Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Tylko w lipcu z głodu w Strefie Gazy zmarły 63 osoby, w sumie już ponad 130, większość ofiar to dzieci. ONZ ogłasza alarm. „To katastrofa humanitarna epickich rozmiarów”
Eksperci ONZ na podstawie najnowszych danych z IPC (zintegrowanej klasyfikacji fazy bezpieczeństwa żywnościowego) wydali ostrzeżenie o tym, że w Strefie Gazy trwa klęska głodu. Ostatnia aktualizacja, z maja 2025, zapowiadała, że jeśli Izrael nie skończy z blokowaniem dostaw żywności oraz nie przerwie działań wojennych, w Gazie rozegra się najgorszy scenariusz. I tak właśnie się dzieje.
Jak czytamy w stanowisku wydanym 29 lipca, dostępne dane dotyczące konsumpcji wskazują, że 39 proc. mieszkańców Strefy Gazy przeżywa całe dni bez jedzenia. Ponad pół miliona osób – prawie 1/4 część ludności enklawy – cierpi z powodu warunków zbliżonych do głodu, a cała reszta boryka się z głodem na poziomie kryzysowym.
Ostre niedożywienie, czyli drugi najważniejszy wskaźnik głodu, wzrosło w Strefie Gazy w bezprecedensowym tempie. Eksperci ONZ wyliczają, że do połowy lipca 20 tys. dzieci zostało przyjętych do szpitali z powodu ostrego niedożywienia. Wśród dzieci do piątego roku życia mieszkających w mieście Gaza poziom niedożywienia wynosi 16, 5 proc. – to cztery razy więcej niż przed dwoma miesiącami.
Eksperci wskazują, że doniesienia o zgonach spowodowanych głodem również są coraz powszechniejsze. Zastrzegają jednak, że w tym wypadku zebranie rzetelnych danych jest trudne, bo placówki medyczne funkcjonują w warunkach kryzysowych. Z informacji palestyńskiego ministerstwa zdrowia wiemy jednak, że
w ostatnich dwóch tygodniach głód był przyczyną śmierci co najmniej 17 dzieci poniżej 5 roku życia.
Eksperci ONZ wskazują, że nie można dalej czekać z działaniami na oficjalne potwierdzenie klęski głodu, co w warunkach wojny i izraelskiej blokady jest skrajnie trudne. "Ludzie już umierają z powodu niedożywienia, a im dłużej zwlekamy, tym większa będzie liczba ofiar śmiertelnych” – zaznacza Cindy McCain ze Światowego Programu Żywnościowego (WFP).
Tylko w lipcu z głodu w Strefie Gazy zmarły 63 osoby, w sumie już ponad 130, przy czym większość ofiary to dzieci.
„Potwierdza się to, czego się obawialiśmy. Palestyńczycy w Gazie mierzą się z katastrofą humanitarną epickich rozmiarów. To nie już nie jest ostrzeżenie, to rzeczywistość, która rozgrywa się na naszych oczach, fakty, którym nie można zaprzeczać” – mówił Antonio Guterres sekretarz generalny ONZ po publikacji stanowiska IPC.
Eksperci ostrzegają, że skala cierpienia wymaga rozejmu, a nie tylko doraźnych działań. „Konieczne jest przywrócenie podstawowych usług, stały napływ dóbr i zapewnienie bezpiecznego, nieograniczonego dostępu do ratującej życie pomocy – bez rozejmu nie ma na to szans” – czytamy.
Izraelczycy wciąż podtrzymują, że w Strefie Gazy nie ma głodu, a za problemy z dostawami żywności odpowiada Hamas, a nie izraelska blokada. Jednak międzynarodowe oburzenie rośnie. Nieoczekiwanie dołączył do niego także Donald Trump. Po tym, jak Benjamin Netanjahu po raz kolejny powtórzył, że „w Gazie nie ma głodu", prezydent USA odpowiedział: „Owszem, jest głód, przecież widzę w telewizji dzieci, one wyglądają na głodne.
Izrael musi wpuścić na miejsce każdą uncję pomocy".
W niedzielę 27 lipca Izrael zobowiązał się, że codziennie będzie wpuszczać do odciętej od świata palestyńskiej enklawy ciężarówki ONZ z pomocą humanitarną. Nikt jednak nie wie, jaka jest rzeczywista skala tej pomocy. Obrazki i relacje, które docierają do mediów, wskazują, że potrzeby są ogromne.
Przypomnijmy, że w maju Izrael uznał, że nie wpuści więcej do Gazy oficjalnej pomocy ONZ, tylko sam zajmie się kierowaniem centrami dystrybucji żywności. Powód? Dotychczasową pomoc miał rozkradać Hamas (choć nie potwierdziły tego żadne, nawet izraelskie źródła). W wyrwę po doświadczonych organizacjach weszła prywatna amerykańska fundacja Gaza Humanitarian Foundation. Brak doświadczenia oraz zmilitaryzowanie działań doprowadziło do wielu tragedii. Prywatni ochroniarze i izraelskie wojsko, które wspólnie pilnują punktów dystrybucji, wielokrotnie otwierało ogień do Palestyńczyków czekających na żywność. Oficjalnie, żeby zapanować nad tłumem. Ci, którzy chcą otrzymać pomoc, muszą bowiem udać się do czterech odległych punktów (sieć pomocy ONZ liczyła setki mniejszych ośrodków). A to sprawia, że faktycznie gromadzą się tam tłumy, co jest zagrożeniem samym w sobie. Izraelska armia twierdzi, że otwiera ogień tylko ostrzegawczo, ale
pod ośrodkami zginęło już ponad tysiąc osób.
Tragiczna sytuacja w Strefie Gazy sprawia, że coraz więcej głosów sprzeciwu płynie z samego Izraela. Pisaliśmy o tym więcej tutaj:
Przeczytaj także: