym” tempie, jednak niektórzy mieszkańcy stolicy poczekają na przywrócenie dostaw aż do czwartku
W mrozie sięgającym kilkunastu stopni na minusie Kijów zmaga się z efektami rosyjskich ataków na infrastrukturę krytyczną i cele cywilne. W mijającym tygodniu Rosja skierowała na Ukrainę 1100 dronów, 890 kierowanych bomb lotniczych i ponad 50 pocisków manewrujących dalekiego i średniego zasięgu.
W piątek całe miasto zostało pozbawione prądu i ciepła, w wielu miejscach brakowało również wody. W niedzielę sytuacja jest już lepsza, jednak lokalne władze informują, że ponad 1000 budynków ukraińskiej stolicy wciąż pozostaje bez ogrzewania.
„Trwają prace naprawcze. Jednak sytuacja w zakresie dostaw energii w stolicy pozostaje bardzo trudna” – napisał na Telegramie mer Kijowa Witalij Kliczko. „Według prognoz, w najbliższych dniach nie należy spodziewać się ustąpienia silnych mrozów. Dlatego trudna sytuacja w stolicy będzie się utrzymywać” – stwierdził włodarz ukraińskiej stolicy.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ocenił, że Rosja celowo czekała ze wzmocnieniem ostrzałów na atak zimy. Jak stwierdził, agresor prowadzi „cyniczne terrorystyczne działania skierowane konkretnie przeciwko ludności cywilnej”.
Sytuacja budzi niepokój mieszkańców obwodu kijowskiego. W serwisach społecznościowych pojawiają się nagrania osób blokujących drogi w geście protestu — między innymi spod Buczy, gdzie prądu nie ma już czwartą dobę.
Dramatyczna jest również sytuacja na Zaporożu, gdzie Rosjanie zaatakowali 27 celów. W efekcie bez prądu w środku nocy pozostało ponad 380 tysięcy osób.
„W tym tygodniu nie było ani jednego dnia bez ataków na obiekty energetyczne i infrastrukturę krytyczną” – poinformowała na Telegramie premierka Ukrainy Julija Swyrydenko.
Swyrydenko dodała, że przywracanie dostaw ciepła i energii elektrycznej przebiega w rekordowo szybkim tempie, jednak na znaczącą poprawę sytuacji w obwodzie kijowskim trzeba będzie poczekać najprawdopodobniej aż do czwartku.
To kolejny tydzień zmasowanych ataków, których Rosja dopuszcza się mimo trwających pertraktacjach pokojowych. Według ukraińskiego prezydenta w ciągu poprzednich siedmiu dni Rosja wystrzeliła w kierunku Ukrainy ponad 1070 kierowanych bomb lotniczych, prawie tysiąc dronów uderzeniowych i sześć rakiet.
Przeczytaj także:
„Po ogłoszeniu Nagrody Nobla nie można jej cofnąć ani przenieść na inną osobę” – informuje w oświadczeniu Komitet Noblowski
Komitet Noblowski wydał oświadczenie w związku z sugestiami Marii Coriny Machado, że mogłaby oddać swoją Pokojową Nagrodę Nobla prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi.
„Norweski Komitet Noblowski i Norweski Instytut Noblowski otrzymują szereg próśb o komentarze dotyczące trwałości statusu laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Fakty są jasne i dobrze udokumentowane. Po ogłoszeniu Nagrody Nobla nie można jej cofnąć, oddać ani przenieść na inną osobę. Decyzja jest ostateczna i obowiązuje na zawsze” – czytamy.
W poniedziałek (5.01) w rozmowie z Fox News Machado powiedziała, że wręczenie nagrody Trumpowi byłoby aktem wdzięczności narodu wenezuelskiego za obalenie Nicolása Maduro. Na pytanie, czy już złożyła taką propozycję prezydentowi USA, odpowiedziała: „To się jeszcze nie wydarzyło”.
Do spotkania noblistki i Donalda Trumpa ma dojść w przyszłym tygodniu. Prezydent ogłosił już, że byłby zaszczycony, gdyby mógł przyjąć nagrodę, jeśli padnie taka propozycja.
Machado to obrończyni praw człowieka, polityczna oponentka prezydenta Nicolása Maduro i liderka tłamszonej wenezuelskiej opozycji, która w październiku została laureatką Pokojowej Nagrody Nobla.
W 2010 roku zdobyła mandat w Zgromadzeniu Narodowym z najlepszym wynikiem w kraju. Od tego czasu podejmowała kolejne próby zjednoczenia podzielonej opozycji w Wenezueli. W październiku 2023 roku wygrała prawybory prezydenckie z ramienia partii Plataforma Unitaria Democrática, jednak wenezuelski komisarz wyborczy odebrał jej prawa wyborcze na 15 lat, co kilka miesięcy później potwierdził Sąd Najwyższy.
W efekcie polityczka poparła Edmundo Gonzáleza Urrutię jako kandydata opozycji na prezydenta w wyborach w lipcu 2024. Według oficjalnych wyników w wyborach 28 lipca 2024 Maduro uzyskał 53 proc. głosów, a Urrutia – 43 proc. głosów. Demokratyczna opozycja ogłosiła, że udało jej się wykraść dokumentację z komisji wyborczych, które wskazywały, że zdecydowaną większością głosów wygrał jednak opozycyjny kandydat.
Po sfałszowanych wyborach Machado wyprowadziła tłumy protestujących Wenezuelczyków na ulice miast. W starciach z wojskiem i policją zginęło 25 osób. W styczniu 2025 Machado została zatrzymana przez służbę bezpieczeństwa podczas protestu w przeddzień inauguracji kolejnej kadencji Maduro. Polityczka została zwolniona po stłumieniu ulicznego sprzeciwu, po czym znów została zmuszona do ukrywania się.
Została zgłoszona do Pokojowej Nagrody Nobla przez Marco Rubio, sekretarza stanu w administracji Trumpa. Nagrodę zadedykowała Wenezuelczykom i Donaldowi Trumpowi.
11 grudnia 2025 dotarła do Oslo, żeby odebrać wyróżnienie. W przebraniu i peruce minęła kilkanaście wojskowych punktów kontrolnych w Wenezueli, łodzią dotarła na karaibską wyspę Curaçao, skąd udała się do Europy prywatnym samolotem. Jednak na samą ceremonię nie zdążyła. Nobla odebrała w jej imieniu córka.
Przeczytaj także:
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał alerty pierwszego stopnia dla czterech województw. Prognozowane są intensywne opady śniegu i zamiecie. W kilku regionach wciąż obowiązuje alert II stopnia
Najnowsze alerty pierwszego stopnia zostały wydane dla woj. kujawsko-pomorskiego, części woj. łódzkiego, południowej części woj. podkarpackiego i dla zachodniego Mazowsza. Będą obowiązywać do końca dnia.
IMGW prognozuje opady powodujące przyrost pokrywy śnieżnej miejscami o 10 cm do 15 cm. „Północno-zachodni wiatr o średniej prędkości do 25 km/h, w porywach do 50 km/h, może powodować zawieje i zamiecie śnieżne” – czytamy w ostrzeżeniu Instytutu. Wciąż obowiązują ostrzeżenia pierwszego stopnia wydane w sobotę dla Małopolski, Opolszczyzny, Dolnego Śląska, Wielkopolski i Śląska.
W mocy pozostają także ostrzeżenia II stopnia przed intensywnymi opadami śniegu dla woj. pomorskiego i części woj. zachodniopomorskiego. Będą obowiązywać do niedzielnego wieczora. „Prognozowane są zawieje i zamiecie śnieżne spowodowane opadami śniegu i wiatrem o średniej prędkości do 50 km/h, w porywach do 85 km/h, z kierunków północnych. Najsilniejszy wiatr wystąpi w strefie wybrzeża” – czytamy w ostrzeżeniu dla powiatów lęborskiego, puckiego, Słupska, słupskiego i wejherowskiego.
W całym kraju temperatura jest minusowa, najintensywniejsze opady śniegu przewidywane są szczególnie na Pomorzu i w Karpatach.
„Takie warunki mogą utrudniać codzienne funkcjonowanie i stwarzać zagrożenie dla zdrowia i życia, dlatego warto zachować szczególną ostrożność – w domu, w podróży i podczas aktywności na świeżym powietrzu” – ostrzega Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
Ostrzeżenie I stopnia oznacza warunki sprzyjające wystąpieniu niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych mogących powodować straty materialne, zagrożenie zdrowia i życia.
Ostrzeżenie II stopnia przewiduje wystąpienie niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych powodujących duże straty materialne oraz zagrożenie zdrowia i życia.
Przeczytaj także:
Trzecią dobę trwa niemal całkowita blokada dostępu do internetu w Iranie. Zdjęcia i informacje, które do nas docierają są jednak bardzo niepokojące
Protesty antyrządowe w Iranie trwają już dwa tygodnie. Jednocześnie trzecią dobę trwa wywołany przez władze blackout internetu. To utrudnia dokładnie zorientowanie się w sytuacji na miejscu. Irańczykom udaje się jednak przełamywać rządową blokadę, np. przy pomocy sieci Starlink. W ten sposób z docierających do nas informacji można wyrobić sobie ogólny obraz sytuacji.
Jasne jest, że intensywne protesty trwają, a władza dalej używa siły do ich tłumienia i mamy do czynienia z ofiarami śmiertelnymi.
Na podstawie dostępnych materiałów udostępnianych przez Irańczyków Institute fot the Study of the War zarejestrował 10 stycznia przynajmniej 60 protestów w całym kraju. Analitycy Instytutu zaznaczają jednak, że są to z pewnością dane niepełne, w dużej mierze z powodu blokady dostępu do internetu. Władze irańskie coraz częściej nazywają protestujących terrorystami. A do tłumienia protestów zaczęto wykorzystywać armię, która nie jest wyszkolona w technikach kontrolowania tłumu.
Nie istnieją wiarygodne i dokładne szacunki liczby ofiar śmiertelnych. Obraz sytuacji możemy odtwarzać na podstawie skrawków informacji. Niektóre materiały z Iranu pokazują obszerne sale, w których na podłogach leżą liczne ciała w czarnych workach. To jednak wciąż niezweryfikowane doniesienia i należy podchodzić do nich z ostrożnością. Iran jest też areną wojny informacyjnej.
9 stycznia bardzo dużą popularność zdobył w mediach społecznościowych post, który informował, że irański przywódca Ali Chamenei został zamordowany. Milion osób zobaczyło też post internetowej platformy predykcyjnej Polymarket z 10 stycznia, w którym przekonywano odbiorców, że irańskie władze niemal straciły kontrolę nad trzema z pięciu największych miast: Teheranem, Maszhadem i Szirazem.
Oba były kompletnie nieprawdziwe.
Organizacje broniące praw człowieka starają się zbierać konkretne informacje o zabitych. Hengaw Organization for Human Rights pisze o zastrzeleniu 7 stycznia przez służby bezpieczeństwa 40-letniej Akram Pirgazi w Niszapur w północno-wschodnim Iranie. Na stronie Hengaw z newsami można znaleźć nazwiska i twarze kolejnych potwierdzonych zabitych.
Informacje, które wychodzą z Iranu, są bardzo niepokojące i sugerują, że faktyczna liczba ofiar może być bardzo duża. W 2019 roku, gdy władza także odcięła dostęp do internetu w trakcie protestów o podłożu ekonomicznym, zginęło najprawdopodobniej około 1500 osób.
Silne protesty znacznie zwiększyły też ryzyko wznowienia wojny pomiędzy Iranem a Izraelem i USA. Donald Trump w styczniu co najmniej dwukrotnie groził Irańczykom, że pożałują, jeśli będą zabijali protestujących. Mamy dziś wystarczająco dowodów na to, że tak się stało. Amerykański prezydent robił też już krok w tył, twierdząc, że śmierci są spowodowane paniką tłumu.
Wiemy jednak, że Trump otrzymał już briefing na temat dostępnych dla USA opcji militarnych. Na razie nie oznacza to, że amerykański atak z pewnością nastąpi w ciągu kilku następnych dni. Dotychczas nie zaobserwowaliśmy nietypowej aktywności amerykańskiej armii w Zatoce Perskiej na wzór tej sprzed czerwcowego ataku. Ale poziom napięcia jest dzisiaj najwyższy od zakończenia starcia z czerwca 2025. A obie strony na razie wciąż podkręcają retorykę. Przewodniczący Madżlesu (odpowiednik naszego marszałka Sejmu) Mohammad Bagher Ghalibaf powrótrzył dziś, że jeśli Amerykanie uderzą w Iran, Irańczycy będą uznawać amerykańskie cele wojskowe i Izrael za legalne cele odwetu.
Przeczytaj także: