Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Związek Banków Polskich w 2024 roku poprosił Zondacrypto o pomoc przy pisaniu uwag do ustawy o kryptoaktywach. A potem załatwił zaproszenie do MF na zamknięte spotkanie. Te ustalenia spowodowały, że Tomasz Sakiewicz krzyczy, że afera Zonda to afera Tuska. Ten sam Sakiewcz, który przebywał w Monako w luksusowym hotelu na koszt Przemysława Krala.
Związek Banków Polskich 9 stycznia 2024 roku przyjął do Komitetu Cyberbezpieczeństwa Banków ZBP w charakterze członka wspierającego spółkę BB Trade Estonia OÜ, która w tamtym czasie była już operatorem giełdy Zondacrypto.
To wiedzieliśmy już wcześniej. Money.pl dowiedział się jednak, jakie były tego dalsze konsekwencje – Zondacrypto stała się tym samym podmiotem, który zyskał wpływ na kształt ustawy regulującej rynek kryptoaktywów.
Tej samej ustawy, którą przygotował rząd, trzykrotnie przyjął Sejm, i trzykrotnie zawetował prezydent. Ostatnie swoje weto prezydent ogłosił 11 czerwca 2026 r.
Przeczytaj także:
Jak ustalili dziennikarze, pod koniec lutego 2024 roku Zondacrypto otrzymała projekt ustawy o kryptoaktywach od radcy prawnego ZBP z prośbą o uwagi. Swoje uwagi odesłała.
W efekcie ów radca zaprosił spółkę na zamknięte spotkanie w Ministerstwie Finansów w dniach 8-9 kwietnia, na którym odbywać miały się dalsze prace uzgodnieniowe nad ustawą. Właściwie zaproszenie dla Zondy miał wystosować podpisany na nim wiceminister finansów Jurand Drop. To był moment, w którym MF prowadził konsultacje publiczne.
Okazuje się, że Zondacrypto miała realny wpływ na kształt projektu ustawy. Uwagi wniesione przez Zondę do projektu stały się częścią stanowiska ZBP, a Ministerstwo Finansów uwzględniło część z nich w projekcie. Część jednak odrzuciło.
Współpraca Zondacrypto ze Związkiem Banków Polskich była potem jeszcze kontynuowana w innym obszarze. Jak pisze money.pl, w listopadzie 2024 roku pracownicy Bankowego Centrum Cyberbezpieczeństwa ZBP (FinCERT.pl) zapraszali Zondacrypto na posiedzenia Grupy Operacyjnej ds. Przeciwdziałania Oszustwom Inwestycyjnym w kryptoaktywa, a ówczesny prezes giełdy, Przemysław Kral, brał w nich udział osobiście.
Co ciekawe, ta współpraca Zondy z ZBP była informacją publiczną, Zondacrypto chwaliła się nią (zapewne dla uwiarygodnienia się). Ale kiedy dziennikarze zaczęli zadawać pytania Związkowi Banków Polskich o Zondę, ZBP zaprzeczył, że giełda kiedykolwiek była jego członkiem.
Z publikacji money.pl wynika, że dziś ZBP próbuje twierdzić, że BB Trade Estonia OÜ nigdy nie była członkiem jej Komitetu Cyberbezpieczeństwa, a to dlatego, że nigdy nie ustalono składki członkowskiej ani sposobu jej uiszczenia i ZBP nie dostał od spółki żadnej wpłaty.
Tylko że sama uchwała ZBP na temat przyjęcia nowego członka – BB Trade Estonia OÜ – nie dość, że nie warunkuje członkostwa od składek, to jeszcze wprost mówi, że dokument wchodzi w życie z dniem podjęcia.
Dodatkowo ZBP twierdzi, że odpowiedzialny za nawiązanie współpracy z Zondacrypto jest jeden z pracowników Związku – ówczesny Dyrektor Zespołu Bezpieczeństwa ZBP – który przekroczył tu swoje uprawnienia, co było jednym z powodów utraty zaufania do niego, został więc zwolniony dyscyplinarnie jeszcze w czerwcu 2024 roku.
Tylko że ustalenia money.pl na podstawie kilku źródeł mówią, że ów pracownik podejrzany był o malwersacje finansowe i to, a nie Zondacrypto, były powodem jego zwolnienia.
Również Ministerstwo Finansów próbuje się od tej sprawy odciąć. Twierdzi, że w zamkniętej konferencji na temat kształt ustawy w siedzibie MF w Warszawie nie uczestniczyli przedstawiciele BB Trade Estonia OÜ, a do samej spółki nie wysłano zaproszenia. Jednocześnie jednak, mimo próśb, resort nie udostępnił dziennikarzom pełnej listy uczestników spotkania.
Przeczytaj także:
Prawica natychmiast użyła publikacji money.pl jako narzędzia w walce politycznej, zwalając winę za aferę Zondacrypto na rząd Donalda Tuska.
Tomasz Sakiewicz, prezes i redaktor naczelny Telewizji Republika napisał na portalu X:
„Tekst Szymona Jadczaka oddaje to co wiedziałem ale teraz przedstawia na to żelazne dowody. Ustawa o kryptowalutach Donalda Tuska została napisana pod dyktando Zondy a prezydent podejmując Veto działał wbrew ich interesom”
Pamiętać jednak należy, że zanim wybuchła ta afera, to Telewizja Republika była największym beneficjentem telewizyjnych budżetów reklamowych Zondacrypto, a sam Tomasz Sakiewicz gościł w Monako w luksusowych hotelach na zaproszenie i na koszt Przemysława Krala. Dziś najwyraźniej o tym zapomniał.
Prawica, która znajduje tu argument, by bronić prezydenta Karola Nawrockiego przed oskarżeniami o związki z Zondacrypto, zapomina również, że po dwóch wetach prezydent sam złożył własny projekt ustawy regulującej rynek kryptoaktywów.
I jak wprost przyznawał to szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki, był to projekt oparty o projekt rządowy, czyli ten, do którego uwagi zgłaszała Zondacrypto.
Dodatkowo dziennikarze money.pl wskazują, że do ZBP należą wszystkie banki kontrolowane przez państwo, jakoby był to dowód na to, że to państwo, a więc, rząd, a w tamtym okresie rząd Donalda Tuska, byli winni temu, że Zondacrypto zyskała wpływ na kształt ustawy.
Wydaje się to jednak interpretacyjnym nadużyciem.
ZBP to nie jest instytucja państwa, to grupa interesu, związek branżowy, którego zadaniem jest lobbowanie we własnym interesie. I to ZBP jest odpowiedzialny – przynajmniej moralnie – za wprowadzenie Zondacrypto do procesu legislacyjnego bez zweryfikowania, że spółka jest na liście ostrzeżeń publicznych KNF, a w prokuraturze toczy się w jej sprawie postępowanie.
Według ukraińskich wojskowych atak może być przeprowadzony z rosyjskiego poligonu „Kapustin Jar”. Wcześniej Rosjanie wystrzeliwali stąd rakiety„Oresznik”.
„W ciągu najbliższych 24 godzin istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przeciwnik wystrzeli rakietę balistyczną średniego zasięgu z poligonu »Kapustin Jar«. Nie ignorujcie sygnałów alarmu powietrznego!” – czytamy w komunikacie Sił Powietrznych Ukrainy, który pojawił się przed południem.
Według ukraińskich mediów to właśnie z poligonu „Kapustin Jar” Rosjanie wystrzeliwali wcześniej w kierunku Ukrainy rakiety typu „Oresznik”. Ostatnio, pod koniec maja, jedna z takich rakiet uderzyła w rejon Biało-Cerkiewski. (Odbyło się to w ramach zmasowanego ataku 24 maja, kiedy Rosjanie wystrzelili na ukraińskie miasta 90 rakiet oraz 600 dronów). W wyniku ataku wybuchł pożar w spółdzielni garażowej. A drugi „Oresznik” rozbił się na okupowanym terytorium obwodu donieckiego.
W przeddzień tego wydarzenia prezydent Ukrainy informował, że wywiad otrzymał od partnerów amerykańskich i europejskich informacje o przygotowywanym przez Rosjan ataku z użyciem systemu „Oresznik”.
Jak stwierdził prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin, uderzenia z użyciem systemu „Oresznik” były kierowane „tam, gdzie łatwo było zaobserwować skutki” zniszczeń. Putin stwierdził, że jak dotąd Rosja rzekomo nie wykorzystywała systemu „Oresznik” do ataków na terytorium Ukrainy „w pełnym tego słowa znaczeniu” i zagroził uderzeniami na obszary zabudowy miejskiej.
Według szacunków Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, na połowę kwietnia Rosja zgromadziła do dziesięciu pocisków typu „Oresznik”.
Rosja trzykrotnie ostrzelała Ukrainę pociskami typu Oreshnik bez ładunku bojowego.
Rosjanie po raz pierwszy użyli tej broni przeciwko Ukrainie wczesnym rankiem 21 listopada 2024 roku, atakując miasto Dnipro. Już w styczniu 2026 roku Rosja ponownie wystrzeliła „Oresznik” w kierunku Lwowa. W Rosji nazwano ten atak odpowiedzią na „atak” na rezydencję prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina (chociaż nie ma potwierdzeń takiego ataku).
Putin nie raz straszył Ukrainę „Oresznikiem”, jest to jego broń, po którą sięga w wyjątkowych sytuacjach, m.in. wykorzystując do akcji odwetowych. A teraz może mieć takie „powody”.
W ostatnich tygodniach Ukraina zadała poważnych strat Rosji. Obecnie ukraińskie ataki w Rosji oraz na terenach okupowanych są codziennością – są coraz częstsze oraz trafniejsze. Dziś w nocy ukraińskie drony zaatakowały dwie rafinerie w tatarstanie, w Niżniekamsku oraz strefę przemysłową miasta Togliatti w obwodzie samarskim. Piąty dzień z rzędu trwały ataki dronowe na Moskwę.
Oprócz tego Ukraińcy zakłócają Rosjanom logistykę, próbują odciąć dostawy zaopatrzenia dla wojska na Krymie.
Przeczytaj także:
Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że tylko w nocy 12 czerwca nad 16 regionami Rosji zestrzelono 231 dronów. Jest to dwa razy więcej niż nad Ukrainą. I dwa razy więcej niż wiosną w ciągu całej doby nad Rosją.
Jak pisze Politico, podczas kolejnego spotkania Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy (znanej jako „format Ramstein”) Ukraina zwróci się do partnerów o dodatkowe 20 mld dolarów podczas spotkania 18 czerwca , aby umocnić swoją przewagę nad Rosją na polu bitwy.
„Wszyscy widzą, że Rosja płonie, i chcemy, żeby płonęła jeszcze bardziej, ale potrzebujemy na to środków finansowych” – powiedział portalowi wysokopostawiony ukraiński urzędnik.
Przeczytaj także:
Dziś rano F-35 pojawiły się w polskim niebie. W ramach „Powitania z Polską” przeleciały nad Gdańskiem, Warszawą, Krakowem i Łodzią.
Dziś rano mieszkańcy Polski mogli zobaczyć najnowsze myśliwce F-35. Polscy piloci wykonali uroczysty przelot nad Gdańskiem (Westerplatte), Warszawą (wzdłuż Wisły), Krakówem (okolice Wawelu) oraz Łodzią (nad Rondem Lotników Lwowskich), który ma uczcić przyjęcie pierwszych polskich F-35 „Husarz” (takie imię będą nosiły samoloty) do Sił Zbrojnych RP.
„To dzień, na który czekaliśmy od lat!" – napisał na X minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.
W godz. 11:00 w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku odbyła się ceremonia przyjęcia pierwszych F-35 do polskiej armii.
W wydarzeniu zapowiadali udział najważniejsi przedstawiciele władz państwowych, w tym prezydent Karol Nawrocki, wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.
Do Łasku przybył również podsekretarz stanu USA ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Thomas DiNanno. Na ceremonię był zaproszony także były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, który w 2020 r. podpisał kontrakt na zakup tych samolotów.
Jest to ważny krok dla bezpieczeństwa Polski oraz modernizacji polskiej armii. Nowe myśliwce mają zapewnić Polsce przewagę technologiczną w regionie oraz wzmocnić współpracę z sojusznikami z NATO.
Pod koniec maja Polska odebrała pierwsze trzy F-35, które trafiły do bazy w Łasku. Docelowo Polska ma otrzymać 32 takie samoloty.
F-35 to samolot 5. generacji zbudowane są w technologii stealth, znacząco utrudniającej wykrycie przez radary przeciwnika, uznawany za jeden z najnowocześniejszych myśliwców na świecie, który jest produkowany przez amerykański koncern Lockheed Martin.
Maszyny wyposażone są także w szereg sensorów, zbierających dane z otoczenia i przekazujących je pilotowi oraz innym jednostkom na morzu czy na ziemi, np. systemom przeciwlotniczym Patriot.
Wartość kontraktu wynosi 4,6 mld dol. Jak wskazuje Sztab Generalny WP, była to druga co do wielkości transakcja zbrojeniowa w historii kraju.
Wszystkie maszyny powinny być dostarczone do Polski do 2029 r. Do końca obecnego roku planowany jest przyjazd 14 maszyn, a kolejne 12 samolotów ma zostać odebranych do końca 2027 r.
Polska otrzymała F-35 jako pierwsza w swojej części Europy — na wschodniej flance NATO. Finowie dostaną je za kilka miesięcy, a Czesi, Rumuni czy Niemcy dopiero za kilka lat.
Przeczytaj także:
Ukraińskie drony w nocy atakowały okupowany półwysep oraz Rosję na głębokim zapleczu. To spowodowało pożary w elektrowniach cieplnych i zakładach chemicznych.
Jak informuje „Ukraińska Prawda”, powołując się na kanały na Telegramie, po intensywnym ataku dronów w okupowanym Symferopolu na Krymie wybuchł pożar w okolicy elektrociepłowni. W mieście odnotowano przerwy w dostawach energii elektrycznej. Potężne wybuchy słyszano również w rejonie symferopolskim, a także w rejonach niżnogorskim i czerwono-gwardyjskim. Rosyjska obrona uaktywniła się w rejonie wielokrotnie już atakowanego przez Ukraińców wojskowego lotniska Saki.
Jednocześnie Ukraińcy odcinają półwysep od dostaw. Jak pisze Institute for the Study of War, Ukraina intensyfikuje kampanię uderzeń średniego zasięgu (middle strike) na rosyjskie szlaki logistyczne, w szczególności blokując mosty między okupowaną częścią obwodu chersońskiego a Krymem. Tylko w ostatnim tygodniu ukraińskie siły obronne przeprowadziły ataki na:
Ostatnie przejście na krym – most kerczeński – jest uszkodzony, więc nie nadaje się do dużych transportów. Także zaopatrzenie drogą morską szwankuje – Ukraińcy zniszczyli promy kursujące po Morzu Azowskim. Ostatnio też zniszczyli port w Mariupolu. Pociągi na Krym kursują rzadziej, i tylko do Kerczu albo Symferopola. Dalej transport musi odbywać się autobusami i cięzarówkami.
Te uderzenia utrudniają Rosji bezpieczne korzystanie ze szlaków dostaw z południowo-zachodniej części Rosji do okupowanego Krymu. Według ekspertów ISW kontynuacja tych ataków prawdopodobnie „będzie miała efekt domina na sytuację na polu bitwy i może utrudnić Rosji przygotowania do operacji ofensywnych”. Ponieważ główne drogi przestają być przejezdne, Rosjanie korzystają z objazdów, na których ciężarówki z zaopatrzeniem dla wojska i cywili tworzą korki. W te korki uderzają ukraińskie drony – jedno uderzenie 11 czerwca zniszczyło 50 ciężarówek koło Armianska.
Dowódca Sił Bezzałogowych Ukrainy Robert Browdi, znany pod pseudonimem „Madyar”, w wywiadzie opublikowanym przez agencję Reuters 11 czerwca powiedział, że Ukraina zamierza odizolować okupowany Krym od Rosji, blokując główne szlaki dostaw wojskowych na półwysep.
Browdi poinformował, że ruch rosyjskich ładunków wojskowych na autostradzie R-280 „Noworosja”, która łączy Rosję z okupowanym Krymem przez Mariupol, Berdiańsk i Melitopol, spadł o 71% w ciągu ostatnich dwóch tygodni z powodu ukraińskich ataków.
„W ciągu miesiąca będziemy mieli pełną kontrolę nad drogą” – zapewnia Browdi.
Wojska ukraińskie nazwały ją „autostradą śmierci”. Od końca maja droga jest w znacznej mierze zamknięta dla ruchu cywilnego z powodu częstych ataków.
Według ukraińskich operatorów dronów, w ostatnich miesiącach zniszczono dziesiątki rosyjskich pojazdów logistycznych, w tym konwoje z paliwem i amunicją. Te uderzenia są częścią wspomnianej kampanii middle strike'ów, której celem jest zakłócenie linii zaopatrzeniowych na obszarze od 20 do 200 kilometrów (od 29 do 200 km) za linią frontu.
Nasza mapka pokazuje tylko te ataki, o których można znaleźć potwierdzenia w mediach. Ale i tak widać na niej gwałtowny wzrost:
Ukraińskie drony po raz kolejny zaatakowały też strefę przemysłową miasta Togliatti w obwodzie samarskim w Federacji Rosyjskiej, tysiąc kilometrów do ukraińskiej granicy. Po serii wybuchów na terenie zakładu petrochemicznego „Togliattikauchuk” wybuchły pożary, a nad zakładem uniósł się gęsty czarny dym. To jedno z największych przedsiębiorstw w regionie i obiekt o znaczeniu strategicznym, który zaspokaja około jednej czwartej rosyjskiego zapotrzebowania na kauczuk syntetyczny (który jest wykorzystywany w szczególności do dalszej produkcji stałego paliwa rakietowego przeznaczonego do rakiet taktycznych i balistycznych).
Również w nocy drony zaatakowały leżące jeszcze dalej w głębi Rosji, bo w Tatarstanie – dwie rafinerie w Niżniekamsku „TANECO” i „TAIF-NK”). Ukraińskie siły zbrojne potwiedzają ataki i wskazują, że kompleks rafineryjny „TANECO” jest jednym z największych zakładów rafineryjnych w Federacji Rosyjskiej. Projektowa zdolność przerobowa wynosi ponad 16 mln ton ropy naftowej rocznie. Zakład produkuje szeroki asortyment paliw i smarów, w tym olej napędowy, paliwo lotnicze i inne produkty naftowe.
Przedsiębiorstwo „TAIF-NK” to duży kompleks rafineryjny, który wyróżnia się niezwykle wysokim stopniem przetworzenia ropy naftowej.
„W trosce o bezpieczeństwo podjęto decyzję o odwołaniu wszystkich imprez masowych zaplanowanych na dzisiaj” – poinformował Radmir Beliajew, szef rejonu niżnekamskiego. W państwie Putina trwa właśnie długi weekend w związku z „Dniem Rosji”.
Piąty dzień z rzędu trwały ataki dronowe na Moskwę – tu najwyraźniej obronie udało się drony zestrzelić, bo nie ma doniesień o trafieniach.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że tylko w nocy 12 czerwca nad 16 regionami Rosji zestrzelono 231 dronów. Jest to dwa razy więcej niż nad Ukrainą. I dwa razy więcej niż wiosną w ciągu całej doby nad Rosją.
Ukraińskie ataki są coraz bardziej uciążliwe dla Rosji. Rosyjskim władzom okupacyjnym Krymu coraz trudniej jest radzić sobie ze skutkami tych ataków, zwłaszcza z niedoborem benzyny.
W Sewastopolu zaostrzono ograniczenia dotyczące sprzedaży benzyny do 20 litrów tygodniowo, w porównaniu z poprzednim limitem wynoszącym 20 litrów dziennie, a niedobór nadal się pogłębia.
W ISW przypomina ponadto, że Siły Obronne Ukrainy podobnie osiągnęły przewagę taktyczną w zakresie wykorzystania dronów na froncie. Prowadzi to nie tylko do zakłóceń w logistyce, ale także do wzrostu strat Rosjan na polu bitwy w kontekście spadku poziomu rekrutacji do armii okupacyjnej. W ISW przedstawiają taki wniosek, powołując się na nowe dane od głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego, który 11 czerwca poinformował, że armia ukraińska przewyższa okupantów w wykorzystaniu dronów FPV w stosunku 1,5 do 1, a przewaga ta rośnie.
Przeczytaj także:
Karol Nawrocki zawetował ustawę, mającą uregulować rynek kryptoaktywów – od poprzedniej, również zawetowanej różniła się ona zaledwie jednym przepisem
Polska nie zdołała więc przyjąć unijnego rozporządzenia MiCA, regulującego rynek kryptoaktywów w UE. Czas na przyjęcie krajowych przepisów wykonawczych upływa 30 czerwca. Brak ustawy oznacza, że od 1 lipca 2026 r. krajowe firmy kryptowalutowe nie będą mogły legalnie działać w Polsce. Firmy z innych państw UE będą mogły jednak świadczyć usługi w Polsce na podstawie licencji uzyskanych za granicą.
Zawetowana 11 czerwca ustawa była w większości podobna do poprzednich dwóch. Różniła się przede wszystkim zaostrzeniem kar za naruszenia na rynku kryptoaktywów. Przewidywała m.in. grzywnę do 15 mln zł lub do trzech lat więzienia za wprowadzanie kryptoaktywów bez zgłoszenia KNF. To KNF miał być organem nadzorującym rynek i uzyskać uprawnienia m.in. do kontroli podmiotów, żądania informacji, zawieszania ofert tokenów, zakazywania świadczenia usług i nakładania sankcji.
W pracach nad trzecią wersją ustawy Sejm odrzucił łącznie 39 poprawek, w tym 15 poprawek zgłoszonych przez ministra Zbigniewa Boguckiego z Kancelarii Prezydenta. Przyjęto tylko jedną poprawkę prezydencką: obowiązek przygotowania raportu o rynku kryptoaktywów przez ministra finansów i przewodniczącego KNF. Raport ma obejmować m.in. informacje o podmiotach działających na rynku, nadużyciach, postępowaniach oraz kosztach nadzoru.
11 czerwca prezydent zawetował 3 z 10 ustaw przesłanych z Sejmu do podpisu. W przypadku ustawy o kryptowalutach jest to trzecie weto. Choć ustawy są podobne, między pierwszym a trzecim zmieniła się argumentacja prezydenta. Za pierwszym razem Karol Nawrocki ogłosił, że wetuje, bo „przepisy realnie zagrażają wolnościom Polaków, ich majątkowi i stabilności państwa”.
Teraz ogłosił, że rządowa ustawa „nieskutecznie chroni Polaków przed nadużyciami”. Podpisze ustawę, o ile Sejm przyjmie wersję prezydencką. Projekt jest w Sejmie i choć „jest w większości miejsc zbieżny z projektem rządowym”, to jest lepszy. Rząd tego nie widzi z powodu „politycznego uporu i niechęci”, a rynek „należy uregulować w sposób odpowiedzialny”.
Przy okazji Nawrocki powiedział, że karze rząd za jego działania. Nazwał „haniebnymi” informacje o „ruskim śladzie” w sprawie ustawy o kryptowalutach. Służby podległe rządowi wedle prezydenta nie sprawdziły niewiarygodnego świadka, ale wykorzystały jego opowieść do uderzenia w politycznych przeciwników. „Rządzący szukali haków na przeciwników, a nie zajmowali się ochroną Polaków”.
– Jestem zwolennikiem regulacji tego rynku. Jestem zwolennikiem ochrony konsumentów, tylko trzeba to robić skutecznie – wyjaśnił na koniec Nawrocki. Zapowiedział jednocześnie, że „ustawa uzyska podpis, jeśli zostanie poprawiona”.
Komentatorzy oceniali, że w sprawie kryptowalut Nawrocki się „zakiwał” i po dwóch wetach będzie musiał podpisać kolejną ustawę, mimo że jest podobna poprzednich. Nowym kontekstem dla ustawy stała się bowiem afera Zondacrypto, firmy kryptowalutowej, której klienci zgłaszali problemy z wypłatą środków. Firma upadła w kwietniu 2026 roku, prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie. Poszkodowanych są już setki osób. W związku z tym zwrotu w sprawie kryptowalut dokonał PiS – wycofując ustawę proponowaną przez posła Janusza Kowalskiego, któremu media udowodniły niejasne kontakty z biznesmenami od kryptowalut. W to miejsce PiS złożył projekt radykalnie ograniczający rynek kryptowalut, w sposób sprzeczny z unijnymi przepisami.
Nawrocki jednak ogłosił, że nie ustąpi.
W kampanii wyborczej Karol Nawrocki zapowiadał, że nie podpisze żadnej ustawy regulującej rynek kryptowalut. Zrobił to na sponsorowanej przez Zondacrypto konferencji konserwatystów CPAC (Conservative Political Action Conference) w podrzeszowskiej Jasionce.
Obecnie prezydent Polski przyjął zaproszenie na urodzinową galę walk MMA Donalda Trumpa. Sponsorem imprezy jest giełda kryptowalut Crypto.com.
Przeczytaj także: