0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

15:55 15-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Tatranský národný park/FacebookFot. Tatranský národ...

Pali się las w Tatrach Wysokich i trzy hale na Pomorzu

W sobotę 15 sierpnia wybuchł pożar w słowackich Tatrach Wysokich w rejonie Popradzkiego Stawu. To bardzo popularny turystycznie teren. I trudno dostępny dla strażaków. W podobnym czasie media donoszą również o bardzo poważnym pożarze w Polsce – płonie zakład utylizacji odpadów w Chlewnicy na Pomorzu. Władze apelują do mieszkańców: zamykajcie okna

Co się wydarzyło?

W sobotę ok. 12.30 w powiecie słupskim w województwie pomorskim wybuchł pożar w Zakładzie Zagospodarowania Odpadów w Chlewnicy. Ogień objął już trzy hale, a sytuacja jest rozwojowa, jak informuje rzecznik prasowy KW PSP w Gdańsku mł. asp. Dawid Westrych.

W akcji bierze udział 28 zastępów straży, blisko 100 strażaków. Dotąd nie ma informacji o osobach poszkodowanych. Jednak lokalne władze bardzo poważnie traktują sytuacje i apelują do okolicznych mieszkańców o zamknięcie okien i drzwi oraz ograniczenie przebywania na zewnątrz.

Dodatkowo w związku z akcją gaśniczą w miejscowości Potęgowo, Nowe Skórowo, Darżyno i Darżynko w najbliższych godzinach wystąpią przerwy w dostawie wody lub spadek ciśnienia w gminnym wodociągu.

W tym samym czasie, w sobotę w słowackich Tatrach Wysokich, w okolicach Popradzkiego Stawu, płoną lasy. Pożar objął obszar o powierzchni około 50 na 100 metrów.

W akcji gaśniczej biorą udział strażacy ze stacji w Popradzie, Mięguszowcach i Wysokich Tatrach, ale i pracownicy słowackiego Tatrzańskiego Parku Narodowego (TANAP) oraz wolontariusze z okolicznych miejscowości.

Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego (TANAP) poinformowała, że interwencję utrudnia trudno dostępny teren górski, a pożaru nadal nie udało się opanować.

„Nadal monitorujemy sytuację i będziemy informować o rozwoju sytuacji. Apelujemy do wszystkich odwiedzających TANAP o szczególną odpowiedzialność i przestrzeganie wszystkich środków zapobiegawczych. W porze suchej nawet niewielka nieuwaga może spowodować poważny pożar” – przypomina dyrekcja TANAP.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Popradzki Staw znajduje się w Dolinie Złomisk w słowackiej części Tatr Wysokich. To bardzo chętnie odwiedzane przez turystów miejsce, również tych z Polski.

W sierpniu ubiegłego roku Popradzki Staw był jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w słowackim Tatrzańskim Parku Narodowym.

Jednocześnie Słowacja (i Czechy) podobnie jak Europa Zachodnia, zmagają się w ostatnich tygodniach z falą upałów i suszą.

Na początku sierpnia na Słowacji padły historyczne rekordy pomiaru temperatur w nocy. W nocy z 3 na 4 sierpnia w regionie Zahoria przy granicy z Czechami temperatura nie spadła poniżej 27,5 stopnia Celsjusza.

Słowacki Instytut Hydrologiczno-Meteorologiczny (SHMÚ) ostrzegł wówczas, że fala upałów się nie kończy, a dla większości kraju obowiązują maksymalne alerty. Jednocześnie zwrócił uwagę, że połączenie ekstremalnych upałów i długotrwałej suszy znacznie zwiększa ryzyko powstania i rozprzestrzeniania się pożarów.

Zareagowała wówczas również słowacka kolej – na części tras w godzinach między 10.00 a 21.00 wprowadzono ograniczenie prędkości do 50 km na godzinę.

Przeczytaj także:

14:40 15-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Screen/Exilenowa PlusFot. Screen/Exilenow...

Ukraińcy uderzyli w centrum kosmiczne 900 km w głębi Rosji

W nocy w piątku na sobotę ukraińskie rakiety zaatakowały Centrum Rakietowo-Kosmiczne „Progress” w rosyjskiej Samarze. To 900 km od ukraińskiej granicy. Po co? Żeby zniszczyć potencjał Rosji do budowy systemu analogicznego do amerykańskiego Starlinka

Co się wydarzyło?

W nocy w obwodzie samarskim ogłoszono alarm powietrzny. Gubernator tego obwodu Wiaczesław Fiedoryszczow potwierdził atak, ale wskazał jedynie, że celem było "przedsiębiorstwo przemysłowe”.

Niewiele później okazało się, że to przedsiębiorstwo to Centrum Rakietowo-Kosmiczne „Progress” w rosyjskiej Samarze, jeden z kluczowych zakładów rosyjskiego przemysłu kosmicznego, który stanął w ogniu.

Potwierdził to oficjalnie zarówno porucznik Andrij Kowalenko, szef ukraińskiego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji jak i sam prezydent Wołodymyr Zełenski, który napisał w social mediach:

"Mamy nowe znaczące rezultaty naszych głębokich uderzeń. W rosyjskim obwodzie samarskim trafiono w jedno z kluczowych przedsiębiorstw w ramach Roskosmosu – Centrum Progress, które zajmowało się m.in. produkcją elektroniki. Użyto rakiet Flamingo. Dobre osiągnięcie.”

Wyjaśnił, że Centrum Progress znajduje się ok. 900 km od ukraińskiej granicy i przy okazji pochwalił się innymi uderzeniami daleko w głąb Rosji:

"Nasze dalekodystansowe sankcje dotarły także do bazy lotniczej Sawaslejka, gdzie stacjonują nosiciele rosyjskich rakiet, które uderzają w nasze miasta i wsie – około 700 km od Ukrainy. Mamy też potwierdzenie zniszczeń, które zamierzaliśmy zadać na obiekcie naftowym w Ust-Ludze – ponad 800 km od naszej granicy”.

Dodał, że wszystkie te uderzenia mają na celu zmniejszyć wojenny potencjał Rosji.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Centrum Rakietowo-Kosmiczne „Progress" produkuje rakiety nośne średniej klasy i automatyczne statki kosmiczne. Jest częścią Roskosmosu, gdzie tu więc osłabienie potencjału wojennego skierowanego przeciwko Ukrainie?

Otóż w Samarze produkuje się rakiety wykorzystywane w programie Sojuz-2, które mają podwójne zastosowanie. Używa się ich również do rozwijania innowacji w łączności, a mówiąc bardziej precyzyjnie, do budowy infrastruktury rosyjskiego internetu satelitarnego, który ma być systemem analogicznym do usługi Starlink firmy SpaceX wykorzystywanej przez Ukrainę. Starlink zapewnia Kijowowi znaczącą przewagę w zakresie operacji dronów i komunikacji na polu walki.

Atak na zakład w Samarze może więc opóźnić uruchomienie przez Kreml nowego sytemu łączności.

W sobotę z kolei rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało, że w ciągu ostatnich 24 godzin rosyjskie drony, rakiety i artyleria zaatakowały ukraińskie centra logistyczne oraz infrastrukturę paliwową, energetyczną i transportową wykorzystywaną przez ukraińską armię, a także zakłady montażowe dronów dalekiego zasięgu i łodzi bezzałogowych. Według rosyjskiego resortu wśród zaatakowanych celów znalazł się magazyn dronów dalekiego zasięgu w obwodzie czernihowskim na Ukrainie. Jednak agencja Reuters, która twierdzenia Rosji próbowała zweryfikować, nie zdołała ich niezależnie potwierdzić.

Przeczytaj także:

10:10 15-08-2026

Prawa autorskie: Fot. SAUL LOEB / AFPFot. SAUL LOEB / AFP

„Wkrótce ogłoszę cieśninę Ormuz terytorium USA”

Donald Trump chce anektować cieśninę Ormuz, kiedy tylko pokona Iran. Ogłosił to w piątek 14 sierpnia. Amerykanie zapowiadają też izolację gospodarczą Iranu, „jakiej świat nigdy wcześniej nie widział”. I to już w najbliższym tygodniu

Co się wydarzyło?

„Gdy już skończymy pokonywać Iran, który pokonujemy bardzo mocno... Wkrótce ogłoszę cieśninę Ormuz terytorium Stanów Zjednoczonych – powiedział Donald Trump w piątek 14 sierpnia podczas wystąpienia w Garden City w stanie Nowy Jork.

Ogłosił również, że zamierza podjąć wobec Teheranu radykalne kroki. Na antenie telewizji Fox News otwarcie zapowiedział „zmasowany atak gospodarczy”, który uderzy w Iran bez względu na rozwój sytuacji na morzu.

Nie są to jednak jedynie „popisy” telewizyjne samego prezydenta. Agencja Reuters cytuje bowiem sekretarza skarbu Scotta Bessenta, który również zapowiedział, że amerykańska administracja szykuje Iranowi izolację gospodarczą, „jakiej świat nigdy wcześniej nie widział”.

Chodzi o nałożenie pakietu sankcji o bezprecedensowej skali, który ma wejść w życie już w nadchodzącym tygodniu. W ten sposób Stany Zjednoczone liczą na pokonanie Iranu i zakończenie konfliktu, który trwa od 27 lutego 2026 roku.

Można jednak odnieść wrażenie, że Amerykanie nie liczą wcale, że nastąpi to szybko. Podczas wspomnianego już wystąpienia w Garden City w stanie Nowy Jork Donald Trump zaapelował do Amerykanów, aby zaakceptowali nieco wyższe ceny benzyny, dopóki trwa konflikt z Iranem.

Podkreślił, że warto zapłacić „nieco więcej za benzynę” i upewnić się, że „bardzo zły kraj” nie będzie miał broni jądrowej, co było jednym z podawanych przez prezydenta powodów rozpoczęcia wojny z Iranem.

W ciągu ostatniego roku ceny benzyny w USA wzrosły o 1/3, jak podaje American Automobile Association. To podbija inflację w Stanach Zjednoczonych i wywołuje coraz większe niezadowolenie wyborców.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Kluczowym punktem sporu, który uniemożliwia zakończenie konfliktu między USA i Iranem trwającego od lutego, jest cieśnina Ormuz. Jest ona jednym z najważniejszych szlaków transportowych dla światowego handlu i jest kluczowa dla dostaw ropy naftowej i gazu.

Stany Zjednoczone i Iran już w kwietniu zdecydowały się na zawieszenie broni ustalone za pośrednictwem Pakistanu, a 17 czerwca podpisano porozumienie, które miało otworzyć drogę do negocjacji ostatecznego układu i zakończenia wojny.

Jednak zapisy tego porozumienia dotyczące właśnie cieśniny Ormuz były tak nieprecyzyjne, że szybko się ono rozsypało. Iran bowiem uznał, że może wprowadzić opłaty za przepłyniecie przez Ormuz, a USA się temu natychmiast sprzeciwiły. Doszło do eskalacji i zawieszenie broni legło w gruzach.

Obecnie Donald Trump twierdzi, że amerykańskie wojsko skutecznie utrzymuje blokadę irańskich portów, a Waszyngton ma już teraz „całkowitą kontrolę” nad cieśniną.

Iran jednak twierdzi, że to nieprawda i w dodatku zupełnie nie ugina się pod amerykańską presją.

„Ta cieśnina będzie otwierana i zamykana tylko pod komendą Iranu” – napisał w sobotę rano 15 sierpnie wiceminister spraw zagranicznych Iranu Kazem Gharibabadi na portalu X.

Dodał, że:

„Cieśniny Ormuz nie da się przejąć za pomocą tweeta ani lotniskowca, ani też za pomocą wydania rozkazu lub wygłoszenia przemówienia wyborczego.”

Minister spraw zagranicznych Abbas Araqchi zaznaczył natomiast, że Iran nie podjął decyzji o wznowieniu rozmów ze Stanami Zjednoczonymi. W wywiadzie dla irańskiego portalu informacyjnego Shahrara News opublikowanym w sobotę 15 sierpnia powiedział, że Waszyngton musi spełnić bardzo konkretne warunki, aby żegluga mogła zostać wznowiona na szlaku wodnym, którym przed wojną przesyłano jedną piątą światowej ropy naftowej.

A warunki te są bardzo radykalne: całkowite odblokowanie wszystkich irańskich aktywów zamrożonych za granicą, wypłata odszkodowań wojennych, zakończenie blokady irańskich portów i wycofanie się USA z regionu.

Przeczytaj także:

09:02 15-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Kradzież danych MyDr. Służby mają trop grupy hakerów

„Jesteśmy na tropie grupy hakerów, która wykradła dane Polaków z firmy MyDr” – poinformował w piątek 14 sierpnia Krzysztof Gawkowski. Dodał, że służby monitorują również darknet, sprawdzając, czy wykradzione dane nie zostały wystawione na sprzedaż. Jak dotąd, nie zostały

Co się wydarzyło?

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował, że służby trafiły na trop grupy hakerów, którzy wykradli dane z firmy MyDr. Chodzi nie tylko o dane osobowe, ale również dane medyczne 19 mln osób, sytuacja jest więc bardzo poważna.

„Państwo chroni dane swoich obywateli. Kiedy w firmie prywatnej zdarza się sytuacja krytyczna, kiedy firma prywatna nie upilnuje swoich danych, to wkracza państwo. I państwo wkracza mocno i mówi, bierzemy się za posprzątanie tej sytuacji – powiedział Krzysztof Gawkowski w piątek wieczorem w programie "Gość Wydarzeń” na antenie Polsatu.

Wyjaśnił też, że służby „pilnują, żeby te dane nie były na rynku dostępne. To znaczy, żeby nikt ich nie kupił i żebyśmy nie mieli sytuacji, że będą się rozpraszały” – wyjaśnił wicepremier.

Innymi słowy, służby monitorują darknet (czyli ukrytą część internetu wykorzystywaną przez przestępców do nielegalnego handlu czy wymiany informacji). Wicepremier zapewnił, że dotąd wykradzione z MyDr dane nie zostały wystawione na sprzedaż.

Jak wiemy na podstawie publikacji portalu Zaufana Trzecia Strona, który o wycieku poinformował, a dostał o nim informacje bezpośrednio od hakerów, wśród wykradzionych danych są również te dotyczących ważnych polityków. To niesie duże ryzyko dla państwa, ponieważ wykradzione informacje mogą służyć do szantażu.

Minister cyfryzacji powiedział w piątek, że takie właśnie osoby, które powinny być szczególnie chronione, czyli funkcjonariusze, służby, politycy, osoby, które odpowiadają za bezpieczeństwo państwa, są na bieżąco powiadamianie o możliwości kradzieży ich danych.

Przeczytaj także:

Pół miliona osób zastrzegło PESEL

Od momentu, kiedy ujawniono kradzież danych z MyDr, eksperci apelują, by każdy, kto podejrzewa, że jego dane mogły zostać wykradzione, zastrzegł swój numer PESEL. Można to zrobić bardzo łatwo, w ciągu kilku sekund, m.in. w aplikacji mObywatel.

Minister Gawkowski poinformował, że w ciągu pierwszych 24 godzin od wycieku danych zrobiło to pół miliona osób. Przypomnijmy, że „incydent”, jak w branżowym języku nazywa się taką kradzież danych, dotyczy 19 mln osób.

Stąd minister cyfryzacji rozważał w programie Polsatu, czy w przyszłości być może należy nie odwrócić logiki takiego działania prewencyjnego i numer PESEL po takim incydencie byłby zastrzegany automatycznie przez władze, a obywatele decydowaliby później, czy takie zastrzeżenie cofnąć. To dawałoby wiekszą gwarancję bezpieczeństwa.

Tymczasem kolejne działania zapowiadane przez resort cyfryzacji to analiza wykradzionych danych. Wszystkich. Minister Gawkowski zapowiedział, że w najbliższych dniach dane z wycieku znajdą się na stronie na stronie bezpiecznedane.gov.pl. Gdy tylko firma MyDr je udostępni.

I te ostatnie deklaracje ministra są przedmiotem kontrowersji. Jak pisaliśmy w OKO.press, nie ma podstawy prawnej, by MyDr przekazał ministerstwu cyfryzacji te dane. W dodatku „wszystkie”, co oznacza, że resort chce mieć dostęp nie tylko do danych osobowych, które pozwoliłyby ludziom się odnaleźć i zweryfikować, czy oni również padli ofiarą hakerów, ale także dane medyczne.

Dodajmy, że przepisy jasno mówią, że to nie obywatele mają teraz szukać samodzielnie informacji, czy padli ofiarą cyberataku. To placówki medyczne, z których za pośrednictwem MyDr wykradziono dane, mają obowiązek poinformować każdego, kogo incydent dotknął.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Hakerzy wykradli informacje o 19 mln osób z firmy MyDr, która jest jedynie dostawcą platformy informatycznej i systemu elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM) dla placówek ochrony zdrowia. Zarówno prywatnych jak i publicznych. I dla indywidualnych praktyk lekarskich, i dla przychodni i dla dużych centrów medycznych.

Wiemy, że dane, które wyciekły, dotyczą ok. 12 tys. podmiotów medycznych korzystających z platformy MyDr, skala jest więc ogromna.

Powagi sytuacji dodaje fakt, że hakerzy ukradli dane osobowe (imiona, nazwiska, numery PESEL, numery telefonów, adresy poczty elektronicznej), ale i medyczne. Mają więc informacje o stanie zdrowia pacjentów, o tym, jakie recepty im wystawiono, a nawet dostęp do notatek lekarzy z wizyt pacjentów.

Przestępcy kontaktowali się najpierw z firmą MyDr, ta jednak nie zareagowała na informacje o tym, że została okradziona. Dlatego w drugiej kolejności zwrócili się do ekspertów prowadzących portal Zaufana Trzecia Strona i to oni zweryfikowali prawdziwość skradzionych danych, a więc że do ataku rzeczywiście doszło. I to oni poinformowali o tym opinię publiczną.

Dochodzenie w tej sprawie Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości wszczęło w środę 12 sierpnia.

Przeczytaj także:

16:17 14-08-2026

Rosyjskie służby chciały zabić w Polsce znanego ukraińskiego rapera

W publicznej rosyjskiej telewizji grożono mu, że będzie obchodził ostatnie urodziny

Co się wydarzyło

„Znany ukraiński wideobloger i raper Slevin Dadyan podczas pobytu w Polsce miał być celem zabójcy na zlecenie rosyjskich służb” – informuje reporter radia RMF FM Krzysztof Zasada.

7 sierpnia 2026 polskie służby zatrzymały rosyjskiego „egzekutora”. Premier Donald Tusk poinformował, że jego celem miał być obywatel o podwójnym obywatelstwie – ukraińskim i amerykańskim. Jak początkowo ustaliło RMF, miało chodzić o przedsiębiorcę z branży zbrojeniowej. Jednak reporter śledczy stacji podaje nowe informacje. Celem zabójcy działającego na zlecenie Rosji miał być raper znany pod pseudonimem Kyivstoner.

„Okazuje się, że Slevin Dadyan, a tak na prawdę Albert Wasiliew, został oskarżony przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB) o nadzorowanie i zarządzanie logistyką dostarczania do obwodu moskiewskiego dronów, które miały być wykorzystywane do ataków na strategiczne obiekty w rosyjskiej stolicy i jej okolicac”.

Jaki jest kontekst

W połowie lipca rosyjska telewizja Rossija 1 w programie „Wiesti” wyemitowała materiał, w którym reporter relacjonujący sytuację na froncie z Ukrainą, Siergiej Zienin, stwierdził, że zabicie rapera jest „sprawą honoru dla naszego wywiadu”.

FSB oskarżyła go wcześniej o planowanie ataku na obiekt wojskowy w obwodzie moskiewskim.

„Zienin nazwał Kyivstonera «świnią w ludzkiej postaci», «śmieciem», «bezwartościowym człowiekiem» i «handlarzem narkotyków». Dodał, że raper obchodził w tym roku «ostatnie, 35. urodziny»” – pisze „Novaya Gazeta Europe”.

Zienin powiedział, że Kyivstoner ma kryjówkę w Hiszpanii. „Właściwie mógł być w Burkina Faso. Znajdą go. To nie byłby pierwszy raz. Pamiętacie, jak zdrajca [Kuźminow], który zabił załogę i porwał śmigłowiec bojowy na Ukrainę, zakończył swoje życie na tej ziemi? W jednej z hiszpańskich prowincji jego podziurawione kulami ciało zostało przejechane przez samochód. No cóż, tak na wszelki wypadek. Wtedy to był zbieg okoliczności. Czemu coś takiego nie mogłoby się powtórzyć przypadkiem?” – powiedział Zienin.

„Novaya Gazeta Europe” wyjaśnia, o co chodzi: „14 lipca rosyjska FSB poinformowała o udaremnieniu ataku terrorystycznego na obiekt wojskowy w obwodzie moskiewskim. Agencja podkreśliła, że ​​35 dronów miało zaatakować obiekt, ale wszystkie zostały zestrzelone. Według agencji wywiadowczej drony zostały przemycone z Ukrainy do Rosji przez Słowację, Polskę i Białoruś.

Według FSB, w zorganizowaniu ataku brało udział dwóch obywateli Mołdawii oraz ukraiński raper Kyivstoner. Sam muzyk kategorycznie zaprzeczył tym oskarżeniom”.

Slevin Dadyan był jednym z założycieli słynnego ukraińskiego zespołu Griby oraz twórca internetowy. Długo pracował w Rosji, którą opuścił po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, publicznie potępiając przy tym działania Moskwy. Przeniósł się wtedy najpierw do USA, a następnie na Słowację.

Przeczytaj także: