Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, który pokazuje poważne zaniedbania państwa w walce z inwazyjnymi gatunkami obcymi (IGO). Kontrola objęła działania administracji rządowej i samorządów w latach 2020–2024.
Wnioski są jednoznaczne: obecny system nie działał za czasów żadnego z ostatnich rządów. Najwyższa Izba Kontroli wystawiła druzgocącą ocenę administracji publicznej za nieskuteczne działania w sprawie inwazyjnych gatunków obcych (IGO) – roślin i zwierząt zagrażających środowisku, gospodarce i zdrowiu ludzi.
Inspektorzy NIK stwierdzili, że państwo nie wie, gdzie IGO występują, ani kto za ich zwalczanie odpowiada. Trudno, by było inaczej, skoro system opiera się na niedokładnych danych: Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska oparł listę najgroźniejszych gatunków na starych kryteriach, ignorując dane naukowe i wyniki projektu badawczego, który kosztował podatników 19,5 mln zł.
Chodzi o projekt o nazwie “Opracowanie zasad kontroli i zwalczania inwazyjnych gatunków obcych wraz z przeprowadzeniem pilotażowych działań i edukacją społeczną,”. Na jego sporządzenie umowę zawarto jeszcze w 2016 roku. Projekt miał określić stopnień inwazyjności gatunków obcych w Polsce, wskazać gatunki najbardziej zagrażające rodzimej przyrodzie oraz opracować metody ich zwalczania lub kontroli.
Ustalenia projektu nie zostały wykorzystane do stworzenia listy gatunków obcych zagrażających Polsce. Poprzedni rząd przyjął pod koniec 2022 roku rozporządzenie w sprawie listy inwazyjnych gatunków obcych stwarzających zagrożenie dla Unii i Polski, działań zaradczych oraz środków mających na celu przywrócenie naturalnego stanu ekosystemów.
Niestety projekt rozporządzenia nie zawierał wszystkich gatunków obcych, które wg analizy stopnia inwazyjności i rozprzestrzenienia przeprowadzonej w ramach projektu spełniały kryteria uznania za IGO stwarzające zagrożenie dla Polski.
IGO są główną przyczyną 60 proc. przypadków globalnego wymierania gatunków rodzimych, a w 16 proc. – jedynym. Szacuje się, że w Europie występuje ponad 12 tys. gatunków obcych. Około 10–15 proc. z nich rozmnożyło się i rozprzestrzeniło, powodując istotne szkody środowiskowe, gospodarcze i społeczne, które w Unii Europejskiej wynoszą co najmniej 12 miliardów euro rocznie i stale rosną – podaje NIK.
W Polsce ustawa o gatunkach obcych z 2021 roku i rozporządzenie z 2022 roku miały stworzyć skuteczny system ich zwalczania, ale – jak pokazuje kontrola – brakuje w nim zarówno wykonawców, jak i koordynacji. Wójtowie i burmistrzowie nie wiedzą, że mają działać, nie mają środków, a przepisy nie wskazują jednoznacznie odpowiedzialnych.
W rozporządzeniu nie znalazły się inwazyjne gatunki obce, które zgodnie z aktualnym stanem wiedzy naukowej oceniane są jako średnio lub bardzo inwazyjne. Średnio inwazyjnych gatunków obcych zidentyfikowano w Polsce 11, a bardzo inwazyjnych – siedem. Na liście nie zostały również uwzględnione tzw. gatunki priorytetowe, czyli takie, które w ocenie GDOŚ powinny być zwalczane w pierwszej kolejności.
Według danych, na które powołuje się NIK, bardzo inwazyjne gatunki obce w Polsce to trzy gatunki ssaków – bizon, wapiti i jeleń sika. W sierpniu 2024 roku GDOŚ informowała o eliminacji bizona, który uciekł z nielegalnej hodowli.
“Bizon jako gatunek zagraża populacji żubra europejskiego, uratowanego w pierwszej połowie XX wieku od całkowitego wyginięcia. Zagrożenie to wynika m.in. z możliwości swobodnego krzyżowania się tych gatunków i wydawania potomstwa, na które nie możemy pozwolić w trosce o nasz rodzimy gatunek” – napisała w komunikacie GDOŚ.
Bardzo inwazyjnymi gatunkami obcymi są także trzy gatunki rdestowata: japoński, sachaliński i czeski.
Z kolei do średnio inwazyjnych gatunków obcych należą: jeleń wirginijski, sumik karłowaty, corbicula fuminea (gatunek małża pochodzący z Azji), bóbr kanadyjski, żółw jaszczurowaty, żółw malowany oraz żółw ostrogrzbiety. Z roślin są to azolla drobna, kolczurka klapowana, niecierpek pomarańczowy i kolcolist zachodni.
Brak monitoringu IGO zagraża najcenniejszym krajowym siedliskom. Spośród łącznie 468 rezerwatów przyrody położonych na obszarze działania pięciu województw objętych kontrolą NIK, aż dla 298 (64 proc.) z nich nie zostały opracowane plany ochrony. W efekcie cenne obszary nie zostały kompleksowo rozpoznane pod kątem występowania i rozprzestrzenia IGO.
W skontrolowanych gminach społeczeństwo rzadko zgłasza IGO, nie ma też ośrodków przyjmujących zwierzęta tych gatunków. GDOŚ nie wprowadzał danych do rejestru IGO na czas, a Ministerstwo Klimatu nie zapewniło systemowego wsparcia gmin. Skutki? NIK odnotował m. in. przypadki stwierdzenia toksycznego barszczu Sosnowskiego się przy szkołach i domach – bez reakcji władz.
Szczegółowe informacje na temat gatunków obcych roślin i zwierząt – w tym stanowiących zagrożenie – znajdują się na stronach GDOŚ.
NIK wnioskuje o zmiany w ustawie – m.in. wyznaczenie organów odpowiedzialnych za rozpoznanie i likwidację IGO oraz umożliwienie gminom przeprowadzania działań na koszt właścicieli gruntów. Wskazuje także na konieczność aktualizacji rozporządzenia Rady Ministrów z 2022 roku i włączenia wszystkich gatunków spełniających kryteria zagrożenia. Do Ministra Klimatu skierowano apel o publiczne dofinansowanie działań gmin. GDOŚ i RDOŚ mają poprawić nadzór, aktualność danych i egzekwowanie obowiązków.
Przeczytaj także: