Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
To miała być węglowa duma rządu PiS. Ostatnia elektrownia na węgiel jednak nie powstała, a cztery lata po zarzuceniu budowy NIK wykrył, że jej zarząd działał „nielegalnie i niegospodarnie”.
Najwyższa Izba Kontroli wskazała na nieprawidłowości w rozliczeniach pomiędzy wykonawcą inwestycji a spółką Elektrownia Ostrołęka. Nowy blok Ostrołęka C miał być ostatnią nowootwartą polską elektrownią węglową, która nigdy nie powstała. Skarb Państwa stracił w ten sposób 1,3 mld złotych. Sprawa budowy nowego bloku energetycznego na Mazowszu stała się jednym z negatywnych symboli działalności ministra aktywów państwowych, Jacka Sasina.
Gdy upadł pomysł postawienia nowego bloku elektrowni węglowej, ówczesna władza parła ku wykorzystaniu obiektu jako elektrowni na gaz. Sprawa miała zostać załatwiona szybko, dlatego zarząd spółki Elektrownia Ostrołęka nie zweryfikował zasadności roszczeń głównego wykonawcy, sięgających 958 mln złotych. Władze spółki według NIK wprowadziły też w błąd udziałowców — państwowe Eneę i Energę.
„Wbrew interesowi spółki zarząd zaakceptował i pokrył roszczenia głównego wykonawcy projektu w wysokości ponad 958 mln zł netto, mimo że nie zweryfikował ani ich zasadności, ani wysokości. Zdaniem Izby przyczyną takich działań było dążenie do jak najszybszego rozliczenia inwestycji, co miało umożliwić rozpoczęcie kolejnej – budowy bloku parowo-gazowego, w którym do produkcji energii elektrycznej, zamiast węgla ma być wykorzystywany gaz ziemny. W związku z ustaleniami kontroli NIK przygotowuje zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na wyrządzeniu znacznej szkody majątkowej spółce Elektrownia Ostrołęka przez członków jej zarządu w związku z niedopełnieniem przez nich obowiązków” – przekazują kontrolerzy NIK. Jak wskazują, działania zarządu spółki były „nielegalne i niegospodarne”.
Ostrołęka C miała być potężną elektrownią o mocy 1000 MW, a koszty jej budowy szacowano na 6 miliardów złotych. Otwarcie planowano na 2024 rok.
„Budowa dużego, stabilnego źródła wytwórczego w północno-wschodniej Polsce ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego oraz rozwoju gospodarczego zarówno dla tego regionu, jak i dla całego państwa. We wschodniej Polsce to pierwsze od 30 lat tak duże przedsięwzięcie” – wychwalał w 2018 roku ówczesny minister energii Krzysztof Tchórzewski.
Przeciwko powstaniu nowego bloku węglowego były między innymi organizacje ekologiczne. Wskazywały one na straty dla środowiska naturalnego, klimatu, ale i finansów państwa w dobie drożejącego węgla. W 2020 roku z finansowania budowy wycofały się Energa i Enea, powołując się na ryzyko finansowe związane z utrzymywaniem kolejnego węglowego giganta. Interes potem przejął Orlen pod kierownictwem Daniela Obajtka, i to on dążył do uruchomienia bloku gazowego w miejsce planowanej jednostki węglowej. W 2021 roku rozpoczęła się rozbiórka już powstałych obiektów elektrowni, której budowy nigdy nie dokończono.
Przeczytaj także: