0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

09:42 20-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Polska poza konwencją ottawską

Od piątku, 20 lutego, Polskę przestają obowiązywać zapisy konwencji ottawskiej zobowiązujące do rezygnacji z min przeciwpiechotnych. W planach MON-u jest produkcja miliona min, również na eksport, a jak przyznał Donald Tusk – w razie zagrożenia Polska ma potrzebować 48 godzin, by rozłożyć ładunek wzdłuż wschodniej granicy.

Co się wydarzyło?

Skończył się sześciomiesięczny okres wypowiedzenia konwencji ottawskiej zakazującej „użycia, składowania, produkcji i przekazywania min przeciwpiechotnych”. Oznacza to, że Polska – tak jak i Finlandia, Litwa, Łotwa czy Estonia, które również zrezygnowały z respektowania zapisów Konwencji – może produkować miny, a w razie zagrożenia rozmieszczać je na swoim terytorium.

Premier Donald Tusk na poligonie w Zielonce wypowiedzenie konwencji nazwał „kluczowym dla naszego bezpieczeństwa”. Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna” rząd chce produkować miny w obrębie kraju. Mają to robić bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne Belma, które należą do Polskiej Grupy Zbrojeniowej oraz radomska grupa Pronit.

Miny mają być przygotowane „na wszelki wypadek” Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony narodowej zadeklarował, że Polska nie ma zamiaru używać min w celach ofensywnych. Ich rozmieszczenie ma być kolejnym elementem tzw. Tarczy Wschód, czyli projektu obrony wschodniej granicy kraju.

Plan rządu zakłada zaminowanie terenów od strony Białorusi i Rosji. Wojsko, w razie zagrożenia, miałoby to zrobić w zaledwie 48 godzin, dzięki systemowi minowania narzutowego Bluszcz.

Jaki jest kontekst?

Konwencja ottawska pochodzi z 1997 roku, a w życie weszła w 1999 roku. Polska została sygnatariuszem umowy 4 grudnia 1997 roku, a ratyfikowała ją dopiero w 2012 roku. U jej podstaw leżało to, że miny lądowe są bronią, która nie jest kierowana przeciwko konkretnej osobie, ani nie rozróżnia cywilów od żołnierzy.

Krótko przed końcem kadencji prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o wypowiedzeniu Konwencji ottawskiej. Przygotowany przez MON projekt zyskał wcześniej w parlamencie miażdżącą większość posłów i senatorów, ponad podziałami politycznymi. Joanna Wicha, posłanka Lewicy, jako jedyna wskazała wtedy, że „podstawowym celem naszej obronności jest i powinna być obrona mieszkańców. Wykorzystanie min przeciwpiechotnych to dokładne przeciwieństwo dobrej obrony cywilnej”.

Michał Piekarski, specjalista z zakresu bezpieczeństwa narodowego, na łamach OKO.press wyliczał negatywne konsekwencje rozmieszczania min. Wskazywał nie tylko na brak pewności, czy mina porazi żołnierza wroga, czy osobę cywilną, ale i fakt, że raz rozmieszczona mina może pozostać gotowa do wybuchu przez lata – i zmieniać swoje położenie na wskutek oddziaływań zewnętrznych jak np. osunięcia gleby, stanowiąc zagrożenie dla przypadkowych ludzi jeszcze dekady po zakończeniu walk. To oznacza, że na zaminowanych terenach nie będzie można uprawiać roli czy podróżować.

Zadaniem min nie jest przestraszenie, a poważne zranienie i śmierć. Jak pisała Regina Skibińska, „Według Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża około 24 tys. osób ginie lub zostaje okaleczonych przez miny lądowe każdego roku. Od momentu wejścia w życie konwencji ottawskiej liczba ofiar min przeciwpiechotnych znacząca spadła. Jednak od 2023 roku trend ten się odwraca. Według Landmine Monitor, ten za wzrost ofiar odpowiada głównie intensywne użycie min w wojnie najeźdźczej Rosji na Ukrainę, a także używanie ich w Iranie, Mjanmie i Korei Północnej. Powodem jest też wykorzystywanie min improwizowanych przez niepaństwowe grupy zbrojne”.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: