Kaczyński, Czerwińska i Suski mogą stracić immunitety. Będzie nad tym głosował Sejm. Chodzi o niszczenie przez nich wieńców pod pomnikiem smoleńskim. We Francji parlament ma przegłosować wotum nieufności wobec rządu Barniera.
Według sondażu Associated Press wiceprezydent Kamala Harris zapewniła sobie poparcie wystarczającej liczby delegatów Demokratów, aby zostać kandydatką na prezdenta.
Demokraci mają nieco ponad 100 dni na skuteczną kampanię, która pozwoli pokonać Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich.
Jak wynika z obliczeń AP, Harris zdobyła poparcie 2668 delegatów. Do nominacji wystarcza 1976. Czołowi demokraci zjednoczyli się wokół wiceprezydentki w następstwie decyzji prezydenta Joe Bidena o rezygnacji z walki o reelekcję.
Kilka partyjnych delegacji stanowych, w tym z Teksasu i Kalifornii — rodzinnego stanu Harris, zebrało się w poniedziałek, aby potwierdzić swoje wsparcie dla niej. Zdaniem szefa Demokratów w Kalifornii, Rusty'ego Hicksa, 75-80 proc. delegatów stanu poparło Harris podczas rozmowy telefonicznej. „Nie słyszałem, by ktokolwiek wspominał lub zachęcał do głosowania na innego kandydata” – powiedział Hicks. „To było przełomowe”.
AP jest ostrożna i wciąż nie nazywa Harris nową kandydatką na prezydenta. Wynika to z tego, że delegaci nadal mogą zagłosować na wybranego przez siebie kandydata na konwencji w sierpniu lub na wirtualnym apelu przed tym zgromadzeniem.
Konwencja Demokratów zaplanowana jest na 19-22 sierpnia w Chicago.
„Prominentni urzędnicy z demokratycznej nominacji, przywódcy partii i organizacje polityczne szybko sprzymierzyły się z Harris w dzień po wycofaniu Bidena z wyścigu, a jej kampania wyborcza ustanowiła w poniedziałek rekord darowizn w ciągu 24-godzin” – pisze AP.
Kamala Harris przyznała, że ostatnie kilka tygodni to dla niej „jazda kolejką górską”, ale wyraziła zaufanie do swojego nowego zespołu kampanijnego. „Moim zamiarem jest zdobycie tej nominacji i zwycięstwo” – powiedziała. Obiecała „zjednoczyć Partię Demokratyczną, amerykański naród i wygrać te wybory”.
Wspomniała również o swoim doświadczeniu jako prokurator generalnej w Kalifornii. „Znam typ Donalda Trumpa” – powiedziała.
Zapowiedziała, że w kampanii będzie mówić m.in. o walce prawa kobiet do aborcji.
Jeśli Kamala Harris wygra, będzie pierwszą kobietą i pierwszą osobą pochodzenia południowoazjatyckiego pełniącą funkcję prezydenta USA.
Źródło: AP News
Świat żył dziś rezygnacją Joe Bidena ze startu w wyborach prezydenckich i szacowaniem szans Kamali Harris na zwycięstwo z Donaldem Trumpem. W Polsce Senat przygotowuje się do procedowania ustawy o użyciu broni na granicy
Podsumowujemy wydarzenia z poniedziałku, 22 lipca 2024 roku.
W niedzielę 21 lipca, Joe Biden ogłosił, że rezygnuje ze startu w tegorocznych wyborach prezydenckich. Kluczowe dla podjęcia tej decyzji miały być ostatnie 48 godzin i rozmowy jakie prezydent Biden odbył ze współpracownikami i rodziną:
Do decyzji Joe Bidena odniosło się wielu światowych przywódców. Głos zabrał m.in. Wołodymyr Zełenski, który podczas trwającej od ponad 2 lat pełnoskalowej wojny w Ukrainie, szczególnie blisko współpracował z prezydentem USA.
„W ostatnich latach podjęto wiele zdecydowanych decyzji, które zostaną zapamiętane jako odważne kroki prezydenta Bidena w odpowiedzi na trudne czasy. Szanujemy dzisiejszą trudną, ale zdecydowaną decyzję” – napisał w mediach społecznościowych Wołodymyr Zełeński.
O tym, kto zostanie nowym kandydatem Demokratów, zdecyduje partyjna konwencja, która odbędzie się w dniach 19-22 sierpnia. Najbliżej nominacji wydaje się być Kamala Harris. Kim jest potencjalna pierwsza prezydentka USA w historii? Przypominamy sylwetkę, która ukazała się na łamach OKO.press tuż po tym, kiedy ogłoszono nominację Kamali Harris na wiceprezydentkę Joe Bidena.
“Reputacja twardej prokuratorki może być atutem Kamali Harris. W końcu jej przeciwnikiem będzie Trump – pierwszy prezydent w historii USA, który został skazany w sprawie karnej. Demokraci uważają, że „prokuratorka kontra przestępca” to całkiem niezła narracja wyborcza” – ocenia Tomasz Markiewka:
Jutro Senat zajmie się ustawą o użyciu broni, którą Sejm przegłosował 12 lipca. Do ustawy uwagi zgłaszali prawnicy karniści oraz organizacje zajmujące się prawami człowieka. Teraz organizacje apelują do Senatu, by ten wprowadził poprawki, które uniemożliwią zwolnienie funkcjonariuszy z odpowiedzialności za użycie broni z „naruszeniem zasad stosowania środków przymusu bezpośredniego”. Publikujemy całe oświadczenie:
Ulicami warszawskiego Muranowa przeszedł Marsz Pamięci, upamiętniający rozpoczęcie “Wielkiej akcji likwidacyjnej”, czyli masowych wywózek Żydów na śmierć w obozach zagłady.
Marsz Pamięci przeszedł przez warszawską dzielnicę Muranów, która w czasie okupacji w całości znajdowała się na terenie getta. 22 lipca 1942 roku niemieccy okupanci rozpoczęli jego likwidację, polegającą na deportacji zamieszkujących je Żydów do obozów zagłady. Tego dnia odjechał pierwszy transport z Umschlagplatzu (dzisiejszy zbieg ulic Dzikiej i Stawki) do komór gazowych w Treblince. Przebieg “Wielkiej Akcji Likwidacyjnej” z perspektywy mieszkańców getta pokazał w filmie “Pianista” Roman Polański.
Marsz Pamięci odbywa się od 2012 r. z inicjatywy Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma. Trasa marszu biegnie “od śmierci do życia”, czyli w odwrotnym kierunku niż ten, które pokonywały ofiary Holocaustu. Pochód rusza z Umschlagplatzu, a kończy na ulicy Dzielnej, gdzie w czasie wojny mieszkał i nauczał rabin Kalonimus Kalman Szapiro. Podczas tegorocznego marszu odczytano fragment listu napisanego przez niego w 1942 roku w gettcie warszawskim:
"Nie ma słów, którymi moglibyśmy opłakiwać nasze niedole. Nie ma kogo napominać, nie ma też serc, które można by zachęcić do służby Bożej i do Tory”.
W pochodzie wziął udział ocalony z Zagłady Marian Turski, więzień getta łódzkiego i obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Powtórzył słowa, które wypowiedział w 2020 roku podczas 75. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu: “Auschwitz nie spadło z nieba”.
“To największą porażką operacyjna od dziesięcioleci” – tak próbę zamachu na byłego prezydenta nazwała szefowa Secret Service, Kimebrly Cheatle. Zmian na czele służby ochraniającej najważniejsze osoby w USA jednak nie będzie.
Kimberly Cheatle została wezwana na przesłuchanie przed Komisją Nadzoru amerykańskiej Izby Reprezentantów. Kongresmeni domagali się wyjaśnień w sprawie zabezpieczenia wiecu w Pensylwanii, podczas którego doszło do nieudanego zamachu na Donalda Trumpa.
“13 lipca ponieśliśmy porażkę. Nie udało nam się. Jako dyrektor Secret Service Stanów Zjednoczonych biorę pełną odpowiedzialność za wszelkie naruszenia bezpieczeństwa. Próba zamachu na byłego prezydenta Donalda Trumpa, do której doszło 13 lipca, jest największą porażką operacyjną Secret Service od dziesięcioleci” – stwierdziła Cheatle przed komisją.
Kongresmeni pytali o szczegóły zabezpieczenia wiecu, liczbę rozlokowanych w terenie snajperów i ich reakcję, a także o to, dlaczego Secret Service odmawiało dodatkowej ochrony, o którą zwracali się sztabowcy Trumpa.
Pośród pytań padały też wezwania do dymisji. “Jestem głęboko przekonany, dyrektor Cheatle, że powinna pani zrezygnować” – mówił republikański kongresman James Comer.
Szefa Secret Service mianuje i odwołuje urzędujący prezydent. Według in informacji Associated Press, Kimberly Cheatle nadal cieszy się poparciem Białego Domu i najprawdopodobniej pozostanie na swoim stanowisku.
Podczas spotkania unijnych szefów dyplomacji, Radosław Sikorski apelował o zdjęcie ograniczeń na użycie przez Ukrainę przekazywanej jej broni dalekiego zasięgu. „Nie jest eskalacją obrona dziecięcych szpitali onkologicznych” – przekonywał szef polskiego MSZ.
W Brukseli trwa posiedzenie Rady ds. Zagranicznych. Podczas spotkania szef polskiej dyplomacji zaapelował do pozostałych ministrów państw członkowskich o złagodzenie w ich krajach obostrzeń dotyczących wykorzystania przez Ukrainę przekazywanej jej broni dalekiego zasięgu.
Chodzi o możliwość użycia jej do atakowania takich celów jak samoloty, z pokładu których odpalane są rosyjskie pociski manewrujące kierowane na cele cywilne oraz lotniska, z których takie samoloty startują.
"To byłaby w pełni obrona własna, która jest legalna w świetle prawa międzynarodowego. Obrona dziecięcych szpitali onkologicznych nie jest eskalacją” – podkreślał Sikorski.
Według aktualnych ustaleń broń, którą Ukraina otrzymuje od państw członkowskich UE, może być wykorzystywana tylko w celu odpierania rosyjskich ataków, a nie zapobiegania im.