0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Wlodek / ...

Braun z zarzutami. Za „komory gazowe w Auschwitz to fake”

Lider Konfederacji Korony Polskiej usłyszał we wtorek w krakowskim oddziale IPN zarzuty. Dotyczą zaprzeczania zbrodniom ludobójstwa, popełnionym przez funkcjonariuszy III Rzeszy Niemieckiej w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Grzegorz Braun nadal twierdzi, że komory gazowe w Auschwitz są jedynie „mityczne”

Co się wydarzyło?

Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie we wtorek postawił Grzegorzowi Braunowi zarzuty, za które europosłowi grozi kara grzywny lub pozbawienia wolności do trzech lat.

Zarzuty te dotyczą "publicznego i wbrew faktom zaprzeczania zbrodniom ludobójstwa, popełnionym przez funkcjonariuszy III Rzeszy Niemieckiej w niemieckim obozie koncentracyjnym i obozie zagłady KL Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu”.

IPN precyzuje, że liderowi Konfederacji Korony Polskiej zarzucono popełnienie dwóch czynów polegających na publicznym zakwestionowaniu w lipcu 2025 roku istnienia komór gazowych w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i obozie zagłady KL Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu oraz wykorzystywania ich do masowego zabijania więźniów.

„Stwierdzenia te są w oczywisty sposób sprzeczne z powszechną wiedzą historyczną opartą na dokumentach, relacjach świadków, wyjaśnieniach sprawców, ustaleniach zarówno postępowań karnych prowadzonych w przeszłości, jak też obecnie prowadzonego śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie w sprawie zbrodni ludobójstwa w obozie KL Auschwitz-Birkenau" – podał IPN w komunikacie opublikowanym po przedstawieniu zarzutów europosłowi.

Wiadomo, że Grzegorz Braun skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień, poinformował o tym dziennikarzy minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.

Grzegorz Braun natomiast po wyjściu z IPN zapowiedział, że wyjaśnienia złoży po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia postanowienia o przedstawieniu zarzutów. Jasne jest jednak, że ze swoich stwierdzeń nie ma zamiaru się wycofać.

„Państwa się szantażuje tym, że to są fakty powszechnie znane i niekwestionowane. Otóż ja je kwestionuję. Kwestionuję je tylko i aż w tym newralgicznym – jak się okazuje – punkcie, jakim są owe mityczne komory gazowe w Auschwitz – powiedział Braun przed krakowskim oddziałem IPN, gdzie usłyszał zarzuty.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Grzegorz Braun zaprzeczył istnieniu komór gazowych w Oświęcimu i wykorzystywaniu ich do masowego zabijania ludzi dwukrotnie w lipcu 2025 roku. Najpierw na antenie Radia Wnet powiedział, że „komory gazowe w Auschwitz to fake”. Zbulwersowany prowadzący wywiad przerwał rozmowę.

Wypowiedź Brauna potępiło m.in. Muzeum Auschwitz, ambasada Izraela w Polsce i Instytut Pamięci Narodowej.

Potem powtórzył tę tezę w podcaście "Jan Pospieszalski Rozmawia”.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto 14 lipca 2025 roku z zawiadomienia złożonego przez posłankę Lewicy Annę–Marię Żukowską, dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz – Birkenau dr Piotra M. A. Cywińskiego oraz prezesa Fundacji Basta Bartosza Staszewskiego.

Podstawą prawną jest art. 55 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

Przeczytaj także:

12:20 25-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Grigory SYSOYEV / POOL / AFPFot. Grigory SYSOYEV...

Kreml przyznaje, że ukraińskie ataki są dotkliwe. Czy to skończy się w Rosji nacjonalizacją?

„Rosja stoi w obliczu oczywistego zagrożenia atakami dronów na infrastrukturę krytyczną” – przyznał 25 sierpnia rzecznik Putina Pieskow.

Co się stało?

„Mamy do czynienia z oczywistym zagrożeniem ataków dronów na obiekty infrastruktury krytycznej oraz obiekty, które mają, powiedzmy, kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa gospodarczego i socjalnego naszego kraju” – powiedział Pieskow na codziennym briefingu.

Dzień wcześniej Putin wydał dekret pozwalający na przejmowanie przez państwo w zarząd prywatnych obiektów infrastruktury krytycznej, których właściciele nie zapewniają im ochrony przed zagrożeniami. Dekret precyzuje, że obiekty te obejmują:

  • infrastrukturę paliwowo-energetyczną,
  • energetyczną,
  • przemysłową,
  • komunikacyjną,
  • użyteczności publicznej,
  • transportową i logistyczną,
  • a także „inne obiekty o szczególnym znaczeniu dla zapewnienia bezpieczeństwa i stabilności gospodarczej Federacji Rosyjskiej”.

Zgodnie z dekretem, tymczasowym zarządcą będzie Federalna Agencja Zarządzania Majątkiem Państwowym (Rosimuszczestwo) lub „inny podmiot” wyznaczony przez rząd.

Wicepremier Manturow zapewnił następnie, że nie oznacza to „nacjonalizacji ani zmian w strukturze własnościowej przedsiębiorstw; decyzje będą podejmowane na najwyższym szczeblu i w sposób ukierunkowany”. „Przedsiębiorstwa prywatne, obok państwowych, są ważnym elementem gospodarki narodowej”. Jednak „właściciele przedsiębiorstw podchodzą do dzisiejszych palących zagrożeń z różnym stopniem odpowiedzialności”. A w niektórych przypadkach „zapewnienie bezpieczeństwa obiektów i pracowników niestety nie jest priorytetem”.

Czy jest już jasne, które przedsiębiorstwa mogą zostać objęte takimi środkami i kiedy? „Sytuacja zostanie przeanalizowana. Będzie to analizowane przede wszystkim przez rząd i odpowiednie agencje. A tam, gdzie środki bezpieczeństwa nie zostaną podjęte w obszarach krytycznych, odpowiednie propozycje zostaną przedstawione, przeanalizowane, a następnie sformalizowane w postaci konkretnych decyzji” – odpowiedział szczegółowo Pieskow.

Nacjonalizacja nie jest dla Moskwy rozwiązaniem — Putin wierzy, że gospodarka Rosji może się rozwijać właśnie dzięki prywatnej własności, choć pod kontrolą jego i jego kolegów. Jednak z tłumaczeń Kremla widać, że daniem publiczności Kreml zmierza do nacjonalizacji.

Jaki jest kontekst?

Moskwa najwyraźniej przestaje opowiadać, że ukraińskie ataki na jej zaplecze nie mają znaczenia, poza „niedogodnościami” dla cywili i „bolesnymi stratami" w ludziach. Putin powtarzał do tej pory, że takie ataki nie mogą mieć wpływu na sytuację wojenną, gdyż nigdy wcześniej coś podobnego się nie zdarzyło.

Teraz jednak władza nie tylko przyznaje się do skali problemu, ale i wprowadza środki nadzwyczajne. Dekret Putina szczegółowo wylicza, gdzie Ukraińcy zadają Rosji straty.

Po ukraińskich uderzeniach kolejne rosyjskie rafinerie zawieszają produkcję. Benzyny 95 nie ma na 80 proc. rosyjskich stacji benzynowych. „Jedynym problemem jest benzyna. Olej napędowy i nafta – żaden problem” – powiedział 23 sierpnia w charakterystycznym dla Moskwy stylu przyznawania się do problemów wicepremier od paliw Nowak.

Jako środek nadzwyczajny Rosja stosuje też obecnie kult relikwii: w czasie prac konserwatorskich w cerkwi na Kremlu znaleziono szczątki moskiewskiego władcy z XIV wieku, Dymitra Dońskiego. Pokonał on 8 września 1389 r. w bitwie na Kulikowym Polu Tatarów wodza Zachodniej Ordy Mamaja. Teraz Kreml dorabia do tego wersję, że Tatarów Mamaja nasłał na państwo rosyjskie (które wtedy w ogóle nie istniało, aa Dymitr bronił w bitwie interesów chana Tochtamysza) papież, Genueńczycy i Litwini. Więc zwycięstwo nad nimi zapowiada zwycięstwo w Putina w Donbasie, które nastąpi niebawem.

Dlatego propaganda pokazuje, jak Putin ogląda święte kości (Dymitr Doński został prawosławnym świętym). Relikwie mają być też wysyłane w strefę działań wojennych. Jednocześnie Kreml dzień w dzień dementuje krążące po Rosji plotki, że Putin lada dzień ogłosi powszechną mobilizację.

Więcej o sytuacji na wojnie w cotygodniowej analizie płk. Piotra Lewandowskiego:

Przeczytaj także:

12:08 25-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Zrzut ekranu/Facebook/PKOlFot. Zrzut ekranu/Fa...

Nowi podejrzani ws. Zondacrypto. Kral chce oddawać pieniądze

Prezes Zondacrypto oddał „do dyspozycji prokuratury ogromny majątek”, który powinien wystarczyć, by zaspokoić roszczenia wszystkich klientów Zondy, którzy zgłosili się do prokuratury – poinformował mec. Roman Giertych. Przyznał w końcu, że od maja jest obrońcą Przemysława Krala. Waldemar Żurek zaś ogłosił, że są w tej sprawie nowi podejrzani

Co się wydarzyło?

Mec. Roman Giertych we wtorek 24 sierpnia zamieścił oświadczenie na platformie X, w którym informuje, że od maja br. jest obrońcą Przemysława Krala, prezesa Zondacrypto.

Tym samym potwierdził medialne doniesienia, które krążyły już od tygodni w przestrzeni publicznej. Jednak jeszcze w poniedziałek 24 sierpnia, kiedy media donosiły o tym, że Przemysł Kral zdecydował się współpracować z prokuraturą i zeznawać, licząc na zmniejszenie wymiaru kary, mec. Giertych nie chciał potwierdzić, że jest jego obrońcą. Podobnie jak mec. Jacek Dubois.

Giertych w swoim wtorkowym oświadczeniu w mediach społecznościowych podał jeszcze drugą, istotniejszą informację:

„W trakcie czynności procesowych p. Kral przedłożył do dyspozycji prokuratury ogromny majątek który łącznie z tym, który został zabezpieczony już wcześniej przez organy ścigania, powinien wystarczyć do zaspokojenia wszystkich pokrzywdzonych, którzy zgłosili się jako tacy do prokuratury.”

Czy to oznacza, że wszyscy, którzy stracili pieniądze w Zondacyrpto, je odzyskają? Nie!

Mec. Giertych jasno napisał, że środki, które do dyspozycji prokuratury z własnego majątku oddał prezes Zondacrypto, są wystarczające na pokrycie strat wyłącznie tych, którzy zgłosili się do prokuratury jako poszkodowani. Ostatnie precyzyjne informacje w tej sprawie pochodzą z początku maja, wówczas do prokuratury zgłosiło się 1,5 tyś. osób poszkodowanych, których straty szacowano na 350 mln zł.

Miesiąc później, w czerwcu TVP Katowice podawała, że liczba poszkodowanych wzrosła do 3,6 tys., nie podano jednak kwoty roszczeń. Gdyby zakładać, że wzrosła ona proporcjonalnie, w czerwcu wynosiłaby 840 mln zł.

Tymczasem łączne straty wszystkich klientów Zondacrypto, wliczając tych, którzy do prokuratury się nie zgłosili i zapewne nigdy się nie zgłoszą, szacuje się na 2,4 mld zł. Część poszkodowanych się nie zgłosi, ponieważ stracili środki, które pochodziły z nielegalnych źródeł.

To oznacza, że Przemysław Kral, w ramach współpracy z prokuraturą jest gotów oddać pieniądze uczciwym klientom, a tym, którzy inwestowali nielegalnie zarobione pieniądze, nie.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek we wtorek poinformował, że w śledztwie dotyczącym Zondacyrpto „jest przełom”.

„Są nowi podejrzani, nowe dowody i nowe osoby, które chcą współpracować z prokuraturą” – powiedział.

On również podkreślił, że dzięki działaniom procesowym prokuratury szanse na odzyskanie środków przez poszkodowanych są coraz większe.

Minister wyjaśnił, że na tym etapie prokuratura nie może ujawnić danych osób posiadających status podejrzanych ani treści przedstawionych im zarzutów.

Za to był bardzo precyzyjny w wyliczaniu wątków, w zakresie których badane jest, czy doszło do popełnienia przestępstw w związku z finansowaniem przez ZondaCrypto:

  • fundacji byłego Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro,
  • fundacji Przemysława Wiplera.
  • innych osób z nim współdziałających, w związku z prowadzonym procesem legislacyjnym dotyczącym rynku kryptowalut,
  • Telewizji Republika oraz jej Prezesa Tomasza Sakiewicza,
  • konferencji środowisk konserwatywnych CPAC,
  • ewentualnej korzyści majątkowej przekazanej Radosławowi Piesiewiczowi, prezesowi Polskiego Komitetu Olimpijskiego,
  • działań podejmowanych przez osoby pomagające zbiegłemu byłemu wiceministrowi sprawiedliwości Marcinowi Romanowskiemu.

Przeczytaj także:

10:46 25-08-2026

Prawa autorskie: (AP Photo/Julia Demaree Nikhinson)(AP Photo/Julia Dema...

Premier Kanady: zostaliśmy zaatakowani. Trump: to klaun

Od piątku 21 sierpnia narasta konflikt celny pomiędzy Kanadą i USA. Umowa handlowa pomiędzy tymi krajami, której zawarcie zdążył już ogłosić Donald Trump, została niespodziewanie wykolejona. Od soboty 22 sierpnia oba kraje wymieniają ciosy

Co się wydarzyło?

W ostatnich dniach Stany Zjednoczone i Kanada negocjowały zawarcie trudnej umowy handlowej. We wtorek 18 sierpnia późnym wieczorem Donald Trump odtrąbił sukces, ogłaszając publicznie, że porozumienie zostało zawarte.

Ale to nie był koniec, a dopiero początek. W piątek 21 sierpnia negocjacje zostały niespodziewanie zerwane. USA nałożyły na Kanadę natychmiast, od północy, cła na produkty eksportowane do USA przez Kanadę o wartości 20 mld dol. – i to potężne, bo w wysokości 50 proc. Chodzi m.in. o wina, meble, produkty mleczne, cement, ubrania, wędki i sprzęt do hokeja.

„Wcześniej w tym tygodniu wierzyliśmy, że zmierzamy w kierunku porozumienia, które będzie korzystne dla obu stron. W ostatnich dniach Stany Zjednoczone zaproponowały jednak nowe warunki, które były niekorzystne gospodarczo, niesprawiedliwe, podważały korzyści dla Kanady i wiarygodność jakiejkolwiek umowy. Krótko mówiąc: żądali zbyt wiele, a oferowali zbyt mało – stwierdził premier Kanady Mark Cerney.

„Nie mogliśmy zaakceptować tego, co proponowali i nie damy im tego, czego żądają – dodał i stwierdził, że Kanada i USA znalazły się „w stanie wojny handlowej”.

„Jesteś w stanie wojny, gdy zostajesz zaatakowany. My zostaliśmy zaatakowani” – dodał.

I zapowiedział, że w odpowiedzi Kanada również nałoży cła na amerykańskie produkty. Mają zacząć obowiązywać 8 września i obejmować m.in. stal, nabiał, sprzęt rolniczy, celulozę i papier oraz elektronikę.

„Kanada wyrówna cła Waszyngtonu co do dolara, by chronić kanadyjski pracowników, rolników, rodziny i firmy – powiedział Carney.

Co na to Donald Trump? Grozi kolejną rundą podwyżek ceł, tym razem podniesienie taryf miałoby dotyczyć aut i ciężarówek z Kanady z 25 do 50 proc. od początku 2027 roku.

Przeczytaj także:

Mimo tych ruchów, w poniedziałek 24 sierpnia wiceprezydent J.D. Vance powiedział, że negocjacje z Kanadą trwają. Choć jednocześnie zaznaczył, że musi "wysłać jasny i głośny sygnał premierowi Kanady, by przestał wykorzystywać mieszkańców Maine”.

„Dość tego. Oczekujemy uczciwości w naszej polityce handlowej”

- powiedział Vance. Przy tej okazji nazwał Kanadę „stanem”, niby przez pomyłkę.

Wiceprezydent wcale atmosfery nie schodził, a jeszcze tego samego dnia Donald Trump ponownie zaatakował premiera Kanady Marka Carneya i premiera prowincji Ontario Douga Forda. Na platformie społecznościowej Truth Social napisał:

„Oni nie będą mogli dalej wykorzystywać Stanów Zjednoczonych – ich klucza do przetrwania. Pamiętajcie, że większość energii elektrycznej, ropy naftowej i gazu, które Kanada otrzymuje, jest transportowana przez USA. Ktoś powinien ustawić tych klaunów do pionu, bo inaczej konsekwencje dla Kanady będą o wiele GORSZE!”

Jaki jest kontekst?

Obie strony – zarówno Kanada jak i Stany Zjednoczone przerzucają się winą za zerwanie negocjacji handlowych.

Politico pisze, że to „dramatyczna eskalacja prowadząca do wojny handlowej między dwoma krajami o głęboko zintegrowanych łańcuchach dostaw”. Podkreśla, że może ona zagrozić handlowi w Ameryce Północnej opiewającemu na wartość ponad 1 bln dol. (ok. 3,7 bln zł).

A dodatkowo zwiększyć presję gospodarczą przed listopadowymi wyborami do Kongresu USA.

Przeczytaj także:

09:42 25-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.plFot. Mateusz Skwarcz...

Zawieszenie broni w Ukrainie? Sikorski podaje warunek

„Jeśli Władimir Putin nie złamie Ukraińców tej zimy, mogą powstać warunki do zawieszenia broni w wojnie Rosji przeciw Ukrainie” – powiedział wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski. Zadeklarował, że Polska zwiększy przesył gazu do Ukrainy, żeby pomóc jej przerwać zimowe miesiące

Co się wydarzyło?

Gdy Ukraina w poniedziałek 24 sierpnia obchodziła 35. rocznicę odzyskania niepodległości, polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski był pytany o perspektyw zakończenia wojny w Ukrainie. Na antenie TVN24 powiedział:

„Jeśli Władimir Putin nie złamie Ukraińców tej zimy, mogą powstać warunki do zawieszenia broni w wojnie Rosji przeciw Ukrainie.”

Według Sikorskiego Władimir Putin popełnia błąd polegający na ataku miast w Ukrainie, bo to nie ogranicza zdolności ukraińskiej armii do walki. Minister podkreślił też, że konieczność wspierania Ukrainy, bo jeśli Putin zrozumie, że nie może wygrać tej wojny, „postawi bardziej realistyczne warunki” jej zakończenia.

Szef MSZ mówił, że Putin ma obecnie "dwie karty”, które działają na jego korzyść. Jedną jest przeprowadzenie mobilizacji w kraju, ale jak zauważa Sikorski, jest to karta dla prezydenta Rosji bardzo ryzykowna.

Jeśli bowiem Putin sięgnie „po zasoby Petersburga, Moskwy, dużych miast”, może się okazać, że „części nomenklatury”, która jest świadoma, "że czas życia żołnierza rosyjskiego na froncie przy ataku to jest 30 minut”, zbuntuje się przeciwko niemu.

Drugą kartą Putina według polskiego szefa MSZ jest ciężka zima. „On myśli, że jeśli zniszczy system energetyczny, ciepłowniczy Ukrainy, to to w końcu Ukrainę złamie – ocenił Radosław Sikorski.

Dlatego podkreślił, jak ważne jest wsparcie Ukrainy w przetrwaniu sezonu zimowego. Chodzi nie tylko o dostarczenie jej generatorów prądu, ani tym bardziej ciepłej odzieży, ale o dostarczenie dodatkowych ilości gazu. I jak zapewnił minister, Polska się do tego przygotowuje.

„Kiedyś to Ukraina eksportowała do nas gaz, teraz my musimy ją wesprzeć”

- podkreślił szef polskiego MSZ w TVN24.

Polska Agencja Prasowa wylicza, że przez Polskę w 2025 roku dostarczono do Ukrainy 2,1 mld m sześc. gazu, a to ponad 30 proc. całego importu tego surowca. W tym wolumenie było m.in. ok. 600 mln m sześc. amerykańskiego LNG.

Już miesiące temu Polska i Ukraina uzgodniły, że od końca kwietnia 2026 roku przepustowości przesyłu gazu miała wzrosnąć z 15,3 mln do 18,4 mln m sześc. na dobę.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy 24 sierpnia Radosław Sikorski udzielił wywiadu również ukraińskim stacjom Espreso TV i Slawa TV. Powiedział tam mi.in.:

„My w Polsce, wy w Ukrainie postanowiliśmy: nigdy więcej nie będziemy rosyjskimi koloniami.”

Sikorski mówił również o rosyjskim imperializmie:

„Rosjanie muszą raz na zawsze zdecydować, gdzie kończy się Rosja.”

Jego słowa odbiły się szerokim echem w ukraińskich mediach. Ukraińska Niezależna Agencja Informacyjna (UNIAN) cytuje te fragmenty wywiadu Sikorskiego w ukraińskich stacjach, o których minister mówił również w polskich mediach w poniedziałek, a więc o próbie złamania ukraińskiego oporu przez Rosjan podczas surowej zimy oraz o potencjalnej mobilizacji w Rosji.

Cytowany przez agencję UNIAN Radosław Sikorski podkreślił, że obecnie po stronie Moskwy walczą głównie żołnierze kontraktowi, a to bardzo obciąża budżet Rosji – ze względu na wypłatę premii, umarzanie długów oraz wysokie odszkodowania dla rodzin w przypadku śmierci żołnierza.

Przeczytaj także: