Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Mychajło Fedorow, odwołany minister obrony Ukrainy w ciągu pół roku dostrzegł wiele problemów związanych z kierowaniem siłami obronnymi i systemem władzy. Proponował zmianę dowódcy generalnego Ołeksandra Syrskiego, ale prezydent Zełenski się nie zgodził. Według ostatnich informacji nazwał nazwisko nowego szefa MO.
16 lipca 2026 roku, czyli dwa dni po oficjalnym odwołaniu premier Ukrainy i całego rządu, minister obrony Mychajło Fedorow zwołał konferencję prasową i podsumował siedem lat pracy w zespole Wołodymyra Zełenskiego oraz na stanowiskach ministra cyfryzacji, a od stycznia 2026 roku – ministra obrony. Przypomniał również, że przez ten okres nie prowadził osobnej działalności politycznej, za co można byłoby go krytykować, nie był zamieszany w działania korupcyjne ani w żadne machinacje.
Po miesiącu w resorcie obrony Ukrainy Fedorow – jak relacjonuje „Ukraińska Prawda” – dostrzegł 11 poważnych problemów w MO. Wśród nich np. to, że armia ukraińska prowadzi działania wojenne na poziomie taktycznym, system korpusów nie zaczął jeszcze w pełni działać, nikt nie ponosi odpowiedzialności za błędy, ciągła zmiana dowódców, izolacja i toksyczne traktowanie wobec osób, które się rozwijają (jako przykład podał gen. mjr Mychajła Drapatego, dowódcę Sił Połączonych SZU), niszczenie kapitału ludzkiego bez analizy (wg Fedorowa decyzje kogo wesprzeć, a kogo nie nie podejmuje się na podstawie danych, tylko lojalności), blokowanie inicjatyw, ciągłe kłamstwo.
Fedorow powiedział, że wobec wszystkich punktów proponował zmiany, m.in. radykalne zmiany kadrowe – dotyczące głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego oraz szefa Sztabu Generalnego Andrija Hnatowa „jeśli chcemy pokonać wroga w sposób asymetryczny, przy minimalnych stratach”. Według ministra prezydent nie zgodził się na zmianę głównodowodzącego.
„W pełni zgodziłem się z tą decyzją i stwierdziłem, że w takim razie nauczę się z nim [gen. Syrskim] współpracować. Bo naszym klientem jest cały naród ukraiński.
Jednak okazało się, że wszystkie proponowane przez nas inicjatywy zaczęły być blokowane. A Syrski nie jest gotowy, by osobiście, prosto w oczy, rozmawiać o problemach. Jest gotów osobiście chodzić na spotkania, snuć intrygi, myśleć, że ktoś zlecił mediom jakąś kampanię, a nie dostrzegać problemu w podejmowanych działaniach. Doprowadziło to do tego, że w rzeczywistości postawił ultimatum. Zamiast wymyślić, jak asymetrycznie pokonać Rosję, wymyślił, jak podzielić kraj. [...] Nie stawiałem warunku: albo ja, albo Syrski. Powiedziałem, że w takim razie pokonamy Rosję z takim dowódcą” – mówił Fedorow. Jednocześnie dodał, że należy docenić wkład Syrskiego w stawianiu oporu agresorowi, wymienił operacje obrony obwodów kijowskiego, charkowskiego, którymi dowodził generał.
„Ale wojna całkowicie się zmieniła. Drony wymienia się cztery razy w roku. System dowodzenia uległ zmianie i my też musimy się dostosować. Nie możemy opierać się na tym, co było wtedy. Trzeba zrozumieć, co należało robić wtedy, a co należy robić teraz, aby pokonać Rosję” – kontynuował Fedorow.
Przeciwnicy Fedorowa zarzucają mu, że nie poradził sobie z reformą mobilizacji.
„Nie da się rozwiązać kwestii mobilizacji bez nowego porozumienia społecznego i bez rzeczywistych zmian w wojsku” – mówił Fedorow. Wzywał, by nie uogólniać negatywnych sytuacji, które mają miejsce w wojsku, lecz odnosić się do konkretnych przypadków. Skrytykował podejście, zgodnie z którym dyscyplina w armii opiera się wyłącznie na strachu przed karą.
Fedorow zdradził, że wczoraj (15 lipca) Wołodymyr Zełenski zaproponował mu stanowisko doradcy, które ten odrzucił.
„Dzisiaj moim zadaniem jest pokazać, co zrobiliśmy, i opowiedzieć o zagrożeniach, jakie nas czekają” – zaznaczył.
„Dzisiaj nie chodzi o mnie, dzisiaj chodzi o nas wszystkich. Czy zamkniemy oczy, powiemy »OK«, niech wszystko pozostanie tak, jak było, czy też powiemy »Stop«… Ukraiński naród umie walczyć i ma teraz wszystkie narzędzia, by powstrzymać wroga. Nie powinniśmy postępować jak Rosjanie, musimy zmienić nasze podejście i mówić prawdę” – powiedział.
„Minister obrony to stanowisko obsadzane przez prezydenta. Naród ukraiński wyszedł na ulice nie po to, by poprzeć konkretnego ministra Fedorowa, ale po to, by walczyć o siebie. Dlaczego? Pojawiła się nadzieja. Doszło do przejęcia inicjatywy na polu bitwy i w powietrzu. Istnieje ryzyko, że ta trajektoria się teraz załamie i zboczymy z niej. I właśnie w tej sprawie wyszedł na ulice naród ukraiński. Ludzie wyczuwają, kiedy coś dzieje się wbrew wartościom, które tu są kultywowane. Stąd taka reakcja. Czy zostanę na stanowisku, czy nie – teraz w ogóle nie chodzi o mnie”.
„Nie potrzebuję stanowiska ministra obrony, żeby być ministrem obrony. Potrzebuję tego stanowiska, żeby wygrać wojnę”.
Wkrótce głównodowodzący Syrski w miediach społecznościowych skromnie odpowiedział na krytykę Fedorowa. Wspomniał o operacji obronnej w Kijowie w 2022 roku, podziękował Fedorowowi i życzył mu, żeby pozostał w zespole Ukrainy.
W Kijowie, niedaleko Biura Prezydenta oraz innych ukraińskich miastach trwają akcje wsparcia Mychajła Fedorowa. Demonstranci apelują do władz o przywrócenie Fedorowa na stanowisko w nowym rządzie.
Przeczytaj także:
14 lipca Rada Najwyższa Ukrainy odwołała premier Julię Swyrydenko, a zatem cały ukraiński rząd. Jak okazało się jedną z największych przyczyn restrukturyzacji rządu miał być problem z ministrem Fedorowem.
Jak pisaliśmy, Mychajło Fedorow jest określany jednym z najskuteczniejszych ministrów obrony Ukrainy. W ciągu kilku miesięcy na stanowsiku Fedorowowi udało się przeprowawić wiele zmian. Ostatnie sukcesy w atakowaniu celów w Rosji i osłabienie agresora stały się możliwe właśnie dzięki zarządzaniu Fedorowa. Do tego jego zespół walczył z korupcją – zarówno w samym ministerstwie, jak i z klanami, czerpiącymi zyski z wojny, co według komentatorów może być istotną przyczyną jego dymisji.
Wczoraj (15 lipca) prezydent Wołodymyr Zełenski podczas spotkania ze swoją frakcją „Sługa Narodu” (która jest monowiększością) powiedział, że nie zgłosi kandydatury Mychajła Fedorowa, ministra obrony Ukrainy, ponownie na to stanowisko. Według ukraińskiego prezydenta Fedorow jest w głębokim i nierozwiązywalnym konflikcie z głównodowodzącym Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandrem Syrskim oraz z armią.
Zgodnie z Konstytucją Ukrainy to prezydent proponuje Radzie Najwyższej kandydatury na dwa stanowiska w rządzie: ministra obrony i ministra spraw zagranicznych. (Pozostali członkowie Rady Ministrów są mianowani przez Radę Najwyższą na wniosek premiera).
Dziś (16 lipca) ukraiński parlament poparł mianowanie Serhija Koreckiego, byłego prezesa „Naftogazu” i „Ukrnafty” na stanowisko premiera Ukrainy. Wkrótce Rada zatwierdziła nowy skład rządu bez szefów Ministerstwa Obrony i Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
16 lipca wieczorem prezydentZełenski poinformował, że zaproponuje parlamentowi mianowanie Jewhenija Chmary, pełniącego funkcję szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), na stanowisko ministra obrony. Obecnie Chmara będzie z upoważnienia prezydenta pełnił obowiązki ministra obrony Ukrainy. Wcześniej Zełenski rozważał ministra spraw wewnętrznych Ihora Kłymenkę na stanowisko ministra obrony, ale po krytyce części społeczeństwa, ekspertów wojskowych i działaczy zajmujących się obronnością zmienił decyzję. Według ukraińskich mediów pszefem msz nadal ma pozostać Andij Sybiha.
Przeczytaj także:
To, że Karol Nawrocki wciąż nie zawetował ustawy o statusie osoby najbliższej, można brać za „dobrą monetę” – mówi OKO.press wiceprezeska PSL Urszula Pasławska, współautorka ustawy. Jej zdaniem, gdyby prezydent chciał ją zawetować, zrobiłby to już wcześniej.
Brak decyzji prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie ustawy o statusie osoby najbliższej może oznaczać, że jej los nie jest jeszcze przesądzony – uważa wiceprezeska PSL Urszula Pasławska, jedna z autorek projektu.
„Pan prezydent, gdyby dla niego była to taka sprawa oczywista, już miał kilka takich możliwości, żeby zawetować (...). Ja to traktuję jako dobrą monetę, natomiast ostatecznie może oczywiście wygrać polityka” – powiedziała OKO.press, odnosząc się do tego, że w piątek 17 lipca mija termin, w którym prezydent musi ogłosić swoją decyzję ws. ustawy.
Pasławska zwróciła uwagę, że – jak wynika z badań opinii – jedynie około 15 proc. Polaków oczekuje zawetowania ustawy. Taki wynik pokazał sondaż agencji SW Research dla Kampanii Przeciw Homofobii z początku czerwca 2026. Jej zdaniem większość społeczeństwa popiera nowe rozwiązania lub przynajmniej dostrzega potrzebę częściowego uregulowania sytuacji osób żyjących w związkach nieformalnych.
„Jedna trzecia dzieci w Polsce rodzi się ze związków nieformalnych. Nie da się nie zauważyć, że Polska się zmienia. Polacy, którzy płacą podatki, są obywatelami polskimi, oczekują, że państwo polskie będzie zwrócone do nich frontem, a nie odwróci się do nich plecami” – mówiła posłanka.
Wiceprezeska PSL podkreśliła, że ewentualne weto prezydenta praktycznie zamknęłoby drogę do uchwalenia podobnych przepisów w tej kadencji Sejmu. „Składanie tego samego projektu i oczekiwanie innych rezultatów jest po prostu nieroztropne” – oceniła. Dodała, że alternatywą mogłoby być skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ – jak przekonywała – analizy prawne wskazują na jej zgodność z konstytucją.
Pytana o możliwość wspólnych prac nad nowym projektem z Kancelarią Prezydenta, Pasławska odparła, że teraz czas na decyzję głowy państwa. Podkreśliła, że podczas prac parlamentarnych przedstawiciele prawicy mieli możliwość zgłaszania poprawek, ale z niej nie skorzystali. „W polityce ważna jest wiarygodność” – stwierdziła.
Ustawa o statusie osoby najbliższej została przygotowana przez Ministerstwo ds. Równości we współpracy z parlamentarzystami PSL, w tym Urszulą Pasławską. Zamiast klasycznych związków partnerskich wprowadza możliwość zawarcia przed notariuszem umowy regulującej sytuację dwóch osób prowadzących wspólne życie. Projekt obejmuje zarówno pary jednopłciowe, jak i różnopłciowe. Przewiduje m.in. ułatwienia w dziedziczeniu, możliwość uzyskiwania informacji medycznych o partnerze, wspólne rozliczanie podatkowe (od 2029 r.) oraz szereg innych uprawnień cywilnoprawnych.
Prace nad projektem trwały kilkanaście miesięcy. Ustawa została przyjęta przez rząd, następnie uchwalona przez Sejm i Senat, a pod koniec czerwca trafiła na biurko prezydenta Karola Nawrockiego. Głowa państwa ma 21 dni na podpisanie ustawy, skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego lub zawetowanie. Jeszcze po uchwaleniu projektu przez Sejm Nawrocki zapowiadał, że nie podpisze przepisów, które uzna za alternatywę dla małżeństwa.
Przeczytaj także:
Rzeczniczka generalna TSUE uznała, że „mieszany” skład Sądu Najwyższego z udziałem neosędziów nie spełnia unijnych standardów niezawisłości. Tego samego dnia Trybunał wydał także dwa ważne wyroki dotyczące testu niezawisłości sędziów.
Skład orzekający Sądu Najwyższego, w którym zasiadają zarówno sędziowie powołani przed zmianami w sądownictwie, jak i osoby powołane z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej po 2018 r., nie spełnia wymogu niezawisłego i bezstronnego sądu – uznała rzeczniczka generalna Trybunału Sprawiedliwości UE Tamara Ćapeta w opinii wydanej w sprawie pytań prejudycjalnych polskiego Sądu Najwyższego.
Opinia dotyczy postępowania zainicjowanego przez obecnego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, który zakwestionował skład Sądu Najwyższego rozpoznający jego sprawę po zmianach kadrowych dokonanych przez ówczesną pierwszą prezes SN Małgorzatę Manowską. Zdaniem Ćapety, jeśli TSUE zdecyduje się odpowiedzieć na pytania prejudycjalne mimo tego, że sama sprawa stała się bezprzedmiotowa, powinien uznać, że prawo Unii nie pozwala na udział w składzie orzekającym osób powołanych do Sądu Najwyższego z naruszeniem podstawowych reguł prawa krajowego, a skład „mieszany” z udziałem takich osób nie jest niezawisłym i bezstronnym sądem w rozumieniu prawa UE.
Rzeczniczka uznała również, że sędziowie mają prawo odmówić orzekania w składzie z udziałem osób powołanych w procedurze sprzecznej z prawem Unii. Jednocześnie zaproponowała, aby sam Trybunał uznał się w tej sprawie za niewłaściwy, ponieważ Waldemar Żurek został już przywrócony do orzekania, a następnie zrzekł się urzędu sędziego i objął funkcję ministra sprawiedliwości.
Tego samego dnia TSUE wydał także dwa wyroki dotyczące tzw. testu niezawisłości sędziów Sądu Najwyższego. Trybunał orzekł, że same nieprawidłowości w procedurze powołania sędziego mogą podważyć jego niezawisłość, jeżeli ich charakter stwarza ryzyko wpływu innych władz – zwłaszcza wykonawczej – na proces nominacji. Uznał również, że badania niezawisłości sędziego nie może prowadzić skład, w którym zasiada choćby jeden sędzia powołany w analogicznych okolicznościach.
W uzasadnieniu Trybunał podkreślił, że procedura powoływania sędziów ma fundamentalne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania i legitymizacji władzy sądowniczej. Zaznaczył jednak, że nie każde uchybienie podczas nominacji automatycznie podważa status sędziego. Może się tak stać dopiero wtedy, gdy nieprawidłowości są na tyle poważne, że rodzą uzasadnione wątpliwości, iż na proces nominacji wpływ miały inne władze, zwłaszcza władza wykonawcza.
Obie sprawy dotyczyły sędziów Sądu Najwyższego powołanych z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej po zmianach wprowadzonych ustawą z grudnia 2017 r., której niezależność była wielokrotnie kwestionowana przez sądy krajowe i europejskie.
Przeczytaj także:
Rada Najwyższa Ukrainy poparła mianowanie Serhija Koreckiego na stanowisko premiera Ukrainy. Co o nim wiadomo?
W czwartek, 16 lipca ukraiński parlament poparł mianowanie Serhija Koreckiego, byłego prezesa „Naftogazu” i „Ukrnafty” na stanowisko premiera Ukrainy. Za głosowało 289 posłów.
48-letni Korecki, określany jako „skuteczny technokrata” i dobry menadżer ma ponad 20-letnie doświadczenie w sektorze paliwowo-energetycznym.
Jak pisze „Ekonomiczna Prawda”, kariera Koryckiego rozpoczęła się jeszcze pod koniec lat 90. w grupie „Kontinium”. W ciągu kilku lat przeszedł drogę od ochroniarza do dyrektora generalnego spółki zarządzającej grupą „Kontinium” oraz dyrektora generalnego sieci stacji benzynowych WOG (2013-2018).
W latach 2019 – 2022 był współzałożycielem i prezesem zarządu firmy zajmującej się handlem energią Centurion Group SA w Szwajcarii. W listopadzie 2022 roku, po przejęciu aktywów energetycznych oligarchy Ihora Kołomojskiego na rzecz państwa, stanął na czele spółek „Ukrnafta” i „Ukrtatnafta”.
Za sukcesy w „Ukrnafcie” – największym ukraińskim przedsiębiorstwie, zajmującym się wydobyciem ropy naftowej i gazu ziemnego Korecki jest ceniony przez prezydenta Ukrainy. Przejął przedsiębiorstwo jako głęboko deficytowe (według Forbes ponad 10 miliardów hrywien straty w latach 2013–2022) i przekształcił w niezwykle dochodowe (40 miliardów hrywien zysku netto za lata 2023–2024). Udało się to osiągnąć głównie dzięki przejrzystym zamówieniom publicznym realizowanym za pośrednictwem platformy Prozorro oraz pracy bez pośredników.
W 2025 roku Korecki wygrał konkurs i został prezesem zarządu „Naftogaz Ukrainy”. Według Forbes Korecki przejął „Naftogaz” wiosną zeszłego roku, gdy „magazyny były niemal puste”, i przeprowadził spółkę przez najtrudniejszą zimę ostatnich lat. „Naftogaz” zwiększył zapasy do ponad 13 miliardów metrów sześciennych, kosztem prawie 1 miliarda dolarów środków własnych i 1,57 miliarda euro pożyczek. Jednak w obliczu zmasowanych rosyjskich ataków na ukraiński sektor energetyczny nie udało się osiągnąć zwiększenia wydobycia w celu osiągnięcia niezależności energetycznej.
Według źródeł „Ekonomicznej Prawdy” w kuluarach władzy, to właśnie reputacja skutecznego menedżera kryzysowego stała się głównym powodem, dla którego prezydent Zełenski rozważał jego kandydaturę na stanowisko szefa rządu.
Rozmówcy w „Naftogazie” mówią, że Korecki szybko podejmuje decyzje, nie boi się zatrudniać bardziej kompetentnych ludzi, a za główny kryterium oceny drużyny uważa wynik.
„Przechodząc z sektora wielkiego biznesu do przedsiębiorstw państwowych, Korecki udowodnił już, że potrafi działać w warunkach kryzysowych. Teraz stoi przed nim znacznie trudniejsze zadanie – przeniesienie biznesowego modelu zarządzania na poziom państwowy” – pisze gazeta.
Przed mianowaniem Koreckiego na premiera prezydent Wołodymyr Zełenski przedstawił mu główne priorytety: przygotowanie kraju do zimy, ochrona infrastruktury energetycznej i paliwowej, stabilizacja sytuacji gospodarczej oraz skuteczne zarządzanie pomocą międzynarodową.
Według ukraińskich władz nadchodząca zima będzie najtrudniejsza ze wszystkich dotychczasowych w czasie wojny. Podczas wystąpienia w Radzie Najwyższej o tym mówił również sam Korecki. „Musimy być zjednoczeni i zdecydowani, aby chronić ludzi i zapewnić funkcjonowanie systemów podtrzymujących życie państwa” – mówił Korecki.
„Otrzymałem propozycję objęcia stanowiska szefa rządu. Po 20 latach pracy w sektorze korporacyjnym w 2022 roku stanąłem na czele państwowej spółki »Ukrnafta«. Oczekiwano ode mnie walki z korupcją, a my osiągnęliśmy rekordowe zyski rzędu dziesiątek miliardów w tej wcześniej przynoszącej straty spółce państwowej. Dokładnie takie samo oczekiwanie mieli prezydent i rząd w momencie, gdy zostałem wybrany na prezesa »Naftogazu«. Udowodniliśmy, że zarządzanie państwowe może i powinno być skuteczne. Zawsze wierzyłem, że skuteczność, niezależnie od formy własności, zależy przede wszystkim od ludzi – od ich odpowiedzialności, profesjonalizmu i uczciwych zasad. Właśnie takie zasady chcę wprowadzić w pracy całego Gabinetu Ministrów” – kontynuował Korecki.
Podkreślił, że chce, aby jego rząd był „rządem obrony, rządem rozwoju gospodarczego i rządem integracji europejskiej”.
Korecki wymienił kluczowe priorytety przyszłej działalności swojego rządu, oprócz przygotowanie kraju do nadchodzącego sezonu grzewczego, co jednym z kluczowych zadań, są to: pełne zaopatrzenie Sił Obronnych, wzmocnienie potencjału ukraińskiego kompleksu obronno-przemysłowego, wsparcie dla ludności oraz ochrona socjalna, przede wszystkim dla mieszkańców gmin położonych w pobliżu linii frontu, wsparcie dla biznesu, zacieśnienie współpracy z partnerami, pozyskiwanie i efektywne wykorzystanie pomocy międzynarodowej oraz przystąpienie Ukrainy do UE.
W niedzielę, 12 lipca 2026 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział duże zmiany w ukraińskim rządzie i dymisję premier Julii Swyrydenko.
Wkrótce w mediach pojawiły się nazwiska czterech kandydatur na stanowisko premiera Ukrainy:
W niedzielę prezydent Zełenski spotkał się z nimi wszystkimi. Komentatorzy polityczni stawiali na neutralnego politycznie Koreckiego.
Jak pisaliśmy, jednym z powodów rekonstrukcji rządu miały być przygotowania do kolejnej trudnej zimy. Według prezydenta Zełenskiego na czele nowego rządu czele ma stanąć człowiek z doświadczeniem w sektorze energetycznym. Nazwał Koreckiego „najlepiej przygotowanym kandydatem” na stanowisko premiera w takich okolicznościach.
Przeczytaj także:
Jednak, jak pisaliśmy, po odwołaniu we wtorek (14 lipca) przez Radę Najwyższą premier Julii Swyrydenko, a zatem ukraińskiego rządu, najwięcej dyskusji w Ukrainie toczyło się nie o kandydaturze premiera, tylko o przyszłości Mychajła Fedorowa, do tej pory ministra obrony. W Kijowie oraz innych ukraińskich miastach od rana trwają demonstracje w obronie Fedorowa. Więcej o tym pisaliśmy w tym tekście:
Przeczytaj także:
Jechał 226 kilometrów na godzinę Trasą Łazienkowską, gdzie obowiązuje ograniczenie do 80 km/h. W spowodowanym przez niego wypadku na miejscu zginął 37-latek, a jego żona i dwójka dzieci z obrażeniami trafili do szpitala.
20 lat więzienia z prawem do ubiegania się o zwolnienie warunkowe po 15 latach – taki wyrok wydał śródmiejski Sąd Rejonowy w Warszawie wobec Łukasza Żaka, sprawcy śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 roku. Łukasz Żak musi wypłacić też:
Do tragedii doszło we wrześniu 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Według ustaleń śledczych Żak prowadził samochód pod wpływem alkoholu, mimo obowiązującego go zakazu prowadzenia pojazdów. W chwili zderzenia jechał około 226 km/h na odcinku, gdzie dopuszczalna prędkość wynosi 80 km/h. W wyniku uderzenia zginął pasażer drugiego samochodu, a jego żona oraz dwoje kilkuletnich dzieci odnieśli obrażenia. Do szpitala trafiła także pasażerka auta prowadzonego przez Żaka.
Bezpośrednio po wypadku, zamiast udzielić pomocy poszkodowanym, mężczyzna uciekł z miejsca zdarzenia. Jak ustalili śledczy, w ucieczce pomogli mu znajomi, którzy przyjechali na miejsce po zderzeniu. Żak został zatrzymany kilka dni później na terenie Niemiec i przekazany Polsce. W procesie, obok Żaka, odpowiadało także sześciu jego znajomych oskarżonych o pomoc po wypadku i utrudnianie postępowania. Sprawę jednego z nich sąd wyłączył do odrębnego postępowania.
Wypadek na Trasie Łazienkowskiej był jedną z kilku głośnych tragedii drogowych, które wywołały w ostatnich latach debatę o zaostrzeniu kar dla sprawców śmiertelnych wypadków. W ostatnich latach opinią publiczną wstrząsnęły także m.in. sprawa Sebastiana M., podejrzanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, oraz śmiertelny wypadek w Krakowie, gdzie pijany kierowca pędził ponad 160 km/h.
Po tych wydarzeniach zarówno PiS, jak i koalicja rządząca zapowiedziały zaostrzenie przepisów wobec tzw. drogowych bandytów. Politycy zaczęli mówić o wprowadzeniu do prawa pojęcia „zabójstwa drogowego”, jednak – jak pisał w OKO.press Marcel Wandas – nic nie wskazuje na to, by taki typ przestępstwa rzeczywiście znalazł się w Kodeksie karnym.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Jeżeli jednak sprawca był pod wpływem alkoholu lub narkotyków, uciekł z miejsca zdarzenia albo dopuścił się innych szczególnie rażących naruszeń prawa, sąd może wymierzyć znacznie surowszą karę – do 20 lat pozbawienia wolności. O wysokości wyroku decyduje przede wszystkim stopień zawinienia i okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia.
Przeczytaj także: