Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Ratownicy wydobyli w piątek 3 lipca spod gruzów ciała kolejnych trzech osób, zwiększając tym samym liczbę ofiar śmiertelnych zmasowanego ostrzału rosyjskiego do 30. Trzy osoby są nadal poszukiwane.
Po czwartkowym, brutalnym i krwawym ataku na Kijów trwa akcja ratownicza i szacowanie strat. W mieście ogłoszono żałobę.
Zginęło co najmniej 30 osób, rannych zostało nawet 100. Pawło Pietrow, rzecznik Państwowej Służby Ratunkowej w Kijowie, powiedział w komentarzu dla portalu „hromadske”: Jeśli chodzi o liczbę ofiar zabitych przez Rosję, był to jeden z największych ataków na Kijów".
Symbolem ostatniego ataku są ruiny ośmiopiętrowego bloku mieszkalnego w dzielnicy Darnytsky: 64 mieszkania zostały zrównane z ziemią, dom zamienił się w stos betonu i poskręcanego metalu. Na miejscu katastrofy ekipy ratownicze uratowały 17 mieszkańców, w tym 7 osób wyciągnęły spod gruzów.
Według ukraińskich sił powietrznych głównym celem ostatniego ataku był właśnie Kijów. Wiadomo już, że Rosjanie zaatakowali miasto 74 pociskami i 496 dronami różnego typu. Cechą charakterystyczną było jednoczesne użycie środków napadu powietrznego różnego typu z różnych kierunków, a także dużej liczby pocisków balistycznych i odrzutowych bezzałogowych statków powietrznych.
Obrona przeciwlotnicza zneutralizowała 48 pocisków i 476 dronów.
Przeczytaj także:
.
3 lipca Rosja zaatakowała Ukrainę, w tym głównie Sumy, gdzie zginęły cztery osoby. Celem ataków były stacje benzynowe
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ ogłosiła, że atak na Kijów dotyczył „celów militarno-strategicznym, wykorzystywanym przez reżim kijowski do zabijania cywilów”. Według ukraińskich władz zdecydowana większość rosyjskich ataków jest wymierzona nie w cele wojskowe, lecz w infrastrukturę cywilną. Ostatni atak uszkodził ponad 130 budynków, w tym bloki mieszkalne, stację pogotowia ratunkowego i hotele w centrum miasta.
Z analizy rosyjskiej propagandy wynika, że ataki na Ukrainę są teraz w Rosji sposobem na ustabilizowanie sytuacji wewnętrznej. Codziennie nad Rosją obrona zestrzeliwuje po kilkaset ukraińskich dronów (średnia dla czerwca to 620). Kilka procent trafia do celu — a to już duże liczby. Rośnie też liczba ataków ukraińskimi rakietami dalekiego zasięgu. Ukraińcy za cel obrali logistykę na zapleczu frontu i instalacje naftowe w głębi Rosji.
Narastający w efekcie tych ataków kryzys paliwowy i energetyczny propaganda Kremla łagodzi opowieściami o tym, że Ukraińcy mają jeszcze gorzej (stąd ataki na stacje benzynowe) i że Ukraina jest słusznie karana za cierpienia Rosji (stąd bestialskość ataków). Po wczorajszym ataku na Kijów rzecznik Putina Pieskow zapowiedział kolejne: „Rosja będzie nadal zwiększać presję na reżim w Kijowie, aby osiągnąć swoje cele”.
Stały przedstawiciel Ukrainy w OBWE Jurij Witrenko powiedział na to, że Kreml nasila ataki na ludność cywilną, ponieważ nie udało mu się złamać ukraińskiego oporu.
Kryzys paliwowy, który ogarnął niemal wszystkie regiony Rosji, narasta i – jak pisze „The Moscow Times” – ma wszelkie szanse stać się największym w najnowszej historii kraju.
W ponad 40 regionach wprowadzono oficjalne ograniczenia sprzedaży benzyny. Źródło z branży naftowej poinformowało „Kommiersanta”, że w nadchodzącym miesiącu prawdopodobnie niemożliwe będzie zwiększenie mocy przerobowych rosyjskich rafinerii uszkodzonych przez ataki dronów. Wolumeny rafinacji w tym miesiącu „w najlepszym razie” utrzymają się na poziomie z czerwca. I to zakładając, że nie dojdzie do dalszych ataków na rafinerie — mówią rozmówcy gazety.
Tymczasem do takich ataków dochodzi: 2 czerwca trafiona została zaopatrująca Moskwę rafineria kstowska.
„Najbardziej niepokojące jest to, że kryzys dopiero się zaczyna” – „The Moscow Times” cytuje eksperta. „Dzieje się to w krytycznym momencie dla rosyjskiej gospodarki, wraz z początkiem sezonu żniw” – mówi inny rozmówca portalu.
Długie kolejki na stacjach benzynowych podsycają rosnące niezadowolenie wśród ludzi, którzy i tak już cierpią z powodu inflacji, ograniczeń internetu i malejących nadziei na szybkie zakończenie wojny.
Przeczytaj także:
Prezydent zawetował ustawę powołującą rzeczników praw uczniowskich. Jak uzasadniał, proponowane rozwiązania nie poprawią sytuacji w szkołach, zamiast tego zwiększają biurokrację.
Jak stwierdził, wprowadzenie nowego organu doprowadziłoby do ideologizacji systemu oświaty, a rzecznicy zajmowaliby się przyjmowaniem „donosów”, jednocześnie niepotrzebnie mnożąc koszty.
„Polska szkoła potrzebuje dziś przede wszystkim stabilności, dobrego poziomu nauczania, budowy autorytetu nauczyciela, a nie rozwiązań, które każdą decyzję wychowawczą mogą zamienić w przedmiot formalnego sporu” uzasadnił Nawrocki.
Zawetowana ustawa ustanawiała nowe stanowisko przy Ministerstwie Edukacji Narodowej oraz nowe etaty dla wojewódzkich rzeczników praw uczniowskich. Ustawa była krytykowana przez niektórych z nauczycieli przez sposób skodyfikowania praw, obowiązków oraz kar dla uczniów. Według niektórych prawa dominowały w niej nad obowiązkami oraz karami.
„W naszej ocenie projekt nie naprawi szkoły, lecz zmieni jej naturę: zamiast wspólnoty wychowawczej opartej na relacji, odpowiedzialności i współpracy, kreuje model szkoły oparty na procedurach, skargach, odwołaniach i permanentnym, paraliżującym działania sporze formalnym. Zmienia przestrzeń życia szkoły w królestwo roszczeń i oskarżeń” – oceniało Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty. Kontrowersje budziła również kwestia braku dodatków funkcyjnych dla rzeczników, wybieranych spośród nauczycieli.
Z drugiej strony weto krytykuje część środowiska uczniowskiego.
„Mówimy to szczerze w imieniu polskiej młodzieży: ponownie i ostatecznie zawiedliśmy się na Karolu Nawrockim. Prezydent RP miał historyczną szansę stanąć po stronie cywilizacyjnych standardów XXI wieku, jednak zamiast tego wybrał obronę skostniałego XIX-wiecznego systemu pruskiego, w którym uczeń ma być wyłącznie posłusznym, bezgłośnym, pozbawionym praw wykonawcą poleceń. Karol Nawrocki swoją decyzją głęboko, bezwzględnie i bezpowrotnie skrzywdził młodych ludzi oraz całą polską edukację, a tej potwornej, wyrachowanej zdrady młode pokolenie mu nie zapomni: ani przy urnach wyborczych, ani w podręcznikach do historii najnowszej” – ocenili działacze Akcji Uczniowskiej.
Przeczytaj także:
Czterech młodych mężczyzn z Olsztyna stanie przed sądem pod zarzutem planowania aktów terroru. Ich inspiracją byli sprawcy masowych morderstw, a potencjalnymi celami miały być szkoły, obiekty sakralne oraz miejsca zebrań mniejszości etnicznych i kulturowych – potwierdzają śledczy.
19- i 20-latkowie chcieli naśladować między innymi Andersa Breivika, który dokonał zamachu terrorystycznego na obóz młodzieżówki norweskiej Partii Pracy w 2011 roku. Zginęło w nim 69 osób.
Śledztwo w tej sprawie zostało zakończone – potwierdził rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, Daniel Brodowski. Jeszcze dziś do sprawy ma odnieść się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Olsztynie. Pierwsi dwaj podejrzani zostali zatrzymani w kwietniu ubiegłego roku, kolejny w czerwcu, a ostatni we wrześniu. Wszyscy są obywatelami Polski i mieszkańcami Olsztyna lub okolic. Część z nich uczęszczała do tej samej szkoły – poinformował Brodowski.
Śledztwo rozpoczęło się dzięki działaniom ABW, która monitorowała internetowe fora. W trakcie postępowania zabezpieczono urządzenia telekomunikacyjne podejrzanych. Znaleziono na nich materiały świadczące o przygotowywaniu aktów terroru, w tym informacje na temat konstruowania improwizowanych ładunków wybuchowych oraz koktajli Mołotowa z łatwo dostępnych składników.
Zarzuty obejmują m.in. udział w szkoleniach strzeleckich i militarno-taktycznych mających służyć popełnieniu przestępstw terrorystycznych, propagowanie ideologii nazistowskiej i faszystowskiej, nawoływanie do zabójstw o charakterze terrorystycznym oraz posiadanie wyrobów pirotechnicznych. Podejrzanym zarzucono także podejmowanie działań mających ułatwić popełnienie aktów terroru, takich jak: nawiązywanie kontaktów z innymi osobami, pozyskiwanie materiałów pirotechnicznych i łatwopalnych, zbieranie informacji o lokalizacji potencjalnych celów oraz konstrukcji materiałów wybuchowych.
W 2005 roku liczba postępowań dotyczących przestępstw motywowanych uprzedzeniami wynosiła 41. W 2025 roku – aż 2158 – potwierdził minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
Ministerstwo Sprawiedliwości w lutym podało szczegóły dotyczące ścigania przez prokuratury sprawców mowy nienawiści.
Chodzi o specjalny podręcznik dla prokuratorów i policji z zakresu mowy nienawiści wydany pod auspicjami Ministerstwa Sprawiedliwości jeszcze w tym roku, regularne i kompleksowe szkolenia specjalistyczne prokuratorów wyznaczonych do pracy ze sprawami dotyczącymi przemocy motywowanej uprzedzeniami i nienawiści orazMłodz specjalne zajęcia w Krajowej Radzie Sądownictwa i Prokuratury oraz odgórnie wyznaczona prokuratura (po jednej w każdym okręgu) przejmująca te sprawy.
Przeczytaj także:
Lokalny działacz zachowywał się agresywnie, przez co kierowca odmówił kursu. Doszło do szarpaniny.
Wojewoda Świętokrzyski odwołał Piotra Matana z funkcji pełnomocnika do spraw współpracy z przedstawicielami środowisk lokalnych i sołectwami. Polityk KO jest bohaterem nagrania, które przedstawia jego spięcie z kierowcą taksówki z Ukrainy. Film, który w internecie zaczął krążyć w środę, pokazuje sprzeczkę, która przeradza się w wulgarną awanturę, a później wręcz szarpaninę.
Powodem tych zdarzeń miała być odmowa wykonania kursu przez przewoźnika po tym, jak jedna ze współpasażerek Matana weszła do samochodu z jedzeniem. Według samego Matana chodziło o kebaba. Na nagraniu widać, że kierowca spokojnie prosi o zapakowanie kebaba. Matan reaguje jednak agresywnie, próbując nakłonić kierowcę do wykonania kursu, powołując się na partyjne koneksje.
„Ty wiesz kim ja k*rwa jestem? Zaraz licencję stracisz, więc weź się ogarnij. Jestem pełnomocnikiem i asystentem posła” – rzucił w końcu w kierunku kierowcy. Ten odparł: „A co to mnie obchodzi?”.
Później w nagraniu widać pasażerkę pokazującą jedzenie zapakowane w torbę. Mimo to Matan mówi wciąż podniesionym głosem. „Nie będę z tobą jechał, bo jesteś za chamski” – stwierdza kierowca.
„Nie ma naszej zgody na powoływanie się na wpływy czy pogardliwe traktowanie innych grup społecznych” — przekazał w środę wieczorem Świętokrzyski Urząd Wojewódzki. Matan stracił też stanowisko w biurze posła Artura Gierady, a Koalicja Obywatelska ma rozpocząć postępowanie dyscyplinarne w sprawie świętokrzyskiego działacza.
Ten odniósł się do sprawy na Facebooku, w długim poście (pisownia oryginalna): „Czekałem, stojąc na mrozie wraz z trzema dziewczynami na kurs kilkadziesiąt minut. Warto zaznaczyć, że jedna z dziewczyn była w ciąży, o czym kierowca został poinformowany. Tymczasem gdy kierowca przyjechał na miejsce, odmówił nam kursu, bo moja dziewczyna miała kebaba, którego chciała schować do torebki” – przekazał Matan, nazywając kierowcę „patostreamerem”.
Przeczytaj także:
To kolejna odsłona afery związanej z działalnością stołecznej placówki. Służby zajmują się licznymi nieprawidłowościami w jej działaniu.
Warszawski Szpital Południowy dyscyplinarnie, z winy pracownika, ze skutkiem natychmiastowym i bez okresu wypowiedzenia, zwolnił koordynatora prosektorium. Poinformowały o tym władze placówki w oświadczeniu.
Decyzja związana jest z publikacjami medialnymi o możliwych nieprawidłowościach w działaniu prosektorium. Portal Zero.pl donosił, że pracownik szpitala miał nachalnie namawiać bliskich zmarłych do skorzystania z usług firmy pogrzebowej swojej wspólniczki, zdjęcia zwłok były przez niego publikowane w mediach społecznościowych, a prosektorium było wynajmowane jako plan filmowy.
„Funkcja koordynatora prosektorium wiąże się z obowiązkiem zachowania najwyższego standardu postępowania z ciałem osoby zmarłej oraz poszanowania kultu osoby zmarłej i uczuć rodzin, a także z obowiązkiem dbałości o zaufanie rodzin zmarłych do Szpitala oraz o dobrą opinię Szpitala w oczach rodzin. Wszelka bezpośrednia lub pośrednia próba sprowadzania śmierci człowieka do komercjalizacji albo nawet stworzenie przestrzeni na taką komercjalizację jest nieakceptowalna” – podkreślili przedstawiciele Szpitala.
Prokuratura prowadzi dwa śledztwa w sprawie nieprawidłowości w Szpitalu Południowym w Warszawie. Jeszcze w środę przesłuchany zostanie dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii, który w Kanale Zero wysunął poważne oskarżenia wobec szpitala – nie tylko przyjmowania polityków i ich krewnych poza kolejnością czy fałszowania dokumentacji medycznej.
Wcześniej dowiedzieliśmy się o niebotycznych zarobkach Dawida Kacprzyka, który miał umożliwiać przyjmowanie VIP-ów poza kolejką. Lekarz, a jednocześnie dzielnicowy radny Koalicji Obywatelskiej w Warszawie, otrzymał od placówki 1,6 mln złotych przez rok pracy. Zarabiał w ten sposób na fałszywych dyżurach na SOR w warszawskim Szpitalu Południowym, którym kierował, trwających nawet 96 godzin ciągiem.
Przeczytaj także: