0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

11:16 06-08-2026

Prawa autorskie: Fot. AFPFot. AFP

„Ogromne ustępstwo”. Umowa z Omanem da Iranowi kontrolę nad cieśniną Ormuz

Donald Trump pozbawiony zapasów broni i poparcia społecznego prze do osiągnięcia porozumienia z Iranem. Teheran chce wykorzystać sytuację, żeby zdobyć przewagę w regionie

Co się wydarzyło

Już w środę 5 sierpnia Iran poinformował, że finalizuje porozumienie z Omanem dotyczące przebiegu żeglugi przez cieśninę Ormuz. Regionalne źródła wskazują, że to Teheran w całości przejąłby kontrolę nad statkami wpływającymi i wypływającymi z Zatoki Perskiej.

Przypomnijmy, że przed wojną żegluga tym strategicznym szlakiem morskim była dostępna dla wszystkich bez żadnych opłat. Jeśli porozumienie wejdzie w życie, będzie to ogromne ustępstwo wobec Teheranu. Jak ocenia Reuters, doprowadziłoby to do znaczącej zmiany równowagi sił w regionie na korzyść Iranu.

Wcześniej Amerykanie wykluczali możliwości przekazania kontroli nad tak ważnym szlakiem w ręce Teheranu. Dziś Donald Trump przekonuje, że porozumienie, które zagwarantuje otwarcie szlaku, jest „tuż, tuż”. Źródła irańskie zaprzeczają, twierdząc, że wciąż wiele kwestii pozostaje do rozwiązania. W tym kluczowa: wspólne stanowisko w sprawie tego, co w zasadzie oznacza kontrola nad cieśniną Ormuz. Negocjatorzy z Zatoki Perskiej nalegają, żeby uiszczanie opłat było dobrowolne. Iran domaga się opłat w wysokości od 5 do 7 proc. wartości ładunku statków, Oman proponuje 3 proc., a Waszyngton nadal nie chce żadnych taryf.

Jaki jest kontekst

Negocjacje, które dziś trwają w całym regionie, mają umożliwić nie tylko powrót do czerwcowego wstępnego porozumienia, ale zagwarantować osiągnięcie trwałego pokoju. Do tego jednak wciąż bardzo daleko. W ostatnich dniach Iran ostrzegł państwa Zatoki Perskiej, że każdy nowy atak USA na jego terytorium spowoduje odwet przeciwko kluczowej infrastrukturze energetycznej w regionie. Donald Trump, przemawiając do swoich zwolenników podczas wiecu na Florydzie, stwierdził, że wolałby zawrzeć porozumienie, bo „nie chce zabijać ludzi”. Prawda jest jednak taka, że w USA zbliżają się wybory uzupełniające, a zdecydowana większość wyborców krytycznie ocenia wojnę administracji Trumpa z Iranem. Dlatego prezydent, który jeszcze pięć miesięcy temu zapowiadał, że wojna skończy się tylko „bezwarunkową kapitulacją” Teheranu, dziś próbuje się z niej wycofać. Lipcowa ofensywa Amerykanów na cele w Iranie nie przyniosła żadnych korzyści. Co więcej, dowódcy mieli informować administrację Trumpa, że na wojnę, która trwa od 28 lutego, zużyli zapasy kluczowej amunicji. Jak podaje Washington Post, chodzi głównie o niedobory pocisków kierowanych dalekiego zasięgu oraz rakiet przechwytujących, wykorzystywanych w obronie przeciwlotniczej. Amerykański dziennik twierdzi, że w tej kwestii Trump nie miał pełnych informacji, a w błąd mógł wprowadzić go sekretarz wojny Pete Hegseth, którym Trump jest coraz bardziej rozczarowany.

Innymi słowy, powrót do dyplomatycznego kursu Amerykanów to reakcja na uszczuplenie zapasów oraz nastroje społeczne. O czym wie oczywiście strona irańska, która będzie próbowała wynegocjować porozumienie, które pozwoli im na propagandowe zwycięstwo.

Przeczytaj także:

09:50 06-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Marek Podmokly / Agencja Wyborcza.plFot. Marek Podmokly ...

Posłanka PiS opuści tanie mieszkanie komunalne? Rząd szykuje projekt

Anna Paluch od 30 lat zajmuje mieszkanie komunalne w Krościenku, mimo że jej miesięczne dochody przekraczają 20 tys. zł brutto. Posłanka PiS nie wyprowadza się, bo...buduje dom. Resort rozwoju chce skończyć z takimi nadużyciami

Co się wydarzyło

Ministerstwo rozwoju przygotowało projekt ustawy „o ochronie prawa lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie kodeksu cywilnego”. W sejmowych kuluarach propozycja nazywana jest lex Anna Paluch – od nazwiska posłanki PiS, która mimo wysokich dochodów od lat zajmuje mieszkanie komunalne. Dziś gminy mogą weryfikować dochody tylko tych najemców, którzy dostali przydział lokalu z preferencyjnym stawkami czynszu po 2019 roku. Resort rozwoju proponuje, żeby sprawdzać dochody wszystkich najemców co trzy lata. Jeśli prawo wejdzie w życie, gminy zyskają prawo do wypowiadania najmu w przypadku, gdy ktoś zarabia znacznie powyżej kryterium socjalnego. Projekt ustawy trafi pod obrady Sejmu po wakacjach.

Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Paluch od ponad 30 lat zajmuje mieszkanie komunalne w Krościenku. Lokal znajduje się samym centrum turystycznej miejscowości położonej nad Dunajcem.

Miesięczne opłaty wynoszą 116 zł.

Z najnowszego oświadczenia majątkowego wynika, że w 2025 roku Anna Paluch otrzymała 148,3 tys. uposażenia poselskiego oraz 42,3 tys. diety parlamentarnej. To daje prawie 200 tys. zł brutto rocznie. Równocześnie posłanka PiS pobiera emeryturę — to kolejne 87,4 tys. zł. Łącznie daje to średnio niemal 23 tys. zł przychodów miesięcznie.

Jaki jest kontekst

Anna Paluch twierdzi, że jest ofiarą reprywatyzacji. Lokal komunalny zajęła, gdy straciła zakładowe mieszkanie po ojcu. Już przed wyborami parlamentarnym w 2023 roku obiecywała, że niebawem odda mieszkanie, bo kończy budowę domu. To było trzy lata temu. A łopaty pod inwestycję zostały wbite w 2021 roku. W najnowszym oświadczeniu majątkowym Paluch twierdzi, że na miejscu trwają prace wykończeniowe. Nowa nieruchomość ma być warta 800 tys. zł.

Paluch, nazywana „podhalańską baronową PiS” przekonywała w mediach, że zarabia skromnie, bo dochody podane w oświadczeniu majątkowym to kwoty brutto.

Gdy na antenie Radia Kraków dziennikarz dopytywał ją, kiedy w końcu odda mieszkanie, odpowiedziała: „Jak zdążę zbudować. Kto budował dom, wie, jakie to jest drogie przedsięwzięcie. My zarabiamy średnią krajową”.

Mieszkanie komunalne przysługuje osobom, które znajdują się w trudnej sytuacji materialnej, a ich dochody są zbyt niskie, aby wynająć mieszkanie na wolnym rynku. Anna Paluch nie spełnia żadnego z tych kryteriów. Co więcej, prawo mówi wprost, że najemcą gminnego lokalu komunalnego nie może być ktoś, kto ma własną nieruchomość mieszkalną w tej samej gminie.

Na koniec 2025 roku na przydział mieszkania komunalnego w kraju czekało 45 tys. gospodarstw domowych. Najwięcej i najdłużej czeka się w dużych miastach, w mniejszych gminach raczej kilkanaście miesięcy (o ile gmina inwestuje w mieszkania, a nie tylko je wyprzedaje). Średnio w kolejce spędza się 3,5 roku, ale rekordziści potrafią czekać na klucze od gminy po kilkanaście lat.

Przeczytaj także:

08:54 06-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Ronny Hartmann / AFPFot. Ronny Hartmann ...

Dron z detonatorem na lotnisku w Lipsku

„To hybrydowy scenariusz zamachu” – ocenił szef niemieckiego MSW Alexander Dobrindt, po groźnych incydentach, do których doszło na lotnisku Lipsk/Halle. Służby nie wykluczają udziału sił obcych

Co się wydarzyło

Jak informuje Reuters, podejrzany obiekt znaleziony w środę w pobliżu pasa startowego na lotnisku Lipsk/Halle to dron z detonatorem i materiałami wybuchowymi. Według niemieckich mediów miał on znajdować się w bezpośrednim sąsiedztwie ukraińskiego samolotu transportowego typu Antonow. Służby tymczasowo wstrzymały ruch lotniczy, a policja zabezpieczyła bezzałogowiec, używając do tego specjalnego robota do rozbrajania ładunków wybuchowych. Pierwsze ustalenia wskazują, iż bezzałogowiec na lotnisko przyleciał, a nie został podłożony.

Już po incydencie, zaledwie 6 km od Lipska na wysokości 400 metrów samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem. Maszyna wylądowała w Hanowerze, a wypadek nie doprowadził do większych szkód. Niemiecka policja ustala, czy oba zdarzenia są ze sobą powiązane. „Bild” podał, że incydenty zostały sklasyfikowane przez służby jako przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu państwa. Niewykluczone, że doszło do sabotażu.

Szef niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych w wywiadzie dla stacji ARD stwierdził, że mamy do czynienia z „hybrydowym scenariuszem zamachu”. „Po raz pierwszy na terenie lotniska znajdował się dron z materiałem wybuchowym. Musimy być świadomi zagrożenia. Politycy muszą odpowiedzieć na to zagrożenie” – mówił Alexander Dobrindt. Jak dodał, ładunek nie był dziełem amatora, ale profesjonalistów. I uznał, że „nie można wykluczyć udziału sił obcych”.

Jaki jest kontekst

Jak pisała w OKO.press Anna Mierzyńska, od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie głównym aktorem w wojnie hybrydowej jest Kreml. Rosja skutecznie przeprowadziła już 49 akcji sabotażowych w Europie. W Niemczech wcześniejsze śledztwa dotyczyły m.in. próby podłożenia ładunków wybuchowych w pociągach. Zatrzymano wówczas trzech Ukraińców. Sami szukali kontaktu z rosyjskimi funkcjonariuszami. Bomby miały wybuchnąć w czasie przewożenia transportu towarów na Ukrainę. Mężczyźni rozpoczęli już testy – wysyłali paczki z nadajnikami GPS na ukraińskie adresy.

Rosja w działaniach dywersyjnych ucieka się też do podpaleń, prób zniszczenia infrastruktury krytycznej, ataków hakerskich, czy szpiegostwa. Werbuje do tego zleceniobiorców z całego świata, wykorzystując media społecznościowe. Wybór cudzoziemców ma nie tylko ukrywać źródło ataku, ale przede wszystkim podsycać negatywne emocje wobec migrantów.

Przeczytaj także:

05:56 06-08-2026

Prawa autorskie: Foto WIN MCNAMEE / Getty Images via AFPFoto WIN MCNAMEE / G...

„WP”: Trump nie wiedział, że USA brakuje już rakiet

Prezydent USA Donald Trump domaga się od ministra wojny Hegsetha wyjaśnień, dlaczego nie powiedziano mu, że amerykańskie zapasy amunicji zostały poważnie uszczuplone. Brakuje mu uzbrojenia na wojnę z Iranem, nie mówiąc o pomocy Ukrainie.

Co się stało?

„Washington Post” („WP”) poinformował, że rozsierdzony Trump na posiedzeniu gabinetu mówił, że został wprowadzony w błąd w kwestii poważnych niedoborów uzbrojenia. Zgodnie z relacją informatorów gazety Trump powiedział Hegsethowi, że był przekonany, iż problem z zapasami amunicji „został już rozwiązany”. Hegseth miał zwalić winę na swojego zastępcę.

Biały Dom zaprzecza tym doniesieniom. Ale nie temu, że Amerykanie zużyli ogromną część swojego kluczowego uzbrojenia na trwającej od 28 lutego wojnie z Iranem.

Reuters podał, że amerykańskie siły zbrojne zużyły tam znaczną część zapasów pocisków precyzyjnego rażenia. Wykorzystano „niemal wszystkie” pociski ATACMS i PrSM. Z raportu waszyngtońskiego think tanku CSIS wynika, że wojsko USA posiada mniej niż 1000 pocisków przechwytujących Patriot oraz mniej niż 250 pocisków przechwytujących THAAD.

Według jednego ze źródeł Reutersa od początku wojny USA zużyły też nieco mniej niż połowę swoich światowych zapasów pocisków manewrujących Tomahawk.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst

Według „WP” Trump jest coraz bardziej sfrustrowany i rozczarowany Hegsethgem, jednym z największych zwolenników działań militarnych przeciwko Iranowi. Sekretarz wojny przekonywał Trumpa, że będzie to szybkie oraz łatwe zwycięstwo.

Jeden z rozmówców gazety przekazał, że niedobory – zwłaszcza pocisków kierowanych dalekiego zasięgu oraz rakiet przechwytujących, wykorzystywanych w obronie przeciwlotniczej – są jednym z powodów, dla których Trump w ostatnich dniach wycofał się z przeprowadzenia kolejnych zmasowanych uderzeń na Iran.

Tymczasem brak pocisków przechwytujących staje się coraz większym problemem Ukrainy.

Wiedząc to, Rosja zaczęła ją ostrzeliwać pociskami balistycznymi. 5 sierpnia Rosja wystrzeliła na Kijów 24 rakiety balistyczne, zabijając co najmniej 17 osób. Wstępne dane ukraińskich sił powietrznych wykazały, że ich obrona zestrzeliła 98 ze 115 rosyjskich dronów, ale żadnego z pocisków balistycznych.

Atak ujawnił pogłębiającą się przepaść między rosnącym wykorzystaniem przez Rosję rakiet dużej prędkości a ograniczonymi zapasami zaawansowanych pocisków przechwytujących na Ukrainie, niezbędnych do ich zatrzymania.

Cytowany przez Guardiana Serhij Bieskrestnow, doradca prezydenta Ukrainy ds. rozwoju technologii obronnych, oszacował, że

Rosja jest w stanie wystrzelić 100 pocisków balistycznych miesięcznie.

W lipcu Moskwa atakowała Kijów rakietami średnio co trzy dni. Według ukraińskich sił powietrznych systemy rakietowe Patriot są jedynymi systemami na uzbrojeniu Ukrainy, które są w stanie przechwycić rosyjskie rakiety Iskander-M, S-400 i Cyrkon.

Ukraina liczyła na pomoc Trumpa – ten nawet ją obiecał. Teraz okazuje się, że nie wiedział, jaki jest realny stan jego magazynów z uzbrojeniem.

Teraz z pomocą próbuje przyjść NATO. Po środowym apelu prezydenta Zełenskiego o pomoc sekretarz generalny Sojuszu Mark Rutte zapewnił: „NATO pracuje nad tym, aby Ukraina otrzymała pilnie potrzebną obronę powietrzną”.

Przeczytaj także:

18:16 05-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Subwencja dla PiS pozostanie zmniejszona, NSA odrzucił kasację PiS

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił w środę kasacje ws. dotacji i subwencji dla PiS. – Miażdżący dla PiS wyrok podtrzymany! – stwierdził szef MF Andrzej Domański.

Co się wydarzyło:

NSA oddalił kasację wniesioną przez PiS dotyczącą wyroku warszawskiego WSA z czerwca 2025 r., gdy sąd – odpowiadając na skargę ze strony PiS – stwierdził, że minister finansów miał prawo nie wypłacać dotacji partii na podstawie decyzji PKW pomniejszającej subwencję z powodu odrzucenia sprawozdania wyborczego po wyborach parlamentarnych 2023 roku.

NSA podkreślił także, że nieskuteczne była interwencja Sądu Najwyższego w tej sprawie, bowiem orzeczenie na korzyść PiS wydała Izba Kontroli SN, która nie jest prawidłowo utworzonym sądem.

Jaki jest kontekst:

Jak pisała Maria Pankowska w OKO.press, 5 maja 2025 r. odbyło się posiedzenie Państwowej Komisji Wyborczej, na którym głosowano w sprawie subwencji dla Prawa i Sprawiedliwości. Na podstawie wyników wyborów z 2023 roku subwencja powinna wynosić 25,9 mln zł rocznie. Ale już w 2024 r. roku – po odrzuceniu przez PKW sprawozdania PiS za wybory – została pomniejszona o 10,8 mln złotych.

Członkowie PKW obradowali nad dwoma wersjami informacji dla ministra finansów, na podstawie której ma on wypłacać subwencję w kolejnych trzech latach. Minister Andrzej Domański od stycznia 2025 roku czeka na ostateczną wykładnię PKW w tej sprawie.

PKW początkowo głosowała nad przywróceniem pierwotnej wysokości subwencji (do poziomu 25,9 mln zł). Cztery osoby były za, cztery przeciw. Większość (4:3) uzyskała za to propozycja utrzymania kwoty subwencji zmniejszonej o 11 mln zł rocznie – ze względu na wykorzystanie przez PiS niedozwolonych środków w kampanii wyborczej w 2023 roku. Pismo z taką informacją zostało przekazane ministrowi finansów.

Decyzja PKW oznaczała, że PiS w kolejnych trzech latach miał otrzymywać rocznie ok. 15 mln zł. Przelewy na konto partii przekazywane są co miesiąc, w równych ratach.

Przypomnijmy, o co poszło. Otóż Państwowa Komisja Wyborcza w sierpniu 2024 roku zakwestionowała sprawozdanie komitetu wyborczego PiS za kampanię z 2023 roku. Doszukała się nieuprawnionych wydatków o wartości 3,6 mln złotych. To koszty kampanii, które PiS miał ponosić z wykorzystaniem środków spoza funduszu wyborczego – np. organizacja wydarzeń o charakterze wyborczym za pieniądze państwowe.

Sierpniowa uchwała PKW zobowiązywała PiS do oddania trzykrotności zakwestionowanej kwoty (10,8 mln zł) do budżetu państwa z wyborczej dotacji. O taką samą kwotę zmniejszona miała zostać także subwencja, którą partia otrzymuje co roku. Działając na podstawie tej uchwały, Minister Finansów zaczął wypłacać PiS odpowiednio mniejsze raty subwencji.

Tymczasem PiS zakwestionowało sierpniową uchwałę PKW. Skargę złożyło do obsadzonej nielegalnymi neosędziami Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. A ta 11 grudnia 2024 uznała skargę za zasadną, zmuszając PKW do zmiany decyzji. Na przełomie roku Komisja wydała kolejną, niejednoznaczną uchwałę: z jednej strony przyjęła decyzję IKNiSP, a z drugiej przypomniała, że w świetle europejskiego prawa ta Izba SN nie jest sądem.

Sprawę ostatecznie zamyka dzisiejsze, 5 sierpnia 2026 roku, orzeczenie NSA.

Czytaj także:

Przeczytaj także: