Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Likud premiera Netanjahu zdobył najwięcej głosów w wyborach parlamentarnych. Ale droga do utrzymania władzy jest wyboista. Najpewniej aż 19 miejsc zdobyły partie arabskie. Premier ratuje się oskarżeniami o oszustwa z ich strony
Mamy już niemal pełne wyniki wyborów parlamentarnych w Izraelu. Podział mandatów może zmienić się już tylko bardzo nieznacznie. Według najnowszych danych podział na mandaty według trzech bloków wygląda następująco:
Największą partią jest Likud Netanjahu z 26 mandatami. Wynik dwóch koalicji arabskich (lewicowa Zjednoczona Lista – 11 mandatów, konserwatywny Ra'am 8 mandatów) jest rekordowy. Potwierdza się to, co pokazywały sondaże exit poll — żaden z bloków nie uzyskał większości w 120-osobowym Knesecie.
Premier Netanjahu już wczoraj wieczorem ogłosił, że wybory zostały „skradzione” przez partie arabskie. Według wieczornego komunikatu Likud przekazał policji i Szin Betowi „setki” dowodów na oszustwa wyborcze w miejscowościach arabskich.
Dziś rano sędzia izraelskiego Sądu Najwyższego i Przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej Izraela Noam Sohlberg oświadczył, że przestawiono mu „poważne podejrzenia”, że w proces wyborczy ingerowali „zagraniczni agenci”. Wedle zarzutów, przedstawiciele Kataru mieli płacić wyborcom w miastach arabskich, by poszli głosować. Sohlberg podał też, że nie może poświadczyć o prawdziwości zarzutów, ale należy je sprawdzić.
Po tych słowach Netanjahu na własnym koncie w mediach społecznościowych przekazał kolejny komunikat Likudu. Czytamy w nim o „wstrząsie bez precedensu”. Według komunikatu mamy do czynienia z zamachem na demokracje, próbą islamizacji Izraela i próbą pokonania Izraela na wszystkich frontach, w tym w wojnie z Iranem. Komunikat stawia też sprawę przyszłego rządu jasno: w związku z próbą skradzenia wyborów, żadna partia syjonistyczna nie może współpracować z partiami arabskimi.
Izraelski dziennik „HaArec” pisze, że źródło w policji przekazało dziennikarzom, że oskarżenia na tę chwilę nie mają żadnych podstaw. Policja nie otrzymała też żadnych zgłoszeń na temat tego rodzaju naruszeń w ciągu dnia wyborczego.
W momencie nominacji na stanowisko szefa Szin Betu przez Netanjahu szeroko komentowano, że Dawid Zini jest lojalistą wciąż urzędującego premiera.
Dowody na ingerencję Kataru w wybory na razie nie zostały przedstawione. Frekwencja wśród palestyńskich obywateli Izraela faktycznie była wyższa niż zwykle. W ostatnich dekadach różnica między ogólną frekwencją, a tą wśród wyborców arabskich bardzo się zmieniała. W 2021 roku ogólna frekwencja wyniosła 67,4 proc., a wśród wyborców arabskich była aż o 23 punkty procentowe niższa. Z kolei w 1999 roku różnica ta wynosiła tylko dwa punkty. Co ciekawe, wówczas premiera wybierano w bezpośrednich wyborach, a przegranym kandydatem, m.in. dzięki mobilizacji wyborców palestyńskich był... Benjamin Netanjahu.
Na dokładne zbadanie zwiększonej frekwencji arabskiej w tym roku przyjdzie jeszcze czas, ale nietrudno o poszlaki i sensowne hipotezy. W ciągu dnia wyborczego we wszystkich artykułach z miejscowości arabskich wśród wypowiedzi przewijał się jeden refren: zmobilizował nas Ben Gwir i skrajna prawica. Itamar Ben Gwir to skrajnie prawicowy i skrajnie antyarabski minister bezpieczeństwa wewnętrznego w rządzie Benjamina Netanjahu. Były to pod wieloma względami wyjątkowe wybory, pierwsze od ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku. Arabscy obywatele Izraela mogli też chcieć wysadzić ze stanowiska premiera polityka odpowiedzialnego za brutalną pacyfikację Gazy, w której zginęło przynajmniej 80 tys. osób.
Komunikat Likudu, który opublikował Netanjahu to litania tych samych strachów, których Netanjahu używa od lat: Palestyńczycy, islam, lewica, Iran. Biorąc pod uwagę, jak kruche na razie są oskarżenia, nasuwa się prosta teza: Netanjahu desperacko próbuje utrzymać się u władzy. Rzucając oskarżenia w stronę partii arabskich (media przychylne prawicy już teraz podają jako fakt, że Katar kupował głosy arabskich obywateli Izraela) chce zniechęcić blok opozycyjny do współpracy z partiami arabskimi.
Bez nich, lider bloku opozycyjnego Gadi Eizenkot ma dwa rozwiązania: rząd z Likudem lub nowe wybory. W obu wypadkach Netanjahu przynajmniej przez jakiś czas pozostaje premierem. I w ten sposób dalej unika pełnej odpowiedzialności w swoich procesach korupcyjnych. Oraz dalej może uchylać się przed komisją, która miałaby ustalić odpowiedzialność za porażkę izraelskich służb 7 października 2023 roku.
Przeczytaj także: