Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Zapraszamy na przegląd najważniejszych wydarzeń we wtorkowym odcinku serialu pt. „Drama w PiS”. Co opublikował Morawiecki, posłowie PiS pozywają się do sądu, a prezes stawia ultimatum
Trzy sceny, kilkudziesięciu gości, debaty o tematyce wszelakiej: „jak wygrać wybory i poszerzyć poparcie”, „jak uratować demografię Polski”, „jak idąc do przodu nie zostawić nikogo z tyłu”, „jak prowadzić politykę migracyjną na polskich warunkach”, wreszcie: „Quo Vadis, Polsko?”.
Tak ma przebiegać 31 lipca najsłynniejszy dziś w Polsce grill organizowany przez Mateusza Morawieckiego. Pieczenie kiełbasek i rozmowy o Polsce, choć brzmią niewinnie, stały się symbolem rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości, a ci, którzy swoją obecność na grillu zapowiedzieli, pielgrzymują na ulicę Nowogrodzką.
Grill bowiem jest imprezą inaugurującą stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego „Rozwój Plus”. Stowarzyszenie, które jeszcze do niedawna miało być „drugim płucem PiS”. Dziś nawet przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego traktowane jest jako potencjalnie niebezpieczna narośl, którą wyciąć trzeba szybko. Sondaże dawały „Rozwojowi Plus” (gdyby ten stał się partią) 6,9 proc. głosów, a wraz z nimi ponad 20 mandatów po wyborach. Wszystko to kosztem partii Kaczyńskiego.
Dlatego każdy z 45 parlamentarzystów, którzy podpisali się pod listem członków stowarzyszenia dostali ultimatum: albo PiS, albo „Rozwój Plus”.
Deadline na złożenie oświadczenia o braku przynależności do stowarzyszeń mija w czwartek 23 lipca. Ale jak z dumą ogłosił w RMF FM Rafał Bochenek, rzecznik partii, już pojawili się pierwsi, którzy na początku tygodnia deklarowali, że są „murem za Mateuszem”, a dziś podpisali u prezesa oświadczenie, że rezygnują z aktywności w Stowarzyszeniu Morawieckiego.
To Anita Czerwińska i Daniel Obajtek.
Pozostali mają czas do najbliższego czwartku, tj. do 23 lipca. „Złożenie oświadczenia jest warunkiem koniecznym członkostwa w naszej formacji politycznej. Czas jest do czwartku, do końca dnia. Stowarzyszenie albo partia. Tylko w jedności możemy walczyć o dobrą przyszłość naszej ojczyzny” – napisał na X Bochenek.
I poinformował, że w przyszłym tygodniu ma zebrać się Komitet Polityczny partii, który podejmie decyzje statutowe zatwierdzające decyzje parlamentarzystów, co do członkostwa w PiS.
Morawiecki nie zamierza ustępować Kaczyńskiego. We wtorek rano opublikował w sieci oświadczenie. Ubrany w elegancki garnitur, na tle biało-czerwonych flag podsumował ostatnich osiem lat rządów PiS. W 9-minutowej przemowie, przypominającej prezydenckie orędzie wyliczał kolejne sukcesy, jak 500 plus, trzynasta i czternasta emerytura, zerowy PIT dla młodych, podwyżka płacy minimalnej i stawki godzinowej. „Nie pozwolę, by osiem lat wielkiej zmiany zostało sprowadzone do personalnych porachunków i prywatnych ambicji” – ogłosił były premier PiS.
„Prawo i Sprawiedliwość stoi dzisiaj przed wyborem. Możemy zamknąć się w coraz mniejszym kręgu, mówić wyłącznie do już przekonanych i utracić zdolność zdobywania większości. Albo możemy ponownie stać się wielką partią, wielkim obozem, polskiej prawicy i centroprawicy” – podkreślał Morawiecki.
„Jedni mogą skuteczniej walczyć o wyborców prawej flanki, inni mogą skutecznie rozmawiać z przedsiębiorcami, pracownikami, młodymi, z samorządowcami, NGO'sami czy z mieszkańcami wielkich miast” – wskazywał na rolę Przemysława Czarnka i swoją. „Nie powinniśmy bać się różnorodności” – mówił Morawiecki. I podkreślał:
Różne skrzydła, ale jedna partia. Różne temperamenty, ale jeden cel. Różne sposoby docierania do Polaków, ale wspólne zwycięstwo. Różnica zdań nie jest zdradą. Praca programowa nie jest rozłamem
Głośno mówi się, że ruch Morawieckiego jest gestem niezgody wobec polityki prowadzonej przez Przemysława Czarnka (wskazanego przez prezesa na przyszłego premiera) i nieudanej próby skierowania się PiS-u w stronę skrajnie prawicowych wyborców-wyznawców Grzegorza Brauna czy Sławomira Mentzena.
Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” z pierwszych dni lipca pokazuje wprost – mimo kłopotów Koalicji Obywatelskiej i afery w Szpitalu Południowym, Prawo i Sprawiedliwość nie notuje wzrostu poparcia. Zyskują za to ugrupowania skrajnej prawicy, które mogą odegrać kluczową rolę w przyszłym układzie sił w Sejmie.
Morawiecki w swoim orędziu-oświadczeniu porównuje się m.in. do Marco Rubio i wskazuje, że ten z rywala Donalda Trumpa stał się partnerem i jego najbliższym współpracownikiem. „Dojrzały obóz polityczny odróżnia rywalizację od wojny domowej. My także musimy to umieć” – dodał Mateusz Morawiecki, podkreślając, że PiS nie może być partią wsobną i hermetyczną. „Tutaj jest moje miejsce” – ogłosił na koniec.
Konflikt między maślarzami (czyli przeciwnikami Morawieckiego) a harcerzami (jego zwolennikami) przybiera na sile — a w przypadku posłów z Pomorza kończy się w sądzie.
Marcin Horała i Kacper Płażyński od kilku dni obsypują się oskarżeniami. Zaczęło się od Płażyńskiego, który skrytykował działania „harcerzy”, do których należy Horała.
Ten nie pozostał dłużny i w poniedziałek, 20 lipca, ogłosił, że to Płażyński stoi za raportem o Karolu Nawrockim, z którego wynikało, że będzie złym kandydatem na prezydenta. Raport ten prezes Kaczyński otrzymał miesiąc przez ogłoszeniem nazwiska kandydata z ramienia PiS. Dziś wiadomo, że omówienie to prezes zignorował, a sam Nawrocki (mimo szeregu ujawnionych nieprawidłowości, również natury moralnej i etycznej) wybory wygrał.
„Wiedziałem, że Kacper do ostatniej chwili był przeciwny kandydaturze Karola Nawrockiego. Przy kilkudziesięciu świadkach na komitecie wykonawczym mówił, że to zły kandydat. Wiedziałem, że przygotował raport o tym, dlaczego to jest zły kandydat, i go rozsyłał wśród naszych członków. A po miesiącu-dwóch, dziwnym trafem, bardzo podobny raport trafił do dziennikarzy. Jak widzę teraz kogoś, kto ma czelność rozliczać Mateusza Morawieckiego z braku lojalności, gry zespołowej, itd., to mnie trzepnęło i uległem emocjom” – powiedział Horała w Kanale Zero.
Płażyński twierdzi, że to kłamstwo. Wystosował do kolegi z partii przedsądowe wezwanie do przeprosin i zapłaty 50 tysięcy złotych na rzecz fundacji Łączy nas Polska. Fundacja ta, czego Płażyński oficjalnie już nie dodał, jest kierowana przez jego żonę. Horała już zapowiedział, że płacić nie zamierza i może z kolegą z PiS spotkać się w sądzie.
Przeczytaj także: