0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

17:15 12-02-2026

Organista, katecheta, księża. Skandal pedofilski w diecezji sosnowieckiej

Co najmniej 50 dzieci zostało skrzywdzonych przez księży i osoby związane z kościołem w diecezji sosnowieckiej – ogłosił Tomasz Krzyżak, przewodniczący Komisji „Wyjaśnienie i Naprawa” Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej. Komisja złożyła już zawiadomienie do prokuratury.

Co się wydarzyło?

Komisja ustaliła, że aż 25 księży z diecezji sosnowieckiej jest zamieszanych w molestowanie seksualne dzieci i młodzieży poniżej 18 lat. Potwierdzono też, że przestępstw pedofiliskich dopuszczali się także organista, katecheta, kleryk i animator wspólnoty dziewcząt i chłopców w wieku szkolnym.

„Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że zaistniało przestępstwo wykorzystywania seksualnego małoletnich w odniesieniu do czterech nieżyjących księży. W ich sprawach wszczęto dochodzenia o charakterze historycznym. Wobec kolejnych dziesięciu osób istnieje prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa – są to trzy osoby świeckie, ksiądz spoza diecezji sosnowieckiej i sześciu księży do niej przypisanych. W tych sprawach komisja złożyła zawiadomienia do prokuratury oraz wszczęła kanoniczne dochodzenia wstępne” – ogłosił przewodniczący komisji, Tomasz Krzyżak.

Komisja przyznała, że duchowni i osoby związane z kościołem skrzywdziły przynajmniej 50 dzieci. Większość z nich to dziewczynki.

Pierwsze zgłoszenia o molestowaniu pochodzą z 1967 roku. Ostatnie – z 2025. Jak podała komisja, księża mogli krzywdzić dzieci nawet przez 17 czy 23 lata.

Jaki jest kontekst?

„Diecezja sosnowiecka nie jest czarną owcą. Jeśli chodzi o liczbę spraw dotyczących krzywdzenia nieletnich nie wyróżnia się wśród innych w kraju” – przekazał ksiądz dr Jacek Prusak podczas podsumowania pierwszej części prac Komisji „Wyjaśnienie i Naprawa” Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej.

To komisja działająca od dwóch lat na polecenie biskupa Artura Ważnego. „Wyjaśnienie i Naprawa” otrzymali zadania zbadania wszystkich skandali, do jakich doszło na terenie diecezji. A tych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat nie brakowało.

Radio TOK.FM przygotowało porażające kalendarium: morderstwa diakona Mateusza B. oraz samobójstwa sprawcy, księdza z tej samej parafii Roberta Sz., orgii na plebanii w Dąbrowie Górniczej, która zakończyła się wezwaniem na miejsce karetki pogotowia i śmiercią jednego z uczestników, śmierci młodego meżczyzny na plebanii w Sosnowcu, zarzutami dla dwóch księży i jednego byłego duchownego dotyczącymi przestępstw o charakterze seksualnym na szkodę dzieci i oszustw.

To sprawy, które rozgrywały się na terenie diecezji tylko w ciągu ostatnich trzech lat. Seria skandali, a przede wszystkium ujawnienie pedofilii zakończyła się powołaniem przez biskupa Artura Ważnego komisji „Wyjaśnienie i Naprawa”. Jak ogłosiła Komisja w czwartek 12 lutego, to dopiero pierwsza część raprotu, skoncentrowana na wykorzystywaniu seksualnym małoletnich.

Komisja brała pod lupę molestowanie osób poniżej 18 roku życia od 1992 roku, czyli od powstania diecezji sosnowieckiej. W tym czasie pracowało w nim 590 księży. Czyny pedofilskie dotyczą 23 z nich. „Szacuje się, że problem dotyczy od 2 do 6 procent księży” – zauważa Krzyżak.

16:10 12-02-2026

Prawa autorskie: Photo by Handout / State Emergency Service of Ukraine / AFPPhoto by Handout / S...

300 tysięcy ludzi bez wody. Kolejny atak Rosji na Ukrainę

Przeszło 2,6 tysiąca kolejnych wielopiętrowych budynków w Kijowie jest bez ogrzewania – przekazał mer Witalij Kliczko. Nocne ataki Rosji odcięły od bieżącej wody nawet 300 tysięcy mieszkańców Odessy.

Co się wydarzyło?

Minionej nocy, z 11 na 12 lutego, Rosja zaatakowała Ukrainę 25 rakietami i 219 dronami. Jak przekazuje Polska Agencja Prasowa, Rosjanie znowu zaatakowali infrastrukturę krytyczną. W Kijowie ogrzewania pozbawiono kolejnych 2600 budynków. „To budynki wielopiętrowe, zarówno na lewym, jak i na prawym brzegu Dniepru” – przekazał za pośrednictwem Telegrama Witalij Kliczko, mer Kijowa.

Służby w stolicy Ukrainy pracują nad przywróceniem ciepła. Obecnie w Kijowie termometry wskazują kilka stopni powyżej zera.

Za cel ostatnich ataków Rosja obrała również południe kraju. Wicepremier ds. odbudowy Ołeksij Kułeba przekazał, że w Odessie z powodu zmasowanego ataku ogrzewania nie ma prawie 200 budynków. Od wody odcięto około 300 tysięcy ludzi.

"Zniszczenia są poważne. Naprawa, w celu przywrócenia urządzenia do stanu używalności, będzie wymagała dużo czasu. Obecnie pracujemy na miejscu, usuwamy gruz. Zrobimy wszystko, co możliwe, aby jak najszybciej zlikwidować skutki ataku” – czytamy w oświadczeniu ukraińskiej spółki eneregetycznej w Odessie DTEK. To, jak przypomina spółka, jedenasty zmasowany atak na elektrownie w ciągu ostatniego kwartału. A od 24 lutego 2022 roku – przeszło 220 razy.

Jak przekazuje prezydent Ukrainy, w nocnych atakach Rosji rannych zostało dziesięć osób. Dwie nie żyją.

„Ekipy remontowe i służby ratownicze pracują od wczorajszej nocy w miejscach rosyjskich ataków. W nocy wystrzelono 219 dronów szturmowych, w tym znaczną liczbę Szahedów, oraz 25 pocisków, w tym 24 balistyczne. Większość z nich została pomyślnie przechwycona, ale niestety nie wszystkie. Do tej pory w ataku zginęły dwie osoby. Składam kondolencje ich rodzinom i bliskim. Ponad dziesięć osób zostało rannych” – informuje prezydent Zełeński.

Jaki jest kontekst?

Pełnoskalowa wojna w Ukrainie trwa niemal cztery lata. Jak podała agencja Bloomberga, w styczniu liczba rosyjskich żołnierzy, którzy polegli na wojnie, była nawet o dziewięć tysięcy większa, niż była w stanie zrekrutować.

To realizacja strategii Ukrainy, która chce do lata zwiększyć rosyjskie straty nawet do 50 tysięcy żołnierzy miesięcznie.

Podczas czwartkowego spotkania ministrów obrony państw NATO w Brukseli jej szef Mark Rutte zapowiedział, że Sojusz będzie z Ukrainą tak długo, jak będzie trzeba; tak w zakresie szkoleń, jak i dostaw uzbrojenia. W Brukseli pojawił się Mychajło Fedorow, ukraiński minister obrony.

„W miarę jak zbliża się piąta rocznica pełnoskalowej inwazji Putina, Wielka Brytania i nasi sojusznicy są bardziej niż kiedykolwiek zaangażowani we wspieranie Ukrainy” – napisał w wydanym oświadczeniu minister obrony John Healey. Wielka Brytania poinformowała, że przeznacza 150 mln funtów na zakup broni dla Ukrainy w ramach inicjatywy PURL oraz przekaże bezpośrednio dodatkowo 1000 lekkich pocisków wielozadaniowych LMM. To oznacza, że łączna wartość pakietu przekroczy pół miliarda funtów.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

15:18 12-02-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

„Wiedział, nie powiedział”. Pierwszy biskup odpowie za tuszowanie pedofilii

To sprawa bez precedensu; biskup tarnowski Andrzej J. jako pierwszy kościelny hierarcha odpowie przed sądem za to, że wiedział o wykorzystaniu seksualnym dzieci przez księży z diecezji – i dopiero po latach poinformował o tym prokuraturę. Za księdzem murem staje tarnowska diecezja.

Co się wydarzyło?

Proces biskupa tarnowskiego rozpocznie się w miejscowym Sądzie Rejonowym w najbliższą środę, 18 lutego. Ksiądz jest oskarżony o tuszowanie pedofilii, której dopuszczali się dwaj księża z jego diecezji, Stanisław P. i Tomasz K. Choć prokuratura potwierdziła, że molestowali seksualnie dzieci, żadnemu z nich nie postawiła zarzutów.

Te usłyszał jednak biskup Andrzej J. Prokuratura przedstawiła mu je dwa lata temu, w 2024 roku. Biskup – jako pierwszy tak wysoko postawiony hierarcha w Polsce – odpowie przed sądem za przestępstwo z art. 240 kodeksu karnego. Ukrywanie pedofilii podlega każe więzenia nawet do trzech lat.

Prokuratura ustaliła bowiem, że wewnątrzkościelne dochodzenie w sprawie pierwszego księdza, Stanisława P., wszczęto jeszcze w latach dwutysięcznych, a w 2013 zdecydowano o usunięciu go ze stanu duchowego. Biskup Andrzej J. prokuraturę zawiadomił jednak dopiero w 2020 roku.

W sprawie Tomasza K., który wykorzystywał seksualnie dzieci przynajmniej w 2018 roku, biskup Andrzej J. prokuraturę poinformował w 2021.

Za tę opieszałość w informowaniu organów ścigania, ksiądz odpowie przed sądem. Dlaczego? Tarnowska prokuratura powołuje się na nowelizację kodeksu karnego z 2017 roku, która nałożyła bezwzględny obowiązek powiadamiania policji i prokuratury o przestępstwach seksualnych na dzieciach poniżej 15 lat na wszystkich, którzy o takich przypadkach wiedzą.

Tarnowski sąd początkowo próbował wyłączyć się z orzekania i przekazać sprawę innej jednostce. Prośba ta obiła się o Sąd Najwyższy – który nie dostrzegł przeszkód w procedowaniu sprawy w Tarnowie i nie uznał, by mogło dojść tutaj do stronniczości ze stronu miejscowego sądu.

Jaki jest kontekst?

Jak ustaliła tarnowska prokuratura, ofiarą Stanisława P. padło 95 dzieci. Aż 77 z nich zostało skrzywdzonych przez księdza na tle seksualnym. Ksiądz latami, w każdej z 11 parafii, w której był, molestował dzieci. Dotykał ich krocza i genitaliów, imitował stosunek płciowy. Bił kijem czy kluczami. Mężczyzna nigdy nie odpowiedział za wieloletnie molestowanie; został jedynie usunięty ze stanu duchownego. Prokuratura przyznała, że przeszło do przedawnienia karalności czynów.

Drugiemu księdzu, Tomaszowi K., również nie postawiono zarzutów, choć te były przygotowane. Prokuratura odstąpiła od ścigania sprawcy z powodu jego stanu zdrowia.

W obronie biskupa staje tarnowska kuria. „Na tym etapie mogę jedynie podkreślić z całą stanowczością, że biskup Andrzej J. dochował wszelkiej należytej staranności w zakresie swoich działań i kompetencji co do obowiązku zgłoszenia odpowiednim organom państwowym wszystkich przypadków przestępstw przeciwko nieletnim, co do których miał wiedzę” — przekazał Szymonowi Piegzie z Onetu ks. Ryszard St. Nowak, rzecznik tarnowskiego biskupa. Jak informuje Jarosław Sidorowicz z „Gazety Wyborczej”, „sąd zdecydował już, że proces bp. J. będzie jawny. Wiadomo też, że przesłuchanych zostanie 10 świadków, a rozprawy wyznaczono do kwietnia. Na pierwszej, 18 lutego, ma być przesłuchiwany oskarżony ordynariusz tarnowski”.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

13:51 12-02-2026

Prawa autorskie: 26.06.2020 Rybnik . Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza26.06.2020 Rybnik . ...

Wypadek Beaty Szydło. Oficerowie BOR usłyszą zarzuty?

Marek Bogacewicz z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku: „Na przełomie lutego i marca zostaną wykonane czynności procesowe z podejrzanymi, w tym ośmioma byłymi i obecnymi funkcjonariuszami Służby Ochrony Państwa oraz jedną osobą cywilną”. Chodzi o wypadek kolumny rządowej, którą podróżowała premier PiS Beata Szydło.

Co się wydarzyło?

Wraca sprawa wypadku byłej premier Beaty Szydło. Prokuratura Rejonowa w Białymstoku wydała przełomową decyzję: chce ponownie wysłuchać funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa, który brali udział w wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu w 2017 roku.

Śledczy wezwą na przesłuchanie ośmiu funkcjonariuszy SOP oraz jedną osobę cywilną. Postępowanie prowadzone jest w sprawie „nieprawidłowości w postępowaniach związanych z wypadkiem drogowym z udziałem byłej Prezes Rady Ministrów”.

Jaki jest kontekst?

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 roku. Rządowa kolumna, którą jechała premier Beata Szydło, na jednym ze skrzyżowań w Oświęcimiu, zderzyła się z fiatem seicento, prowadzonym przez 20-letniego wówczas Sebastiana Kościelnika. Mężczyzna skręcał w lewo, w drogę podporządkowaną. Minął go pierwszy samochód z kolumny, Kościelnik rozpoczął manewr – i wtedy pojawił się drugie auto, to, którym jechała premier. Kierowca limuzyny, aby uniknąć zderzenia, odbił kierownicą i uderzył w drzewo.

Zarówno szefowa rządu, jak i funkcjonariusze BOR odnieśli obrażenia.

Prokuratura oskarżyła Kościelniaka o spowodowanie wypadku. Kluczową sprawą było bowiem ustalenie, czy samochody z rządowej kolumny miały włączone sygnały dźwiękowe, czy nie. Świadkowie zdarzenia twierdzili, że kolumny słychać nie było. Ale funkcjonariusze SOP (wówczas Biura Ochrony Rządu) zgodnie przed sądem zeznali, że jechali kolumną uprzywilejowaną, mieli pierwszeństwo i włączone sygnały dźwiękowe i świetlne. Kościelnik miał więc obowiązek ją przepuścić, czego nie zrobił.

W lipcu 2020 Sebastian Kościelnik, kierowca seicento, został uznany winnym nieumyślnego spowodowania wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jednocześnie sąd rejonowy w Oświęcimiu go nie skazał.

Tyle że rok później Piotr Piątek, jeden z funkcjonariuszy i uczestnik tamtej kolumny wyznał „Wyborczej”, że BOR-owcy zgodnie skłamali przed sądem. Kolumna jechała bez włączonych sygnałów dźwiękowych – a więc i bez pierwszeństwa. „Za każdym razem, gdy jeździłem do domu pani premier, nie włączaliśmy syren. Jechaliśmy po cichu, żeby nie wzbudzać sensacji. Żeby ludzie nie widzieli, że władza się wozi i panoszy” – mówił wówczas były BOR-owiec.

Słowa te potwierdził przed sądem. Sąd drugiej instancji w teorii wziął to wyznanie pod uwagę. W 2023 roku, w prawomocnym wyroku uznał oficera Biura Ochrony Rządu (dziś SOP) kierującego limuzyną Szydło za współwinnego wypadku – ale nie wyeliminował winy Kościelnika.

Mimo wiedzy i świadomości o fałszywych zeznaniach funkcjonariuszy, prokuratura nie wszczęła przeciwko nim sprawy. Prokuratura Krajowa, która na wniosek byłego Ministra Sprawiedliwości audytowała tamto postępowanie wykazała, że mogło być ono prowadzone z zamiarem potwierdzenia z góry przyjętej tezy. Chodziło o opieszałość w zabezpieczeniu nagrań, uszkodzenie płyty i niepełnych notatek policji.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

13:04 12-02-2026

Prawa autorskie: Fot Alex WROBLEWSKI / AFP.Fot Alex WROBLEWSKI ...

Będą dwie komisje ds. Afery Epsteina? Żurek: analityczna i śledcza

Polska wystąpi do amerykańskiego rządu o wydanie tajnych akt w sprawie Afery Epsteina – ogłosił Waldemar Żurek. „Musimy sprawdzić, czy Polska rzeczywiście uczestniczyła w procederze handlu ludźmi, czy dochodziło tu do przestępstw pedofiliskich i czy są tu ofiary tego procederu” – ogłosił minister sprawiedliwości.

Co się wydarzyło?

Ogłoszony przez premiera Donalda Tuska zespół badający polskie wątki w Aferze Epsteina jest już po pierwszym spotkaniu. Jak ogłosił Waldemar Żurek, zespół, złożony z przedstawicieli resortów: sprawiedliwości, cyfryzacji, spraw wewnętrznych i administracji oraz ministra koordynatora Służb Specjalnych w czwartek (12 lutego) miał „burzę mózgów”.

Efekt tej „burzy”? Potrzeba powołania drugiego zespołu, który pod kątem śledczym zbada doniesienia o udziale Polaków w międzynarodowej aferze. Gremium ministerialne i eksperckie będzie działać „analitycznie”.

Żurek potwierdził też, że Polska wystąpi do rządu USA o wydanie utajnionych akt. „Chcemy sprawdzić, czy dochodziło do przestępstw związanych z pedofilią i handlem ludźmi z udziałem Polaków. I czy żyją tu ofiary tego procederu” – ogłosił minister sprawiedliwości.

I dodał: „Wiemy, że jakiś rodzaj werbunku trwał w Polsce”. Ujawnione w styczniu akta, a dokładniej ich połowa, wskazują, że niemal na samym szczycie hierarchii współpracowników biznesmena było dwoje Polaków: modelka Adrianna Mucińska Ross i Janusz Banasiak, zarządca nieruchomości Epsteina na Florydzie. Obydwoje zawarli ugodę z amerykańskim ministerstwem sprawiedliwości.

Przeczytaj także:

Rozpoczęto nabór do KRS

W środę rozpoczęto wybór sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa – potwierdził Waldemar Żurek. Procedurę 11 lutego wszczął marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty; mimo braku formalnej decyzji prezydenta o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy o KRS.

Wybory rozpisano, bowiem kadencja obecnych sędziów – członków KRS kończy się 12 maja. Obecne przepisy mówią o wyborze człnków przez Sejm. Przegłosowania przez Parlament i Senat nowelizacja Waldemara Żurka wskazuje, że członków będą wybierać spośród siebie sami sędziowie, w głosowaniu, które nadzorować ma Państwowa Komisja Wyborcza. Ogłoszone w Monitorze Polskim obwieszczenie marszałka reguluje wybór nowych członków KRS zgodnie ze starymi zasadami, wielokrotnie krytykowanymi m.in. przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Europejski Trybunał Praw Człowieka oraz Sąd Najwyższy.

Waldemar Żurek: „Nie wiem, czy pan prezydent ustawę zawetuje, choć oczywiście znam te zapowiedzi o możliwym wecie. Ale Kancelaria zapowiedziała, że zgłosi swoje zmiany i propozycje poprawek, ale tego nie zrobiła. Ja sam nie zostałem też zaproszony do Pałacu Prezydenckiego na ewentualną rozmowę, jeszcze podczas procedowania projektu” – mówi minister sprawiedliwości. „Uważam, że zaproponowaliśmy rozwiązanie kompromisowe. Ale jeśli nie spotka się z przychylnością pana prezydenta, to my musimy mieć plan B” – mówi o wszczętej procedurze szef resortu sprawiedliwości.

Przeczytaj także:

Co z Funduszem Sprawiedliwości

Pierwszych dziesięć organizacji otrzymało potwierdzenie o przyznaniu funduszy z Funduszu Sprawiedliwości. Zdezawuowany przez Zbigniewa Ziobrę program wspierający organizacje udzielające pomocy osobom pokrzywdzonym przestępstwami był jednym z wyzwań resortu sprawiedliwości. Wyzwań, któremu nie podołano – bowiem jak pisał na łamach OKO.press Anton Ambroziak, poprzednie umowy wygasały 31 grudnia.

Większość ośrodków dotowanych przez państwo z początkiem 2026 roku zwinęła swoją działalność – zwalniano specjalistów, wypowiedziano umowy najmu, zmniejszano liczebność zespołów. Powód: brak pieniędzy.

Początkowo konkurs na dotację resort miał rozwiązać w połowie grudnia. Potem – z końcem stycznia. Jak teraz przekazuje Waldemar Żurek, pierwszą umową z organizacją społeczną podpisano dopiero 6 lutego.

Skrytykował przy okazji NGO'sy napominając, by te próbowały uniezależnić się od Funduszu i zdywersyfikowały źródła pochodzenia funduszy – by w przyszłości zapobiec sytuacjom jak z początku roku.

„Wszystko z powodu organizacji-krzaków, powstałych jeszcze za rządów PiS tylko po to, by pozyskać ministerialne środki. Musieliśmy odsiać te uczciwe działające organizacje, od tych, które po prostu chciały wyłudzić pieniądze” – przyznał podczas konferencji prasowej Waldemar Żurek. Dodał, że do konkursu przystąpiły 54 organizacje. 28 z nich zostało już pozytywnie ocenionych. Minister przedstawił pierwsze organizacje, do których popłynie 14,7 miliona złotych. Wśród nich są i organizacje kobiece, i Caritas.

Przeczytaj także: