Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Szkło wejdzie do systemu kaucyjnego, ale nie od razu – zapowiada Ministerstwo Klimatu. Do butelkomatów będzie można więc wrzucać między innymi „małpki”, co było postulatem wielu organizacji społecznych na wiele miesięcy przed startem systemu.
Wiceministra Klimatu Anita Sowińska zastrzegła jednak, że do sprawy należy podejść rozważnie i nie podała konkretnej daty wprowadzenia zmian. Zasugerowała, że mogą one zająć nawet dwa lata, choć „kierunkowe decyzje dotyczące poszerzenia systemu” resort powinien podać już w czerwcu.
„Niewiele krajów zdecydowało się jeszcze na taki krok jak włączenie szkła do systemu kaucyjnego. Zrobiła to Rumunia i rzeczywiście wiąże się to z wyzwaniami. Choć są zadowoleni z wdrożenia tego systemu, słyszałam też głosy, że gdyby robili to jeszcze raz, poczekaliby dwa, trzy lata. Woleliby najpierw wprowadzić PET i puszki, a dopiero następnie szkło, ponieważ jest to zupełnie inny proces” – zaznaczyła Sowińska. Jak wyjaśniła, szkło jest ciężkie, konieczne może być więc wprowadzenie zmian w tym, jak działają kaucjomaty.
W grę wchodzi włączenie do systemu małpek, ale i większych butelek, między innymi po napojach alkoholowych. Zdaniem resortu ma to pomóc w opanowaniu problemu zaśmiecenia parków czy lasów, gdzie często znajdowane są puste butelki. W końcu jedno szklane opakowanie mogłoby być ponownie wykorzystywane nawet kilkadziesiąt razy.
O taki ruch od miesięcy apelowali społecznicy i eksperci gospodarki odpadami. Domagała się tego między innymi EKO-Unia, powołując się na dane agencji YOTTA. Ponad 60 proc. respondentów przeprowadzonego przez nią sondażu stwierdziło, że zauważa problem zaśmiecenia okolicy małpkami.
„Brak szkła jednorazowego w systemie kaucyjnym jest oczywistym problemem. Dodatkowo źle się stało, że pozwolono browarom na pozostanie poza systemem. To była szansa na unifikację butelek wielorazowych” – wskazywał Jacek Werder, analityk rynku gospodarki odpadami.
System kaucyjny ma już pozytywne efekty, choć spotyka się również. z krytyką. Między innymi politycy Konfederacji wskazywali, że rząd, wprowadzając to rozwiązanie, „zrobił z nas śmieciarzy”. Swoją rezerwę wyrażały również organizacje zrzeszające przedsiębiorców. O odsunięcie daty jego wprowadzenia apelowała Konfederacja Lewiatan, na problemy – między innymi ze znalezieniem miejsca na automaty – wskazywali przedstawiciele sieci handlowych. Izba Branży Komunalnej przekonywała, że z selekcją opakowań zdatnych do ponownego użycia doskonale radzą sobie sortownie.
„Jeżeli w strumieniu odpadów, które dziś znajdują się w żółtym worku/pojemniku, oddawanym przez mieszkańców zabraknie cennych surowców (a pozostanie tylko kłopotliwa i droga w zagospodarowania reszta odpadów), to instalacje przetwarzające odpady i sprzedające recyklerom surowce wtórne muszą przerzucić koszty na gminy, by pozyskać dodatkowe środki. Trend ten już widać – wprowadzenie systemu kaucyjnego powoduje drastyczne podwyżki odbioru odpadów w całej Polsce. Natomiast zyski z systemu kaucyjnego czerpią największe koncerny spożywcze wprowadzające napoje w opakowaniach jednorazowych PET” – pisali w liście do premiera członkowie Rady Przedsiębiorców, apelujących o zawieszenie działania systemu.
„Jest narracja branży odpadowej mówiąca, że mamy świetne sortownie, a dotychczasowy sposób zbiórki może wystarczyć. Ale to nieprawda” – wyjaśniał w rozmowie z OKO.press Filip Piotrowski, specjalista gospodarki obiegu zamkniętego z inicjatywy Waste Free Oceans. – „Świetne sortownie i bardzo dobrą jakość selektywnej zbiórki, czyli sortowania odpadów przez mieszkańców, mają Austriacy. Oni mimo to wprowadzili system kaucyjny w 2025 r. żeby zebrać w ten sposób więcej lepszej jakości materiału do recyklingu. Polskim instalacjom i jakości selektywnej zbiórki daleko jest do tych standardów, więc bez kaucji nie ma szans na realizację wymogów UE.”
Ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska przekonuje, że system mimo wszystko okazał się sukcesem. Do końcówki kwietnia do zwrotomatów trafiło ponad pół miliona opakowań w 52 tys. działających punktów. „Mamy jeden problem. Ludzie kumulują się tam, gdzie są automaty. I 80 procent zwrotów dokonywanych jest w 20 procentach punktów, gdzie są automaty. I przez to mamy kolejki i przepełnione automaty” – mówiła na antenie TVN24 Paulina Hennig-Kloska.
Przeczytaj także: