Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ porównała wydarzenia pod polskim TK do ukraińskiego Majdanu, gdzie wedle rosyjskiej wersji prawowite prorosyjskie i konserwatywne siły starły się z „proeuropejskimi radykałami”.
Moskwa przywiązuje dużą wagę do wydarzeń pod polskim TK. „W całej Europie toczy się walka między obozem euroliberałów a obozem prawicowo-konserwatywnym – walka o przyszłość Europy. Dzieje się to również w Polsce, gdzie trwa impas między euroliberałem Donaldem Tuskiem a prawicowym nacjonalistą Karolem Nawrockim” – ogłosił 1 listopada senator Aleksiej Puszkow.
Następnie głos zabrała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Zacharowa w obszernym wpisie na Telegramie.
Konflikt wokół TK nazwała „załamaniem i tragedią”. Stwierdziła, że polskie władze próbują zapobiec „krwawej eskalacji” i przywrócić w kraju porządek prawny. Wykazała się przy tym sporą wiedzą, pisząc, że „konflikt wokół Trybunału tli się od wiosny, [gdyż] prezydent od marca odmawia zaprzysiężenia sędziów wybranych przez Sejm, a minister sprawiedliwości Żurek ostrzega, że za to głowa państwa może odpowiedzieć przed Trybunałem Stanowym”.
Dalej porównała prezydenta Nawrockiego do ukraińskiego prorosyjskiego Janukowycza, zaś zwolenników premiera Tuska do tych, którzy wedle Moskwy w 2014 w imię „wartości europejskich” wypowiedzieli posłuszeństwo prawowitej władzy i odpowiadają za Majdan, czyli „proeuropejski przewrót”, jak opowiada to Moskwa.
14 lat temu do Ukrainy przyjechali zachodni politycy. Ciekawe, co by zrobili Polacy, gdyby w Warszawie na jej majdanie, czyli centralnym placu zjawiła się taka obca delegacja?
„12 lat temu [polskie władze] popierały i pochwalały podobną sytuację u swoich ukraińskich sąsiadów. Jednak raczej nie spodobałoby się dziś polskiej elicie to, czym oficjalna Warszawa wraz z kilkoma europejskimi partnerami zajmowała się wtedy na Ukrainie” – napisała.
„To, co polskie władze postrzegają teraz u siebie jako załamanie i tragedię, próbując powstrzymać eskalację i przywrócić na tory prawne, praktycznie to samo wspierały i popierały 12 lat temu u swoich ukraińskich sąsiadów”. „Minister spraw zagranicznych jakiegoś sąsiedniego państwa spaceruje po barykadach z liderem protestujących i oświadcza, że »serca narodu biją« w kierunku, który mu odpowiada. Zagraniczny wiceminister spraw zagranicznych rozdaje demonstrantom bułeczki. Potem goście proponują trzecią turę wyborów – czy to sędziów, czy prezydenta” – fantazjowała dalej Zacharowa.
„Jeśli chodzi o »trzecią turę«, Warszawa ma w tej kwestii spore doświadczenie. W 2004 roku prezydent Polski Kwaśniewski stanął na czele międzynarodowej mediacji na Ukrainie i opowiedział się za powtórzeniem drugiej tury wyborów prezydenckich. Powtórna druga tura, zgodnie z decyzją Sądu Najwyższego, która przeszła do historii jako »trzecia«, odbyła się 26 grudnia 2004 roku”.
„Raczej nie spodoba się to polskiej elicie. Więc dlaczego sama robiła dokładnie to samo na Ukrainie?. Nic z tego, co wymieniłam, nie jest zmyślone – wszystko to miało miejsce w Kijowie”. „Warszawa temu wszystkiemu klaskała i sama nie pozostała na uboczu – zauważyła Zacharowa. – W grudniu 2013 roku przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński oraz wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego z ramienia Platformy Obywatelskiej Protasiewicz wystąpili na Majdanie. Premier Tusk podziękował im obu »za wspólny i silny głos w Kijowie«. Partia rządząca i opozycja, które dziś nie potrafią się dogadać nawet w sprawie własnego Trybunału Konstytucyjnego, wtedy stały na tej samej scenie z ukraińskimi radykałami”. „Podczas gdy zagraniczni goście rozdawali bułeczki, protest przerodził się w pucz i przewrót państwowy”.
Wedle Moskwy wydarzenia przed polskim TK są częścią niepokojów społecznych, które właśnie rozsadzają Unię Europejską i doprowadzą do przejęcia w niej władzy przez nacjonalistyczne i prorosyjskie siły.
Rzeczniczka Zacharowa przebywa ze swoim szefem, ministrem Ławrowem na szczycie G-20 w Atlancie. Ławrow ze złością komentował tam obecność w Grupie Polski. „Jeśli chodzi o Polskę: nie wnosi ona niczego (do G-20 – red.)... Dlatego nie widzimy potrzeby dodawania kolejnego europejskiego głosu” – powiedział na konferencji prasowej 30 października. „Biorąc pod uwagę wielkość gospodarki, Polska nie mieści się w kategorii G-20”. „Amerykanie po prostu zaprosili polskiego ministra, przyjechał i usiadł na krześle, które mu udostępnili. Oczywiście, narusza to zasady dyplomacji, a zwłaszcza dyplomacji wielostronnej, gdy członkowie stowarzyszenia takiego jak G-20 działają na zasadzie konsensusu” – oznajmił Ławrow.
Musiał, bo zbliża się ważne dla Putina święto.
Polska jest w rosyjskiej narracji odwiecznym, podłym wrogiem, którego podłość historia odpowiednio ukarała: zaborami i klęskami. Jej sukces byłby sprzeczny z prawami historii, jakie obowiązują u Putina. W środę 4 listopada Rosja Putina obchodzić będzie swoje narodowe święto – rocznicę „wypędzenia Polaków z Kremla” w 1612 r. Zastąpiło ono obchody „rewolucji październikowej”, która – jako że wydarzyła się w Rosji przed zmianą kalendarza na europejski, – obchodzona była 7 listopada.
Przeczytaj także: