Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Donald Trump pozbawiony zapasów broni i poparcia społecznego prze do osiągnięcia porozumienia z Iranem. Teheran chce wykorzystać sytuację, żeby zdobyć przewagę w regionie
Już w środę 5 sierpnia Iran poinformował, że finalizuje porozumienie z Omanem dotyczące przebiegu żeglugi przez cieśninę Ormuz. Regionalne źródła wskazują, że to Teheran w całości przejąłby kontrolę nad statkami wpływającymi i wypływającymi z Zatoki Perskiej.
Przypomnijmy, że przed wojną żegluga tym strategicznym szlakiem morskim była dostępna dla wszystkich bez żadnych opłat. Jeśli porozumienie wejdzie w życie, będzie to ogromne ustępstwo wobec Teheranu. Jak ocenia Reuters, doprowadziłoby to do znaczącej zmiany równowagi sił w regionie na korzyść Iranu.
Wcześniej Amerykanie wykluczali możliwości przekazania kontroli nad tak ważnym szlakiem w ręce Teheranu. Dziś Donald Trump przekonuje, że porozumienie, które zagwarantuje otwarcie szlaku, jest „tuż, tuż”. Źródła irańskie zaprzeczają, twierdząc, że wciąż wiele kwestii pozostaje do rozwiązania. W tym kluczowa: wspólne stanowisko w sprawie tego, co w zasadzie oznacza kontrola nad cieśniną Ormuz. Negocjatorzy z Zatoki Perskiej nalegają, żeby uiszczanie opłat było dobrowolne. Iran domaga się opłat w wysokości od 5 do 7 proc. wartości ładunku statków, Oman proponuje 3 proc., a Waszyngton nadal nie chce żadnych taryf.
Negocjacje, które dziś trwają w całym regionie, mają umożliwić nie tylko powrót do czerwcowego wstępnego porozumienia, ale zagwarantować osiągnięcie trwałego pokoju. Do tego jednak wciąż bardzo daleko. W ostatnich dniach Iran ostrzegł państwa Zatoki Perskiej, że każdy nowy atak USA na jego terytorium spowoduje odwet przeciwko kluczowej infrastrukturze energetycznej w regionie. Donald Trump, przemawiając do swoich zwolenników podczas wiecu na Florydzie, stwierdził, że wolałby zawrzeć porozumienie, bo „nie chce zabijać ludzi”. Prawda jest jednak taka, że w USA zbliżają się wybory uzupełniające, a zdecydowana większość wyborców krytycznie ocenia wojnę administracji Trumpa z Iranem. Dlatego prezydent, który jeszcze pięć miesięcy temu zapowiadał, że wojna skończy się tylko „bezwarunkową kapitulacją” Teheranu, dziś próbuje się z niej wycofać. Lipcowa ofensywa Amerykanów na cele w Iranie nie przyniosła żadnych korzyści. Co więcej, dowódcy mieli informować administrację Trumpa, że na wojnę, która trwa od 28 lutego, zużyli zapasy kluczowej amunicji. Jak podaje Washington Post, chodzi głównie o niedobory pocisków kierowanych dalekiego zasięgu oraz rakiet przechwytujących, wykorzystywanych w obronie przeciwlotniczej. Amerykański dziennik twierdzi, że w tej kwestii Trump nie miał pełnych informacji, a w błąd mógł wprowadzić go sekretarz wojny Pete Hegseth, którym Trump jest coraz bardziej rozczarowany.
Innymi słowy, powrót do dyplomatycznego kursu Amerykanów to reakcja na uszczuplenie zapasów oraz nastroje społeczne. O czym wie oczywiście strona irańska, która będzie próbowała wynegocjować porozumienie, które pozwoli im na propagandowe zwycięstwo.
Przeczytaj także: