Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Czy moje dane osobowe i medyczne też zostały wykradzione z firmy MyDr? Minister cyfryzacji zapewniał, że lada dzień każda z 19 mln osób, której dane padły ofiarą hakerów, będzie mogła to sprawdzić w rządowym serwisie. To jednak nie będzie możliwe. Policja na to nie pozwala. Zresztą od początku ten plan był wątpliwy
Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski od kilku dni zapewnia, że każdy lada chwila będzie mógł sprawdzić w portalu bezpiecznedane.gov, czy jego dane osobowe i medyczne zostały skradzione przez cybeprzestępców z firmy MyDr.
Ale to nieprawda – nikt z 19 mln okradzionych z danych osób sprawdzić tego nie będzie mógł w rządowym portalu. Z dwóch powodów.
Po pierwsze, nie godzi się na to policja. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości w komunikacie wydanym we wtorek (18 sierpnia) poinformowało, że:
„Na tym etapie nie jest zasadnym publikowanie numerów PESEL pacjentów obsługiwanych przez system MyDr na stronie bezpiecznedane.gov.pl. Publikowanie takich danych mogłoby utrudnić prowadzone działania.”
Po drugie, nie do tego służy portal bezpiecznedane.gov. Jak wyjaśnia w wywiadzie dla OKO.press prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski, skradzione dane do rządowego portalu powinny trafić w sytuacji, gdy zostaną upublicznione przez hakerów w internecie. A nie wtedy, gdy zostaną „jedynie” skradzione.
A jak zapewniają dziś władze, wykradzionych z firmy MyDr danych nie ma ani w otwartym internecie, ani w darknecie. To obecnie wiemy na pewno.
Co jeszcze wiemy? Jak wyjaśnia OKO.press prezes UODO, wiemy już, że wyciek dotyczy danych do 2024 roku i nie objął wszystkich w jednakowym stopniu.
Wiemy, że niektóre z dużych sieci medycznych już znają szczegóły i były w stanie potwierdzić na przykład, że tylko kilka ich placówek ucierpiało, nie wszystkie.
Wiemy, że w niektórych przypadkach doszło do wycieku tylko pewnych kategorii danych. Inaczej mówiąc, spośród 19 mln okradzionych obywateli, niektórzy w tym cyberataku stracili tylko podstawowe dane jak nazwisko, adres, numer telefonu i PESEL, inni również dane medyczne. Nie wiemy jeszcze, kto jakie.
Szacuje się, że w tym ataku hakerskim, który objął połowę populacji Polski, hakerzy pobrali blisko 2 terabajty danych.
„Tego nie pobiera się w sekundę, proces musiał trwać dni, a może i tygodnie. Fakt, że ataku nie wykryto odpowiednio wcześnie, budzi ogromne wątpliwości – mówi OKO.press prezes UODO Mirosław Wróblewski.
Więcej szczegółowych informacji na temat wycieku danych z firmy MyDr można przeczytać w wywiadzie z prezesem UODO dostępnym tutaj:
Przeczytaj także:
Nie jest jasne, kiedy dokładnie doszło do potężnej kradzieży danych z formy MyDr, wiadomo jednak, że firma ta oferowała obsługę ok. 12 tys. placówek medycznych, którym za pośrednictwem MyDr wykradziono dane milionów Polaków.
Hakerzy po kradzieży skontaktowali się z firmą MyDr 5 sierpnia. Ale nic się nie wydarzyło, firma nie zareagowała, nikogo nie poinformowała. Więc 8 sierpnia przestępcy skontaktowali się z branżowymi specjalistami z portalu Zaufana Trzecia Strona, którzy ujawnili sprawę 10 sierpnia. 12 sierpnia poinformował o tym publicznie minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Kilka dni później, w sobotę 15 sierpnia, minister podawał, że śledczy są już na tropie grupy hakerów.
Tymczasem część polityków domaga się od władz innego rodzaju działań. Janusz Cieszyński, minister cyfryzacji w rządzie PiS, obecnie członek stowarzyszenia Rozwój Plus, niedawno domagał się, by cała wykradziona baza danych została przekazana do Ministerstwa Zdrowia, to z kolei powinno szczegółowe dane, komu i co dokładnie wykradziono, przekazywać każdemu poszkodowanemu indywidualnie za pośrednictwem IPK (Internetowego Konta Pacjenta).
To jednak pomysł nie tylko niezgodny z prawem, ale również bardzo groźny, by ministerstwo weszło w posiadanie tak wrażliwych danych o połowie populacji kraju.
„Dziś byłyby to dane medyczne, a jutro np. bazy członków partii politycznych. To realne zagrożenie dla demokracji oraz prawidłowego funkcjonowania państwa i społeczeństwa” – podkreśla w wywiadzie dla OKO.press prezes UODO.
Przeczytaj także:
Mychajło Fedorow zabrał głos, wezwał do znalezienia sposobu na przeprowadzenie wyborów nawet w czasie wojny i skrytykował obecny system władzy na Ukrainie. Dziś Rada Najwyższa Ukrainy ma głosować za mianowaniem Jewhenija Chmary nowym ministrem obrony.
Wieczorem 18 sierpnia Mychajło Fedorow, były minister obrony Ukrainy na swoim kanale na YouTube opublikował apel do ukraińskiego narodu. Fedorow wezwał do znalezienia zgodnego z prawem, bezpiecznego i realistycznego mechanizmu, który pozwoli przeprowadzić wybory w kraju nawet w warunkach trwającej wojny.
„Musimy odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: jak powinno funkcjonować państwo, jeśli wojna trwa od lat? A co jeśli wojna potrwa jeszcze rok? Dwa? Trzy? Czy Rosja może faktycznie uzyskać prawo do decydowania, kiedy Ukraińcy znów będą mogli wybrać swoje władze? Jestem przekonany, że nie. Demokracja nie może być zakładniczką Rosji” – mówił Fedorow. „Walczymy właśnie dlatego, że chcemy pozostać wolnym państwem europejskim”.
Według byłego szefa ministerstwa obrony Ukrainy nie będzie łatwo przywrócić pełny proces demokratyczny, ponieważ trzeba będzie zapewnić prawo do głosowania żołnierzom, milionom Ukraińców przebywających za granicą oraz mieszkańcom regionów przyfrontowych. Trzeba będzie zapewnić także bezpieczeństwo procesu wyborczego, niezależność instytucji i zaufanie do wyników.
„Jednak trudność nie oznacza niemożliwości. Ukraina już wielokrotnie dokonywała tego, co świat uważał za niemożliwe” – utrzymuje Fedorow.
Były minister skrytykował obecny system funkcjonowania władzy w Ukrainie. Zdaniem Fedorowa „szczególnie niebezpieczne jest, gdy w społeczeństwie pojawia się poczucie, że głównym kryterium mianowania danej osoby nie jest jej profesjonalizm, wyniki ani zdolność do wprowadzania zmian w kraju, lecz osobista lojalność wobec systemu”.
„Tak nie może funkcjonować współczesne państwo. A tym bardziej nie może funkcjonować kraj, który toczy wojnę o swoje przetrwanie” – mówił były minister.
Wkrótce przedstawicieł Biura Prezydenta Ukrainy w komentarzu dla Liga.net odniósł się do słów Fedorowa. „Niech przeprowadza [wybory] w przerwach między atakami balistycznymi, co tu można powiedzieć. Nikt nigdy nie był przeciwny wyborom, ale proces wyborczy to coś więcej niż tylko wymyślenie, jak głosować” – oświadczył.
Władze Ukrainy wielokrotnie podkreślały, że przeprowadzenie wyborów w czasie stanu wojennego jest niemożliwe i jest to wyraźnie zabronione przez ukraińskie prawo. Według władz istnieje mnóstwo wyzwań dla przeprowadzenia wyborów podczas wojny, m.in. to, że miliony Ukraińców uciekły przed wojną na za granicę (niemożliwe jest zapewnienie praw wyborczych wszystkim obywatelom, zwłaszcza w krajach gdzie jest ich najwięcej – Niemczech i Polsce, gdzie mieszka po ok. milion Ukraińców i Ukrainek), a około 20% terytorium kraju znajduje się pod rosyjską okupacją.
Z taką oceną zgadza się też społeczeństwo, liczne organizacje pozarządowe, a nawet partie opozycyjne. Natomiast ukraińscy eksperci apelują o przygotowanie się do pierwszych powojennych wyborów. Trwają prace nad zmianą prawa, które miałoby zapewnić rzetelne i demokratyczne wybory powojenne.
Przeczytaj także:
Fedorow dodał, że trzeba mówić też o korupcji – „nie dlatego, że to popularne słowo. Ale dlatego, że w czasie wojny korupcja nabiera zupełnie innego znaczenia”. Według byłego szefa resortu obrony w czasach pokoju korupcja w kraju oznacza brak dobrych dróg czy nowych szpitali, podczas wojny – oznacza brak dronów czy innego uzbrojenia, od którego zależy życie ludzi.
Według Fedorowa podczas wojny, w sytuacji, gdy Rosja zmienia taktykę i codziennie trzeba podejmować decyzje o kluczowym znaczeniu, komunikować z partnerami Ukraina nie może tak długo (ponad miesiąc) pozostawać bez pełnoprawnego ministra obrony.
Oświadczenie Fedorowa zostało opublikowane wkrótce po tym, jak prezydent Zełenski oficjalnie zwrócił się do Rady Najwyższej Ukrainy o mianowanie Jewhenija Chmary, szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) nowym ministrem obrony Ukrainy.
14 lipca Rada Najwyższa Ukrainy odwołała premier Julię Swyrydenko, a zatem cały ukraiński rząd. W ciągu miesiąca po dymisji Fedorowa Chmara pełnił obowiązki szefa resortu obrony.
Jak okazało się jedną z największych przyczyn restrukturyzacji rządu miał być problem z ministrem Fedorowem. Mychajło Fedorow jest uznawany za najskuteczniejszego z ministrów obrony Ukrainy. W ciągu kilku miesięcy przeprowadził wiele zmian. Sukcesy w atakowaniu celów w Rosji i osłabienie agresora stały się możliwe właśnie dzięki zarządzaniu Fedorowa. Do tego jego zespół walczył z korupcją – zarówno w samym ministerstwie, jak i z klanami, czerpiącymi zyski z dostaw dla wojska, co według komentatorów może być istotną przyczyną jego dymisji.
Według ukraińskiego prezydenta Fedorow był w głębokim i nierozwiązywalnym konflikcie z głównodowodzącym Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandrem Syrskim oraz z armią. Choć według komentatorów politycznych zespół Zełenskiego był przekonany, że Fedorow ma ambicje polityczne i może stać się konkurentem dla Zełenskiego w przyszłych wyborach.
Przeczytaj także:
Po dymisji Fedorowa w Kijowie, niedaleko Biura Prezydenta oraz w innych ukraińskich miastach wybuchły protesty. Demonstranci apelowali do władz o zwolnienie gen. Syrskiego i o przywrócenie Fedorowa na stanowisko w nowym rządzie. Dla większości społeczeństwa Fedorow jest nadzieją na zwycięstwo w wojnie dzięki technologiom oraz asymetrycznym operacjom, m.in. w głębi Rosji.
Prezydent Zełenski pod presją społeczeństwa odwołał Ołeksandra Syrskiego (mianując na stanowisko głównodowodzącego SZU Mychajła Drapatego), jednak nie zmienił swojego stanowiska w sprawie Fedorowa. Zełenski mówił, że proponował Fedorowowi inne stanowiska związane z obronnością, natomiast Fedorow odmawiał, jak mówi, interesuje go tylko stanowisko ministra obrony, ponieważ tylko na tym stanowisku ma realny wpływ na prowadzenie wojny.
Po dymisji Fedorowa bardzo wzrosło jego poparcie. Według sondażu Rating Group 72 proc. respondentów nie zgadza się z odwołaniem Fedorowa, a tylko 5 proc. popiera tę decyzję. Zaufanie do Fedorowa zadeklarowało 65 proc. badanych (skok aż o 30 pkt proc.), więcej niż do Zełenskiego (59 proc.). Większym zaufaniem cieszy się tylko Wałerij Załużny, dowodzący armią w latach 2021-2024, uważany za głównego konkurenta politycznego Zełenskiego.
Według sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii, przeprowadzonego w drugiej połowie lipca 2026 roku, najwyższy poziom zaufania cieszą się Załużny (66% ufa, 24% nie ufa), Fedorow (63% ufa, 16% nie ufa) oraz Kyryło Budanow, były szef ukraińskiego wywiadu HUR, obecnie szef Biura Prezydenta Ukrainy (61% ufa, 22% nie ufa).
Prezydent Zełenski znalazł się na czwartym miejscu, ufa mu 56%, nie ufa – 38%.
Przeczytaj także:
Zgodnie z Konstytucją Ukrainy to prezydent proponuje Radzie Najwyższej kandydatury ministra obrony i ministra spraw zagranicznych. (Pozostali członkowie Rady Ministrów są mianowani przez Radę Najwyższą na wniosek premiera).
W Ukrainie już od ponad miesiąca trwają protesty (choć już nie tak liczne, jak po dymisji Fedorowa) w obronie byłego ministra obrony Mychajła Fedorowa. W niedzielę 16 sierpnia w centrum Kijowa odbyła się manifestacja na rzecz przywrócenia Fedorowa na stanowisko ministra obrony oraz na rzecz dialogu między władzami a społeczeństwem.
Dziś, 19 sierpnia, Rada Najwyższa, która wznowiła posiedzenia po miesięcznej przerwie ma głosować za mianowaniem Jewhenija Chmary na ministra obrony Ukrainy. W Kijowie, przed budynkiem Rady Najwyższej, jak podają dziennikarze portalu hromadske, około pół setki osób wyszło na ulicę i wzywają posłów, by nie głosowali za mianowaniem Chmary na ministra obrony. Tymczasem w Radzie trwa rozmowa posłów z Chmarą.
Część posłów, którzy udzielili dziennikarzom hromadske komentarzy, zamierza głosować „za”.
„Z pewnością poprę [wniosek prezydenta Ukrainy w sprawie mianowania Chmary na stanowisko ministra obrony]. Pracuję w zespole prezydenta, razem z nim wkroczyłem do polityki, ufam wyborowi prezydenta i ufam generałowi Chmarze” – mówił Ołeksandr Kowalczuk, poseł prezydenckiej partii Sługa Narodu.
Bezpartyjny poseł Dmytro Kostiuk natomiast twierdzi, że zagłosuje przeciwko, uważa, że to Fedorow powinien objąć stanowisko ministra obrony.
„Nie mam nic przeciwko samemu Chmarze, ale rozumiemy, że nasze władze próbowały rozprawić się z osobami, które były dla nich niewygodne. Fedorow był niewygodnym ministrem obrony, demaskował schematy korupcyjne – został usunięty. Szkoda mi Chmary jako specjalisty, jako wojskowego, jako pracownika SBU, który skutecznie działał w swojej jednostce, a potem zaczęto nim łatać dziury. Mianowano go na stanowisko szefa SBU po to, by była taka postać, która zasłaniała prawdziwego szefa. A teraz chcą go w Ministerstwie Obrony” – powiedział Dmytro Kostyuk.
Przeczytaj także:
We wtorek 18 sierpnia zmarła Wanda Traczyk-Stawska, żołnierka Powstania Warszawskiego. Miała 99 lat
„Przez całe życie uczyła nas tego, co najważniejsze: odwagi, godności, miłości do drugiego człowieka i do miasta. Każde jej słowo, każda jej postawa były lekcją, której nie można zapomnieć” – czytamy na profilu Miasta St. Warszawa.
Wanda Traczyk-Stawska zmarła w wieku 99 lat. Urodziła się w Warszawie w 1927 r. Podczas wojny wstąpiła do Szarych Szeregów, brała udział w małym sabotażu i w akcji N. Brała udział w Powstaniu Warszawskim jako łączniczka i strzelec (ps. „Pączek”) Oddziałów Osłonowych Wojskowych Zakładów Wydawniczych. Brała udział m.in. w walkach o utrzymanie elektrowni na Powiślu i zdobyciu Komendy Policji przy Krakowskim Przedmieściu. Po kapitulacji powstania trafiła do niewoli, do obozów jenieckich: Lamsdorf, Zeinthein, Altenburg i Oberlangen (skąd uwolniła ją dywizja gen. Maczka w kwietniu 1945 r.).
W Warszawie skończyła Wydział Psychologii i Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego. Wiele lat pracowała w szkole specjalnej na Pradze. Została odznaczona m.in. Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski, Krzyżem Walecznych, Krzyżem AK.
Więcej o łączniczce Powstania Warszawskiego przeczytacie w tekście w „Gazecie Wyborczej”.
Po 2015 r. występowała przeciwko łamaniu konstytucji przez Prawo i Sprawiedliwość. Poparła strajki przeciwko wyrokowi TK ws aborcji. Za swoją działalność społeczną i aktywistyczną na rzecz równości została w 2020 r. nagrodzona Koroną Równości:
Przeczytaj także:
Mówiła wtedy: "Żyją nas już tylko resztki, ale wszyscy cierpimy, kiedy widzimy niesprawiedliwość wobec tych, którzy są inni. Najważniejszą sprawą jest to, żeby każdy z nas miał takie same prawa i takie same obowiązki.
I dlatego bardzo wam dziękuję, ale bardzo proszę, żebyście pamiętali, że to nie ja, to my, to pokolenie, oddawało życie za to, żebyśmy byli wolni, równi i żeby każdy człowiek, każdy w całym świecie miał swoją ludzką godność uszanowaną.
Najlepiej o tym powiedział, co się dzieje w tej chwili, Marian Turski: Z tych małych pierwszych znaków, że się wyklucza ze społeczeństwa, potem zrodził się ustrój, który zagroził całemu światu. I o tym pamiętajcie, bo my odchodzimy".
Wystąpiła także na wielkiej manifestacji w Warszawie w 2021 r. (dotyczącej pozostania Polski w UE):
Przeczytaj także:
Przed sądem w Kalifornii rozpoczął się proces, który może zmienić Facebooka i Instagrama. Cztery kolejne amerykańskie sądy oskarżyły Metę (właściciela platform) o to, że zaprojektował serwisy społecznościowe tak, by uzależnić od siebie dzieci i młodzież. Jeśli koncern przegra proces, będzie zmuszony do gruntownej przebudowy serwisów.
We wtorek (18 sierpnia) przed sądem federalnym Oakland w Kalifornii rozpoczął się proces przeciwko koncernowi Meta. To największy w historii USA pozew z zakresu ochrony konsumentów.
Sprawę wytoczyły cztery stany: Kalifornia, Kolorado, Kentucky i New Jersey. Występują jednak w imieniu 29 amerykańskich stanów, które trzy lata temu, w 2023 roku, wniosły do sądu pozew dotyczący praktyk bezpieczeństwa Mety.
Zarzucają firmie, że ta celowo zaprojektowała Facebooka i Instagrama, by uzależnić od siebie młodych użytkowników. Dzieci i młodzież spędzały na platformach coraz więcej czasu, aż do momentu, gdy to zaczęło szkodzić ich zdrowiu psychicznemu i fizycznemu. Stany twierdzą, że Meta miała świadomość czyhających na dzieci zagrożeń, ale celowo ukrywała wiedzę o szkodach dla zdrowia psychicznego.
Kalifornia, Kolorado, Kentucky i New Jersey domagają się m.in. usunięcia publicznego licznika „polubień” oraz wycofania funkcji nieskończonego przewijania (tzw scrollowania) treści.
„Euronews” podnosi, że funkcja nieskończonego przewijania, podobnie jak inne rozwiązania nastawione na wywoływanie wyrzutów dopaminy, jest łączona z poważnymi problemami psychicznymi u młodszych użytkowników, w tym z nasilonym lękiem, depresją, myślami samobójczymi i zaniżonym poczuciem własnej wartości. Liczba „polubień” i inne wskaźniki zaangażowania wiązane są także z tym, że młodzi ludzie zakładają wiele fikcyjnych kont, żeby sztucznie podbić reakcje na własne wpisy. To z kolei może sprzyjać depresji i nasilonej potrzebie społecznego uznania.
Stany, jak pisze BBC, chcą też:
„Nieustanne powiadomienia utrudniają użytkownikom wyznaczanie sobie granic korzystania z serwisu, nawet jeśli chcą je ograniczyć. Presja rówieśnicza i lęk przed tym, że coś ich ominie, sprawiają też, że osobom czasowo usuwającym konto trudno wytrwać w decyzji o odejściu” – podnosi „Euronews”.
„Rzeczpospolita” z kolei wskazuje, że amerykańskie stany podnoszą, że Meta wykorzystała młodych ludzi, by „przyciągnąć ich na swoje platformy, co pozwoliłoby jej na zwiększenie bazy użytkowników i rozwój działalności”.
Proces ma potrwać nawet sześć tygodni. Prowadzić go będzie główna sędzia federalna w Kalifornii Yvonne Gonzalez Rogers, która orzekała m.in. w głośnym procesie Elona Muska przeciwko Samowi Altmanowi. Przez prawie 20 lat kariery zbudowała reputację jako sędzia przenikliwa, bezpośrednia i stanowcza.
Meta odpiera zarzuty. Twierdzi, że to cztery stany, które pozwały Metę, mijają się z faktami i nie mają dowodów na to, że koncern kogokolwiek wprowadził w błąd albo spowodował szkody. Insynuują też, że chodzi o pieniądze, bowiem stawką ma być rynkowa wartość spółki (czyli ok. 1,21 biliona euro). Stany twierdzą jednak, że w kwestii finansowej domagają się „jedynie” 173 miliardy euro.
Proces ws. Mety porównywany jest do batalii z koncernami tytoniowymi z lat 90.
Meta w marcu już przegrała serię procesów. Ława przysięgłych w Los Angeles nakazała wypłatę niemal 5,2 miliona euro odszkodowania dla dziecka, którego matka udowodniła, że uzależniło się od mediów społecznościowych.
W Nowym Meksyku z kolei uznano, że Meta dopuściła się 75 tysięcy naruszeń stanowego prawa ochrony konsumentów. Sąd nakazał wypłatę 324 milionów euro, a w sierpniu nałożono kolejną (wyższą) karę, sięgającą 490 milionów euro.
Sędzia wskazał, że działanie Mety jest jak fabryka, która zanieczyszcza powietrze i truje całą populację.
Co ważne, orzeczenie to zobligowało Metę do szeregu zmian, od ukrycia polubień dla niepełnoletnich użytkowników, przez ograniczenie wysyłania powiadomień do określonych godzin i wprowadzenie miesięcznych limitów korzystania z serwisu, po zakaz wysyłania wiadomości przez dorosłych do kont należących do nieletnich. Wyrok nie jest jednak prawomocny, a Meta odwołała się od wyroku sądu.
Zmiany te, jeśli wejdą w życie, będą ograniczone tylko do Nowego Meksyku — przynajmniej na razie. Jeśli kolejne stany wygrają z koncernem, firma będzie zobligowana do wprowadzenia zmian w całych Stanach Zjednoczonych.
Przeczytaj także:
Siergiej Własienko nie żyje – potwierdza stołeczna policja. Członek Kongresu Deputowanych Ludowych uznanych przez Rosję za „organizację ekstermistyczną” został znaleziony martwy w mieszkaniu w Warszawie, które wynajmował.
Ciało Siergieja Własienki znaleziono w nocy poniedziałku na wtorek w mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. „Na tym etapie nic nie wskazuje, by do zgonu mężczyzny przyczyniło się działanie lub zaniechanie innych osób” – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Skiba, cytowany przez stację RMF FM.
„Własienko nie mieszkał sam, miał współlokatora, który w ostatnim czasie przebywał w Szwecji i nie mógł się z nim skontaktować. W poniedziałek 17 sierpnia, gdy wrócił do Warszawy, chciał wejść do mieszkania, ale nie udało mu się to. Po godzinie 22 wezwał na miejsce służby” – informuje „Wyborcza”. Mieszkanie było zamknięte od środka, a w drzwiach były klucze.
Policja, która wtargnęła do mieszkania, potwierdziła, że Własienko nie żyje. Mężczyzna miał mieć uraz głowy. Rosyjski portal SOTA, na który powołuje się „Wyborcza”, pisał o brutalnej śmierci mężczyzny, ale wersji tej, na razie, nie potwierdza prokuratura. Telewizja TVN informuje, że na środę zaplanowano sekcję zwłok i przeprowadzenie specjalistycznych badań, w tym toksykologicznych.
Siergiej Własienko mieszkał w Polsce od 2023 roku. Wyjechał z Rosji korzystając z wizy turystycznej.
Był lekarzem, członkiem Kongresu Deputowanych Ludowych zrzeszających rosyjskich opozycjonistów na emigracji, który w 2023 roku Rosja uznała za „organizację ekstremistyczną”. Wtedy właśnie Własienko wyemigrował z kraju. Rosyjskie służby zaczęły prześladować członków Kongresu. Mężczyzna uciekł przed aresztowaniem. „Dlatego w Anapie wsiadłem w minibusa do Tbilisi, stamtąd poleciałem do Warszawy. Teraz bliscy piszą, że dwa razy dziennie do mojego domu przychodzi policjant i pyta, gdzie jestem. A samochód patrolowy jest stale na służbie w pobliżu” – mówił Własienko cytowany przez „Wyborczą”.
Własienka był też uczestnikiem Forum Rosyjskiej Opozycji na rzecz Wsparcia Ukrainy.
Przeczytaj także: