Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Europa i Ukraina nie zaakceptowały pomysłu formalnego przyznania Rosji Krymu. A Rosja nie zgodziła się na zawieszenie broni na obecnej linii frontu. Chce więcej. Ranga planowanych na dziś rozmów w Londynie w sprawie Ukrainy została więc obniżona. Nie jedzie tam ani sekretarz stanu USA Rubio, ani jego odpowiednicy z Niemiec i Francji.
Rozmowy w Londynie, z udziałem prezydenta Ukrainy Zełenskiego, miały dotyczyć planu pokojowego Trumpa. Gdyby został zaakceptowany, wysłannik Trumpa Witkoff przekazałby to Putinowi. Wczoraj Moskwa ogłosiła, że Witkoff w tym tygodniu wybiera się do Rosji.
Z tego, co ujawniły media, wynika, że „plan Trumpa” zakładał:
Jedyną gwarancją wsparcia Zachodu dla Ukrainy miałaby być umowa surowcowa z USA.
Ukraina nie zgadza się jednak na oddanie Krymu. Dziś Reuters podał, że nie zgadzają się na to też jej europejscy partnerzy. Rosja zaś nie zgadza się na rozejm na linii frontu — chce, by Ukraina wycofała się z czterech zaanektowanych przez Putina na papierze, ale nie zdobytych ciągle regionów. Oznaczałoby to wycofanie się za Dniepr. Rosja też cały czas liczy na pomoc Waszyngtonu w zmianie władz Ukrainy na prorosyjskie.
„Ukraina chce szybkiego i sprawiedliwego pokoju, ale jeśli zaczynamy rozmawiać o suwerennych terytoriach, to format staje się przedłużeniem wojny, czego chce Rosja — oświadczył prezydent Wołodymyr Zełenski na wieść o tym, że amerykański plan pokojowy przewiduje przekazanie Rosji okupowanych ziem ukraińskich” – tak skomentował ten plan prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Obniżenie rangi rozmów w Londynie — z ministerialnego na ekspercki — nastąpiło pomimo ostrzeżeń Trumpa, że Waszyngton może się wycofać, jeśli w najbliższym czasie nie dojdzie do postępu w sprawie porozumienia. Trump powiedział w niedzielę, że ma nadzieję, że Moskwa i Kijów zawrą w tym tygodniu porozumienie kończące trzyletni konflikt.
Trump. któremu mija 100 dni rządów, bardzo chce pokazać sukces w Ukrainie. Jego groźby, że jeśli nie będzie porozumienia, USA nie będą go więcej negocjować, wzbudziły wyraźne zaniepokojenie w Rosji. Putin — by wykazać się dobrą wolą — ogłosił w sobotę 30-godzinny „rozejm wielkanocny”. Początkowo Moskwa twierdziła, że Ukraina go nie przestrzega, co miało być dowodem na to, że Putin naprawdę chce pokoju, a za problemy z rokowaniami odpowiada Zełenski, który nawet nie panuje nad swoją armią. Jednak Ukraińcy, wymieniający się danymi wywiadowczymi z zachodnimi partnerami, potrafili dowieść, że to nie prawda. I w poniedziałek Putin publicznie przyznał, że w wyniku rozejmu ostrzał na froncie osłabł, a Ukraińcy trzymali się rozejmu, choć nikt go z nimi nie negocjował.
Wtedy Ukraina zaproponowała przedłużenie rozejmu, na co Putin oznajmił, że mógłby porozmawiać ze stroną ukraińską o „rozejmie w ostrzale na obiekty cywilne”. Część światowej opinii publicznej się na to złapała: oto Putin jest tak bardzo nastawiony na pokój, że aż zaoferował bezpośrednie rozmowy z Ukrainą. Tyle że w tym samym wystąpieniu Putin rozwodził się nad tym, czym jest ostrzał obiektów cywilnych. Otóż obiekt cywilny to taki, który Moskwa uznaje za cywilny. A jeśli jest to cywilne miejsce publiczne, w którym zdaniem Moskwy są osoby, które „należy ukarać”, to jak najbardziej ostrzeliwać takie miejsce można. Tu Putin jako przykład „uzasadnionego ostrzału” dał kwietniowe krwawe rosyjskie ataki na Krzywy Róg i Sumy (o Sumach Trump mówił, że zostały ostrzelane przez pomyłkę — Putin jednak jasno teraz ogłosił, że operacja była planowa). Zatem propozycja rozmów z Ukrainą dotyczyła tego, kiedy można w niej strzelać rakietami do restauracji pełnych ludzi i centrów konferencyjnych. Nie jest to więc w żadnym razie propozycja pokojowa.
Wobec coraz bardziej widocznego rozdrażnienia Trumpa Moskwa przekonuje o swoim jak najgłębszym zaangażowaniu w rozmowy pokojowe z USA. Do dziś nie kryła też nadziei, że Trumpowi uda się wymusić na Ukrainie i jej sojusznikach akceptację aneksji Krymu. „Używamy wszystkich kanałów kontaktowych” – zapewnił 22 kwietnia rzecznik Putina Pieskow. Ale dodał: „Ten temat jest tak złożony, związany z uregulowaniem, że oczywiście, prawdopodobnie, nie warto wyznaczać żadnych ścisłych ram czasowych”.
Propaganda Kremla przedstawia teraz kontakty Waszyngtonu z Moskwą jako „prawdziwy” i „odwieczny” sojusz antyfaszystowski. W zapomnienie poszły demonstracje z makietami rakiet podpisanymi „Na Waszyngton”. Teraz wrogiem Putina jest Europa. A zmiana sojuszy tłumaczona jest tak: Trump rozumie, że wojnę w Ukrainie można zakończyć tylko na warunkach rosyjskich. Kto zaś pomaga Ukrainie, pomaga nacjonalistom, a słowo „nacjonalista” brzmi po rosyjsku prawie jak „nazista”, zatem sojusznicy Ukrainy są nazistami, których Rosja pokonała w 1945 roku.
Stan negocjacji jest jednak taki, że to Ukraina godzi się na natychmiastowe przerwanie ognia, a Rosja — nie. Zatem Trumpowi trudniej teraz będzie atakować Ukrainę.
Przeczytaj także: