Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
To ostatnie lato, w którym pracujemy bez konkretnych regulacji dotyczących pracy w upały. Przepisy nakazujące przerwanie prac na otwartej przestrzeni, gdy temperatura wynosi 32 stopnie i pracy w pomieszczeniu, gdy termometry sięgają 35 stopni Celsjusza, wejdą w życie 11 stycznia 2027 roku.
„W te upalne godziny bądźcie ludźmi. Dla innych, ale i dla siebie” – mówi premier. Donald Tusk w środowy poranek opublikował krótki film, prosto z 50-minutowego biegu. „Biegłem o 7. Było 25 stopni, słońce za chmurą, a i tak ledwo żyję. To było właściwie truchtanie, a nie bieg. A to było 50 minut. Wyobraźcie sobie osiem godzin pracy w upale, który może osiągnąć w całej Polsce blisko 40 stopni. Stąd mój gorący apel do pracodawców, żebyście zadbali o swoich pracowników, współpracowników i o siebie” – mówi na nagraniu Tusk.
Wskazuje: „Jak macie klimę, nie oszczędzajcie jej dziś. Każdy powinien mieć dostęp do wody. Kurtyny wodne, wiatraki, zasłonięte okna. Zmiana miejsca pracy i charakteru pracy. Jeśli to jest możliwe, praca zdalna. A jak już nie ma innego sposobu – powinniście zrobić przerwę. W temperaturze 40 stopni chodzi nie tyle o ludzkie zdrowie, co życie” – przypomina Donald Tusk.
Tyle można zrobić dziś; apelować. Obowiązujące obecnie w Polsce przepisy regulują bowiem pracę w niskich temperaturach. Ale o górnych limitach temperatur w prawie pracy słowa nie ma. To się jednak zmieni. 11 stycznia 2027 roku w życie wchodzi rozporządzenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które uzupełnia tę lukę i wprowadza przepisy regulujące pracę w upał.
Nowe przepisy wprowadzają maksymalny próg temperatury, przy których wykonywanie określonych rodzajów prac będzie wstrzymane, na czas upałów. To:
Wstrzymanie pracy – i odejście od maszyn czy komputerów – ma obowiązywać tylko w czasie faktycznego przekroczenia tych progów, nie w oparciu o prognozy.
Resort Agnieszki Dziemianowicz-Bąk reguluje też pracę w letnich, ale niższych temperaturach. Kiedy temperatura w pomieszczeniu pracy przekroczy 28 °C, a przy pracach związanych z wysiłkiem fizycznym 25 °C , pracodawca będzie musiał:
To ostanie lato, w którym pracownika zatrudnionego w Polsce czeka praca w upał, bez żadnych regulacji.
Dziś bowiem pracodawca ma obowiązek zadbać o bezpieczne warunki pracy pracownika. Tyle że obowiązki te w praktyce sprowadzają się do ... zapewnienia pracownikom wody i bezpłatnych napojów – w ilości takiej, jakiej pracownik potrzebuje, jeśli temperatura przekroczy 28 stopni i 25 – na zewnątrz.
– Nie wiadomo, czy to ma być 1,5 litra, dwa czy trzy. I w zasadzie to tyle, jeśli chodzi o obowiązki pracodawcy – mówił Antonowi Ambroziakowi Piotr Ostrowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. – Wiemy, że w wielu przypadkach pracodawcy stosują indywidualne rozwiązania. Na budowach pracę rozpoczyna się wcześniej, potem wstrzymuje się na „sjestę” i wraca do obowiązków w godzinach wieczornych, kiedy słońce operuje słabiej. W halach fabrycznych, gdzie jest gorąco, bo maszyny wytwarzają dodatkowe ciepło, wprowadza się klimatyzowane pomieszczenia. Cały czas rozmawiamy jednak o rozwiązaniach indywidualnych, a to oznacza, że wielu pracowników nie może liczyć na ten sam standard.
Co ważne: jeśli warunki pracy stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia:
pracownik ma prawo powstrzymać się od wykonywania pracy. Musi o tym poinformować przełożonego (ale nie musi uzyskać zgody). Zachowuje przy tym prawo do pełnego pobrania wynagrodzenia.
Przeczytaj także:
Władze regionów rządzonych przez centroprawicę odmawiają Ceucie wsparcia i relokacji osób ubiegających się o azyl. Zdaniem rządu Sáncheza powodem jest obawa o utratę regionalnych porozumień koalicyjnych z Vox.
Władze Hiszpanii podają, że bilans ofiar zeszłotygodniowego kryzysu migracyjnego w hiszpańskiej Ceucie, rośnie. Obecne dane zbierane przez władze i organizacje pozarządowe wskazują, że zginęło co najmniej 141 osób.
W Hiszpanii wyłowiono z wody już 78 ciał. Pozostałe 63 osoby zostały wyłowione u wybrzeży Maroka, przy czym nie są to informacje podane przez marokańskie władze, lecz zebrane przez organizację pozarządową Caminando Fronteras w szpitalach w miastach Tetuan, M’diq, Tanger oraz Al-Funajdik, nieopodal Ceuty – pisze radio RMF24.
Według hiszpańskiego ministra spraw wewnętrznych Fernando Grande-Marlaski w ciągu zaledwie dwóch dni do Ceuty dotarło około 72 tys. migrantów, przy czym ogromna większość z nich – 70 tysięcy – miała już powrócić do Maroka. Mimo to Ceuta doświadcza kryzysu humanitarnego. Według władz miasta obecnie opieką objętych jest 1100 nieletnich migrantów, czyli o 2600 proc. więcej niż wynosi krytyczna zdolność przyjmowania miasta – donosi dziennik El País.
Władze miasta zwróciły się więc do władz innych regionów Hiszpanii o wsparcie i relokacje migrantów, od których przyjęto wnioski o azyl lub są to osoby nieletnie. Kierownictwo centroprawicowej Partii Ludowej (Partido Popular, PP) już zapowiedziało, że regiony rządzone przez partię nie przyjmą nieletnich migrantów relokowanych z Ceuty.
„Wspólnoty rządzone przez PP nie zaakceptują konsekwencji nieodpowiedzialności rządu” – powiedział sekretarz generalny partii Miguel Tellado, cytowany przez El País.
Wicepremier Hiszpanii Carlos Cuerpo wyraził nadzieję, że rząd nie będzie musiał wchodzić w spór sądowy z Partią Ludową, jeśli regiony rządzone przez PP odmówią przyjęcia nieletnich migrantów z Ceuty. Jego zdaniem postawa PP wynika z obawy przed utratą regionalnych porozumień koalicyjnych z Vox.
Równolegle narasta spór o odpowiedzialność za wybuch kryzysu. Władze Maroka twierdzą, że służby dyplomatyczne ostrzegały hiszpańskie władze przed możliwością masowego napływu migrantów, czemu Grande-Marlaska zaprzecza. Hiszpania potwierdza jedynie, że w dniach poprzedzających kryzys pojawiały się informacje wskazujące, iż – jak co roku latem – może nastąpić „zwiększenie” liczby nielegalnych przekroczeń granicy drogą morską, ale nie było mowy o takiej skali – pisze dziennik El País.
Rząd w Madrycie utrzymuje, że powodem ogromnej skali napływu migrantów był wyrok Sądu Najwyższego z początku lipca, który zakazał natychmiastowego odsyłania osób, które dostały się do Hiszpanii wpław.
Do nagłego kryzysu migracyjnego w hiszpańskiej eksklawie Ceuta u wybrzeży Maroka doszło w czwartek 30 lipca. Granice eksklawy drogą morską zaczęły forsować tysiące migrantów, a służby tego nieco ponad 84-tysięcznego miasteczka były wobec napływu tych osób bezradne.
Kryzys szybko nabrał wymiaru politycznego i międzynarodowego. Hiszpańskie media i eksperci wskazują, że Maroko traktuje migrację jako instrument nacisku na Madryt i Brukselę w sprawie uznania Sahary Zachodniej za część Maroka. Wydarzenia w Ceucie stały się też pretekstem w UE i USA do ataku na politykę migracyjną lewicowego rządu Hiszpanii.
Przeczytaj także:
Biuro szeryfa hrabstwa Los Angeles podało, że na polu golfowym Donalda Trumpa zatrzymano mężczyznę, który miał przy sobie amunicję, a w jego samochodzie znaleziono broń palną.
O zatrzymaniu mężczyzny poinformowano we wtorek, 4 sierpnia, ale do samej interwencji doszło w niedzielę (2.08). 38-letni Jeanine John Taele robił zdjęcia i nagrywał filmy na terenie Trump National Golf Course pod Los Angeles. Obiekt był przygotowywany do wizyty Donalda Trumpa.
Biuro szeryfa poinformowało, że Taele został aresztowany po tym, jak federalni agenci ubrani po cywilnemu zgłosili lokalnym władzom obecność podejrzanej osoby w godzinach popołudniowych.
Taele miał w kieszeni 16-nabojowy magazynek. W jego samochodzie funkcjonariusze znaleźli załadowany pistolet i dodatkowy magazynek. Agencja AP podaje, że mężczyzna usłyszał kilka zarzutów, w tym dotyczący rozboju drugiego stopnia, nielegalnego posiadania magazynka o dużej pojemności oraz posiadania karabinu lub strzelby z lufą o niedozwolonej długości. Taele nie przyznał się do winy.
BBC podaje, że mężczyzna był poszukiwany w związku z wcześniejszym napadem rabunkowym przez policję z El Segundo w Kalifornii.
Po zatrzymaniu go na polu golfowym, agenci FBI przeszukali dom mężczyzny w Downey, mieście położonym również w rejonie Los Angeles. Jak wynika z informacji biura szeryfa, znaleziono „nielegalnie zmodyfikowany karabin platformowy AR”, pistolet kalibru 45, kamizelkę kuloodporną, magazynki o dużej pojemności, mnóstwo naboi do pistoletów i karabinów oraz wiele notatników „zawierających niepokojące oświadczenia”.
Sąd nałożył na podejrzanego zakaz posiadania broni. Kaucję ustalono na 250 tys. dolarów, a śledztwo wciąż trwa.
Do zatrzymania doszło przed wizytą Donalda Trumpa w Kalifornii. Prezydent USA planuje przyjazd dziś, w środę (5.08) i udział w charytatywnej kolacji Republikanów, która odbywa się w klubie golfowym Trump National Golf Course.
Według Białego Domu Trump planuje wygłosić przemówienie krytykujące gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma, który być może będzie ubiegał się o urząd prezydenta w wyborach w 2028 roku.
BBC przypomina, że Trump przetrwał trzy próby zamachu w ostatnich latach. Po ostatniej, kiedy uzbrojony napastnik wtargnął do hotelu w Waszyngtonie podczas kolacji z udziałem Trumpa, zapowiedziano, że odpowiednie służby dokonają przeglądu protokołów ochrony prezydenta.
Przeczytaj także:
W nocy 5 sierpnia armia rosyjska przeprowadziła zmasowany atak obwód kijowski. Przez brak rakiet do systemów Patriot ukraińska obrona przeciwlotnicza nie zestrzeliła ani jednego z ponad 20 wystrzelonych przez Rosjan pocisków balistycznych.
Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że w nocy Rosja wystrzeliła w kierunku Ukrainy 24 pociski balistyczne, 4 pociski przeciwokrętowe oraz 115 dronów bojowych różnych typów. Głównym kierunkiem ataku był obwód kijowski.
Ukraińskim obrońcom udało się zestrzelić 98 dronów. Odnotowano trafienia rakiet oraz 17 bojowych bezzałogowców w 26 lokalizacjach, a także upadki zestrzelonych obiektów (odłamki) w 6 lokalizacjach.
Jak informuje Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy, w wyniku rosyjskiego ataku doszło do pożarów i zniszczeń w Kijowie w dzielnicach Obolońskiej, Swiatoszyńskiej, Hołosiejowskiej i Desniańskiej stolicy. Zaangażowano 680 ratowników. Trwa likwidacja skutków ataku.
Uszkodzony został dom prywatny, dwa urzędy pocztowe, hipermarket, centrum logistyczne sieci supermarketów, stacja benzynowa oraz samochody.
Według Biura Prokuratora Generalnego Ukrainy wskutek ataku w Kijowie jedna osoba zginęła, 16 zostało rannych, wśród nich jest kierowca zespołu ratownictwa medycznego. U poszkodowanych stwierdzono rany od odłamków, rany stłuczeniowe i złamania. Cztery osoby znajduje się w stanie krytycznym.
Są zniszczenia w obwodzie kijowskim. W rejonie browarskim w wyniku ataku wybuchły rozległe pożary na terenie kompleksów logistycznych i magazynowych, zakładów produkcyjnych, obiektów handlowych oraz innych obiektów. Były też pożary w rejonie fastowskim oraz buczańskim (w ostatnim – na terenie kompleksów logistycznych).
Według ostatnich danych Prokuratora Generalnego w obwodzie kijowskim zginęło 16 osób, 28 osób zostało rannych.
Najwięcej ofiar odnotowano w rejonie browarskim. We wsi Kwitnewe na terenie stacji kolejowej zginęło osiem osób (na zdjęciu u góry), a kolejne trzy zostały ranne. Wczreśniej ukraińska kolej państwowa Ukrzaliznycia informowała, że na terenie peronu w pobliżu zaatakowanych centrów logistycznych znaleziono ofiary śmiertelne.
„Wczoraj w nocy pociąg miał niewielkie opóźnienie i pasażerowie nie zdążyli na swój ostatni pociąg” – mówił w ukraińskiej telweizji Witalij Bihun, kierownik browarskiej administracji rejonowej. Uszkodzeniu uległy również prywatne budynki mieszkalne.
W rejonie buczańskim w wyniku uderzeń rakietowych w kompleksy magazynowe zginęło pięć osób, a kolejne 13 zostało rannych.
„Rosja po raz kolejny sprowadziła śmierć i zniszczenie na naszą ziemię, odbierając życie ludziom cywilnym. Za każdą taką zbrodnię z pewnością zostanie pociągnięta do odpowiedzialności” – napisał w mediach społecznościowych Tymur Tkaczenko, kierownik kijowskiej administracji wojskowej.
Prezydent Ukrainy poinformował, że na chwilę obecną wiadomo o 44 osobach poszkodowanych w wyniku masowanego rosyjskiego ataku na Kijów i obwód kijowski. 17 osób zginęło.
„Głównym celem ataku były magazyny przedsiębiorstw cywilnych; uderzono również w infrastrukturę oraz stację kolejową. Obiekty te nie mają związku z wojną: browar, magazyny materiałów budowlanych, cywilna logistyka” – napisał w mediach społecznościowych Wołodymyr Zełenski.
Ukraińska obrona przeciwlotnicza zmaga się z brakiem rakiet do systemów Patriot, które niezbędne są do zestrzeliwania rakiet balistycznych. Rosja stara się maksymalnie wykorzystać tę sytuację.
Według prezydenta Zełenskiego pociski przechwytujące mogłyby uratować życie osób, które dziś zginęły.
„Bardzo ważne jest, aby partnerzy zdawali sobie sprawę, że opóźnienia w ich dostawach lub niechęć do przekazywania środków przeciwrakietowych prowadzą właśnie do takich straszliwych ofiar i zniszczeń” – napisał Zełenski w mediach społecznościowych.
„Partnerzy, którzy nie są gotowi już teraz aktywniej pomagać w dostawach systemów przechwytujących, mogą wesprzeć nas poprzez wprowadzenie nowych sankcji. Znaczna część rosyjskich zakładów produkujących systemy balistyczne nie podlega sankcjom. Do tej pory. Potrzebne są nowe działania ze strony G7 i UE, wszystkich, którzy popierają ochronę życia”.
Jak podaje CNN, powołując się na swoje źródła, amerykańskie siły zbrojne w wojnie z Iranem wykorzystały około 80% swojego arsenału pocisków THAAD (Terminal High Altitude Area Defense – amerykański rakietowy system antybalistyczny) i połowę pocisków Patriot, których potrzebuje Ukraina. Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych szacuje, że przed wybuchem wojny z Iranem Stany Zjednoczone posiadały około 2200 pocisków Patriot i 452 pocisków THAAD.
Według CNN wysocy rangą dowódcy wojskowi USA ostrzegają, że zapasy amunicji w Pentagonie są „niebezpiecznie niskie”.
Przeczytaj także:
W wyniku ataku rosyjskiego drona 27 lipca zginął w Charkowie polski wolontariusz Marek Rusek-Wolski regularnie dostarczający na Ukrainę pomoc humanitarną
Ministerstwo Spraw Zagranicznych oficjalnie potwierdziło, że w wyniku rosyjskich działań zbrojnych w Ukrainie zginął polski wolontariusz Marek Rusek-Wolski. O jego śmierci poinformował już 30 lipca profil „Razem dla Ukrainy” – Rusek-Wolski był jednym z jego administratorów. Polski wolontariusz zginął 27 lipca w Charkowie w wyniku ataku rosyjskiego drona. Marek Rusek-Wolski regularnie podróżował z Polski na wschód Ukrainy, dostarczając pomoc humanitarną.
„Z głębokim żalem potwierdzam śmierć polskiego wolontariusza w Ukrainie, który zginął w wyniku rosyjskich działań zbrojnych. Bliskim zmarłego składamy najgłębsze wyrazy współczucia” – napisał w serwisie X rzecznik MSZ Maciej Wewiór. MSZ zaapelowało o uszanowanie prywatności rodziny zabitego wolontariusza.
Rosyjskie ataki dronowe na osoby cywilne są obecnie codziennością miast Ukrainy położonych w pobliżu linii rozgraniczenia wojsk. Największe ośrodki, w których regularnie dochodzi do takich ataków to Chersoń i właśnie Charków – w obu przypadkach decydująca jest relatywnie niewielka odległość miast od najbliżej położonych rosyjskich pozycji.
Kilka godzin wcześniej informowaliśmy, że ukraińska policja ujawniła drastyczne nagranie rosyjskiego ataku dronem FPV na cywila przeprowadzonego w centrum Chersonia.
Przeczytaj także: