Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Setki tysięcy Amerykanów protestowało w sobotę przeciwko polityce prezydenta Donalda Trumpa. W odpowiedzi Trump opublikował nagranie wygenerowane przez sztuczną inteligencję pokazujące jak zrzuca na ludzi brązową ciecz.
Prezydent USA Donald Trump opublikował w mediach społecznościowych wygenerowane przez sztuczną inteligencję nagranie, w którym widać jak siedzi za sterami myśliwca nazwanego „King Trump”. Samolot na nagraniu zrzuca na protestujących na amerykańskich ulicach brązową ciecz.
Ma to być odpowiedź Trumpa na masowe protesty w całych Stanach Zjednoczonych, które miały miejsce w sobotę 18 października. Co ciekawe, dzień wcześniej w wywiadzie dla Fox News Trump oburzał się na porównania jego do monarchy: „Mówią, że traktują mnie jak króla. Nie jestem nim”.
W środę w Białym Domu Trump bagatelizował protesty, mówiąc: „Słyszałem, że niewiele osób się tam pojawi, ale zbliża się ich dzień i chcą się wygrzać w słońcu” – powiedział. Trump spędził ten weekend w swoim domu w Mar-a-Lago na Florydzie.
Hasłem przewodnim protestów było: „Żadnych królów” (ang. No Kings).
Po porównania do „króla” sięgnęli także niektórzy republikanie i ludzie z otoczenia Trumpa. Na ich profilach również pojawiły się filmy wygenerowane przez sztuczną inteligencję, które kpiły z demonstrantów.
Wiceprezydent J.D. Vance udostępnił nagranie, na którym Trump zakłada koronę i pelerynę, a Nancy Pelosi i inni demokraci przed nim klękają.
Biały Dom od kilku dni publicznie bagatelizował protesty. Co więcej, rzecznicy administracji, cytowani przez CNN, stwierdzili wręcz, że „nikogo to nie obchodzi”.
W tę sobotę w protestach wzięło udział prawie 7 mln ludzi – w tym ponad 100 tys. w samym Nowym Jorku – według danych organizatorów oraz lokalnych władz.
Protestujący sprzeciwiali się „autorytarnej” agendzie prezydenta Donalda Trumpa. To o wiele więcej niż podczas pierwszej edycji protestów, jakie miały miejsce w czerwcu, kiedy około 5 mln osób wyszło na ulice w czasie wojskowej parady Trumpa w Waszyngtonie.
Oprócz wielkich demonstracji w dużych miastach, mniejsze protesty można było zauważyć przy ruchliwych drogach, w centrach małych miejscowości i w miejskich parkach – zarówno w stanach „czerwonych”, jak i „niebieskich”.
Choć administracja Trumpa i część polityków Partii Republikańskiej przedstawiają protesty antytrumpowe jako działania „agresywnych lewicowych radykałów”, organizatorzy marszów „No Kings” – ruch Indivisible Project – podkreślają, że zobowiązali się do całkowicie pokojowych działań, i co więcej przeszkolili dziesiątki tysięcy osób z zakresu bezpieczeństwa i deeskalacji. Jak mówią organizatorzy, było to szczególnie ważne w obliczu narastającej przemocy politycznej w kraju.
Część demonstrantów miała na sobie żółte ubrania – symbol jedności i nawiązanie do innych ruchów pokojowego oporu. „Żółty to jasne, nie do przeoczenia przypomnienie, że miliony z nas wierzą, iż Ameryka należy do jej obywateli, a nie do królów” – można przeczytać na stronie „No Kings”.
Tymczasem Fox News wyemitował materiał, w którym twierdzono, że do protestów „No Kings” w Nowym Jorku dołączyli organizatorzy związani ze „światową intifadą” mającą na celu zniszczenie państwa Izrael.
Według brytyjskiego dziennika „The Guardian” amerykańska stacja informowała też, że protesty „No Kings” są finansowane przez fundacje powiązane z George’em Sorosem poprzez grant w wysokości 3 mln dolarów.
Republikańscy politycy nazywali uczestników manifestacji „komunistami” i „marksistami”, a centrowych Demokratów – m.in. lidera mniejszości w Senacie Chucka Schumera, który brał udział w marszu w Nowym Jorku – oskarżali o bycie „zakładnikiem skrajnej lewicy”.
Przeczytaj także: