0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

09:03 07-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Igor IVANKO / AFPFot. Igor IVANKO / A...

Największy w historii atak na Moskwę? W co gra mer miasta?

430 ukraińskich dronów miało lecieć w nocy na Moskwę. Jej władze ogłosiły, że większość udało się zestrzelić daleko od miasta. Ale czy rzeczywiście Ukraińcy atakowali akurat Moskwę? Faktem jest jednak, że prezydent Zełenski zapowiedział Moskwie piekło. „Wkrótce”

Co się stało

Mer Moskwy Sobianin ogłosił nad ranem, że na Moskwę poszedł największy w historii atak dronowy. Nad samą Moskwą obrona miała zestrzelić 36 dronów, resztę na podejściu. W sumie atakujących Moskwę dronów zestrzelono 430. Czy są straty, Sobianin nie powiedział.

Tymczasem rosyjski MON ogłosił, że w nocy nad całą Rosją zestrzelono w sumie... 452 drony. Z tego komunikatu wynika, że w większości w ogóle nie leciały na Moskwę.

Sami Ukraińcy w oficjalnym komunikacie z trafień w nocy Moskwy w ogóle nie wymieniają. Jako sukces podają kolejne trafienie fabryki elektroniki do rakiet w Briańsku, mostów na Krymie i magazynów na zapleczu frontu w Rosji.

Reakcja mera Moskwy może być wyprzedzająca, bo miasto musi się szykować na ukraiński atak. Dzień wcześniej w wywiadzie dla „Financial Times” prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że wojna rosyjsko-ukraińska przeniosła się z lądu i morza w powietrze. „A w tej konfrontacji przestaje być ważne, czyje terytorium jest większe. W powietrzu już jesteśmy konkurencyjni” – powiedział.

„Kiedy nie sto, a tysiąc dronów będzie lecieć w kierunku Moskwy, [Putin] zrozumie” – powiedział Zełenski.

Według Zełenskiego psychologiczny wpływ zakrojonych na szeroką skalę ataków dronów na Moskwę i Petersburg, a także pogłębiające się problemy gospodarcze ostatecznie osłabią determinację Władimira Putina do kontynuowania wojny.

Jaki jest kontekst?

Uderzenia Ukrainy w głębi Rosji doprowadzają państwo Putina do coraz większych trudności. W oficjalnym przekazie prawie nie ma o tym mowy, ale niezależne doniesienia mówią o tworzących się wielogodzinnych i wielodniowych kolejkach po benzynę (na zdjęciu – kolejka w Moskwie 3 lipca). Wybuchają w nich awantury, dochodzi do prób kupowania bez kolejki przez osoby twierdzące, że reprezentują „władze”.

Na Krymie nie ma prądu, komunikacja półwyspu z Rosją kontynentalną zamiera. Ukraińcy trafili już wszystkie rosyjskie wielkie rafinerie naftowe.

Po poniedziałkowym ataku na największą rosyjską rafinerię, w Omsku, władze wprowadziły w obwodzie omskim racjonowanie paliwa. Gubernator Wołogdy poskarżył się publicznie, że na trasie zabrakło mu paliwa. Panika związana z ukraińskim ostrzałem doprowadziła wczoraj do ogłoszenia alarmu rakietowego w Nowosybirsku, ponad 3 tys. km od granicy z Ukrainą.

Rosyjska propaganda przeszła w tryb histeryczny. Nie tylko nie zapewnia już, że wkrótce problemy z paliwem się skończą. Ignoruje temat. Koncentruje się za to na opowiadaniu, jak straszliwie rosyjska armia razi Kijów. Bowiem ukraińska obrona nie ma rakiet do baterii Patriot (a jeśli ma, to „przeterminowane i niecelne”) i nie ma jak zestrzeliwać rakiet balistycznych uderzających w miasto.

Z kilkunastominutowych reportaży nadawanych w telewizji w głównych dziennikach dzień w dzień widz może odnieść wrażenie, że w Ukrainie nie ma już żadnych zapasów dronów i rakiet dalekiego zasięgu. Jakby cała ukraińska produkcja miała być skoncentrowana w Kijowie.

Bez odpowiedzi propagandowej zostaje więc pytanie, czym Ukraińcy strzelają w Rosję teraz.

Rosjanie zaczęli też niszczyć stacje benzynowe po ukraińskiej stronie, co też ma być formą „kary” dla Ukrainy. Ale przede wszystkim pocieszeniem dla rosyjskiego odbiorcy. Zniszczone stacje należały jednak do azerbejdżańskiej sieci i Baku złożyło oficjalny protest w MSZ. To, że Moskwa nie bierze pod uwagę takich konsekwencji, to kolejny dowód na to, że mamy do czynienia z paniczną reakcją.

Mer Sobianin, pogromca dronów?

Na tym tle reakcja mera Moskwy jest zastanawiająca. Po pierwsze — przyznał się do gigantycznego ataku na Moskwę, który chyba nie miał miejsca. Albo był atakiem „zwykłym” — bowiem dzień w dzień na Moskwę leci po kilkadziesiąt ukraińskich dronów.

W każdym razie mer skalę ataku zwiększył, doliczając do niego drony zestrzelone „w czasie podejścia”. Do tej pory takie drony rosyjski MON zaliczał do „zestrzelonych nad terytorium Rosji”.

Mer Sobianin, którego kremlinolodzy zaliczają do możliwych następców Putina, chwali się więc, że przynajmniej na razie panuje nad sytuacją. W przeciwieństwie do innych czynowników, którzy albo rozpaczają nad brakiem benzyny, albo wydają polecenia, by było lepiej — a lepiej od tego nie jest.

Ostatni raz Moskwa oberwała w ataku dronowym 18 czerwca. Trafiona została wtedy moskiewska rafineria. Od tego czasu nie ma doniesień o trafieniach w samej metropolii. Ukraińcy trafili jednak dwa centra komunikacji satelitarnej pod Moskwą i ośrodek łączności rosyjskiego wywiadu.

Przeczytaj także: