Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Strażacy, WOT i mieszkańcy wciąż uczestniczą w umacnianiu wałów na Bystrzycy. Na miejscu jest kilkaset osób, które niemal bez przerw układają worki z piaskiem. Jak słyszmy, będą tu tyle, ile trzeba.
O osiedlu zrobiło się głośno we wtorek rano, gdy prezeska Wód Polskich na posiedzeniu sztabu kryzysowego z udziałem premiera Donalda Tuska poinformowała, że w zbiorniku Mietków, który chroni zachodnie dzielnice Wrocławia przed spiętrzeniem wód, doszło do nagłego, nieprognozowanego zrzutu. Administratorem zbiornika jest spółka Tauron.
To jedyna akcja umacniania wałów, która wciąż jest prowadzona we Wrocławiu. Oprócz wozów strażackich i wojskowych ciężarówek, na miejsce co chwilę przyjeżdżają samochody lokalnych przedsiębiorców dowożących pizzę, kanapki, zgrzewki wody. Przychodzą też mieszkańcy sąsiednich osiedli, którzy chcą pomóc. W drodze na osiedle, wzdłuż ulicy Głównej, większość budynków mieszkalnych i usługowych jest obłożona workami z piaskiem do wysokości kolana.
Jacek Paprota 74 lata: Jesteśmy z klubu OSP ORW. Już trzeci raz uczestniczymy w takiej zabawie. Zaczynajac od 97, ale wtedy to była totalna wtopa. Mamy quada, mamy swoje zadanie: uszczelnienie przepustu kolejowego. Zapakowaliśmy ponad sto worków. To było sporo roboty, trzeba było rozładować worki, przenieść je pieszo jakieś 300 metrów przez tory. Wszystko ręcznie, bo nie dało się inaczej — ciężki sprzęt by tam nie wjechał. Zajmowaliśmy się tym od rana.
Poziom Bystrzycy ciągle się podnosi. Brakuje tutaj sztabu, na miejscu, który wydawałby polecenia i dyspozycje, gdzie i ile, czego zrzucić itp. To nie jest oczywiście samoorganizacja. Zawiadują tym działaniami strażacy zawodowi, którzy wydają polecenia swoim podwładnym, ale tutaj jest przede wszystkim pospolite ruszenie. Trochę jest zamieszanie informacyjne: co innego podają wiadomości, co innego miasto, co innego Wody Polskie. W zasadzie nie wiemy, kiedy jest spodziewana ta fala — mówi.
Michał Szydłowski, zastępca dyrektora MOPS we Wrocławiu: Działamy od rana. Miasto dostarcza żywność. Jest też pospolite ruszenie mieszkańców: przywożą kanapki, kawę, herbatę dla pracujących na miejscu. Lokalni przedsiębiorcy też się do tego dokładają.
Joanna Kowalska: Ludzie idą tam, gdzie jest piach. My przyszliśmy ze Stablowic. Próbowaliśmy tam ułożyć w parku wał, bo jest miejsce, które na pewno zaleje, ale tam zabrakło logistyki. Jesteśmy tutaj, bo kochamy Wrocław. Ludzie są wspaniali. Wystarczy popatrzeć przy namiocie, ile tam jest kanapek i pizzy. Ludzie się skrzykują, powiedzieli, że tu trzeba być, to robimy, co możemy.
Po krótkiej przerwie mieszkańcy i strażacy wracają do układania umocnień. A robiąc to, nieustannie się dopingują.
„Plan jest taki, musimy dokończyć mur, cały dzień z tym walczymy. Wszyscy gotowi?”
„Tak jest”
„Bardzo mi się to podoba. Ruszamy. Ramię w ramię”