Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rheinmetall Polska, spółka-córka niemieckiego giganta zbrojeniowego, wysłała pismo do Ministerstwa Obrony Narodowej w sprawie budowy pierwszej fabryki firmy w Polsce. Inwestycja miałaby powstać na północy kraju.
Według ustaleń Business Insider Polska miesiąc temu Ministerstwo Obrony Narodowej otrzymało ofertę od niemieckiej spółki Rheinmetall, jednej z największych na świecie firm zbrojeniowych. Chodzi o budowę pierwszej fabryki firmy w Polsce. Jak podaje BI, w najbliższych tygodniach może dojść do podpisania w tej sprawie porozumienia między niemiecką a polską stroną.
„Niemiecki koncern wprost wskazuje, że obecnie rozważa budowę nowego zakładu produkcyjnego modułowych ładunków miotających (MCS) do amunicji artyleryjskiej 155 mm. Ładunki miotające mają kluczowe znaczenie dla używania pocisków artyleryjskich przez nasze armatohaubice (...) Dla naszej armii kwestia dostępu do pocisków 155 mm ma priorytetowe znaczenie. Dlatego w ubiegłym roku na forum rządu zapadła decyzja o budowie przez Polskę samodzielnego potencjału produkcyjnego w tym obszarze. Do spółek z grupy PGZ trafiło 2,4 mld zł z Funduszu Inwestycji Kapitałowych na budowę fabryk amunicji artyleryjskiej. Kilka dni temu PGZ podpisało zaś umowę z francuskim partnerem Eurenco dotyczącą stworzenia joint venture, które zajmie się produkcją właśnie MCS” – czytamy w tekście BI.
Według ustaleń dziennikarzy wynika, że Rheinmetall miałby zdolność do produkcji 600 tys. modułów rocznie, czyli ok. 100 tys. kompletów amunicyjnych. Na pierwszym etapie wartość inwestycji wynosiłaby 250-500 mln zł. Rheinmetall w piśmie do MON wskazuje, że lokalizacją dla fabryki ładunków miotających mogłaby być północna Polska. Jak przypomina Business Insider, odpowiada to projektowi MON zakładającemu utworzenie Zielonego Okręgu Przemysłowego – Kaszubia.
Ministrowie obrony Polski i Niemiec Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius podpisali w środę (17 czerwca) w Warszawie nową umowę o współpracy obronnej.
Dokument zastępuje umowę ramową z czerwca 2011 roku i ma określić nowe zasady współpracy po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, w warunkach rosnącego znaczenia wschodniej flanki NATO. Porozumienie uzupełnia mechanizmy obronne Sojuszu i UE, ale nie zawiera gwarancji bezpieczeństwa wykraczających poza obecne zobowiązania. Nie ma też zapisów o stałej obecności wojsk niemieckich w Polsce.
Umowa obejmuje współpracę w cyberbezpieczeństwie, technologiach wojskowych, działaniach w kosmosie, mobilności militarnej i rozwoju infrastruktury. Otwiera też możliwość wspólnych zakupów sprzętu przez Polskę i Niemcy, choć nie wskazuje konkretnych systemów uzbrojenia.
Przeczytaj także:
W nocy 18 czerwca ukraińskie drony uderzyły w moskiewską rafinerię ropy naftowej, położoną w dzielnicy Kapotnia w stolicy Rosji. Na terenie zakładu wybuchł ogromny pożar. Według rosyjskich mediów jest to największy atak Ukrainy w ciągu ostatnich dwóch lat.
Mieszkańcy Moskwy poinformowali o ataku w mediach społecznościowych. Na nagraniach widać rozległy pożar na terenie zakładu. Odnotowano co najmniej cztery duże ogniska pożaru. Nad miastem unoszą się słupy gęstego czarnego dymu.
Atak potwierdzają też władze lokalne. Mer Moskwy Siergiej Sobianin poinformował, że do godziny 6:00 zestrzelono 42 drony. Według Sobianina kilku dronom udało się dotrzeć do moskiewskiej rafinerii ropy naftowej (dzielnica Kapotnia, 15 km od Kremla). Oprócz tego zestrzelone odłamki miały uszkodzić budynek na terenie centrum handlowego.
Kilka godzin później Sobianin poinformował, że podczas zmasowanego ataku w nocy w pobliżu Moskwy zestrzelono 194 drony, z których część dotarła do rafinerii ropy naftowej.
Według propagandowych mediów rosyjskich jest to największy atak na stolicę Rosji w ciągu ostatnich dwóch lat.
Poprzedni duży atak z wykorzystaniem 81 dronów miał miejsce 17 maja, a 11 czerwca liczba zestrzelonych dronów osiągnęła 78.
Uszkodzenie moskiewskiej rafinerii jest poważnym ciosem dla rosyjskiej machiny wojennej i gospodarki Rosji. Jest to obiekt o kluczowym znaczeniu dla infrastruktury paliwowej stolicy Rosji.
Jak podaje ukraiński portal Militarnyj, zakład w Kapotnie należy do dziesięciu największych rafinerii ropy naftowej w Rosji i zaspokaja około 40% zapotrzebowania regionu moskiewskiego na produkty ropopochodne. Dostarcza także paliwo lotnicze na potrzeby wojskowe.
Obecna zdolność produkcyjna wynosi ponad 12 mln ton ropy naftowej rocznie. Zakład produkuje kilka rodzajów benzyny, olej napędowy, naftę lotniczą, bitumy, siarkę oraz różne polimery. Poprzedni atak Sił Obronnych Ukrainy na tę rafinerię miał miejsce rano 16 czerwca. Wtedy płonęła instalacja przeznaczona do przygotowania i wstępnego przetwarzania ropy naftowej.
Są też zniszczenia w obwodzie moskiewskim. Gubernator obwodu Andriej Worobjow poinformował, że w mieście Żukowski dron uderzył w wieżowiec. Nikt nie odniósł obrażeń. W mieście Liubercy odnotowano kilka miejsc upadku szczątków bezzałogowców. Doszło do uszkodzeń budynku centrum fitness oraz obiektu w strefie przemysłowej. Według wstępnych informacji nie ma ofiar.
W nocy ukraińskie drony zaatakowały również obiekty w obwodzie rostowskim. Wybuchły pożary na bazie paliwowej w mieście Gukowo (zapaliły się tam zbiorniki z produktami naftowymi.) Służy ona do przechowywania i przeładunku paliw i smarów, które zapewniają funkcjonowanie infrastruktury wojskowej i transportowej Rosji.
Atak na Moskwę potwierdził prezydent Ukrainy. Dodał, że zostały również trafione cele w obwodzie rostowskim oraz na tymczasowo okupowanych terytoriach Ukrainy.
„To w pełni uzasadniona odpowiedź na rosyjskie ataki na nasze miasta i gminy oraz kolejny ważny wynik działań naszych żołnierzy wymierzonych w obiekty zasilające rosyjską machinę wojenną” – napisał Wołodymyr Zełenski. Według Zełenskiego w ostatnich dniach (m.in. podczas spotkań G7) wszyscy partnerzy podkreślali celność i skuteczność ukraińskich ataków średniego zasięgu oraz tzw. sankcji dalekiego zasięgu.
„Moskwa w końcu upadnie. [...] Kreml zdaje sobie z tego sprawę – coraz mniej jest obszarów nietykalnych lub niedostępnych” – napisał w mediach społecznościowych dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Ukrainy Robert Browdi (Madjar).
Dzisiejszy atak ukraińskich Sił Obrony można potraktować jako odpowiedź na rosyjski atak sprzed trzech dni.
15 czerwca Rosja przeprowadziła zmasowy atak na Kijów. Pod atakiem była zabytkowa Ławra Kijowsko-Peczerska. W klasztor uderzył dron Shahed, w wyniku czego w głównej świątyni, katedrze Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy, wybuchł wielki pożar. Prezydent Zełenski, oglądając zniszczenia zapewnił, że nastąpi odpowiedź na ten masowy atak rosyjski.
Przeczytaj także:
Mimo to ukraińskie ataki w Rosji są systematyczne i coraz bardziej dotkliwe dla agresora.
W ostatnich miesiącach ataki na rosyjskie bazy paliwowe i rafinerie stały się stałym elementem ukraińskiej kampanii mającej na celu zniszczenie infrastruktury, która finansuje wojnę przeciwko Ukrainie.
Według Sił Powietrznych Ukrainy w nocy z 17 na 18 czerwca Rosjanie również atakowali Ukrainę. Wystrzelili w jej kierunku 7 rakiet balistycznymi oraz 239 bezzałogowych statków powietrznych. 2 rakiety i 26 dronów trafiło w cel. Wiadomo co najmniej o czterech osobach rannych w mieście Dnipro.
Przeczytaj także:
O zatrzymaniu poinformował premier Donald Tusk.
„Podejrzewany o udział w zabójstwie Rosjanina w Białej Podlaskiej zatrzymany przez lubelskich policjantów i ABW! Posługuje się gruzińskim paszportem. Służby pracują nad ustaleniem zleceniodawcy” – poinformował na Twitterze (X) premier Donald Tusk.
Rosyjski artysta i krytyk Władimira Putina, Robert Kuzowkow, znany jako Siemion Skriepecki, został zastrzelony w Białej Podlaskiej. Do zabójstwa doszło w poniedziałek 15 czerwca rano, między 9:30 a 9:45, na jednym z osiedli na parkingu za pawilonami handlowymi na ulicy Królowej Jadwigi. Jak przekazali śledczy, do ofiary podszedł mężczyzna, oddał trzy strzały z broni krótkiej. Gdy pokrzywdzony upadł na chodnik, mężczyzna podszedł i oddał jeszcze dwa strzały. Kuzowkow został śmiertelnie zraniony w głowę i klatkę piersiową. Na początku tygodnia śledczy zatrzymali dwóch innych mężczyzn, obywateli Białorusi. Nie postawiono im jednak zarzutów, a ich związek ze sprawą miał być przedmiotem dalszych ustaleń.
„Może się okazać, że mamy do czynienia ze zbrodnią polityczną i zabójstwem na zlecenie” – pisała na łamach OKO.press Anna Mierzyńska. Skriepecki był bowiem niewygodny dla reżimu Władimira Putina ze względu na swoją działalność, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.
Skriepecki przyjechał do Polski w 2021 roku. Trafił do ośrodka dla uchodźców w Białej Podlaskiej, a gdy z niego wyszedł, zamieszkał w mieście w granicą. Biała Podlaska to miasto położone blisko granicy z Białorusią, dlatego mieszka tam wielu uchodźców z tamtego państwa.
Skriepecki jeździł jednak po różnych krajach europejskich. Organizował w nich akcje ośmieszające Putina. W ostatni weekend był w Berlinie, gdzie chodził po ulicach z portretem Stalina w rękach i przywiązaną do spodni flagą Rosji, która ciągnęła się za nim po ziemi. Śpiewał też własną wersję radzieckiej piosenki „Sołnecznyj krug”. Robił to w czasie, gdy w rosyjskiej ambasadzie odbywały się uroczystości z okazji państwowego święta – Dnia Rosji.
Jak pisze Mierzyńska, artysta po akcji w Berlinie miał dostawać pogróżki. Ostatni wpis, prezentujący groźby śmierci, opublikował na swoim kanale na Telegramie w poniedziałek, krótko po godzinie 8.
Przeczytaj także:
Dokument ma zacieśnić współpracę wojskową Warszawy i Berlina, ale w ramach NATO i UE. Podpisanie odbyło się w cieniu awantury bojówki Bąkiewicza pod pomnikiem polskich ofiar nazizmu z Berlinie.
Ministrowie obrony Polski i Niemiec Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius podpisali w środę (17 czerwca) w Warszawie nową umowę o współpracy obronnej.
Dokument zastępuje umowę ramową z czerwca 2011 roku i ma określić nowe zasady współpracy po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, w warunkach rosnącego znaczenia wschodniej flanki NATO. Porozumienie uzupełnia mechanizmy obronne Sojuszu i UE, ale nie zawiera gwarancji bezpieczeństwa wykraczających poza obecne zobowiązania. Nie ma też zapisów o stałej obecności wojsk niemieckich w Polsce.
Umowa obejmuje współpracę w cyberbezpieczeństwie, technologiach wojskowych, działaniach w kosmosie, mobilności militarnej i rozwoju infrastruktury. Otwiera też możliwość wspólnych zakupów sprzętu przez Polskę i Niemcy, choć nie wskazuje konkretnych systemów uzbrojenia.
Część zapisów dotyczy natowskiego dowództwa na Morzu Bałtyckim, utworzonego w 2024 roku. Obecnie kieruje nim niemiecki generał w Rostocku, ale w 2028 roku dowództwo ma zostać przeniesione do Gdyni i przejęte przez polskiego oficera.
— Dla Polski wróg jest na wschodzie, nie na zachodzie — powiedział Kosiniak-Kamysz w trakcie uroczystości podpisania porozumienia. Szef MON podziękował też Niemcom za zapowiedziany udział wojsk inżynieryjnych w budowie Tarczy Wschód na granicy z Białorusią oraz za wsparcie po wtargnięciu rosyjskich dronów we wrześniu ubiegłego roku.
Z kolei Pistorius zapowiedział ćwiczenia Grand Eagle w listopadzie 2026 roku z udziałem ok. 1 200 żołnierzy i sprzętu. W poprzedniej edycji tych manewrów ćwiczono szybki przerzut niemieckich wojsk do państw bałtyckich w razie zagrożenia. Pistorius przypomniał też, że Niemcy rozmieścili na stałe brygadę pancerną na Litwie.
Umowę podpisano w 35. rocznicę polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, który po 1989 roku stał się jednym z fundamentów relacji Warszawy i Berlina. Sam fakt, że w tak ważną rocznicę podpisano jedynie umowę zamiast nowego traktatu, świadczy o pewnym kryzysie w relacjach polsko-niemieckich.
Jak pisała w OKO.press dr Maria Skóra, „skromna treść dokumentu dopełnia obrazu braku zaufania w polsko-niemieckich relacjach: nie zawiera gwarancji wzajemnego bezpieczeństwa, w zasadzie nie wychodzi poza już istniejące wzajemne zobowiązania wynikające z członkostwa obu państw w Unii Europejskiej i NATO. Jedyną nowością jest udział jednostek inżynieryjnych z Niemiec w budowie Tarczy Wschód wzdłuż granicy z Obwodem Kaliningradzkim.”
„Forma i treść porozumienia wynikają z obawy, że motywowany politycznie prezydent Karol Nawrocki nie podpisałby nowego traktatu. Wybory parlamentarne w Polsce już w 2027 roku, nieformalna kampania wyborcza trwa. Stąd gimnastyka, by ominąć konieczność ratyfikacji przez parlament lub prezydenta i unikać zbyt daleko idących twierdzeń” – pisała dr Skóra.
Nacjonalistyczna twarz polskiej polityki objawiła się w Niemczech dzień wcześniej, kiedy bojówki Roberta Bąkiewicza próbowały w Berlinie ustawić krzyż przy tymczasowym miejscu pamięci polskich ofiar nazizmu. Interweniowała niemiecka policja, a Bąkiewicz twierdził potem, że został ciężko pobity. W odpowiedzi politycy PiS zorganizowali protest przed ambasadą Niemiec w Warszawie.
Przeczytaj także:
Warszawski Szpital Południowy wypowiedział umowy Dawidowi Kacprzykowi, kierownikowi SOR i byłemu radnemu KO. W placówce politycy i ich bliscy mieli korzystać z szybszej ścieżki przyjęć na SOR, a sam Kacprzyk mimo braku specjalizacji w 2025 roku zarobił... 1,6 mln zł.
Warszawski Szpital Południowy zwolnił dziś (17 czerwca) Dawida Kacprzyka, kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.
„Informujemy, że umowy zawarte pomiędzy Warszawskim Szpitalem Południowym Sp. z o.o. a lekarzem Dawidem Kacprzykiem zostały wypowiedziane przez Spółkę” – takie oświadczenie od przedstawicieli placówki otrzymał Polsat News.
Kacprzyk jest lekarzem w trakcie specjalizacji z anestezjologii. Po wybuchu afery Naczelna Izba Lekarska złożyła zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w sprawie podejrzeń, że lekarz opuścił dyżur medyczny. Jego grafik miał pokrywać się m.in. z występami medialnymi.
Według deklaracji tylko w Szpitalu Południowym Kacprzyk przepracował w 2025 roku 3 976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie i niemal 11 godzin dziennie, wliczając niedziele i święta. Oprócz tego miał również pracować w innej stołecznej placówce – Szpitalu Bródnowskim. Z oświadczenia majątkowego lekarza wynika, że w 2025 roku zarobił blisko 1,6 mln zł.
Po analizie tych danych prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zlecił pilny audyt w Szpitalu Południowym. Jak donosi RMF FM, Trzaskowski zwrócił się też do Rady Nadzorczej szpitala o odwołanie dr Agaty Kusz-Rynkun z funkcji członkini zarządu i dyrektorki ds. medycznych. Częściowe wyniki audytu miały potwierdzić nieprawidłowości przy obsadzie lekarza w grafiku SOR. Szpital przygotowuje zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia oszustwa przez Kacprzyka.
Po wyjściu na jaw sprawy zarobków i trybu pracy Kacprzyka portal zero.pl opublikował – także 17 czerwca – materiał, z którego wynika, że w Szpitalu Południowym miało dochodzić do przyjmowania polityków i ich bliskich na SOR – którego szefem był Kacprzyk – poza kolejnością oraz wykonywania im szerokiego zakresu badań w ekspresowym trybie.
„Błyskawiczne przyjęcia, wykonywanie pakietów kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu badań w bardzo krótkim czasie, możliwość przebywania w innym pomieszczeniu niż ogół pacjentów. W Warszawskim Szpitalu Południowym stworzono nieoficjalnie szybszą i bardziej komfortową ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin” – czytamy w materiale Słowika, który zapowiada ciąg dalszy.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że „podjęła z urzędu czynności sprawdzające w sprawie: podejrzenia stworzenia systemu przyjmowania pacjentów w SOR Szpitala Południowego w Warszawie opartego na przesłankach pozamedycznych, sprzecznych z zasadami triażu, co mogło narazić innych pacjentów SOR na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (...) oraz w sprawie poświadczania nieprawdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej na dokumentacji poświadczającej czas wykonywanej pracy w SOR Szpitala Południowego w Warszawie.”
Sprawa ma bardzo wyraźny wydźwięk polityczny. Kacprzyk był warszawskim radnym Koalicji Obywatelskiej, aczkolwiek po ujawnieniu skandalu złożył legitymację partyjną.
Wykorzystywanie znajomości i politycznych konszachtów jest sporym problemem dla Koalicji Obywatelskiej – zwłaszcza że rządowa większość i tak boryka się ze spadkiem poparcia w sondażach i na razie przegrywa walkę o większość parlamentarną w nadchodzących w 2027 roku wyborach do Sejmu i Senatu.
Premier Donald Tusk zapowiedział kontrolę w Szpitalu Południowym, kontrolę NIK wydatkowania środków publicznych w placówkach ochrony zdrowia w Polsce oraz konsekwencje prawne, polityczne i kadrowe.
— Każdy, kto znalazł się w takiej sytuacji, będzie musiał publicznie wytłumaczyć się, jak było naprawdę. Chcę to wyjaśnić do samego spodu. Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano dobry obyczaj, to będzie odpowiedzialność polityczna — zapowiedział premier.
Jednak na pytanie, czy zdymisjonowany zostanie Marcin Kierwiński, szef warszawskich struktur KO, Tusk odpowiedział krótko: — Nie.
Opozycja żąda dymisji Tuska i całego rządu, masowo produkując krytyczne i złośliwe materiały w mediach społecznościowych. Sprawa dzieli też koalicję 15 października. „Nie do obrony” – napisała w reakcji na doniesienia zero.pl przewodnicząca Polski 2050 i ministra funduszy europejskich Katarzyna Pełczyńska.