Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Jeśli Polska ma jakieś pytania w sprawie dronów, może skorzystać z istniejących kanałów i je zadać – ogłosiła 11 września rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.
Od dronowego rosyjskiego ataku na Polskę 10 września jest to już piąte wezwanie z Moskwy do rozmów i wyjaśniania „szczegółów” kierowane do Warszawy.
Pierwszy powiedział o tym rzecznik Putina Pieskow 10 września w południe („Nie, Kreml nie otrzymał od polskich władz żadnych próśb o kontakt)
Potem w oficjalnych komunikatach ofertę konsultacji złożył rosyjski MON, a za nim powtórzył to MSZ.
Ofertę rozmów w sprawie „wyjaśniania” ataku dronowego na Polskę ponowił Pieskow 11 września, a za nim – rzeczniczka MSZ Zacharowa (na zdjęciu – z szefem rosyjskiego MSZ Ławrowem).
Propagandyści w rosyjskiej telewizji sugerowali 11 września, że Moskwa liczy na telefon od prezydenta Karola Nawrockiego, który powinien to zrobić „za pośrednictwem swojego BBN”.
Tłem od tych zaproszeń do rozmów są mętne wyjaśnienia rosyjskie w sprawie pochodzenia dronów, które spadły na Polskę. Rosja najpierw ogłosiła, że nie ma dowodów, że drony były rosyjskie. I że mamy do czynienia z ukraińska prowokacją. Potem ogłosiła, że tego dnia „po prostu” atakowała zachodnią Ukrainę, ale użyła do tego dronów o zasięgu do 700 km. Problem jest tu taki, że od granicy Rosji do Lwowa jest w linii prostej ponad 600 km, a do Iwano-Frankiwska – ponad 700 km. Takie drony musiałyby więc lecieć z Białorusi. Ta jednak kategorycznie zaprzecza – twierdzi, że atak na Polskę nastąpił z Ukrainy, a właściwie (w wersji skorygowanej po ujawnieniu przez Polskę szczegółów) – z Białorusi, która jednak była krajem przelotowym dla tych dronów i nawet część z nich zestrzeliła.
Te szczegóły, którymi zarzuca teraz Polskę strona rosyjska, miałyby być wyjaśniane w toku „konsultacji”.
Moskwa formalnie zgadza się na generalne postulaty („że potrzebny jest pokój”), a następnie zasypuje drugą stronę szczegółami, które należałoby wcześniej rozstrzygnąć. Do tego zaś – twierdzi – niezbędne jest powołanie zespołów ekspertów niskiego szczebla.
Moskwie udało się przekonać Donalda Trumpa (na Alasce 15 sierpnia), że do prowadzenia takich szczegółowych rozmów nie jest potrzebne ogłoszenie rozejmu na froncie w Ukrainie. Gdyż od razu można rozmawiać o porozumieniu pokojowym. Moskwa gotowa jest je zawrzeć natychmiast, pod warunkiem, że spełnione zostaną wszystkie jej żądania, a Ukraina wyłoni władze, które Moskwa uzna za akceptowalne. Rozmowy z prezydentem Zełenskim wyklucza, gdyż nie uważa go za legalnego lidera Ukrainy.
W tej chwili do grona zachodnich liderów, którzy mimo to uważają, że rozmowy z Rosją mają sens, poza Donaldem Trumpem należą: Viktor Orbán z Węgier, Robert Fico ze Słowacji oraz Aleksander Vucić z Serbii. Od kilkunastu dni propaganda Kremla sugeruje, że mógłby do nich dołączyć też Karol Nawrocki – ze względu na jego antyukraińską i antyunijną retorykę, więzi z Donaldem Trumpem i sojusz polskiej prawicy z Orbánem.
W Sejmie 10 września premier Donald Tusk, informując o sytuacji w kraju po najpoważniejszym od II wojny światowej ataku Rosji, ogłosił, że współpracuje z prezydentem i wszystkie polskie kroki dyplomatyczne są wspólnie uzgadniane i koordynowane. Podkreślił, że teraz Polska ma jednego wroga – na wschodzie.
Przeczytaj także: