Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Donald Trump i Biały Dom wykorzystali w tym tygodniu dwie piosenki Taylor Swift. Piosenkarka zgłosiła naruszenie praw autorskich. Amerykańskie gwiazdy protestują przeciwko wykorzystywaniu ich utworów przez Trumpa i Biały Dom
Konto Białego Domu na TikToku udostępniło wideo, na którym Donald i Melania Trump oglądają pokaz fajerwerków. W tle leciała piosenka Taylor Swift „August”, a opis brzmiał: „Taylor Swift będzie podekscytowana, że użyliśmy jej piosenki!”
Wkrótce dźwięk w wideo został wyciszony, pojawił się też komuniat: „Właściciel praw autorskich nie zezwolił na używanie tego dźwięku w Twoim kraju.”
Następnego dnia Biały Dom wrzucił nowy filmik i tym razem z piosenką Taylor Swift „Red”. Opis brzmiał: „Czy wiedzieliście, że Taylor Swift napisała album o kolorze Republikańskiej Partii?” Czerwony to kolor Republikanów, amerykańscy Demokraci posługują się niebieskim.
Również w przypadku tej piosenki Taylor Swift zgłosiła naruszenie praw autorskich.
W czerwcu kampania Trumpa opublikowała na platformie z krótkimi filmami nagranie wykorzystujące nową piosenkę Swift z filmu „Toy Story 5” — „I Knew It, I Knew You”. Film opatrzono podpisem: „Nikt nie kocha naszego kraju i Amerykanów bardziej niż @President Donald J Trump”. Pokazano na nim Trumpa wchodzącego w interakcje z dziećmi w Białym Domu, tańczącego podczas gali UFC oraz występującego na wiecu.
Niedawno przeciwko wykorzystaniu jej utworu przez Biały Dom protestowała inna artystka, Katy Perry. Administracja Trumpa użyła jej piosenki w tle posta na TikToku, w którym pokazano odtajnione nagrania ataków na Iran.
Katy Perry oświadczyła, że nikt nie zapytał o zgodę na wykorzystanie jej piosenki, a ona takiej zgody nie udzieliła. „Napisałam tę piosenkę z myślą o ludziach, którzy przeżywają najtrudniejsze chwile, aby dać im nadzieję, siłę i wiarę, że mogą przez nie przejść.
To, że przesłanie o własnej wartości i podnoszeniu na duchu zostało wykorzystane jako oprawa dla zniszczenia i przemocy, jest całkowitym zaprzeczeniem wszystkiego, co reprezentuje moja piosenka.
Moja muzyka ma łączyć ludzi, a nie służyć do celebrowania działań wojennych”.
Dziesiątki artystów apelowały ostatnio do administracji Trumpa, by nie wykorzystywała ich utworów, wśród nich takie gwiazdy jak Sabrina Carpenter i Ariana Grande.
Taylor Swift poparła w ostatnich wyborach prezydenckich Kamalę Harris, kontrkandytatkę Trumpa reprezentującą Partię Demokratyczną. Trump ogłosił wówczas całemu światu: „NIENAWIDZĘ TAYLOR SWITF!”
Przeczytaj także:
Serwery państwowego totalizatora, system do wypożyczania hulajnóg elektrycznych, sieć aptek i portale administracji państwowej padły ostatnio ofiarami ataków hakerskich w Norwegii
W piątek 7 sierpnia wieczorem serwery państwowego totalizatora Norsk Tipping zostały zaatakowne. Użytkownicy nie mogli się zalogować do usług operatora i dokonywać zakładów.
Dyrektor Norsk Tipping ds. komunikacji Paal Enger poinformował: „Systemy zostały przeciążone ruchem z serwerów z wielu miejsc na świecie”.
W ostatnich dniach Norwegia doświadczyła kilku cyberataków o znacznej skali.
W minionym tygodniu hakerzy zaatakowali serwery norweskiego operatora hulajnóg Ryde. Z bazy danych wykradziono dane 1,6 miliona osób, w tym numery telefonów, adresy e-mail, daty urodzenia, fragmenty numerów kart oraz lista płatności użytkowników.
Tego samego dnia w wyniku ogólnokrajowej awarii systemu aptek pacjenci w całym kraju nie mogli zrealizować recept.
W poniedziałek 3 sierpnia cyberatak dotknął centralne systemy informatyczne Norwegii. Hakerzy zablokowali „między innymi portal ochrony zdrowia służący do rejestracji wizyt lekarskich i kontaktu z lekarzami, system administracji podatkowej, a także portal do komunikacji z administracją publiczną”.
Sprawą ma się zająć norweski wywiad.
W ostatnich dwóch latach gwałtownie wzrosła liczba cyberataków w Europie. Niektóre analizy mówią o wzroście nawet o 70 proc. (rok 2025 w porównaniu do 2023). Celem hakerów coraz częściej są instytucje administracji publicznej, zwłaszcza te związane z ochroną zdrowia, w tym szpitale. Norwegia, a także Polska należą do krajów najbardziej narażonych na tego typu ataki.
Przeczytaj także:
Elon Musk konsekwentnie sprzeciwia się wykorzystaniu sieci satelitarnej Starlink do kierowania ukraińskimi uderzeniami na cele położone na terytorium Rosji.
Amerykański miliarder i właściciel SpaceX Elon Musk odmawia Ukrainie zezwolenia na wykorzystanie satelitarnego internetu Starlink do ataku na terytorium Rosji. Musk uważa, że nadszedł czas, aby Ukraina zawarła porozumienie pokojowe z Rosją.
Jak donosi dziennik „The Atlantic”, strona ukraińska od dłuższego czasu prowadzi intensywne działania dyplomatyczne i nieoficjalne rozmowy, mające na celu zmianę stanowiska właściciela firmy SpaceX. W próby przekonania biznesmena zaangażowany był m.in. były minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow. Ponadto podczas niedawnego spotkania w Waszyngtonie prezydent Wołodymyr Zełenski zwrócił się do prezydenta USA Donalda Trumpa z prośbą o wywarcie nacisku na Muska, jednak amerykański przywódca nie złożył w tej sprawie jednoznacznych deklaracji.
6 sierpnia Fedorow oświadczył, że kontynuuje negocjacje z Elonem Muskiem dotyczące możliwości wykorzystania sieci Starlink do niszczenia celów, w szczególności wyrzutni balistycznych, na terytorium Federacji Rosyjskiej.
„The Atlantic” szczegółowo opisuje zabiegi ukraińskiej administracji, które miałyby pomóc Ukrainie utrzymać inicjatywę na froncie.
„W środku zimy [2025/2026] Rosja opracowała nowy, skuteczny sposób ataku. Rosyjskie wojska naprowadzały swoje drony na Ukrainie za pomocą Starlinka. „To mogła być prawdziwa katastrofa” – powiedział nam Fiodorow. Technologia ta pozwoliła Rosjanom ominąć ukraińską obronę powietrzną i zbombardować dowolny cel, w tym okręg rządowy w Kijowie. Aby ich powstrzymać, Fiodorow zwrócił się do Muska z pilnym apelem o pomoc.
Miliarder oddzwonił do niego pod koniec stycznia, kiedy Fiodorow akurat był na urodzinach córki, a minister wyszedł, żeby porozmawiać z Muskiem, którego twarz pojawiła się na ekranie jego telefonu. Ta rozmowa doprowadziła do powstania planu odcięcia Rosjanom dostępu do terminali Starlink. Siły ukraińskie kontynuowały loty dronów z systemem Starlink na terytorium Ukrainy, w tym na Krymie i innych regionach okupowanych przez Rosję.
Nierównowaga technologiczna pozwoliła Ukrainie przejąć inicjatywę na froncie, gdzie do połowy lutego jej wojska odzyskały kilkaset kilometrów kwadratowych okupowanego terytorium”.
Według rozmówców „The Atlantic” w administracji Trumpa prezydent USA miał chwilowo być bardziej skłonny do pomocy Ukrinie „bo lubi wspierać zwycięzców”, a Ukrainie udawało się
Teraz jednak amerykańsko-ukraińskie stosunki znów są w impasie. A Rosja planuje w 2027 roku uruchomić własną wersję systemu Starlink.
W lipcu 2025 Reuters donosił, że Musk wyłączył system Starlink w trakcie ofensywy ukraińskiej w Cherosniu, której celem było odzyskanie kontroli nad regionem. Musk wielokrotnie nazywał artykuł Reutersa fałszem. wcześniej otwarcie protestował przeciwko wykorzystaniu Starlinka do ataków na Rosję: „Niewłaściwie wykorzystali cywilny system Starlink do celów wojskowych. Bezpośrednie naruszenie warunków świadczenia usług” – pisał na swojej platformie X w maju 2026.
Przeczytaj także:
Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej (UINP) poinformował w sobotę, że wydane zostały zgody na ekshumacje szczątków polskich ofiar w Hucie Pieniackiej w obwodzie lwowskim oraz na poszukiwania i ekshumacje w Ugłach na Wołyniu.
W piątek 7 sierpnia 2026 ukraińska Państwowa Międzyresortowa Komisji ds. Upamiętnienia Uczestników Operacji Antyterrorystycznej, Ofiar Wojny i Represji Politycznych podjęła decyzje, które umożliwiają rozpoczęcie badań ekshumacyjnych na terenie dawnej wsi Huta Pieniacka i na terenie wsi Ugły.
Decytzja jest wynikiem „ustaleń osiągniętych przez Ukraińsko-Polską Grupę Roboczą ds. Pamięci Narodowej.
W odrębnej decyzji komisja zgodziła się na pobranie próbek materiału genetycznego (DNA) ze szczątków pochowanych w latach 1992–2015 na cmentarzu dawnej wsi Ostrówki” – oświadczył UINP.
„Jednocześnie polski Instytut Pamięci Narodowej podał, że w wyniku prac ekshumacyjnych na terenie dawnych wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka na Wołyniu, które prowadzono od 13 lipca do 7 sierpnia, odnaleziono szczątki 55 osób, w tym 26 dzieci, oraz ponad 300 przedmiotów osobistych. 30 sierpnia szczątki zostaną pochowane w kwaterze ofiar UPA na cmentarzu w Ostrówkach”.
Masowych grobów nie odnaleziono natymiast w Ugłach, gdzie ekshumacje prowadzone były w marcu.
źródło: PAP
Spór o eksumacje na Wołyniu ciągnie się od dekady. W kwietniu 2017 ukraiński IPN wydał zakaz poszukiwań szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na terytorium Ukrainy po zdemontowaniu pomnika UPA w Hruszowicach w województwie podkarpackim.
Moratorium zostało zniesione w 2024 roku.
W rozmowie z OKO.press ministra kultury Marta Cienkowska przyznała: „Nie ukrywam, że pierwsze rozmowy były trudne. Kiedy byłam Kijowie w lutym 2024 roku z wizytą jeszcze jako wiceministra, nie do końca dostaliśmy odpowiedź ze strony ukraińskiej”.
W grudniu 2024 powstała polsko-ukraińska grupa robocza i ekshumacje stopniowo ruszyły.
Przeczytaj także:
Ostatnio tragedia wołyńska znalazła się w centrum konfliktu między władzami polskimi i ukraińskimi, a także wewnątrz polskiej klasy politycznej. Po tym, jak Wołodymyr Zełenski nadał jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imię bohaterów UPA, prezydent RP Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego przyznany przez Andrzeja Dudę w 2023 roku za zasługi w walce o niepodległość Ukrainy.
Przeczytaj także:
W OKO.press opisaliśmy historię Katarzyny, która w kwietniu na warszawskim Bemowie broniła dzika Henia. Zwierzę zostało jednak zabite, a Katarzyna dostała wyrok nakazowy za utrudnianie pracy policji. Co w sprawie wydarzeń z kwietnia mówi policja i miasto?
24 kwietnia na Bemowie w Warszawie grupa mieszkańców zebrała się, by obronić dzika, którego nazwano Heniem, przed odstrzałem. Policja na miejsce wysłała ok. 20 funkcjonariuszy. Jak dowiedziało się OKO.press, jedna z protestujących dostała wyrok nakazowy (wydany bez rozprawy) – 300 zł kary za utrudnianie wykonywania czynności funkcjonariuszom i 100 zł kosztów sądowych.
Jak wskazuje Katarzyna, która protestowała przeciwko zabiciu Henia, nie chodzi jej o wysokość kary, a o sprawiedliwość. Podkreślała, że dzik był spokojny i przyjazny, leżał w piaskownicy na placu zabaw należącym do parafii. Służby wezwał miejscowy ksiądz, domagając się zabicia zwierzęcia. Henio został uśpiony, po czym lekarz weterynarii wstrzyknął mu śmiercionośny środek. Policja szybko zabrała jego ciało z miejsca zdarzenia.
Jeszcze przed publikacją materiału dotyczącego wydarzeń z Bemowa poprosiliśmy o komentarz Komendę Rejonową Policji Warszawa IV oraz władze miasta. Zapytaliśmy, w jaki sposób protestujący utrudniali pracę policji, dlaczego zdecydowano się wysłać na miejsce aż 20 funkcjonariuszy oraz czy nie było możliwości relokacji dzika, zamiast uśmiercenia.
Po publikacji tekstu otrzymaliśmy stanowisko policji.
”Zachowanie dzikiego zwierzęcia jest nieprzewidywalne. W sytuacji, gdy zwierzę odczuwa zagrożenie lub zostanie sprowokowane, może podjąć gwałtowną próbę ucieczki lub zaatakować człowieka. Z tego względu przebywanie w bezpośrednim sąsiedztwie zwierzęcia stanowi realne zagrożenie dla życia i zdrowia. Pomimo opinii części zgromadzonych osób, że zwierzę nie zachowywało się agresywnie, nie można wykluczyć nagłej zmiany jego zachowania. Sam fakt, że w danym momencie dzik nie wykazywał agresji, nie oznacza, że nie mógł zaatakować” – wskazuje podinsp. Marta Sulowska w wiadomości przesłanej do naszej redakcji.
Na pytanie, dlaczego na miejsce wysłano ok. 20 policjantów (Komenda nie informuje, ilu dokładnie przyjechało ich na miejsce), odpowiada:
“Policjanci byli obecni wyłącznie w celu ochrony osób postronnych przed potencjalnym niebezpieczeństwem oraz zapewnienia, aby nikt nie zbliżał się do zwierzęcia na odległość stwarzającą ryzyko. Liczba funkcjonariuszy skierowanych do zabezpieczenia tego rodzaju zdarzeń jest każdorazowo ustalana indywidualnie i uzależniona od skali oraz specyfiki zdarzenia, charakteru terenu, liczby osób znajdujących się w pobliżu oraz poziomu występującego zagrożenia”.
W tym wypadku – dodaje podinspektor Sulowska, liczba policjantów miała zapewnić protestującym bezpieczeństwo i „skutecznie zabezpieczyć miejsce zdarzenia”. Działania określiła jako „adekwatne do zaistniałej sytuacji”.
Policja informuje, że „wobec pięciu osób sporządzono dokumentację służbową w związku z naruszeniem przepisów art. 65a kodeks wykroczeń, tj. niestosowania się do poleceń funkcjonariuszy”. Za wykroczenie z tego artykułu Katarzyna dostała wyrok nakazowy.
Podinspektor Marta Sulowska dodaje, że decyzje dotyczące uśpienia lub odłowienia zwierzęcia podejmują Lasy Państwowe.
Wydział Prasowy UM Warszawy w sprawie zdarzenia z 24 kwietnia odsyła do policji. Zapytany o to, czy miasto dopuszcza nieśmiercionośne metody rozwiązujące konflikty z dzikami, odpowiada:
„Obecne działania prowadzone są zgodnie z prawem, które reguluje możliwe metody postępowania. Działania związane z redukcją populacji dzików nie są prowadzone w celu ograniczenia ryzyka występowania ASF (afrykańskiego pomoru świń). Jednak obowiązujące przepisy, wynikające z sytuacji epizootycznej (zagrożeniem chorobą) w kraju i Unii Europejskiej, wykluczają stosowanie części alternatywnych metod, które były dostępne przed wprowadzeniem tych ograniczeń – czyli stosowanie odłowu tych zwierząt z ich relokacją. Jesteśmy otwarci na alternatywne metody, ale tylko, gdy będą sprawdzone i prawnie zatwierdzone”.
Zdaniem prawniczki zajmującej się prawami zwierząt Karoliny Kuszlewicz, istniała zgodna z przepisami możliwość przewiezienia dzika Henia do lasu, oddalonego zaledwie 2 km od miejsca zdarzenia.
Karolina Kuszlewicz reprezentuje skazaną wyrokiem Katarzynę (nazwisko do wiadomości redakcji). Już złożyła sprzeciw wobec ukarania jej klientki.
- Jeżeli uznamy za standard to, że władze Warszawy postanawiają zabić spokojnego, łagodnego dzika, bo naciska ksiądz i to, że przyjeżdżają na miejsce całe grupy funkcjonariuszy, uniemożliwiając aktywistom protestowanie, okaże się, że prawo do protestu w sprawie dzików jest w zasadzie wymazane. To będzie oznaczało, że osiągnięto efekt mrożący i aktywiści nie mogą protestować w tak ważnej kwestii, w której chodzi przecież o ratowanie czujących istot przed nadużyciami prawa – mówiła.
Katarzyna komentowała: – To, co się stało w dniu śmierci Henia, to była pokazówka. To nie jest normalne, że kiedy ludzie pokojowo protestują, nie ma krzyków, nie ma nerwów, nie ma wielkiego zbiorowiska, przyjeżdża ponad 20 funkcjonariuszy.
Przeczytaj także: