Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Po błyskawicznym zerwaniu rozmów i błyskawicznym przejęciu dużej części ziem Syryjskich Sił Demokratycznych przez rząd, przyszedł czas na błyskawiczne zawieszenie broni. Broniący się Kurdowie mają dziś w rozmowach z rządem niewiele argumentów
Syryjski rząd Ahmada asz-Szar'y ogłosił dziś po połduniu zawieszenie broni w konflikcie z Syryjskimi Siłami Demokratycznymi. W ostatnich dniach kruche porozumienie między obiema stronami upadło. Rząd przejął kontrolę nad dużą częścią ziem kontrolwanych przez SSD. Po nieudanych rozmowach między generałem SSD Mazlumem Abdim i prezydentem Szar'ą z 19 stycznia, SSD wzywała do oporu, a armia syryjska dalej parła w stronę Hasaki – największego miasta kontrolowanego przez SSD i stolicy muhafazy (odpowiednika naszego województwa) Hasaka. W wielu miejscach dochodziło do starć, choć nie mieliśmy do czynienia z otwartą konfrontacją dwóch armii.
We wtorek 20 stycznia po południu syryjski rząd ogłosił czterodniowe zawieszenie broni. W ciągu tych czterech dni obie strony mają dojść do porozumienia w temacie integracji muhafazy Hasaka, ostatniej prowincji kontrolowanej przez SSD. Strona kurdyjska początkowo nie komentowała rządowego ogłoszenia, chwilę później potwierdziła przyjęcie zawieszenia broni.
Pomimo tego sytuacja pozostaje napięta. SSD twierdzą np. że już po ogłoszeniu i przyjęciu porozumienia, frakcje stowarzyszone z rządem atakowały miejscowość Zarkan. A dotychczasowe rozmowy i negocjacje pokazują, że nie będą to łatwe cztery dni.
Jednocześnie Kurdowie mają coraz mniej argumentów w negocjacjach.
Specjalny wysłannik USA do Syrii Tom Barrack w oświadczeniu w mediach społecznościowych jasno wskazał, że najlepsza szansa dla Kurdów to uczestnictwo w po-asadowskiej transformacji prowadzonej przez asz-Szar'ę. Amerykanie długo traktowali SSD jako głównych partnerów w Syrii w walce z Państwem Islamskim. W ostatnim roku to jednak się zmieniło, a nowy rząd w Damaszku na razie współpracuje w tej kwestii z USA.
Najbliższy czas to więc trudny test dla Kurdów i różnych frakcji w ich społeczności. Część z nich będzie chciała walczyć o autonomię na własnych zasadach. Ale taka wojna będzie długa, krwawa, a Kurdowie raczej nie znajdą w niej sojuszników.
Siły SSD od upadku Asada w grudniu 2024 opierały się reintegracji z nowym państwem, choć do otwartej wojny domowej nie doszło. Kurdyjska autonomia w północno-wschodniej części kraju – Rożawa niemal na pewno skończyła się w dotychczasowej formie. Choć był to projekt z wiodącą rolą kurdów, na terenach regionu autonomicznego mieszka również sporo Arabów. Znacząca ich część miała wątpliwości co do rządów SSD. Stąd, gdy w ostatnich dniach armia syryjska przejmowała kontrolę nad kolejnymi miastami (w tym byłą stolicą Państwa Islamskiego – Rakką), wiele osób witało ją z zadowoleniem.
Pomimo ponad dekady istnienia Rożawy, Kurdowie nie zdołali stworzyć organizacji, w której arabska ludność regionu poczułaby się częścią projektu. To jeden z głównych powodów, dla których spora część terenów kontrolowanych przez SSD szybko przeszła w ręce rządu w Damaszku. Arabskojęzyczna ludność i część bojowników szybko przerzuciła swoją lojalność na rzecz rządu.
Konflikt między SSD i armią rządu w Damaszku eskalował w pierwszej połowie w znajdującym się na zachód od regionu autonomicznego Aleppo, największym mieście kraju. Siły kurdyjskie kontrolowały tam dzielnice Szejch Maksud i Aszrafije. Obie strony oskarżały się wzajemnie o złamanie zasad wcześniej ustalonych zawieszeń broni. W wyniku starć syryjska armia uzyskała jednak kontrolę nad spornymi dzielnicami.
Przeczytaj także:
Kiedy znaleziono Natalię, temperatura jej ciała wynosiła 22 stopnie. Zmarła w szpitalu. Ojciec 14-latki od kilku godzin próbował zgłosić zaginięcie córki, ale policja nawet nie próbowała wszcząć poszukiwań. Twierdziła, że dziewczyna pewnie poszła na wagary. Leżała nieprzytomna 500 metrów od komisariatu.
417 dni – tyle czasu ojciec 14-letniej Natalii czekał na zakończenie śledztwa ws. jej śmierci. Prokuratura Okręgowa w Krakowie postawiła zarzuty czterem policjantom, wcześniej ukaranych (symbolicznie) w wewnętrznym postępowaniu dyscyplinarnym.
Komendant policji w Andrychowie oraz dwójka jego podwładnych: oficer dyżurny i policjant przyjmujący zawiadomienie o zaginięciu dziewczyny odpowiedzą za niedopełnienie obowiązków, co poskutkowało nieumyślnym narażeniem 14-latki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Taki sam zarzut krakowska prokuratura postawiła policjantowi z Kęt, który odebrał zgłoszenie z numeru 112 o zaginięciu, ale zbagatelizował je.
Według prokuratury policjanci nie zareagowali właściwie na zgłoszenie ojca Natalii i nie podjęli odpowiednich działań. Jak podaje Oliwia Bożek-Michalec z krakowskiej prokuratury, przesłuchano już dwóch z czwórki podejrzanych. Policjanci nie przyznają się jednak do winy. Prokuratura sprawę badan z urzędu oraz na wskutek zgłoszenia ojca dziewczyny, który zarzucił policjantom niedopełnienie obowiązków służbowych.
Funkcjonariusze już rok temu, w lutym 2024 roku, zostali ukarani w wewnętrznym postępowaniu dyscyplinarnym, które prowadziła policja w Wadowicach, nadrzędna względem komendy w Andrychowie. Jak ujawniła wówczas „Gazeta Wyborcza”:
oficer dyżurny został uznany winnym niedopełnienia obowiązków służbowych i ukarany karą dyscyplinarną. Przez rok otrzymywał niższą pensję, odebrano mu tzw. 13-tkę i zagrożono degradacją w przypadku kolejnego wykroczenia
policjant, który przyjmował zawiadomienie o zaginięciu nastolatki, został przez policjantów uniewinniony. Funkcjonariusze uznali, że mężczyzna nie wykonał swojej pracy w sposób nieprawidłowy
Policja w swoim wewnętrznym postępowaniu zakończonym rok temu postawiła również zarzut kontrolerowi z Wadowich, który analizował sprawę z Andrychowa i nie stwierdził żadnych nieprawidłowości w pracy policjantów. Od jego ukarania jednak odstąpiono.
14-letnia Natalia zmarła 29 listopada 2023 roku. Wyszła rano z domu do szkoły. Była uczennicą pierwszej klasy liceum w Kętach, do szkoły dojeżdża busem. W drodze na przystanek zadzwoniła do ojca (który wychowywał córkę samodzielnie) i powiedziała mu, że bardzo źle się czuje, nie wie, gdzie właściwie jest.
Ojciec powiadomił służby. Zadzwonił na numer 112, poszedł na andrychowską komendę, do szkoły i szpitali. Z jego relacji wynika, że reakcja policjantów była opóźniona; dwie i pół godziny czekał na posterunku w Andrychowie, prosząc o pomoc i namierzenie telefonu córki. Komisariat opuścił dopiero przed godz. 13 (czyli pięć godzin po telefonie dziecka). Policjanci kazali mu pójść do domu, by zabezpieczył ubranie córki dla psa tropiącego.
Zanim funkcjonariusze ruszyli zza biurek na poszukiwania dziewczyny, nieprzytomną 14-latkę znalazł przyjaciel ojca. Dziewczynka leżała nieprzytomna w centrum miasta, tuż przy głównej drodze i supermarkecie, 500 metrów od komisariatu. Była skrajnie wychłodzona. Temperatura jej ciała wynosiła zaledwie 22 stopnie. W listopadzie 2023 roku w Małopolsce obficie padał śnieg, było zimno, termometry wskazywały temperaturę poniżej zera. Natalka trzymała w ręku telefon, wciąż włączony i aktywny.
Po śmierci Natalii komendant główny policji powołał zespół, który miał się zająć przygotowaniem i wdrożeniem koncepcji „podniesienia standardów obsługi zdarzeń mogących powodować zagrożenie dla zdrowia lub życia małoletnich".
Przeczytaj także:
Generał Jaworski od września przebywał na urlopie. W niełaskę popadł po tym, jak pomimo ochrony SOP premierowi Tuskowi skradziono prywatny samochód
Trwa postępowanie dyscyplinarne wobec komendanta Służby Ochrony Państwa gen. bryg. Radosława Jaworskiego – poinformowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Generał został zawieszony w pełnieniu czynności służbowych. Na razie obowiązki komendanta SOP będzie pełnił jego dotychczasowy zastępca – płk Tomasz Jackowicz.
Według RMF FM powodem postępowania mają być „wątpliwości dotyczące polityki kadrowej i finansowej prowadzonej przez generała”.
„SOP to służba złożona z profesjonalnych funkcjonariuszy. Oddanych Ojczyźnie i swojej pracy. Jest to jednak obszar szczególnie wrażliwy. Moja decyzja o zawieszeniu komendanta SOP podyktowana jest dobrem tej służby. I to jest jedyny komentarz do tej sprawy” – skomentował decyzję minister Kierwiński.
Po decyzji MSWiA szef prezydenckiego gabinetu Paweł Szefernaker przekazał w mediach społecznościowych, że kilka dni temu prezydent Nawrocki spotkał się z szefem MSWiA Marcinem Kierwińskim i przekazał mu, że nie zgadza się na odwołanie generała z pełnionej funkcji. Dodał, że zawieszenie jest jednak w kompetencji MSWiA, stąd za wszelkie problemy w SOP od teraz odpowiadać będzie ministerstwo Marcina Kierwińskiego.
Z kolei szef prezydenckiego biura polityki międzynarodowej Marcin Przydacz powiedział, że prezydent bardzo ceni sobie pracę generała Jaworskiego.
Generał Jaworski de facto nie pełni swoich obowiązków od kilku miesięcy. We wrześniu spod domu premiera Tuska skradziono jego prywatny samochód. Niedługo później generał został wysłany na urlop, a później przebywał na zwolnieniu lekarskim. Zawieszenie jest więc właściwie sformalizowaniem dotychczasowego stanu faktycznego. Ale też wyrazem konfliktu między rządem a prezydentem.
W ostatnich tygodniach kadra kierownicza SOP domagała się w liście do MSWiA przywrócenia Jaworskiego do pracy.
Przeczytaj także:
Obu stronom nie udało się dojść do porozumienia w sprawie integracji. Armia rządu w Damaszku posuwa się do przodu. Siły kurdyjskie nawołują do oporu
Wczorajsze spotkanie pomiędzy prezydentem Syrii Ahmadem asz-Szar'ą i generałem Syryjskich Sił Demokratycznych Mazlumem Abdim zakończyło się fiaskiem. Dzień wcześniej, 18 stycznia, syryjski rząd opublikował treść 14-punktowego porozumienia między rządem a SSD. Umowa obejmowała m.in. integrację autonomicznych od ponad dekady regionów północno-wschodniej Syrii do administracji zjednoczonego państwa. Wiele ze szczegółów podlegałoby jeszcze dalszym negocjacjom. Pod umową widniały nazwiska prezydenta asz-Szar'y i generała Abdiego.
Spotkanie trwało jednak około pięciu godzin i ostatecznie nie zakończyło się przyjęciem ustalonego wcześniej porozumienia. Po spotkaniu żadna ze stron nie opublikowała żadnego oświadczenia. Niektóre z nieoficjalnych relacji mówią o tym, że kurdyjski generał prosił o kilka dni na konsultacje, na co strona rządowa miała się nie zgodzić. Inne przecieki mówią, że nie udało się ustalić statusu Hasaki – stolicy muhafazy (odpowiednik naszego województwa, w Syrii jest ich 14) Hasaka. Kurdowie utrzymują, że większość mieszkańców miasta stanowią Kurdowie. Nie ma jednak dokładnych i niezależnych danych demograficznych.
Po spotkaniu SDF na Telegramie opublikowało odezwę do Kurdów z innych krajów, by dołączyli do oporu przeciw syryjskiemu rządowi.
W konsekwencji kruche zawieszenie broni zostało de facto zerwane a nad Syrią wisi teraz widmo wojny domowej między rządem w Damaszku a siłami kurdyjskimi. W nocy i we wtorek rano siły rządowe posuwały się do przodu w stronę Hasaki. Do południa znajdowały się już pod miastem. W kilku miejscach odnotowano starcia.
W wyniku chaosu z więzienia asz-Szaddadi w muhafazie Hasaka uciekło ponad 100 więźniów, byłych bojowników Państwa Islamskiego.
SDD opublikowało wczoraj filmy, na których widać cztery osoby w mundurach formacji, z podciętymi gardłami. Według sił kurdyjskich to wynik zbrodni wojennych, jakich dopuszcza się armia syryjska. Na razie brakuje jednak niezależnego potwierdzenia tych doniesień.
Cztery miesiące po obaleniu Baszszara al-Asada SSD i rząd asz-Szar'y podpisali pierwsze porozumienie o integracji, znane jako umowa 10 marca. Jej implementacja szła jednak powoli. W ostatnich miesiącach obie strony ścierały się kilkukrotnie w Aleppo, gdzie siły kurdyjskie kontrolowały dwie dzielnice miasta. W pierwszej połowie stycznia armia syryjska odbiła te dzielnice, a konflikt eskalował. W ostatnich kilku dniach rząd bez większych problemów i starć przejął kontrolę nad sporą częścią terytorium, nad jakim do tej pory SSD sprawowały kontrolę.
Stało się tak m.in. dlatego, że poparcie dla SSD wśród ludności arabskiej było niskie, a duża część tego terytorium była zamieszkana przez ludność arabską. Dziś to Kurdowie starają się stawiać opór i bronić wywalczonej w wojnie domowej i w wojnie z Państwem Islamskim autonomii. Warunki międzynarodowe im jednak nie sprzyjają. Stany Zjednoczone przeprowadziły daleko idącą normalizację stosunków z rządem asz-Szar'y. Sąsiednia Turcja od początku sprzeciwia się wszelkim formom kurdyjskiej autonomii ze względu na strach przez rozwojem kurdyjskiego separatyzmu po swojej stronie granicy.
Przed SSD i Kurdami trudne decyzje – jeśli zdecydują się na obronę swojej autonomii za wszelką cenę, może to oznaczać długotrwałą i krwawą wojnę domową. USA i Turcja będą naciskać na dyplomatyczne rozwiązanie problemu. Podobnie będzie z UE – kolejny duży konflikt w tym regionie może oznaczać falę uchodźców w stronę Europy, której unijny politycy będą się starali uniknąć.
Przeczytaj także:
W nocy na 20 stycznia armia rosyjska przeprowadziła zmasowany atak na terytorium Ukrainy. Zginęła jedna osoba. W wielu regionach są uszkodzenia infrastruktury krytycznej. W kraju wprowadzono awaryjne przerwy w dostawie energii elektrycznej.
Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że do ataku Rosjanie użyli 34 rakiety (w tym 18 balistycznych) oraz 339 dronów. Głównym celem była Kijowszczyzna. Ukraińskim obrońcom udało się zestrzelić/zneutralizować 342 cele, w tym 27 rakiet.
Odnotowano trafienia 5 rakiet i 24 dronów uderzeniowych w 11 lokalizacjach oraz zestrzelone fragmenty w 12 lokalizacjach. Ukraińscy wojskowi weryfikują informacje o pozostałych dwóch rakietach.
Oprócz Kijowa i obwodu kijowskiego pod ostrzałem znalazły się winnicki, dniepropetrowski, odeski, zaporoski, połtawski, sumski, rówieński i inne obwody.
Wskutek ataku w obwodzie kijowskim zginął 50-letni mężczyzna. Uszkodzono również dwie stacje benzynowe.
Witalij Kłyczko, prezydent Kijowa poinformował, że w jednej z dzielnic ukraińskiej stolicy zostały uszkodzone pomieszczenia niemieszkalne pod kilkoma adresami, budynek szkoły podstawowej, okna w kilku budynkach mieszkalnych. Odłamki drona spadły również na teren otwarty, płonęły samochody. Jedna osoba została ranna.
Według Kłyczki na Lewym brzegu stolicy występują przerwy w dostawie prądu i wody.
„Po tym ataku na stolicę bez ogrzewania pozostało 5635 wielopiętrowych budynków. Prawie 80 procent z nich to domy, do których od 9 stycznia przywrócono dostawy ciepła” – mówił prezydent Kijowa. Według stanu na wczorajszy wieczór (poniedziałek, 19 stycznia) tylko 16 spośród sześciu tysięcy domów pozostawało bez ogrzewania.
Trwa polska zbiórka na generatory prądu dla Kijowa, w ciągu kilku dniu uzbierano już ponad 4 mln zł – pieniądze można wpłacić TUTAJ
W Odessie Rosjanie zaatakowali obiekty infrastruktury cywilnej oraz energetycznej. W obwodzie odeskim, w Czarnomorsku są uderzenia drona o w wielopiętrowy budynek mieszkalny. Uszkodzono fasadę i szyby.
W Dniprze w wyniku rosyjskiego ataku ucierpiały dwie kobiety, uszkodzono także przedsiębiorstwo i wieżowiec.
W obwodzie winnickim i rówieńskim są uszkodzenia infrastruktury krytycznej. W rówieńskim ponad 10 tysięcy abonentów zostało bez prądu.
Ukrenergo, państwowy operator systemu przesyłowego energii elektrycznej w Ukrainie poinformował, że z powodu trudnej sytuacji w systemie energetycznym spowodowanej rosyjskimi atakami w kilku regionach Ukrainy wprowadzono awaryjne wyłączenia energii elektrycznej.
„Wcześniej opublikowane harmonogramy odłączeń prądu w regionach, w których zastosowano awaryjne wyłączenia, obecnie nie obowiązują. Energetycy pracują nad jak najszybszym przywróceniem stabilnych dostaw energii elektrycznej. Awaryjne wyłączenia zostaną zniesione po ustabilizowaniu się sytuacji w systemie energetycznym” – pisze Ukrenergo.
Wolodymyr Zełenski napisał w mediach społecznościowych, że ukraińskie siły obrony przeciwlotniczej poradziły sobie ze znaczącą liczbą celów. Podkreślił, że w przededniu ataku Ukraina otrzymała potrzebne rakiety, „co istotnie pomogło”. „Każdy pakiet wsparcia ma znaczenie” – napisał prezydent Ukrainy. Dodał, że rakiety do systemów obrony przeciwlotniczej są „krytycznie niezbędne”. „To prawdziwa ochrona życia ludzi”.
Ukraiński prezydent zapowiedział spotkanie, podczas którego zostaną omówione skutki ataku oraz potrzebne zasoby, aby przywrócić ludziom dostawy prądu, ciepła i wody. Zaznaczył, że najtrudniejsza sytuacja jest w Kijowie, gdzie znaczna liczba budynków mieszkalnych jest bez ogrzewania.
„Ważne jest, aby świat nie milczał na ten temat. Rosja nie może być na równi z innymi krajami świata, dopóki jest nastawiona wyłącznie na zabijanie i znęcanie się nad ludźmi” – mówił Zełenski, prawdopodobnie odnosząc się do propozycji Donalda Trumpa – zaproszenia Władimira Putina do Rady Pokoju, której zadaniem ma być nadzór nad sytuacją na Bliskim Wschodzie.
„Wszyscy ukraińscy urzędnicy, wszyscy odpowiedzialni za funkcjonowanie instytucji państwowych, władz regionalnych i lokalnych, ukraińskich przedsiębiorstw energetycznych – wszyscy muszą być w Ukrainie, pracować, pomagać ludziom i starać się ustabilizować sytuację. Trzeba być w swoim kraju, w swoich miastach, ze swoimi społecznościami” – podsumował prezydent Ukrainy.
Jak pisaliśmy w OKO.press, po rosyjskich zmasowanych atakach od 9 stycznia i kolejnych zniszczeniach infrastruktury krytycznej Ukraina mierzy się z trudną sytuacją w systemie energetycznym. Ukraińcy żyją w trybie awaryjnych przerw w dostawie prądu, bez ogrzewania i wody. A temperatury nocą sięgają nawet -20°C. Rosjanie wykorzystują mrozy, żeby w ten sposób nakłonić Ukraińców do poddania się. Ten terroryzm energetyczny Ukraińcy nazywają „chołodomorem” (od wyrazu chołod, chłód) lub „energomorem”.
Przeczytaj także: