Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Generał Awi Blut, najważniejszy wojskowy dowódca izraelski na Zachodnim Brzegu przyznaje: stosujemy dyskryminację, nie strzelamy do izraelskich osadników
Izraelski dziennik „Haarec” opisał słowa generała Awiego Bluta z zamkniętego spotkania, na którym otwarcie przyznaje, że izraelska armia prowadzi dyskryminacyjną politykę na Zachodnim Brzegu. Chwalił się też, że poziom przemocy, jaki stosuje izraelska armia, jest najwyższy od dekad.
Blut jest najważniejszym izraelskim dowódcą wojskowym, odpowiedzialnym za okupowany Zachodni Brzeg. Na spotkaniu mówił m.in., że stosuje przemoc, by zapobiec kolejnemu atakowi, podobnemu do tego z 7 października 2023 roku.
„Jak tworzymy przewagę? Nieustannie ścieramy się z Palestyńczykami, nieustannie zmieniamy ich wioski w strefę konfliktu”. Blut potwierdził, że zasady użycia siły są rozluźnione wobec Palestyńczyków. W efekcie, według Bluta, izraelscy żołnierze w ciągu ostatnich trzech lat zabili na Zachodnim Brzegu 1500 Palestyńczyków. Zdaniem izraelskiego generała, 96 proc. z nich było terrosystami. Według danych Becelem, izraelskiej organizacji broniącej praw człowieka, w latach 2023-25 Izraelczycy zabili na Zachodnim Brzegu 1221 osób, z czego 263 były nieletnie. Blut twierdzi też, że spośród 1500 zabitych, 70 proc. nosiło broń (ale nie mówi, jakiego rodzaju).
„Jeśli ktoś chce cie zabić, zabij go pierwszego – to norma na Bliskim Wschodzie. Więc zabijamy tak, jak nie robiliśmy tego od 1967 roku” – cytuje generała „Haarec”.
Blut przyznał też, że zasady dotyczące rozbijania przemocy ze strony izraelskich osadników na Zachodnim Brzegu są zupełnie inne. W tym wypadku generał nie zaleca stosowania przemocy.
„Wolimy rozwiązywać to w inny sposób. Każdy taki incydent ma poważne konsekwencje ze społecznego punktu widzenia. Nie jestem pewien, czy należy wówczas strzelać, i tak, jest to dyskryminacja. Ale musimy rozważać konsekwencje strzelania do każdego Izraelczyka rzucającego kamieniami. Nie jestem pewien, czy strzelanie byłoby tu rozwiązaniem. Wydaje mi sie, że byłoby dokładnie odwrotnie”.
Wspomniany przez Bluta 1967 rok to moment wojny sześciodniowej, w wyniku której Izrael rozpoczął okupację Zachodniego Brzegu, Gazy, półwyspu Synaj i niewielkiej części terytorium południowej Syrii. W 1982 roku Synaj, w wyniku ustaleń dyplomatycznych, wrócił do Egiptu. Okupacja Zachodniego Brzegu trwa nieprzerwanie niemal sześć dekad. W ówczesnej wojnie zginęło około 10 tys. żołnierzy egipskich, tysiąc żołnierzy syryjskich i 700 żołnierzy jordańskich. W wyniku wojny około 300 tys. Palestyńczyków zostało zmuszonych do przesiedlenia się.
Izraelska okupacja Zachodniego Brzegu prowadzi do sytuacji, w której żyjące obok siebie społeczności izraelskie i palestyńskie żyją bez kontaktu ze sobą i stosuje się wobec nich zupełnie inne standardy prawne. Generał Blut wprost przyznaje, że strzelanie do agresywnych osadników nie przyniesie rozwiązania problemu. Jednocześnie sądzi, że stosowanie tego podejścia wobec Palestyńczyków może pomóc rozwiązać problem. Wynikiem tego myślenia jest rosnąca brutalizacja życia wśród żyjących na Zachodnim Brzegu Palestyńczyków, społeczna frustracja, brak perspektyw. Przez dekady okupacji wyrosły całe pokolenia Palestyńczyków, które Izraelczyków kojarzą tylko z przemocą, okupacją i upokorzeniem. Nie wiemy, czy generał Blut sądzi, że prowadzi to ostatecznie do rozwiązania problemu przemocy.
Przeczytaj także:
W nocy kolejny raz Ukraina ostrzelała terytorium Rosji przy pomocy kilkuset dronów. Celem była m.in. ważny zakład produkcji wojskowej 1000 km od granicy z Ukrainą
W nocy z poniedziałku na wtorek Ukraina przeprowadziła kolejny zmasowany atak dronowy na terytorium Rosji. Rosjanie poinformowali, że strącili 289 ukraińskich dronów. Agencja prasowa Interfaks informuje, że drony zestrzelono m.in. nad obwodami tulskim, orłowskim, kałużskim.
Dziś rano lotnisko w Czelabińsku – 7. największym mieście Rosji, około 1800 km od granicy z Ukrainą – wstrzymało przynajmniej 15 lotów ze względu na alarm dronowy.
Szkoły w Republice Czuwaskiej przeszły dziś z tego samego powodu na nauczanie zdalne. Lokalne władze w Czeboksarach, stolicy Republiki Czuwaskiej, ogłosiły, że w wyniku ukraińskiego ataku trzy osoby odniosły obrażenia. Zawieszono też funkcjonowanie transportu publicznego. Rosyjskie źródła nie wspominają, że w Czeboksarach znajduje się zakłady produkcji wojskowej WNIIR-Progress. Zakłady te zajmują się produkcją ważnych komponentów dla systemów obrony powietrznej, czołgów, okrętów podwodnych, dronów i pocisków manewrujących. Zakład został zaatakowany także w lipcu 2025 i lutym 2026.
Ukraińska armia od miesięcy skutecznie ostrzeliwuje dronami terytorium Rosji, sprawiając Rosjanom sporo kłopotów. Ukraińskie drony i rakiety sięgają obecnie pod Ural, niszczą rosyjskie porty naftowe na Bałtyku i Morzu Czarnym, trafiają zakłady zbrojeniowe i rafinerie.
Drony dosięgają także Moskwy. Z tego powodu tegoroczna parada zwycięstwa, w rocznicę zakończenia II wojny światowej ma zostać znacznie ograniczona. To poważny problem wizerunkowy dla Władimira Putina. By ratować paradę, rosyjski MON ogłosił zawieszenie broni na 8-9 maja i wezwał Ukrainę, by zrobiła to samo. Rosjanie przekonują jednocześnie, że obronią Moskwę. A gdyby Ukraina ją jednak zaatakowała, odpowie „zmasowanym atakiem rakietowym” w samo centrum Kijowa. Zagranicznym dyplomatom i mieszkańcom miasta rosyjski MON zalecił opuszczenie miasta.
Kijów na propozycję Moskry odpowiedział rozejmem od 6 maja. To sposób by sprawdzić, czy Putinowi chodzi o faktyczne przerwanie walk, czy jedynie o ratowanie parady. Jeśli Moskwa propozycji nie przyjmie, Ukraińcy zapowiadaja, że odpowiedzą „lustrzanie”.
Przeczytaj także:
Po miesiącu przerwy Ukraińcy wznowili dronowe ataki na Moskwę. Jeden trafił w apartamentowiec 6 km od Kremla. Rosja zagroziła „zmasowanym rakietowym atakiem” na centrum Kijowa. Zażądała rozejmu od 8 maja. Na co Ukraina powiedziała „sprawdzam”.
4 maja nad ranem ukraiński dron przedarł się przed wzmocnioną obronę powietrzną Moskwy i trafił w luksusowy apartamentowiec w centrum miasta. Władze stolicy twierdzą, że od 2 maja obrona powietrzna zestrzeliła 24 ukraińskie drony.
Ukraina wznowiła ataki na stolicę Putina, tydzień przed defiladą z okazji „dnia zwycięstwa”. Ta — z powodu zagrożenia dronowego w Rosji — została ograniczona do minimum.
Prezydent Wołodymyr Zełenski nie wykluczył, że drony mogą zaatakować Moskwę w dniu rosyjskiej defilady 9 maja. Przemawiając w czasie otwarcia 8. Szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Erywaniu, Zełenski powiedział: „Rosja zapowiedziała paradę 9 maja, ale na tej paradzie nie będzie sprzętu wojskowego. Nie mogą sobie na to pozwolić. A paradę te mogą zaatakować ukraińskie drony, To pokazuje, że Rosja nie jest już tak silna, jak niegdyś”.
W odpowiedzi rosyjski MON ogłosił zawieszenie broni 8-9 maja i wezwał Ukrainę, by zrobiła to samo. Zapowiada, że obroni Moskwę, a gdyby Ukraina ją jednak zaatakowała, odpowie „zmasowanym atakiem rakietowym” w samo centrum Kijowa, „przed czym do tej pory się wstrzymywała ze względów humanitarnych”. Zagranicznym dyplomatom i mieszkańcom miasta rosyjski MON zalecił opuszczenie miasta.
AKTUALIZACJA: Propozycję Moskwy przebił Kijów, ogłaszając rozejm od 6 maja. Dzień ma wystarczyć na zorganizowanie przerwania walk. Jeśli Moskwa propozycji nie przyjmie, Kijów odpowie „lustrzanie”.
Wojna, jaką Putin wywołał, najeżdżając Ukrainę, wyraźnie zmieniła charakter. Terytorium agresora nie jest już bezpieczne, a ataki dronowe zmieniają więcej niż walki na froncie.
29 kwietnia w rozmowie telefonicznej z Donaldem Trumpem Putin próbował załatwić sobie rozejm z Ukrainą na czas defilady. Trump go poparł, miał nawet zgodzić się z Putinem „w ocenie reżimu kijowskiego”, który przedłuża wojnę, nie przystając na warunki Rosji. Jednak po raz pierwszy zdanie Trumpa w sprawie rozejmu nie miało znaczenia.
Ukraina zapytała po prostu, czy chodzi o prawdziwy rozejm, czy tylko o komfort Putina w czasie defilady. Rozmów z Rosją nie ma, o negocjatorzy Trumpa zajęci są wojną w Iranie.
Ukraińskie drony i rakiety sięgają obecnie pod Ural, niszczą rosyjskie porty naftowe na Bałtyku i Morzu Czarnym, trafiają zakłady zbrojeniowe i rafinerie.
Przeczytaj także:
27 Polska podpisze z Wielką Brytanią traktat wzmacniający współpracę, szczególnie w dziedzinie obronności. W 2025 roku Polska podpisała już podobną umowę z Francją.
4 maja w Erywaniu odbył się ósmy szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej. Przy okazji wydarzenia premier Polski Donald Tusk odbył spotkanie z premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem.
„Podjęliśmy decyzję ostatecznie z panem premierem Starmerem, że dojdzie do podpisania traktatu między Polską a Wielką Brytanią już 27 maja, będzie to traktat realnie wzmacniający naszą współpracę, szczególnie w dziedzinie obronności, ale nie tylko” – powiedział premier Donald Tusk podczas rozmowy z dziennikarzami po wizycie w Armenii.
„Długo negocjowaliśmy ten traktat, ale w tym czasie (...) jest rzeczą bardzo ważną, żeby szukać realnych partnerów z dużym potencjałem, którzy są gotowi do stałej współpracy militarnej i w szeroko pojętej dziedzinie obronności" – dodawał.
Donald Tusk stwierdził także, że Polska może być „rzetelnym adwokatem, jeśli chodzi o zbliżenie się Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej".
Prace nad traktatem polsko-brytyjskim trwają już wiele miesięcy. Pierwszy draft strona brytyjska przesłała do polskiego MSZ w lipcu 2025 roku – jak dowiedział się Dziennik Gazeta Prawna. Szczegóły ustaleń nie są publicznie znane, ale w dokumencie ma się pojawić odwołanie do traktatu waszyngtońskiego i art. 5, czyli klauzuli zbiorowej obrony członków NATO.
Tego rodzaju traktat w lipcu 2025 Wielka Brytania podpisała z Niemcami. „W Traktacie podkreślono znaczenie NATO oraz odwołano się do zobowiązań wynikających z art. 5 traktatu waszyngtońskiego i potwierdzono je, ale zawarto zarazem dodatkową klauzulę obronną. Wielka Brytania i RFN zobowiązują się w niej do udzielenia sobie wzajemnej pomocy, włączając środki wojskowe, w przypadku zbrojnej napaści na jedno z nich. Stwierdzają przy tym, że nie istnieje żadne zagrożenie strategiczne dla jednej ze stron, które nie stanowiłoby równocześnie takiego niebezpieczeństwa dla drugiej. Oba państwa będą utrzymywały ścisły dialog w kwestiach obronności będących przedmiotem ich wspólnego zainteresowania, w tym nuklearnych" – czytamy w analizie Ośrodka Studiów Wschodnich.
W 2025 Polska podpisała podobną umowę z Francją, zwaną traktatem z Nancy. Traktat dotyczy wzmocnionej współpracy w zakresie przemysłu obronnego, gospodarki, rolnictwa i nauki. Dokument przewiduje także wzajemne gwarancje bezpieczeństwa dla obu krajów i zawiera klauzulę wsparcia militarnego na wypadek ataku na którekolwiek z państw. Wcześniej – w 2019 roku – umowę przewidującą wzajemne wsparcie militarne Francja zawarła z Niemcami.
W szczycie w Erywaniu po raz pierwszy w historii brał także udział kraj spoza Europy – Kanada. Donald Tusk spotkał się z jej premierem Markiem Carneyem. Polski premier zapowiedział, że niedługo uda się z wizytą do Kanady.
„Z premierem Kanady ustaliliśmy nowe formy współpracy, także jeśli chodzi o współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa, militarną, w energetyce, w tym energetyce nuklearnej i odnawialnej. Także na pewno zintensyfikujemy współpracę naszych służb specjalnych” – wymieniał Tusk.
„Wszyscy widzimy, że coś się tak na świecie zmieniło i coraz więcej liderów zaczyna się zastanawiać, jak w tej nowej rzeczywistości budować więzi państw, które mają tak podobne poglądy i na geopolitykę, i na fundamentalne wartości” – dodawał.
Donald Tusk zaznaczał przy tym, że jeśli chcemy utrzymać bezpieczeństwo w Europie, to „nie ma alternatywy dla współpracy Europa-USA". Pomimo tego, że „prezydentura Donalda Trumpa jest oczywiście bardzo wymagającym doświadczeniem”.
Premier odniósł się także do informacji o planach wycofania 5000 amerykańskich żołnierzy z Niemiec. W ostatnich dniach ze strony polityków opozycji zaczęły się pojawiać sugestie, że Polska powinna „przejąć” te siły na swoje terytorium.
„Sprawa jest delikatna, jeśli chodzi o te plany wycofywania wojsk amerykańskich z niektórych państw europejskich, jak państwo pamiętacie, tam pojawiały się w przestrzeni publicznej zapowiedzi czy groźby wycofania wojsk amerykańskich z Niemiec, z Włoch, z Hiszpanii (...) Chyba nie powinniśmy jako państwo podbierać (...) Ja nie pozwolę na to, żeby Polska była w jakikolwiek sposób wykorzystywana do łamania solidarności czy współpracy na poziomie europejskim" – stwierdził Tusk.
„Nie można być bardziej proamerykańskim, niż ja jestem i to od zawsze. Dla mnie jednak proamerykańskość oznacza wspólne starania o to, aby więzi transatlantyckie były jak najsilniejsze. Między Polską i Stanami Zjednoczonymi, ale także między Europą i Stanami Zjednoczonymi (...) My potrzebujemy obecności amerykańskiej nie tylko w Polsce, ale także w innych miejscach, bo to służy, tak czy inaczej, polskiemu bezpieczeństwu" – dodał.
Premier zapowiedział także podczas briefingu, że w umowa SAFE zostanie najprawdopodobniej podpisana w najbliższy piątek.
Przeczytaj także:
Paweł Kozanecki usłyszał prawomocny wyrok skazujący w marcu 2026 roku. Nie stawił się jednak w łódzkim areszcie śledczym w celu odbycia kary pozbawienia wolności.
Pod koniec kwietnia policja wystawił list gończy za Pawłem Kozaneckim. Adwokat poszukiwany jest w związku z art. 177 § 2 – Spowodowanie nieumyślnie wypadku, którego następstwem jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, poprzez naruszenie, chociażby nieumyślnie, zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym.
Kozanecki to sprawca wypadku z września 2021 r. na trasie Barczewo-Jeziorany. Mężczyzna czołowo zderzyć się autem z Audi 80. Dwie kobiety zginęły na miejscu. Adwokat został skazany w 2025 roku przez Sąd Rejonowy w Olsztynie na karę 2 lat więzienia oraz 5-letni zakaz prowadzenia pojazdów. W marcu 2026 roku Sąd Okręgowy w Olsztynie utrzymał wyrok skazujący, ale skrócił karę do 1,5 roku pozbawienia wolności oraz 4-letni zakaz prowadzenia pojazdów. Sąd argumentował, że złagodzenie jest związane z tym, że adwokat doprowadził do wypadku nieumyślnie.
Jak podaje portal łódzkiej TVP3, mężczyzna nie stawił się w areszcie śledczym w Łodzi, gdzie miał rozpocząć odbywanie kary.
Niedługo po wypadku Kozanecki zamieścił w mediach społecznościowych film, w którym stwierdził, że całe zajście było konfrontacją bezpiecznego samochodu z „trumną na kółkach”. Jego zdaniem to było przyczyną śmierci dwóch kobiet. Kozanecki działał w sieci jako „Adwokat Nowej Ery”. Za te słowa wszczęto przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne. W 2024 roku Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN orzekła wobec niego dwa lata zakazu wykonywania zawodu za sformułowania naruszające godność zawodu. Decyzja SN była utrzymaniem w mocy orzeczenia sądu dyscyplinarnego adwokatury.
„Te słowa [o trumnie na kółkach] stały się potem linią obrony w jego sprawie. Jego mecenasi do końca, nawet w mowach końcowych przed sądem I instancji, sugerowali, iż tak naprawdę kobiety zginęły w wypadku przez to, że jechały starym audi 80. Jeden z mecenasów na koniec próbował nawet przekonać sąd, że to urwana część z audi była przyczyną wypadku.
Mecenas Paweł K. domagał się też 200 tys. zł odszkodowania od ubezpieczyciela auta, którym podróżowały ofiary wypadku” – relacjonuje portal brd24.pl.
Przeczytaj także: