Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Oni powstali do walki, byśmy mogli cieszyć się wolnością. Ale ta nigdy nie jest dana raz na zawsze” – przypomina w wystąpieniu premier Donald Tusk. Prezydent Karol Nawrocki pod pomnikiem Ofiar Rzezi Woli: „Świat nie będzie lepszy. Świat nie będzie dobry, jeśli nie będzie rozliczał dyktatorów i zwyrodnialców, którzy mordują kobiety i dzieci”.
„Chciałabym prosić wszystkich mieszkańców Warszawy, żeby ten jeden dzień, 1 sierpnia, był pamięcią wypełniony o tych, którzy stanęli do walki w powstaniu warszawskim” – mówi 99-letnia uczestniczka Powstania Wanda Traczyk-Stawska, w spocie opublikowanym przez miasto Warszawa.
Od piątku w stolicy trwają obchody 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Najpierw, na Placu Krasińskich, odbył się Apel Pamięci z udziałem najważniejszych władz państwowych i samorządowych. Przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego Karol Nawrocki podnosił, że „wybuch Powstania Warszawskiego nie był impulsywnym romantyzmem, ani emocją. Mogą mówić tak tylko ci, którzy zapominają, że wyrok na Warszawę i Polskę został wydany w roku 1939 r., a od roku 1939 w pracy organicznej, pozytywistycznej Polacy zbudowali największe podziemne państwo świata – ze swoimi sądami, edukacją, kulturą, sztuką, z największą podziemną armią świata. To nie jest impulsywny romantyzm” – podnosił. I dodał, że Polska wnosi do Unii Europejskiej cechę, którą zawdzięczamy Powstańcom – to „przywiązanie do wolności i niepodległości (...) to cecha, że Polacy zawsze dla wolności są gotowi walczyć”.
Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy nazwał powstańców „naszymi nauczycielami”, a Janusz Maksymowicz, ps. „Janosz”, prezes Zarządu Głównego Związku Powstańców Warszawskich wystosował mocny apel do polityków. "Wolności i niepodległości trzeba strzec, bronić, szczególnie dziś, gdy znów są zagrożone”- mówił I dodał:
Dlatego apelujemy do wszystkich sił politycznych, by w sprawie bezpieczeństwa i pokoju być zjednoczonymi.
W sobotę 1 sierpnia prezydent rozpoczął obchody 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego od uhonorowania czterech tysięcy ofiar rzezi na warszawskiej Woli. „Powstanie Warszawskie było bitwą o Polskę i o wyswobodzenie się z hekatomby niemieckiej, ze zła, które toczyło Rzeczpospolitą od 1939 roku z dwóch stron” – mówił w sobotę prezydent. I dodał, że Powstanie Warszawskie to walka, ale i cierpienie – również tych, którzy „po prostu mieli pragnienie przeżycia”.
„Wola jest tego najtragiczniejszym symbolem. Każda klatka, każda brama jest skropiona krwią cywilów, którą mordowali Niemcy z brutalnością i zezwierzeńceniem. Polska pamięta i o cywilnych ofiarach” – mówił prezydent Karol Nawrocki. I dodał:
świat nie będzie lepszy. Świat nie będzie dobrzy, jeśli nie będzie rozliczał dyktatorów i zwyrodnialców. I nie pomogą w tym żadne rezolucje i międzynarodowe konwencje, jeśli nie będziemy potępiać tych, którzy mordują kobiety i dzieci
Swoje przemówienie w 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wygłosił też Donald Tusk. Szef rządu opublikował wideo na portalu X, w którym przypomniał, że: „gdy przy polskiej granicy trwa brutalna wojna, gdy zagraża nam wróg, atakuje nasze wartości i robi wszystko, żeby nas podzielić. Właśnie teraz szczególnie nie mamy prawa zapomnieć o lekcji, którą dali nam powstańcy”.
„Wciąż pada pytanie, czy było warto? Tyle śmierci, miasto zmiecione z powierzchni ziemi, czy dowódcy nie popełnili jakiegoś straszliwego błędu? Ale ci, którzy powstali, nie kalkulowali. Odpowiedzieli bohaterstwem i swoją walką na niemiecką okupację, na łapanki, na rozstrzeliwania, na pogardę i nagą przemoc. Powstali do walki, żebyśmy dziś mogli cieszyć się wolnością. Wolnością, która nigdy nie jest dana raz na zawsze, o którą w jakiś sposób zawsze trzeba walczyć” – mówił premier.
Wieńce zostaną złożone też pod Pomnikiem Generała Stefana Roweckiego „Grota” i Pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. Główne uroczystości odbędą się przy Pomniku Gloria Victis na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
Kulminacyjny moment obchodów wybuchu Powstania Warszawskiego przypadnie na godzinę 17 i tzw. „godzinę W”. To wtedy motorniczowie tramwajów i kierowcy autobusów w stolicy i innych miastach Polski zatrzymają pojazdy na minutę. Na tych 60 sekund zatrzymają się piesi i kierowcy, stanie metro, a w kraju zawyją syreny.
Oficjalne obchody 82. rocznicy Powstania Warszawskiego zakończy koncert „Warszawiacy śpiewają (nie) zakazane piosenki”. W niedzielę przez Warszawę, śladami powstańczych walk, przejedzie rowerowa Masa Powstańcza. Warszawiacy upamiętnią też 50 Tysięcy Mieszkańców Woli Zamordowanych przez Niemców podczas Powstania Warszawskiego – te uroczystości zaplanowano na środę.
1 sierpnia przez Warszawę przejdzie też Marsz Powstania Warszawskiego, organizowany przez skrajnego nacjonalistę Roberta Bąkiewicza i jego organizacjęe Roty Niepodległości oraz Ruch Obrony Granic, który od dłuższego czasu jest na radarach policji. Przemarsz, który wyruszy z Ronda Dmowskiego, będzie organizowany pod hasłem „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”.
„Powstanie Warszawskie zapisało się na kartach historii nie tylko Warszawy, ale i całej Polski. Dlatego zachęcam, żeby tego dnia zatrzymać się na chwilę i symbolicznie oddać hołd Bohaterom sierpnia 1944 roku, którzy stanęli do nierównej walki o godność, wolność i przyszłość kolejnych pokoleń” – zaapelował wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski.
Powstanie Warszawskie było największą zbrojną akcją podziemia w okupowanej Europie. 1 sierpnia 1944 roku do walki w stolicy Polski stanęło ok. 40-50 tysięcy powstańców. Powstanie, które planowano na góra kilka dni, trwało przeszło dwa miesiące.
W Powstaniu Warszawskim zginęło 18 tysięcy walczących powstańców i 180 tysięcy cywili. Około połowy miliona mieszkańców Warszawy, którzy ocalili życie, wypędzono z miasta. Warszawę niemal doszczęto spalono i zburzono.
Przeczytaj także:
Marek Kobiałko z policji w Gdyni w rozmowie z OKO.press: Kobieta została zaatakowana, schodząc ze schodów. Napastnik nie wykrzykiwał w jej stronę obraźliwych sformułowań. Dotychczasowe nasze ustalenia nie wskazują, by było to pobicie z nienawiści, motywowane uprzedzeniami narodowościowymi.
„Uważamy, że warto nagłośnić tę sprawę, ponieważ taka przemoc nie powinna mieć miejsca” – napisali czytelnicy do lokalnego portalu Trójmiasto.pl, wysyłając kilkunastosekundowe wideo. Widać na nim kobietę siedzącą na chodniku, podenerwowaną i zakrwawioną. „Nie wiem, kim on był. Ja szłam, a on był za mną. Uderzył dwa razy” – mówi kobieta. Pytana, o to, czym została zaatakowana, mówi tylko: To było twarde, strasznie twarde".
Na komisariacie policji w Gdyni potwierdzamy: w czwartek, 30 lipca, około godziny 15:30 na schodach przy ul. Żelaznej w Gdyni 40-latka została zaatakowana przez nieznanego mężczyznę drewnianą laską spacerową. Napastnik uderzył ją dwa razy w tył głowy i oddalił się w nieznanym kierunku.
Kobieta trafiła do szpitala. Potwierdziliśmy, że została wypisana do domu, a jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Aspirant Marek Kobiałko z miejskiej komendy policji w Gdyni mówi, że sprawca jeszcze nie został zatrzymany. „Czynności jeszcze są w toku” – mówi. I uzupełnia: „Dotychczasowe ustalenia nie wskazują, aby zdarzenie miało charakter przestępstwa motywowanego uprzedzeniami na tle narodowościowym”.
Skąd taka teza? Napastnik nie wykrzykiwał w stronę 40-letniej Ukrainki żadnych obelg czy wyzwisk. Na ten moment więc policja nie widzi żadnych przesłanek, by uznać atak za przestępstwo z nienawiści – choć wersja ta, po przesłuchaniu i zatrzymaniu sprawcy oraz poznaniu motywów jego działania, może się jeszcze zmienić.
„Musimy wydać zdecydowaną wojnę tej przemocy. Patologiczna przemoc wobec Ukraińców ma polityczny patronat” – mówił na ubiegłotygodniowym posiedzeniu Rady Ministrów premier Donald Tusk. Wówczas we Wrocławiu para młodych Ukraińców, Nastia i Maksym zostali brutalnie pobici – agresorom nie spodobał się ich wschodni akcent.
Niemal codziennie na policję trafia zgłoszenie dotyczące przemocy fizycznej użytej przeciwko obywatelom Ukrainy mieszkającym w Polsce. Na łamach OKO.press opisywaliśmy m.in. pełen nienawiści atak na budowie hali centrum logistycznego w Skawinie pod Krakowem. Polak znieważył i zaatakował fizycznie dwóch ukraińskich pracowników. „Na front kur...o!” – krzyczał. „Wy kur…wy zajeb...e ukraińskie, ku...a!”.
Antyukraińskie emocje w Polsce podsyca skrajna prawica. Premier zobligował ministrów Kierwińskiego (odpowiadającego m.in. za pracę policji) i Żurka (który kieruje prokuraturami i sądami) do szybkich i zdecydowanych działań wobec agresorów-ksenofobów. „Jeśli potrzebne będą zmiany w regułach postępowania, przepisach prawa, proszę natychmiast przygotować stosowne projekty zmian” – przekazał.
Na tych słowach się jednak skończyło. Prezydent Karol Nawrocki milczy na temat wzbierającej fali nienawiści wśród Polaków, politycy koalicji rządzącej ograniczają działania do pojedynczych wypowiedzi. Temat przemocy wobec Ukraińców mieszkających w Polsce był przedmiotem rozmowy Donalda Tuska z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim z 27 lipca w Lublinie.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
W nocy na 1 sierpnia Rosja zaatakowała Ukrainę 35 rakietami i 185 dronami. Głównym celem był Kijów i region kijowski. Zełenski: To skutek tego, że nie mamy obrony przeciwbalistycznej
Jak podają Zbrojne Siły Ukrainy, Rosja wystrzeliła na Kijów cztery rakiety przeciwokrętowe Cyrkon i Onyks, 27 rakiet balistycznych Iskander-M i z wyrzutni C-400, dwie rakiety antyradarowe X-31 i dwie rakiety odpalane z samolotów X-59/69. Oprócz tego atakowały Kijów 185 statków bezzałogowych.
Obrona przeciwlotnicza zestrzeliła albo zneutralizowała 156 obiektów, w tym dwie rakiety. W cele w Kijowie i okolicach trafiły cztery rakiety przeciwokrętowe i 26 balistycznych oraz 23 dronów szturmowych.
Oprócz Kijowa i okolic rosyjskie rakiety trafiały w cele w regionie Sum, Charkowa i Połtawy.
Prezydent Zełenski poinformował po ataku, że z powodu braku rakiet do kompleksów Patriot Ukraina była zdolna zestrzelić tylko jedną z rakiet balistycznych. Zwrócił się do krajów wspierających Ukrainę o przekazanie broni do zwalczania rakiet balistycznych. „Brak rakiet przechwytujących zachęca Rosję do atakowania rakietami balistycznymi , zabijania ludzi i niszczenia budynków mieszkalnych. Każda dostawa antybalistyki ratuje życie naszych ludzi, a każda noc, gdy takiej broni nie mamy, prowadzi do tylu ofiar.”
Rosjanie, wykorzystując osłabienie ukraińskiej obrony powietrznej spowodowane niedoborem pocisków do systemów obrony przeciwlotniczej Patriot, przeprowadzili serię ataków na Kijów oraz największe ukraińskie miasta. Ponadto rosyjskie pociski balistyczne uderzyły w porty czarnomorskie, a drony nowej generacji Gerań o napędzie odrzutowym trafiły co najmniej pięć statków cumujących przy nadbrzeżach.
Miniona noc była kolejną z tej serii ataków.
Podczas niedawnej wizyty prezydenta Zełenskiego w Waszyngtonie, Donald Trump zapowiedział, że USA mogą przekazać Ukrainie licencję do produkcji rakiet do systemu Patriot. Jednak wczoraj już się wycofał z tej obietnicy, tłumacząc to m.in. tym, że Ukraina w przyszłości może zagrażać USA.
Przeczytaj także:
W piątek premier Donald Tusk poinformował, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora Rosji w Polsce w związku z rakietą, która wczoraj uderzyła w terytorium Polski.
O tym premier Tusk napisał na X.
Od marca 2026 roku ambasadorem Federacji Rosyjskiej w Polsce jest Gieorgij Michno.
W nocy z 29 na 30 lipca na terenie miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim spadła rosyjska rakieta. Do zdarzenia doszło podczas kolejnego zmasowanego ataku na Ukrainę.
Rakieta spadła na pole uprawne, około 1,5 kilometra od najbliższych zabudowań. Nikt nie został ranny, nie odnotowano też żadnych zniszczeń poza tym, że wybuch rakiety pozostawił w ziemi lej o szerokości 10 i głębokości 5 metrów.
W czwartek szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, że jeden pocisk wtargnął w polską przestrzeń powietrzną, a drugi był tego bliski, ale zawrócił przed granicą.
Polskie władze przekonują, że wojsko było gotowe do użycia siły, jednak decyzja o zestrzeleniu zawsze wymaga oceny ryzyka.
„Decyzja o zestrzeleniu jest zawsze trudną decyzją, nie ze względu na to, że ktoś się czegoś obawia, tylko zestrzelenie może spowodować czasami większe straty niż upadek swobodny rakiety, czy pocisku, czy drona i to muszą żołnierze, którzy są w akcji oceniać. Dla mnie jest ważne, że wojsko było gotowe w każdej chwili do zestrzelenia i na szczęście nie była taka masywna akcja potrzebna” – mówił premier Tusk.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, dziś poinformowała, że najprawdopodobniej na Lubelszczyźnie uderzyła rakieta o oznaczeniach Ch-101 i zawierała materiał wybuchowy „w znacznej ilości”.
W analizie znalezionych fragmentów obiektu polskim służbom pomagał m.in. ekspert, który wczoraj w tym celu przybył z Ukrainy.
„Rakieta została zbudowana w drugim kwartale tego roku w fabryce niedaleko Moskwy” – napisał dziś na X Kosiniak-Kamysz. „Oznacza to, że Rosja używa do ostrzału Ukrainy rakiet produkowanych na bieżąco. Potwierdza to informacje, że rosyjskie zapasy wojenne wyczerpały się. Tym bardziej każda pomoc Ukrainie przybliża ten kraj do końca wojny. A to niezwykle ważne dla naszego bezpieczeństwa”.
Przeczytaj także:
Do Polski nadciąga druga tego lata – po rekordowym skwarze z końca czerwca – silna fala upałów. Wysokie temperatury pogłębią kryzys wodny, zwiększą ryzyko pożarów lasów i będą zagrożeniem dla osób starszych i małych dzieci.
Gorąco w całym kraju zrobiło się już dziś, 31 lipca. O godzinie 16 termometry wskazywały co najmniej 30°C w większości stacji IMGW z wyjątkiem Pomorza i Wybrzeża.
Na sobotę (1 sierpnia) a także na poniedziałek i wtorek (3 i 4 sierpnia) IMGW wydało ostrzeżenia przed upałem. Szczególnie gorący będzie wtorek, na który w niemal całym kraju obowiązują ostrzeżenia 2. i 3. stopnia. Ten ostatni poziom obowiązuje w przypadku wystąpienia temperatury maksymalnej co najmniej 34°C przez co najmniej 2 dni.
Według prognozy średnioterminowej IMGW temperatury maksymalne w niektórych rejonach kraju po krótkotrwałym spadku tuż poniżej 30°C w poniedziałek, wzrosną do ok. 36–38°C w kolejnych dniach. Pewną ulgę ma przynieść dopiero niedziela, 9 sierpnia (należy przy tym pamiętać, że prognozy są cały czas aktualizowane i przewidywania na dłużej niż 2-3 dni mogą ulec znacznej zmianie).
Alert 3. stopnia obejmie w przyszłym tygodniu znaczną część kraju od linii Gorzów Wielkopolski – Bydgoszcz – Ostrołęka na północy do linii Wrocław – Katowice – Kraków – Przemyśl na południu. Co istotne – i niekorzystne – w niektórych miejscach temperatura nie spadnie poniżej 25°C nawet w nocy.
W upalne dni eksperci zalecają ograniczenie przebywania na słońcu i wysiłku fizycznego, picie dużej ilości wody oraz osłanianie głowy. Pod żadnym pozorem nie wolno pozostawiać w samochodach dzieci i zwierząt.
Według danych IMGW „najwięcej dni upalnych odnotowano na stacjach synoptycznych przede wszystkim w 1994, 2006, 2015 i 2019 roku”.
„W południowo-zachodniej Polsce maksimum wyniosło aż 37 dni upalnych w ciągu roku (Wrocław, 2015 r.). Norma z lat 1991-2020 dla tej lokalizacji wynosi ok. 12-14 dni, co oznacza, że w ekstremalnych latach liczba dni upalnych przekraczana jest nawet trzykrotnie” – czytamy w opracowaniu.
Fale upałów często oznaczają też brak wytchnienia nocą, ostrzega IMGW. Noc tropikalna to noc podczas której temperatura nie spada poniżej 20°C.
„Brak wyraźnego ochłodzenia w nocy to również poważne obciążenie dla organizmu. Takie warunki, zwłaszcza przy słabym przewietrzaniu, nie pozwalają na wystarczający do regeneracji i głębokiego snu wypoczynek. Większe natężenie procesów fizjologicznych w tym okresie doby stanowi obciążenie dla mózgu i serca, a przy dłuższym utrzymywaniu się fali gorąca może prowadzić do pogorszenia samopoczucia i sprawności” — piszą eksperci IMGW.
Pierwsza fala upałów tego lata przyniosła nowy rekord temperatury w Polsce. 28 czerwca stacja pomiarowa w Słubicach (woj. lubuskie) odnotowała 40.5°C, przewyższając rekordowe 40.2°C zmierzone w Prószkowie (wówczas na terenie Niemiec, dziś woj. opolskie) w 1921 roku.
Przeczytaj także:
Coraz większa liczba upalnych dni i tropikalnych nocy ma bezpośredni związek z ociepleniem klimatu wywołanym przez szybko rosnącą koncentrację gazów cieplarnianych w atmosferze. Europa należy do najszybciej ocieplających się obszarów globu – tempo wzrostu temperatury jest tu ok. dwa razy szybsze niż na całym świecie. Jednym ze skutków są pożary lasów obejmujące dziesiątki tysięcy hektarów, jak trwające właśnie pożary w Hiszpanii i Francji.
Przeczytaj także: