Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Republikański kandydat na prezydenta Donald Trump powtarza rosyjską propagandą na temat wojny w Ukrainie. W najnowszym wywiadzie stwierdził, że Rosja zaatakowała, bo Ukraina zignorowała ostrzeżenia dotyczące dążenia do NATO.
Perspektywa wejścia Ukrainy do NATO to zdaniem Donalda Trumpa „szaleństwo” i miała „sprowokować Rosję do wojny”. Takie słowa padły z ust ubiegającego się o reelekcję byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa w podkaście „All in” 20 czerwca. Prowadzącym podkast jest David Sacks, inwestor w firmach Elona Muska.
„Przez 20 lat słyszałem, że NATO jest prawdziwym problemem dla Rosji (…). Myślę, że to jest powód, dla którego rozpoczęła się ta wojna” – stwierdził Trump.
Taka retoryka to usprawiedliwianie niezgodnej z prawem międzynarodowym agresji Rosji na Ukrainę. W świetle prawa międzynarodowego każdy kraj ma prawo samodzielnie wybierać uczestnictwo w sojuszach i organizacjach międzynarodowych, a żadne państwo, któremu się to nie podoba, bo uznaje to za sprzeczne ze swoim interesem narodowym, nie ma prawa do sięgania po przemoc, by takiemu przyłączeniu zapobiec.
To, że nie rozumie tego kandydat na prezydenta największego mocarstwa na świecie, jest niezwykle niepokojące.
Argument o prowokacji Rosji ze strony NATO można podważyć także od strony historycznej. Dominacja Ukrainy była jednym z istotnych celów rosyjskiej polityki już w XVII, XVIII i XIX wieku, kiedy NATO jeszcze nie istniało. Wielokrotnie mówił o tym sam prezydent Rosji Władimir Putin, gdy w różnych przemówieniach tłumaczył rzekomą przynależność Ukrainy do tzw. ruskiego miru, czyli rosyjskiego świata.
W podkaście „All In” zarówno Donald Trump, jak i znany z prorosyjskich poglądów David Sacks, oskarżali też obecnego prezydenta USA o doprowadzenie do eskalacji napięcia między Rosją a Ukrainą w miesiącach poprzedzających wybuch wojny.
„Jeśli spojrzeć na retorykę Bidena, to wielokrotnie powiedział on rzeczy, których moim zdaniem nie powinien był mówić (…) Powiedział i nadal mówi rzeczy, które są szalone” – stwierdził Trump.
Prowadzący zasugerował, że do rozpoczęcia inwazji na Ukrainę Rosję mogły pchnąć słowa amerykańskiego sekretarza stanu USA Anthony'ego Blinkena, który miał rzekomo powiedzieć swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi Siergiejowi Ławrowowi, że "Ukraina ma zielone światło na przystąpienie do Sojuszu, a USA planują rozmieszczenie broni nuklearnej na jej terytorium”. Sacks nie przytoczył żadnego źródła tej informacji.
Nic nie wiadomo o tym, by takie słowa między Anthonym Blinkenem a Siergiejem Ławrowem kiedykolwiek padły. Wiadomo natomiast, że twierdzenie o tym, że USA planowały rozmieszczenie na Ukrainie broni nuklearnej, to jeden z głównych przekazów rosyjskich na temat wojny.
USA w żaden sposób nie dążyły do rewizji międzynarodowych traktatów o nuklearnym rozbrojeniu, m.in. memorandum budapesztańskiego podpisanego w 1994 roku, na podstawie którego doszło do nuklearnego rozbrojenia Ukrainy. W latach 90., w spadku po ZSRR Ukraina dysponowała trzecim największym arsenałem nuklearnym na świecie. To Rosja złamała postanowienia tej umowy, atakując Ukrainę w 2014 roku.
W rozmowie z Sacksem Trump powiedział też, że „gwarantuje”, że żaden amerykański żołnierz nigdy nie zostanie wysłany do Ukrainy. Dodał też, że „jedna z rzeczy, która jest szczególnie niesprawiedliwa to to, że USA dają znacznie więcej pieniędzy na pomoc Ukrainie niż Europa”, a gospodarki USA i UE są podobnego rozmiaru.
Dodał, że do rosyjskiej inwazji na Ukrainę „nigdy by nie doszło”, gdyby to on był prezydentem.