Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Bilans nocnego rosyjskiego ataku na obwód kijowski i okolice Buczy sięga 37 zabitych. Poinformował o tym Tymur Tkaczenko, szef Kijowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej.
37 osób zginęło, a 42 zostały ranne na skutek rosyjskiego ataku na okolice Kijowa w nocy z piątku na sobotę. Liczba ofiar może jeszcze wzrosnąć. Rano na Telegramie szef władz obwodu kijowskiego Tymur Tkaczenko pisał o 27 ofiarach śmiertelnych.
W ataku zginął Taras Didycz, wójt gminy Dmytrówka. Hospitalizowano czwórkę dzieci, a ewakuacje z piątku na sobotę objęły 381 osób.
Drony i pociski zniszczyły w sumie 50 budynków, w tym magazyny uzbrojenia w miejscowości Myła w pobliżu Buczy. Z kolei w Kijowie w wyniku uderzenia dronowego w kawiarnię w dzielnicy Obołoń zginęło dwuletnie dziecko.
Do sprawy uderzenia w magazyny w Myłej odniósł się prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski, Jak zauważył, uderzenie w obiekt i następujący po nim wybuch przechowywanych tam materiałów zagroził otaczającej infrastrukturze, uszkadzając budynki mieszkalne oraz dom opieki dla osób starszych i niepełnosprawnych. Ukraiński przywódca stwierdził, że podobne magazyny nie powinny znajdować się tak blisko cywilnych zabudowań.
"Ci, którzy dopuścili do tej sytuacji, muszą ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje. Śledczy z Policji Państwowej i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy prowadzą dochodzenie przedprocesowe, a postępowanie karne zostało wszczęte z zarzutów zaniedbania służbowego. Istnieją przepisy – amunicja nie może być przechowywana w pobliżu domów lub innych obszarów mieszkalnych. Odpowiednie wnioski z pewnością zostaną wyciągnięte” – stwierdził Zełenski.
“Ukraińska Prawda” zwraca uwagę, że to nie pierwszy taki przypadek. 6 lipca Rosjanie uderzyli w magazyny w mieście Wysznewe w obwodzie kijowskim. Bilans strat objął sześć ofiar śmiertelnych i ponad 280 uszkodzonych budynków.
Przeczytaj także:
Służby informują, że w wyniku błyskawicznej powodzi na granicy Nepalu i Tybetu zginęło 626 osób. W wielu szpitalach brakuje już miejsc w kostnicach.
Według najnowszego komunikatu nepalskiej agencji zarządzania kryzysowego NDRRMA, bilans śmiertelnych ofiar powodzi wzrósł do 626. Prawie 3 tys. osób uznaje się za zaginione. Tragiczny bilans wciąż rośnie – dzień wcześniej była mowa o ponad 500 ofiarach śmiertelnych i 1,9 tys. zaginionych.
Od środy – 26 sierpnia – trwa akcja poszukiwawczo-ratunkowa.
Na razie jednak (stan na godz, 14:00 polskiego czasu) akcja jest zawieszona przez trudne warunki pogodowe. Władze na krótko zawiesiły akcję ratunkową również w piątek, gdy jezioro, które powstało po powodzi, zaczęło wylewać do rzek Lhende Khola i Trishuli, powodując kolejne zagrożenie. Po kilku godzinach poszukiwania wznowiono.
Na miejscu pracują również ekipy z sąsiednich krajów. Minister spraw zagranicznych Nepalu Shisir Khanal oświadczył w sobotę, że nie odrzucał ofert międzynarodowej pomocy ratunkowej – zdementował w ten sposób doniesienia, jakoby Katmandu odmówiło przyjęcia zagranicznych ekip ratunkowych. „Specjalistyczna indyjska ekipa ratunkowa w tunelu już przybyła, a dwie chińskie ekipy poszukiwawczo-ratownicze przygotowują się do rozmieszczenia” – dodał podczas konferencji prasowej.
Nepal potrzebuje pomocy w ratowaniu ludzi uwięzionych w tunelach, otwieraniu linii transportowych i komunikacyjnych w miejscach, gdzie mosty zostały zniszczone, identyfikacji zwłok, testowaniu DNA i przechowywaniu ciał. W chłodniach w wielu dystryktach Nepalu już brakuje miejsc na ciała ofiar.
Ministerstwo Finansów Nepalu przekazało agencji Reuters, że kraj będzie potrzebował około 4-5 miliardów dolarów na odbudowę zniszczeń spowodowanych przez środową powódź.
W środę wczesnym rankiem osady górskie w dystrykcie Rasuwa na granicy Nepalu i Tybetu zostały całkowicie zniszczone przez błyskawiczną powódź.
Jak wyjaśnialiśmy w OKO.press, wciąż nie są znane dokładne przyczyny katastrofy. Wiadomo natomiast, że doszło do oderwania się dużego fragmentu lodowca w pobliżu szczytu Langtang Lirung w Himalajach. Powstałe w ten sposób osuwisko przemieściło się kaskadowo w dół, trafiając do doliny rzeki Bhote Koshi i zabierając ze sobą rzeczne osady. To z kolei spowodowało nagły wzrost poziomu wody.
Błyskawiczna fala powodziowa, poruszająca się z prędkością nawet 115 km/h, zalała wioski położone w dolinie rzeki.
Przeczytaj także:
Na rządowej stronie bezpiecznedane.gov.pl można już sprawdzić, czy nasze numery PESEL wyciekły w wyniku cyberataku na firmę MyDr.
Na portalu bezpiecznedane.gov.pl są już dane po wycieku z firmy MyDr, obsługującej gabinety lekarskie. Można sprawdzić, czy nasz PESEL wyciekły w wyniku ataku hakerskiego. Serwis pozwala również na sprawdzenie, czy wyciekł nasz numer telefonu lub mail. Korzystanie z niego jest bezpłatne.
Po sierpniowym ataku hakerskim na MyDr z bazy wyciekły dane 19 mln Polek i Polaków.
Strona jest mocno obciążona, możliwe, że po wejściu na nią będzie trzeba odczekać w wirtualnej kolejce.
Logowanie jest możliwe między innymi za pomocą:
Przez wyszukiwarkę bezpiecznedane.gov.pl nie dowiemy się jednak, czy wyciekły nasze dane medyczne. Wyjaśniał to w rozmowie z OKO.press prezes UODO Mirosław Wróblewski: „Przepisy ustawy jasno określają, jakie kategorie danych mogą być przetwarzane w portalu Bezpieczne Dane. Państwo, a dokładniej CSIRT NASK, który zarządza tym systemem, nie może żądać od administratorów czy podmiotów przetwarzających żadnych informacji o historii chorób, procedurach medycznych czy receptach pacjentów. Tam będą więc tylko zwykłe, podstawowe dane, które pozwolą obywatelom się zidentyfikować i stwierdzić, czy ich wyciek dotyczy – nazwisko, data urodzenia, adres zamieszkania, płeć, miejsce urodzenia, numer telefonu oraz numer PESEL. To minimalny zestaw informacji, który umożliwia weryfikację na zasadzie prostej odpowiedzi: tak lub nie. Twoje dane wyciekły albo nie wyciekły”.
W wypadku wycieku danych UODO zaleca zastrzeżenie numeru PESEL, zmianę haseł do maili i kont bankowych oraz nieklikanie w podejrzane linki, przesyłane SMS-owo czy mailowo.
Hakerzy wykradli informacje o 19 mln osób z firmy MyDr, która jest dostawcą platformy informatycznej i systemu elektronicznej dokumentacji medycznej dla placówek ochrony zdrowia. Zarówno prywatnych, jak i publicznych. Wiadomo, że atak dotyczy 12 tys. podmiotów medycznych.
„Powagi sytuacji dodaje fakt, że hakerzy ukradli dane osobowe (imiona, nazwiska, numery PESEL, numery telefonów, adresy poczty elektronicznej), ale i medyczne. Mają więc informacje o stanie zdrowia pacjentów, o tym, jakie recepty im wystawiono, a nawet dostęp do notatek lekarzy z wizyt pacjentów” – pisała w OKO.press Agata Kołodziej.
Hakerzy 5 sierpnia skontaktowali się z firmą MyDr, ta jednak nie zareagowała na informacje o tym, że została okradziona. Przestępcy zwrócili się więc do prowadzących portal Zaufana Trzecia Strona. To oni poinformowali o tym opinię publiczną.
Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości wszczęło dochodzenie w tej sprawie 12 sierpnia.
Przeczytaj także:
Szwecja wesprze Finlandię militarnie w związku z narastającą aktywnością Rosji. Wspólne patrole i operacje mają potrwać co najmniej do końca roku – przekazał szef fińskiego resortu obrony Antti Häkkänen.
Szwecja będzie wspierać Finlandię w patrolach zarówno na morzu, jak i w powietrzu. Porozumienie o współpracy zostało już oficjalnie zawarte. „Wspólna obrona jest kluczowym elementem naszej współpracy” – podkreślił minister obrony Szwecji Pål Jonson.
Finlandia obawia się zwiększonej aktywności wywiadowczej Rosji oraz naruszania fińskiej przestrzeni powietrznej.
„Poprzez tę nową współpracę dążymy do osiągnięcia dwóch celów. Po pierwsze, wzmacniamy zdolność do utrzymywania wzmożonego nadzoru w perspektywie długoterminowej na wypadek pojawienia się dronów zmyłkowych. Ukraina kontynuuje swoją uzasadnioną walkę obronną, a ryzyko związane z dronami wabikami wydaje się utrzymywać. Po drugie, pogłębiająca się współpraca wzmacnia zdolności obronne Finlandii i północnego regionu NATO we wszystkich sytuacjach związanych z bezpieczeństwem” – przekazał szef fińskiego resortu obrony Antti Häkkänen.
Dzięki współpracy szwedzkie myśliwce Gripen będą mogły operować w fińskiej przestrzeni powietrznej. Na morzu pojawią się szwedzkie korwety Visby.
„Monitorowanie obszaru będzie nadal prowadzone pod kierownictwem Finlandii” – podkreślił minister.
W tym roku kilkukrotnie doszło do wtargnięcia bezzałogowców nad terytorium Finlandii oraz naruszenia fińskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie samoloty wojskowe. Do ostatniego takiego zdarzenia doszło 20 sierpnia. Antti Häkkänen mówił wtedy: „Wszelkie domniemane naruszenia przestrzeni powietrznej są traktowane poważnie. Trwa dochodzenie”.
Wcześniej, w maju i czerwcu również podejrzewano, że rosyjskie samoloty naruszyły fińską przestrzeń powietrzną u wybrzeży półwyspu Porkkala nad Zatoką Fińską i w pobliżu miasta Porvoo na południu kraju, 50 kilometrów od Helsinek.
Przeczytaj także:
W sobotę rano Katowicki sąd zdecydował, że szef PKOl trafi na trzy miesiące do aresztu. Radosław P. usłyszał w czwartek zarzuty płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością.
Szef PKOl Radosław P. został doprowadzony do sądu w Katowicach w piątek (28.08) wieczorem. Posiedzenie aresztowe rozpoczęło się około północy i trwało do piątej rano. Polska Agencja Prasowa podaje, że po zakończeniu posiedzenia Radosław P. został wyprowadzony przez policję tylnym wyjściem i wywieziony samochodem. Sąd dopiero po 7 rano przekazał mediom, że zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla szefa PKOl.
Po ogłoszeniu decyzji sądu o trzymiesięcznym areszcie głos zabrał minister sportu Jakub Rutnicki. "Teraz czas na szybkie i stanowcze działania środowiska sportowego. Wzywam Zarząd Polskiego Komitetu Olimpijskiego do podjęcia natychmiastowych działań naprawczych i odbudowę zaufania do PKOl-u” – napisał w oświadczeniu opublikowanym na stronie resortu.
Dalej czytamy:
„Zwrócę się również do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego z prośbą o wsparcie PKOl-u w działaniach naprawczych. Obowiązkiem PKOl-u jest stanie na straży wizerunku polskich sportowców z zachowaniem zasad pełnej jawności i uczciwości. Radosław P. (w oświadczeniu użyto pełnego nazwiska – od aut.), człowiek Prawa i Sprawiedliwości, nigdy nie powinien piastować takiego stanowiska. Swoimi działaniami skompromitował polski olimpizm. Uwikłał polskich sportowców i ich wizerunek do promowania firmy, której działalność od początku budziła wiele wątpliwości. Za tą dramatyczną sytuację odpowiedzialność ponosi również PiS, które przez lata wspierało działania P. To surowa lekcja dla całego środowiska. Mam nadzieję, że już nigdy nie pomyśli o tym, aby na prezesa PKOl wybierać osobę, która nie jest oddana sportowi, tylko kieruje się własnym interesem”.
Radosław P. został zatrzymany w czwartek w Warszawie w związku z aferą Zondacrypto. W śląskim wydziale Prokuratury Krajowej usłyszał zarzuty płatnej protekcji oraz „zaspokojenia grupy wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością”.
Po piątkowym przesłuchaniu prokuratura zdecydowała o skierowaniu do sądu wniosku o areszt. Ustalenia „stwarzają duże prawdopodobieństwo” popełnienia dwóch zarzucanych mu czynów, a także że ze strony Radosława P. może zachodzić obawa matactwa – przekazała w piątek Rzeczniczka Prokuratora Generalnego prok. Anna Adamiak.
Radosław P. nie przyznaje się do winy. Dziennikarzom czekającym przed sądem powiedział, że czuje się niewinny. Dodał, że podczas przesłuchania w prokuraturze udzielił szczegółowych informacji, a ostatnie godziny to „nic sympatycznego”.
Przeczytaj także: