Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Od niedzieli 23 sierpnia pary jednopłciowe, które zawarły małżeństwa za granicą będą mogły dokonać transkrypcji swojego aktu małżeństwa w każdym Urzędzie Stanu Cywilnego.
23 sierpnia mijają trzy miesiące od opublikowania rozporządzenia Ministra Cyfryzacji dotyczącego wzorów dokumentów wydawanych z zakresu rejestracji stanu cywilnego. To oznacza, że od dziś wszystkie Urzędy Stanu Cywilnego mają stosować nowe wzory aktów małżeństwa, które pozwalają wpisać do polskiego rejestru małżeństwo dwóch osób tej samej płci zawarte legalnie za granicą.
Innymi słowy, rozporządzenie umożliwia jednopłciowym parom – które wcześniej musiały zwracać się do sądów z tym problemem – rejestrację małżeństwa zawartego za granicą i uzyskanie transkrypcji aktu z jasnym wskazaniem płci małżonków.
Nowe wzory dotyczą dokumentów wydawanych z zakresu rejestracji stanu cywilnego, tj. odpisu zupełnego aktu małżeństwa, odpisu skróconego aktu małżeństwa oraz zaświadczenia o zamieszczonych lub niezamieszczonych w rejestrze stanu cywilnego danych dotyczących wskazanej osoby.
Rozporządzenie Ministerstwa Cyfryzacji wprowadza trzy różne formy dokumentów w zależności od tego, kto zawarł związek małżeński – kobieta i mężczyzna, kobieta i kobieta lub mężczyzna i mężczyzna. Nie trzeba będzie „dopasowywać” jednej osoby do roli męża, a drugiej do roli żony.
Jak pisała Angelika Pitoń, rozporządzenie „w teorii ma ukrócić urzędniczą samowolę i zobligować wszystkich kierowników USC w Polsce do transkrypcji aktów małżeństwa i zmiany stanu cywilnego”.
Nowe wzory będą miały widoczne informacje o tym, że odpis aktu małżeństwa zawartego poza granicami Polski.
To jest praktyczne wdrożenie obowiązku wynikającego przede wszystkim z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z listopada 2025 r. Trybunał orzekł, że państwo członkowskie ma obowiązek uznać małżeństwo pary tej samej płci zawarte legalnie w innym kraju Unii, nawet jeśli prawo tego państwa nie uznaje tego typu związków.
Przełomowe były też wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego w tej sprawie. 20 marca 2026 zapadł historyczny wyrok NSA. Polski sąd nakazał miastu Warszawa dokonać transkrypcji aktu małżeństwa Jakuba Cupriaka-Trojana i jego męża Andrzeja, którzy zawarli małżeństwo w 20218 roku w Berlinie. Dał na to 30 dni. Potem były kolejne wyroki dotyczące innych par.
Jak pisali w OKO.press Angelika Pitoń i Anton Amboziak, najpierw ekipa premiera Donalda Tuska wyrok TSUE chciała sprowadzić do pojedynczego przypadku i zarejestrować w Polsce tylko jedno małżeństwo – Jakuba Cupriaka-Trojana i jego męża, Andrzeja Trojana. Natomiast po ujawnieniu tych planów przede wszystkim przez dziennikarzy OKO.press 25 kwietnia pod KPRM odbyła się pierwsza antyrządowa demonstracja w tej sprawie. Demonstranci domagali się od rządu pełnej realizacji wyroku TSUE w sprawie transkrypcji małżeństw jednopłciowych zawieranych za granicą. Dzięki presji społecznej wszystkie pary, które zawarły małżeństwo za granicą otrzymały taką możliwość.
Przeczytaj także:
Pełna realizacja wytycznych TSUE oraz wprowadzenie procedury transkrypcji wymagała zmian legislacyjnych.
Po miesiącach negocjacji w połowie maja rząd doszedł do porozumienia. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski podpisał projekt rozporządzenia zmieniającego wzory aktów małżeństwa, a 22 maja podpisał go minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.
Wcześniej, 14 maja w Polsce zarejestrowano pierwsze małżeństwo tej samej płci. Jakub Cupriak-Trojan i Andrzej Trojan oficjalnie zostali uznani za męża i męża. Warszawa poinformowała też, że będzie dokonywać transkrypcji aktów innych par, nie czekając na rządowe wytyczne. Kolejne urzędy poszły tą samą drogą.
Przeczytaj także:
Natomiast opublikowanie rozporządzenia w Dzienniku Ustaw wywołało też sprzeciw wśród włodarzy niektórych gmin, w tym na przykład burmistrza Zakopanego Łukasza Filipowicza. Zapowiedział, że zakopiański urząd będzie odmawiał transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw jednopłciowych, ponieważ według niego nowe przepisy „nie zmieniają konstytucji”.
Jak pisała nasza dziennikarka Angelika Pitoń, w internecie pojawiały się informacje o szkoleniach dla pracowników Urzędów Stanu Cywilnego, na których uczono jak odmawiać parom jednopłciowym transkrypcji ich aktu małżeństwa. Przynajmniej 37 gmin wykupiło dla urzędników Stanu Cywilnego miejsce na takim szkoleniu.
Przeczytaj także:
Według wicepremiera Gałkowskiego po wejściu w życie zmienionych przepisów nie będzie trzeba czekać na żadne wyroki sądów administracyjnych, a transkrypcja możliwa będzie w każdym urzędzie stanu cywilnego w Polsce. Urzędnik Stanu Cywilnego jest zobowiązany stosować nowe przepisy.
Od soboty, 22 sierpnia w Polsce obowiązują nowe zasady dotyczące zatrudniania obywateli Kolumbii, Gruzji i Wenezueli. Nie będą oni mogli uzyskać zezwolenie na pracę w ramach ruchu bezwizowego.
Z roku na rok Polska staje się coraz bardziej atrakcyjnym krajem dla migrantów. Polskę jako atrakcyjne miejsce dla życia wybierają nie tylko migranci z Białorusi czy Ukrainy, a też osoby z odległych krajów, m.in. w ciągu ostatnich lat rośnie liczba pracowników z Kolumbii, Gruzji i Wenezueli. Wkrótce to może się zmienić.
7 sierpnia 2026 r., w Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie Ministra Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, wyłączające w stosunku do obywateli tych trzech państw możliwość uzyskania zezwolenia na pracę w ramach ruchu bezwizowego. Rozporządzenie weszło w życie 22 sierpnia.
Według nowych przepisów obywatele wspomnianych państw będą musieli posiadać nie tylko zezwolenie o pracę, ale również uzyskać wizę krajową, wydaną w celu wykonywania pracy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Wyjątek stanowią osoby, które posiadają zezwolenie na pracę w ramach ruchu bezwizowego, a zatrudnienie rozpoczęły przed wejściem w życie rozporządzenia. Będą oni mogli kontynuować pracę na dotychczasowych zasadach aż do dnia upływu okresu pobytu w ramach ruchu bezwizowego.
Natomiast według analizy portalu Prawo.pl, w przyjętych regulacjach zapomniano uregulować sytuację prawną migrantów, którzy w przeszłości w pełni legalnie przybyli do Polski i zgodnie z obowiązującym wówczas prawem wnioskowali o uprawnienia do legalnego wykonywania pracy, ale procedura nie została jeszcze zakończona. Jeśli do 22 sierpnia urzędy nie rozpatrzyły ich wnioski o zezwolenia na pracę pozytywnie, to oznacza, że tysiące osób pozostanie zmuszonych do opuszczenia Polski. Mimo to, że te osoby mogły oczekiwać na takie zezwolenie przez kilka miesięcy.
„W skutek braku jakichkolwiek przepisów przejściowych nakazujących tę grupę osób traktować odmiennie, należy przyjąć, że wszystkie wnioski złożone względem tych osób zostaną rozpoznane negatywnie. Oznacza to, że setki cudzoziemców nie będzie mogło podjąć pracy. Pozostając bez możliwości zarobkowania, w praktyce zostaną zmuszeni do wyjechania z Polski” – wyjaśniają dr Łukasz Duśko i dr Mateusz Szurman z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dotychczas, cudzoziemcy z Kolumbii, Wenezueli i Gruzji mogli przybyć do Polski – zarówno w celach turystycznych, jak też zarobkowych – w ramach ruchu bezwizowego. Migranci korzystali z tej możliwości, aby podjąć w Polsce pracę. Według danych Ministerstwa Rosziny, Pracy i polityki społecznej w 2025 r. cudzoziemcom z tych krajów wydano łącznie 39 092 zezwoleń na pracę, w tym: 478 Gruzinom, 1277 Wenezuelczykom oraz 37 337 Kolumbijczykom.
Często cudzoziemcy w Polsce podejmują pracę, której Polacy nie chcą, np. w przetwórstwie przemysłowym, w przetwórstwie rybnym, mięsnym, w branży transportowej czy budowlanej. Mimo że imigranci są potrzebni na polskim rynku pracy, nowe przepisy stwarzają dodatkowe bariery dla migrantów i utrudniają im proces legalizacji. Migranci mierzą się długimi procedurami legalizacji pobytu. Rozpatrzenie spraw, które ma trwać maksymalnie dwa miesiące wydłuża się do kilku miesięcy a nawet lat. Urzędy są niedofinansowane, brakuje kadr, żeby zaspokoić potrzeby aktualnej sytuacji migracyjnej. W związku z tym wiele migrantów żyje z poczuciem lęku i niepewności co do jutra.
Jak pisaliśmy, na poniedziałek 24 sierpnia w Warszawie o godz. 12:00 przed Urzędem Wojewódzkim inicjatywa obywatelska Głos Migranta zaplanowała demonstrację w tej sprawie. Pikieta ma się odbyć pod hasłem „Zatrzymajmy bezprawie administracyjne w Warszawie i w całej Polsce”. Więcej o tej inicjatywie pisał w OKO.press Krzysztof Boczek:
Przeczytaj także:
37 osób rannych po trzęsieniu ziemi we wschodniej Japonii i w Tokio
W nocy z soboty na niedzielę w Japonii miało miejsce trzęsienie ziemi o sile 5,9 w skali Richtera. Według danych Japońskiej Agencji Meteorologicznej ziemia zatrzesła się w południowej prefekturze Ibaraki, na głębokości 70 kilometrów. Jest to obszar podatny na częste zjawiska sejsmiczne.
Na razie nie ma zagrożenia tsunami.
Nie odnotowano żadnych doniesień o uszkodzeniach w około dziesięciu elektrowniach jądrowych i innych obiektach zajmujących się przetwarzaniem materiałów jądrowych. Poinformowała o tym z kolei Agencja Regulacji Jądrowej.
Jak podaje Associated Press, japońskie władzy informują o co najmniej 37 osobach rannych. Większość osób odniosła lekkie obrażenia, upadając lub uderzając się o meble i drzwi. Trzęsienie ziemi miało miejsce w nocy, zaspani ludzie gwałtownie się budzili i próbowali wstać z łóżek.
Wstrząsy podziemne spowodowały opóźnienia pociągów ekspresowych łączących Tokio z lotniskiem Narita, a także pociągów lokalnych w regionach północno-wschodnich. Natomiast pociągi szybkobieżne Shinkansen miały jeździć zgodnie z rozkładem.
Premier Japonii Sanae Takaichi oświadczyła, że rząd powołał specjalną grupę, która oszacuje skalę szkód.
Japońska agencja meteorologiczna wezwała mieszkańców regionu do zachowania ostrożności ze względu na możliwość wystąpienia kolejnego trzęsienia ziemi o umiarkowanej sile w ciągu około tygodnia.
Japonia jest jednym z krajów o największym ryzyku trzęsień ziemi na świecie. Co roku odnotowuje się tu około 1 500 trzęsień ziemi.
Pod koniec lipca na japońskiej wyspie Kiusiu miało miejsce znacznie silniejsze trzęsienie ziemi o sile 7,1 w skali Richtera. Wtedy zginęło 38 osób, a kolejne 364 odniosły obrażenia. Zniszczono również ponad 1500 budynków, a prawie 20 tysięcy uległo uszkodzeniu.
Najsilniejsze trzęsienie ziemi w Japonii miało miejsce w marcu 2011 roku. Wówczas trzęsienie ziemi o sile 9,0 w skali Richtera wywołało potężne tsunami, które dotarło daleko w głąb lądu, niszcząc miasta i ich kluczową infrastrukturę oraz powodując poważną awarię w elektrowni jądrowej „Fukushima-1”. Ponad 18 tysięcy osób zginęło, a prawie pół miliona mieszkańców regionu zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.
Przeczytaj także:
Po uderzeniu ukraińskich dronów w nocy 23 sierpnia wybuchł pożar platformy handlowej Ozon w Orenburgu.
O tym poinformował kanał na Telegramie Exilenova+.
Jak pisze portal Militarnyj, powierzchnia kompleksu logistycznego Ozon w Orenburgu przekracza 200 tysięcy metrów kwadratowych. Według nagrań i zdjęć, które pojawiają się w sieci wynika, że pożar ma charakter lokalny. Na razie nieznana jest skala zniszczeń.
Kompleks logistyczny Ozon w Orenburgu znajduje się na terenie specjalnej strefy ekonomicznej „Orenburżie”. Pierwsza faza centrum realizacji zamówień o powierzchni 40 tysięcy metrów kwadratowych została uruchomiona 21 sierpnia 2024 roku. W 2025 roku zakończono budowę drugiego budynku kompleksu. Po rozszerzeniu kompleks miał uzyskać możliwość jednoczesnego przechowywania ponad 31 mln produktów i realizacji do 915 tysięcy zamówień dziennie.
Gubernator obwodu orenburskiego Jewgienij Słoncew w nocy ostrzegał mieszkańców przed zagrożeniem ze strony ukraińskich dronów. Ogłosił zamknięcie przestrzeni powietrznej dla wszelkich statków powietrznych cywilnych.
Według burmistrza Orenburga Alberta Jumadilowa kilka dronów zostało zestrzelonych m.in. nad specjalną strefą ekonomiczną, w której znajdują się zakłady przemysłowe. Nie ma informacji o rannych.
„Wszystkie systemy zadziałały zgodnie z procedurą, w ciągu kilku minut ewakuowaliśmy ponad 300 pracowników” – komentuje firma Ozon. Działalność magazynu została zawieszona, towary tam przechowywane zostały usunięte z oferty platformy handlowej, a kompleks „tymczasowo nie przyjmuje dostaw” i nie wysyła towarów.
W porannym komunikacie rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że w nocy z 22 na 23 sierpnia przechwycono i zniszczono 328 bezzałogowych statków powietrznych nad terytorium Rosji oraz na terenach okupowanych.
To już drugi kompleks logistyczny firmy Ozon, który w ostatnich dniach stał się celem ataku ukraińskich dronów. Rano 22 sierpnia zaatakowano magazyn firmy w Czapajiewsku w obwodzie samarskim.
W ciągu ostatnich tygodni ukraińskie oddziały trafiły 15 największych centrów logistycznych rosyjskiej platformy handlowej Wildberries, która sprzedaje między innymi towary podwójnego zastosowania, które są wykorzystywane na froncie. 16 sierpnia Ministerstwo Obrony Ukrainy poinformowało, że Siły Obronne Ukrainy unieruchomiły siedem centrów Wildberies. Według różnych szacunków łączna kwota strat spowodowanych atakami na Wildberries może wynieść od 9,5 mld do 11,93 mld dolarów.
Ministerstwo Obrony Ukrainy ogłosiło, że Siły Obronne rozpoczęły niszczenie centrów logistycznych platformy handlowej Ozon.
Przeczytaj także:
Aktywiści protestujący o całkowite wycofanie przewozów konnych nad Morskim Okiem, wnioskowali o zamknięcie trasy na czas ich protestu, na co zgody nie wyraził starosta tatrzański. Działacze siadali więc na asfalcie, skąd siłą ściągała ich policja.
W sobotę rano rozpoczął się protest przeciwko transportowi konnemu na szklaku do Morskiego Oka w Tatrzańskim Parku Narodowym. Organizatorem były Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (to stowarzyszenie, a nie instytucja publiczna, jak sugeruje jej nazwa) oraz ruch społeczny „Dla Zwierząt”.
„Protestuję przeciwko znęcaniu się ze szczególnym okrucieństwem, którego dopuszczają się górale Stop! Nie pozwolimy na to. Są elektryczne pojazdy, można wykorzystać. Koni nie pozwolimy wykorzystywać, choćbyśmy mieli przypłacić to własnym życiem" – powiedziała jedna z uczestniczek protestu reporterce Polsat News.
Aktywiści wnioskowali o zamknięcie trasy na czas ich protestu, na co zgody nie wyraził starosta tatrzański. Po szlaku jeździły więc zaprzęgi. Działacze siadali więc na asfalcie, skąd siłą ściągała ich policja. Doszło też do przepychanki, jedna osoba została zatrzymana. Oprócz aktywistów na trasie zorganizowano także kontrmanifestację mieszkańców Podhala.
„Wychowywaliśmy się tu z końmi i będziemy walczyć o to, aby te konie nadal tu były, tak jak ma to miejsce od pokoleń. Jest masa koni, są zadbane" – cytuje jednego z mieszkańców TVN24.
Walka o likwidację transportu konnego do Morskiego Oka trwa od lat 90., kiedy zaczęli protestować przewodnicy tatrzańscy i ratownicy TOPR. Od tamtej pory do opinii publicznej kilkukrotnie docierały filmy, w których turystom i postronnym obserwatorom udawało się uchwycić na kamerze przypadki, gdy przeciążone zwierzęta padają z wycieńczenia. Tak było w maju 2024 roku. Do sieci trafił film, na którym widać, jak upada koń. Jeden z fiakrów uderza go w głowę, żeby zwierzę wstało. W Polsce ponownie rozgorzała dyskusja o losie zwierząt, a Ministerstwo Klimatu i Środowiska brało udział w okrągłym stole dla ratowania koni wraz z fiakrami i organizacjami społecznymi. Po miesiącach negocjacji wydawało się, że jednym z ustaleń będzie skrócenie trasy przejazdu koni i zastąpienie ich transportem elektrycznym. Ministerstwo oraz Tatrzański Park Narodowy zapowiadało, że takie zmiany miały zacząć się już od początku 2026 roku. Tak się jednak nie stało, stąd w ostatnich tygodniach dochodzi do takich protestów, jak ten sobotni.
Od 1 września startuje rozwiązanie pilotażowe. Konie z Morskiego Oka mają wozić turystów z Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. To około 2,9 km zamiast dotychczasowych 6,9 km. Dalej odwiedzających mają przewozić pojazdy elektryczne.
Przeczytaj także: