Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Czy moje dane osobowe i medyczne też zostały wykradzione z firmy MyDr? Minister cyfryzacji zapewniał, że lada dzień każda z 19 mln osób, której dane padły ofiarą hakerów, będzie mogła to sprawdzić w rządowym serwisie. To jednak nie będzie możliwe. Policja na to nie pozwala. Zresztą od początku ten plan był wątpliwy
Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski od kilku dni zapewnia, że każdy lada chwila będzie mógł sprawdzić w portalu bezpiecznedane.gov, czy jego dane osobowe i medyczne zostały skradzione przez cybeprzestępców z firmy MyDr.
Ale to nieprawda – nikt z 19 mln okradzionych z danych osób sprawdzić tego nie będzie mógł w rządowym portalu. Z dwóch powodów.
Po pierwsze, nie godzi się na to policja. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości w komunikacie wydanym we wtorek (18 sierpnia) poinformowało, że:
„Na tym etapie nie jest zasadnym publikowanie numerów PESEL pacjentów obsługiwanych przez system MyDr na stronie bezpiecznedane.gov.pl. Publikowanie takich danych mogłoby utrudnić prowadzone działania.”
Po drugie, nie do tego służy portal bezpiecznedane.gov. Jak wyjaśnia w wywiadzie dla OKO.press prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski, skradzione dane do rządowego portalu powinny trafić w sytuacji, gdy zostaną upublicznione przez hakerów w internecie. A nie wtedy, gdy zostaną „jedynie” skradzione.
A jak zapewniają dziś władze, wykradzionych z firmy MyDr danych nie ma ani w otwartym internecie, ani w darknecie. To obecnie wiemy na pewno.
Co jeszcze wiemy? Jak wyjaśnia OKO.press prezes UODO, wiemy już, że wyciek dotyczy danych do 2024 roku i nie objął wszystkich w jednakowym stopniu.
Wiemy, że niektóre z dużych sieci medycznych już znają szczegóły i były w stanie potwierdzić na przykład, że tylko kilka ich placówek ucierpiało, nie wszystkie.
Wiemy, że w niektórych przypadkach doszło do wycieku tylko pewnych kategorii danych. Inaczej mówiąc, spośród 19 mln okradzionych obywateli, niektórzy w tym cyberataku stracili tylko podstawowe dane jak nazwisko, adres, numer telefonu i PESEL, inni również dane medyczne. Nie wiemy jeszcze, kto jakie.
Szacuje się, że w tym ataku hakerskim, który objął połowę populacji Polski, hakerzy pobrali blisko 2 terabajty danych.
„Tego nie pobiera się w sekundę, proces musiał trwać dni, a może i tygodnie. Fakt, że ataku nie wykryto odpowiednio wcześnie, budzi ogromne wątpliwości – mówi OKO.press prezes UODO Mirosław Wróblewski.
Więcej szczegółowych informacji na temat wycieku danych z firmy MyDr można przeczytać w wywiadzie z prezesem UODO dostępnym tutaj:
Przeczytaj także:
Nie jest jasne, kiedy dokładnie doszło do potężnej kradzieży danych z formy MyDr, wiadomo jednak, że firma ta oferowała obsługę ok. 12 tys. placówek medycznych, którym za pośrednictwem MyDr wykradziono dane milionów Polaków.
Hakerzy po kradzieży skontaktowali się z firmą MyDr 5 sierpnia. Ale nic się nie wydarzyło, firma nie zareagowała, nikogo nie poinformowała. Więc 8 sierpnia przestępcy skontaktowali się z branżowymi specjalistami z portalu Zaufana Trzecia Strona, którzy ujawnili sprawę 10 sierpnia. 12 sierpnia poinformował o tym publicznie minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Kilka dni później, w sobotę 15 sierpnia, minister podawał, że śledczy są już na tropie grupy hakerów.
Tymczasem część polityków domaga się od władz innego rodzaju działań. Janusz Cieszyński, minister cyfryzacji w rządzie PiS, obecnie członek stowarzyszenia Rozwój Plus, niedawno domagał się, by cała wykradziona baza danych została przekazana do Ministerstwa Zdrowia, to z kolei powinno szczegółowe dane, komu i co dokładnie wykradziono, przekazywać każdemu poszkodowanemu indywidualnie za pośrednictwem IPK (Internetowego Konta Pacjenta).
To jednak pomysł nie tylko niezgodny z prawem, ale również bardzo groźny, by ministerstwo weszło w posiadanie tak wrażliwych danych o połowie populacji kraju.
„Dziś byłyby to dane medyczne, a jutro np. bazy członków partii politycznych. To realne zagrożenie dla demokracji oraz prawidłowego funkcjonowania państwa i społeczeństwa” – podkreśla w wywiadzie dla OKO.press prezes UODO.
Przeczytaj także: