Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rosjanie liczą straty wynikające z ukraińskich ataków na magazyny firmy Wildberries, określanego mianem „rosyjskiego Amazona”. Obiekty handlowego potentata są celem dronów od kilku tygodni.
By odbudować całą swoją infrastrukturę, przedsiębiorstwo musiałoby wydać od 147 do 223 mld rubli – czyli od 6,5 mld do niemal 10 mld złotych. Wydatki mogą wzrosnąć, jeśli konieczna okaże się całkowita rozbiórka magazynów i prace terenowe. Wtedy firma musi liczyć się z wydatkami na poziomie niemal 279 mld rubli, czyli ok. 12,4 mld złotych – szacuje Siergiej Semko, główny analityk agencji Data Insight, w rozmowie z Forbesem. Straty dostawców współpracujących z Wildberries mogą z kolei wynosić w przeliczeniu nawet ponad 22 mld złotych. O sprawie informuje również między innymi Meduza, niezależny rosyjski portal z siedzibą na Łotwie.
Margarita Jewstigniejewa, prezes Stowarzyszenia Dostawców Towarów na Platformy Elektroniczne (APTEP), poinformowała z kolei, że ataki dotknęły ponad 400 tysięcy sprzedawców. Jej szacunki mówią o łącznych stratach na poziomie 600-700 mld rubli (26,7-31,2 mld złotych). Według jej danych niektórzy sprzedawcy korzystający z pośrednictwa Wildberries stracili aż 95 proc. swoich zapasów.
W odpowiedzi na kryzys w branży handlowej narodowy Bank Rosji wezwał instytucje finansowe do wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw dotkniętych atakami. Wicepremier Aleksandr Nowak zlecił Ministerstwu Rozwoju Gospodarczego, Ministerstwu Finansów oraz Federalnej Służbie Podatkowej – we współpracy z Bankiem Centralnym i organizacjami biznesowymi – opracowanie pakietu pomocowego dla przedsiębiorców poszkodowanych w wyniku ataków na Wildberries.
Informacje na temat handlowego potentata Wildberries wskazują na powiązania z państwowymi władzami (jednego z udziałowców kontroluje wpływowy senator). Za pośrednictwem serwisu do żołnierzy rosyjskiej armii ma też trafiać wyposażenie i zaopatrzenie, którego używają na polu walki. Ukraińskie Siły Zbrojne w związku z tym traktują magazyny firmy jako cel militarny, chcąc nie tylko zdestabilizować rosyjską gospodarkę, ale i zakłócić dostawy na front. Od 18 sierpnia drony uderzyły w przynajmniej 20 obiektów rosyjskiej firmy.
Przeczytaj także:
„Jak widzę bandyckie metody z tamtej strony, to nie będę jak ciotuleńka. Dosyć! Muszę być coraz twardszy” – mówił Donald Tusk, tłumacząc, dlaczego minister Maciej Berek będzie kandydował na sędziego TK
Premier Donald Tusk potwierdził w czwartek 13 sierpnia 2026 doniesienia mediów (m.in. Polityki Insight i OKO.press), że Maciej Berek będzie kandydował na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Nazywany „prawą ręką Tuska” Berek był od 2025 „minister nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu”.
„Jest państwowcem z krwi i kości. Ja to wiem, obserwuję go od wielu, wielu lat. Potrafił się ze mną spierać o kwestie na przykład konstytucyjne” – mówił premier. „To jest najbardziej hardy urzędnik, z jakim miałem okazję współpracować. Hardy w najlepszym tego słowa znaczeniu”.
„Biorę na siebie odpowiedzialność za to, że niektórzy mogą czuć się i czują się rozczarowani, bo przecież byłych ministrów miało nie być. Ja rozumiem tę zasadę, sam jestem do niej przekonany” – stwierdził Tusk, dodając jednak: „Miejcie do mnie pretensje, ale pomóżcie nam uzdrowić sytuację w Trybunale. I to jest kwestia najbliższych tygodni. Musimy to zrobić. I ja się nie cofnę”.
„My mamy masakrę, bo te instytucje [sądownicze] zostały zmasakrowane przez PiS. Jak widzę bandyckie metody z tamtej strony, to nie będę jak ciotuleńka” – powiedział Tusk.
Jest doktorem nauk prawnych. Wcześniej był m.in. dyrektorem Centrum Informacyjnego Senatu i dyrektorem generalnym Biura Rzecznika Praw Obywatelskich Marcina Wiącka. W poprzednim rządzie Donalda Tuska oraz w rządzie Ewy Kopacz był prezesem Rządowego Centrum Legislacji.
W obecnym rządzie rozliczał ministrów z realizacji priorytetów rządu. Prowadził też projekt deregulacji.
Przejście z rządu do TK skrytykował m.in. znany prawnik prof. Marcin Matczak:
„Tusk sam przyznaje, że łamie swoje własne zasady, bo jego koalicja przegłosowała ustawę, zgodnie z którą ministrowie rządu nie mogą wchodzić do TK od razu.
Robi to jednak, pokazując hipokryzję, bo „trzeba naprawić TK”. Ale jak naprawić? Jednym człowiekiem? Jest już siedmiu powołanych nowych sędziów i jakoś nie naprawili. Czy min. Berek będzie jakimś Rambo konstytucyjnym, który wejdzie do TK siłą i uprowadzi Święczkowskiego?”
Negatywnie o kandydaturze Berka wypowiedziała się też przewodnicząca klubu parlamentarnego Lewicy Anna Maria Żukowska. Nazwała takie działanie „robieniem z gęby cholewy” i zapowiedziała, że Lewica nie poprze kandydatury Berka w sejmowym głosowaniu. Sędziów TK wybiera większość sejmowa.
„Obiecaliśmy naszym wyborcom, że politycy nie trafią do TK” – stwierdziła Żukowska.
Tusk odniósł się do tej krytyki: „Zgadzam się z panią Żukowską, chcemy, żeby trybunały wyglądały inaczej. Sytuacja jest nadzwyczajna i dlatego wymaga nadzwyczajnych działań. Ale ja oczywiście będę szanował każdy głos, a na końcu to głosowanie o tym rozstrzygnie”.
Czy prezydent przyjąłby ślubowanie od Macieja Berka? „Prezydent Karol Nawrocki ma jeden wektor decyzji, jeżeli chodzi o przyjęcie ślubowań sędziów Trybunału Konstytucyjnego” – powiedział w Radiu Zet pytany o kandydaturę Berka szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki.
Nawrocki nie przyjął ślubowania od czterech nowych sędziów wybranych przez obecną większość sejmową: Krystiana Markiewicza, Marcina Dziurdy, Anny Korwin-Piotrowskiej i Macieja Taborowskiego. Prezes TK Bogdan Święczkowski nie dopuszcza ich do orzekania.
Przeczytaj także:
„W istotnej części od poniedziałku przywracamy program CPN, czyli Ceny Paliwa Niżej. Obniżymy VAT na paliwa z 23 do 8 procent, co powinno przełożyć się na spadek cen o 90 groszy, a nawet ponad złotówkę na litrze” – zapowiedział premier Donald Tusk.
To reakcja na wzrost cen paliw na stacjach przez wciąż napiętą sytuację wokół Cieśniny Ormuz. Przepływ tankowców przez najważniejsze wąskie gardło tranzytu ropy jest bardzo utrudniony. Powodem są trwające działania wojenne pomiędzy Izraelem, USA a Iranem. W związku z tym ceny oleju napędowego w ostatnich tygodniach przekraczały 8 złotych za litr, a benzyny – znacznie powyżej 7 złotych.
Dlatego przedstawiciele rządu zastanawiali się nad powrotem do programu CPN – Cena Paliwa Niżej. W końcu premier zapowiedział, że w dół pójdzie VAT, ale nie akcyza – jak w przypadku poprzednio wprowadzonego rozwiązania, obowiązującego od końca marca do końca czerwca.
W środę minister energii Miłosz Motyka zapowiadał, że ewentualny powrót do obniżek będzie też wiązał się z odgórną regulacją maksymalnej ceny. Jednocześnie politycy koalicji uderzają Karola Nawrockiego. Prezydent zablokował wprowadzenie podatku od nadmiarowych zysków spółek paliwowych, które zyskiwały na podwyższonych cenach oleju napędowego i benzyny. Budżet miał odzyskać w ten sposób 4 mld z ponad 4,7 mld złotych utraconych przez obniżki podatków na paliwo.
„Prezydent Donald Trump zapowiedział to samo, co my: patrząc na zyski Chevronu, Exxonu i innych największych amerykańskich koncernów paliwowych, jest przekonany, że te nadzwyczajne zyski muszą zostać podzielone z ludźmi” – mówił Tusk, sugerując, że obniżka akcyzy nie jest możliwa właśnie w związku z decyzją Nawrockiego. – „Ja naprawdę długo będę pamiętał, dlaczego nie możemy dać ludziom więcej. Bardzo chciałbym zrozumieć, dlaczego prezydent Nawrocki zablokował możliwość obłożenia podatkiem koncerny paliwowe”
„Ceny paliw będą jednymi z najniższych w Europie. I choć ciągle będzie drogo, to zrobimy wszystko, by nikt nie wykorzystał tej sytuacji. Podobnie jak wcześniej, minister energii, pan minister Motyka, każdego dnia będzie informował o możliwie najwyższej cenie paliw na stacjach benzynowych. Chcemy, by obniżka VAT-u nie została przechwycona przez koncerny, ale by te pieniądze – choć skromne, ale jednak zauważalne – trafiły do ludzi” – obiecywał premier.
Przypomnijmy: prezydent Karol Nawrocki odesłał przepisy o nowym podatku do Trybunału Konstytucyjnego, gdzie sprawa może utknąć na długie miesiące. Tzw. windfall tax zakładał 60-procentowy podatek od nadmiarowych zysków – czyli tych, które przekraczały o ponad 20 proc. prognozy oparte na wynikach z poprzedniego roku. Koncerny zyskiwały, sprzedając w wyższych cenach paliwo wyprodukowane i zakupione jeszcze przed wybuchem irańskiego kryzysu. Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział, że na jesieni do Sejmu trafi kolejna wersja ustawy o tej daninie, która uwzględni część wątpliwości Nawrockiego. Prezydent przychylił się między innymi do uwag sektora naftowego. Jego przedstawiciele mówili między innymi o naruszeniu przez rząd zasady niedziałania prawa wstecz.
Przeczytaj także:
Nigel Farage sam zrezygnował z mandatu, jedynie po to, by wystartować w kolejnych wyborach. Głosowanie w okręgu Clacton-by-Sea przypomina jednak polityczną farsę.
Potencjalny przyszły premier Wielkiej Brytanii i jeden z architektów Brexitu walczy dziś w przyspieszonych wyborach w okręgu Clacton-on-Sea o powrót do brytyjskiego parlamentu. Nigel Farage, lider skrajnie konserwatywnej partii Reform UK, zrezygnował z mandatu poselskiego miesiąc temu, by uniknąć dokończenia audytu jego finansów.
Farage, którego partia w ostatnim roku notowała nawet 30 proc. poparcia w sondażach, oskarżony został o złamanie regulaminu Izby Gmin poprzez niezgłoszenie darowizny od przedsiębiorcy branży kryptowalut, Christophera Harborne'a. Przelew na 5 mln funtów ocenił jako dopuszczalną darowiznę i stwierdził, że to wyborcy – a nie parlamentarne komisje – powinni rozstrzygnąć, czy ma dalej reprezentować „lud przeciwko establishmentowi”. Zwycięstwem w przyspieszonych wyborach może starać się pokazać, że elektorat nie ma problemu z jego finansami, a parlamentarne dochodzenie jest w związku z tym nieuzasadnione.
Jego główni przeciwnicy polityczni określili tę decyzję jako sprytny wybieg do przodu i zdecydowali, że nie będą legitymizować ruchu Farage'a, wystawiając własnego kandydata.
W związku z tym lider Reform UK w Clacton nie zmierzy się z rywalami z Partii Konserwatywnej, Partii Pracy i Liberalnych Demokratów.
Głównym rywalem Farage’a będzie w tej sytuacji Count Binface, czyli Hrabia Kubłogłowy – satyryk polityczny, który odgrywa rolę międzygalaktycznego wojownika z dużym zainteresowaniem ziemskimi sprawami i kubłem na śmieci na głowie. O rozgłos walczy poza tym 32 innych kandydatów, w tym działacze Oficjalnej Partii Szalejących Wariatactw oraz Partii Każdy jest Bogiem. Obecność kandydatur o satyrycznym zabarwieniu jest częścią brytyjskiej tradycji politycznej. Sam Kubłogłowy startował w wyborach już kilkukrotnie. Wśród kandydatów znaleźli się poza tym politycy mniej znaczących ugrupowań, w tym konkurencyjnej prawicowej partii Reclaim oraz Socjaldemokratów.
Według sondaży w politycznej walce liczą się jedynie Farage i Binface, choć zwycięstwo przypadnie raczej temu pierwszemu. Według sondaży lider Reform UK może zgarnąć nawet ponad 70 proc. głosów.
„To komik. Często startuje w wyborach uzupełniających jako kandydat satyryczny” – mówił o Hrabi Kubłogłowym Gavin Rae, gość Miłady Jędrysik w podcaście „Drugi Rzut Oka”.
„Ale sytuacja jest ciekawa. Farage liczy na to, że wybory pokażą, iż jest »człowiekiem ludu«. Powtarza, że stoi po stronie zwykłych ludzi, a cały establishment działa przeciwko niemu. Jeżeli pozostałe partie rzeczywiście nie wystawią kandydatów, a wystartuje tylko Count Binface i kilku podobnych kandydatów, będzie to bardzo charakterystyczna dla brytyjskiej polityki sytuacja. Wyobrażam sobie, że część wyborców przeciwnych Farage'owi mogłaby zagłosować właśnie na Counta Binface'a.”
Przeczytaj także:
Podsumowanie ogólnokrajowych sondaży autorstwa Politico daje Reform UK 24 proc. poparcia, co oznacza lekki spadek notowań i utratę utrzymywanej długo pozycji lidera, na którą z 25 proc. możliwych do uzyskania głosów wróciła Partia Pracy.
Parlament jesienią zajmie się ustawą regulującą promocję alkoholu z przepisami dotyczącymi nocnej ciszy alkoholowej w całym kraju.
„Pan prezydent wyraził się bardzo pozytywnie dla potrzeby wzmocnienia polityki antyalkoholowej w naszym kraju. Przedstawił swoje uwagi, które także są uwzględnione w tym projekcie” – powiedziała w RMF FM wiceszefowa komisji zdrowia Wioleta Tomczak, posłanka Polski 2050. Według niej pomysł wprowadzenia zakazu nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach od 22:00 do 6:00 w całej Polsce, wspierają również posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Punktem spornym w projekcie Lewicy ma być ogólnopolski zakaz dotyczący stacji paliw.
Kontrowersji wśród parlamentarzystów ma nie budzić za to zapis dotyczący zakazu reklamy i promocji alkoholu – a także napojów „zero procent”. Przepisy wpłyną również na możliwość sprzedaży piwa w promocjach typu „sześć puszek plus sześć gratis” czy promowania alkoholu podczas imprez masowych.
Ten ostatni punkt wzbudza jednak niepokój między innymi wśród przedstawicieli rozwijających się w Polsce gospodarstw zajmujących się produkcją wina. Mali producenci, którzy nie sprzedają swoich win w marketach, obawiają się, że nie będą mogli organizować wydarzeń, gdzie prezentują swoje wyroby, i które stanowią o sporej części ich zysku. Obawiają się również, że niemożliwe będzie promowanie enoturystyki, czyli zachęcanie turystów do odwiedzania małych winnic. Tych znacznie przybyło w ostatnich latach między innymi na Zachodzie Polski, w regionie Jury Krakowsko-Częstochowskiej czy w zachodniej Małopolsce.
Nocną ciszę alkoholową wprowadziło już ponad 200 samorządów w Polsce. Obowiązujący na terenie całego miasta lub częściowy zakaz w godzinach nocnych obowiażuje między innymi w Krakowie, Bydgoszczy, Gdańsku, Katowicach, Poznaniu, Białsko-Białej i Kielcach. Dane z Krakowa mówią o efektach – według danych spadła liczba interwencji policji związanych z nadużyciem alkoholu.
Przeczytaj także: