Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W 2026 roku do egzaminu dojrzałości przystąpił najliczniejszy rocznik od niemal 15 lat. Maturzyści mają już za sobą język polski i matematykę. W środę zmierzą się z językiem obcym nowożytnym
W środę 6 maja maturzyści zmierzyli się z egzaminem z języka obcego nowożytnego na poziomie podstawowym. Przeważająca większość uczniów i uczennic wybrała język angielski – 338 tys. osób. Dalej są język niemiecki (3,5 tys.), rosyjski (2,2 tys.), hiszpański (737), francuski (254), ukraiński (139), włoski (123).
Próg zdawalności dla egzaminów obowiązkowych wynosi niezmiennie 30 proc. Żeby zdać maturę, trzeba zaliczyć trzy podstawy: z języka polskiego, matematyki i języka obcego oraz przystąpić do co najmniej jednego przedmiotu na poziomie rozszerzonym. Ogłoszenie wyników zaplanowano na 8 lipca 2026. Osoby, którym nie uda się zdać jednego przedmiotu obowiązkowego, będą mogły przystąpić do poprawki w sierpniu.
Tegoroczną serię egzaminów rozpoczął język polski. Uczniowie i uczennice na podstawie tekstów źródłowych musieli sporządzić notatkę na temat tradycyjnych i cyfrowych źródeł przechowywania informacji. W arkuszach znalazły się też zadania odwołujące się do fragmentów „Antygony”, „Pieśni o Rolandzie” oraz „Przedwiośnia”. Królową egzaminu z języka polskiego jest jednak rozprawka. W tym roku uczniowie mieli do wyboru dwa tematy:
W wypracowaniu trzeba było odwołać się do lektury obowiązkowej, innego utworu literackiego oraz wybranych kontekstów. A praca musiała liczyć co najmniej 300 wyrazów.
Drugi dzień maratonu to egzamin z matematyki, uznawany przez uczniów za największe wyzwanie. W 2025 roku nie zaliczyło go 15 proc. wszystkich zdających. W tym roku opinie były mieszane — jedni twierdzili, że egzamin był prosty, innym sprawił tak duże trudności, że w ławkach zostali do ostatniej minuty.
W 2026 roku do egzaminu dojrzałości przystąpił najliczniejszy rocznik od niemal 15 lat — w sumie ok. 321 tys. osób, które maturę zdają zgodnie z harmonogramem (do tego dochodzą osoby, które egzamin poprawiają itp.). Dla porównania rok wcześniej było to 255 tys. osób. To efekt reformy sześciolatków, która trwała zaledwie dwa lata. Niewiele osób już dziś pewnie pamięta, że we wrześniu 2014 roku do szkół po raz pierwszy poszedł nie tylko pełny rocznik siedmiolatków, ale też pół rocznika sześciolatków, które przed reformą trafiłyby do przedszkoli. Reformę pod wpływem lobbystów, którzy krzyczeli o ratowaniu polskich dzieci, cofnęła ministra Anna Zalewska (PiS).
O roczniku, który dziś zdaje matury, przypomnieliśmy sobie znów w 2022 roku, gdy doszło do tzw. kumulacji w rekrutacji do szkół średnich. Efekt reformy Tuska nałożył się wówczas na likwidację gimnazjów przez rząd PiS — flagową inicjatywę edukacyjną te partii. Konkurencja była większa, w klasach panował ścisk, lekcje trwały do wieczora, a kadry do obsłużenia tego krótkotrwałego wyżu — szczególnie w dużych miastach — zaczęło brakować.
Jak co roku egzaminy wzbudzają duże emocje nie tylko wśród uczniów i uczennic oraz ich rodziców. W kraju trwa żywa dyskusja na temat sensu egzaminowania, które często jest oderwane od rzeczywistości — nie sprawdza kluczowych kompetencji, tylko tworzy odrębny system, w którym kluczem do sukcesu jest sprostanie abstrakcyjnym i anachronicznym wymaganiom.
Przeczytaj także: