Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Amerykański prezydent pozwala sobie na śmiałe uwagi krytyczne wobec premiera Izraela. Ich spór może być jednym z głównych przeszkód ku dalszemu porozumieniu z Iranem
Podczas wypowiedzi dla mediów we francuskim Évian-les-Bains, gdzie Donald Trump bierze udział w szczycie G7, amerykański prezydent zapewniał, że jego relacja z Benjaminem Netanjahu jest bardzo dobra. A następnie niemal wszystko, co powiedział, świadczyło o czymś zupełnie przeciwnym. Ze słów Trumpa wynika np., że jest on zirytowany działaniem Izraela w Libanie. Zarówno w ostatnich dniach, jak i w szerszej perspektywie.
„Za dużo ludzi ginie, nie trzeba niszczyć całych budynków za każdym razem, gdy chce się trafić jakiś cel, bo w tych budynkach jest dużo ludzi, którzy nie są z Hezbollahu. Sugerowałem Izraelowi, by to Syria zajęła się Hezbollahem, bo, szczerze mówiąc, myślę, że zrobiliby to lepiej” – przekonywał Trump w stylu, który z całą pewnością nie został dobrze przyjęty w Izraelu. Amerykański prezydent mówił, że premier Netanjahu „musi być bardziej odpowiedzialny” w odniesieniu do Libanu.
Trump powiedział też wprost, że nie podobały mu się ataki Izraela na cele Hezbollahu w Libanie na chwilę przed uzgodnieniem wstępnego porozumienia z Iranem. Ataki te są powszechnie interpretowane jako próba sabotowania tego porozumienia przez Izrael.
To kolejna odsłona konfliktu na linii Trump-Netanjahu, którego katalizatorem jest wojna w Iranie i jej rozczarowujący dla obu przywódców wynik. Liban i wojna Izraela z Hezbollahem to jednocześnie jeden z kluczowych czynników dla powodzenia dalszych rozmów USA z Iranem. Możemy się więc spodziewać, że napięcia między Trumpem a Netanjahu będą w najbliższych miesiącach nieustannie silne.
Izrael konsekwentnie realizuje w regionie agresywną politykę zagraniczną. Prowadzi działania wojenne na terenie sąsiednich krajów bez konsultacji z tymi krajami, jeśli uzna, że tego wymaga jego polityka bezpieczeństwa. Konsekwencją jest bardzo duża liczba ofiar cywilnych, co zauważa sam Trump. Według libańskiego Ministerstwa Zdrowia liczba ofiar śmiertelnych izraelskich ataków od 2 marca wynosi obecnie 3826 osób. Wśród ofiar są setki cywili, dzieci, ratowników.
Izrael jesienią czekają wybory parlamentarne. Wątpliwe więc, by Netanjahu chciał się wycofać, by nie pokazywać się jako słaby przywódca. Izraelskie wojsko zapowiedziało już z resztą, że z zajętych na południu Libanu terenów nie zamierza się wycofywać w związku z amerykańskim porozumieniem z Iranem.
Irańczycy z kolei zdążyli już zapewnić Hezbollah (który jest bliskim sojusznikiem Islamskiej Republiki Iranu), że w kolejnej rundzie rozmów z USA będą domagali się pełnego wycofania sił izraelskich z południa Libanu. Iran w swojej retoryce i praktyce politycznej traktuje Izrael jako byt w pełni zależny od USA, który nie prowadzi własnej polityki, a jedynie realizuje zadania nakreślone w Waszyngtonie. To, że nie jest to do końca prawda, pokazują np. ostatnie spięcia między Netanjahu i Trumpem (jednocześnie Izrael w sprawach wojskowych w dużej mierze polega na Amerykanach). Ale takie podejście ma konkretne konsekwencje dla dalszych rozmów. Będzie to powodowało nieustanne napięcie, które może spowodować zerwanie rozmów.
Przeczytaj także:
Jak informuje Reuters, przywódcy państw obecnych na szczycie G7 we Francji zgodnie chcą zwiększenia presji na Rosję i nałożenia na Kreml większych sankcji. Donald Trump potwierdził, że USA lada moment wróci do zakazu importowania ropy z Rosji, a po rozmowie z Wołodymyrem Zełeńskim zaapelował do Putina o pokój w Europie.
Do tego spotkania mogło nie dojść. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński chciał porozmawiać z prezydentem USA podczas francuskiego szczytu G7 w Evian. Donald Trump jednak rozmów tych unikał. Niewyłączone mikrofony zarejestrowały fragment rozmowy Zełeńskiego z Emmanucelem Macronem, który polecił mu, by opóźnił swój wyjazd z Francji, a on zrobi wszystko, by do spotkania z prezydentem USA doprowadzić.
I to się udało. Prezydent USA o 10:35 opublikował na portalach społecznościowych, który jednoznacznie potwierdza, że do rozmowy z Donaldem Trumpem doszło. Według Reutersa rozmowa była krótka, trwała ledwie kilkanaście minut. Ale i była dla Ukrainy owocna.
W kuluarach szczytu G7 prezydenci omówili m.in. kwestię uzyskania licencji na produkcję pocisków w samej Ukrainie, otrzymania od USA większej liczby pocisków oraz rozmów pokojowych z Rosją. Zełeński miał wskazać, że pokój w Ukrainie musi zostać zawarty przed zimą. I że potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa na okres powojenny.
Prezydent Ukrainy powiedział, że wśród przywódców uczestniczących w szczycie panuje jednomyślność co do tego, że Rosja nie wygrywa wojny i musi zawrzeć porozumienie o jej zakończeniu tak szybko, jak to możliwe. Jednocześnie wszyscy przywódcy obecni na szczycie mieli uznać, że Rosja „chce atakować cywilną infrastrukturę”.
O sukcesie rozmów świadczy późniejsze wystąpienie Donalda Trumpa. Podczas spotkania z emirem Kataru, szejkiem Tamimem bin Hamadem Al Thanim, dziennikarze pytali prezydenta USA o wojnę w Ukrainie. Trump powiedział wprost, że jego zdaniem Rosja powinna podpisać umowę pokojową – i że Władimir Putin zdaje się być tym pomysłem zainteresowany. „Oni walczą dalej, ale tracą wielu żolnierzy” – przekazał mediom.
„Los zaczyna się przechylać na stronę Ukrainy. Sytuacja w 2026 roku jest zupełnie inna niż w 2025. Ukraina dzielnie utrzymuje linię frontu. Rosyjskie zmęczenie widać coraz wyraźniej. To czas, by podwoić nasze wsparcie (dla Ukrainy)” – napisała na portalu X szefowa KE Ursula von der Leyen.
Sytuacja Ukrainy i Rosji była jednym z głównych tematów szczytu G7. Kraje Europy nie mają wątpliwości co do pomysłu nałożenia jeszcze większych sankcji na Rosję – by w ten sposób budować presję na Kreml i prowokować do zakończenia wojny.
Ukraina jest regularnie bombardowana przez Rosję. Tylko w ostatnich dniach wojska Putina napadły na Charków i Kijów, niszcząc m.in. prawosławny klasztor Ławrę Peczerską, wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO. We wtorek ukraińskie drony zaatakowały rafinerę ropy naftowej Kapotnia w Moskwie, ok. 10 mil od Kremla.
Przeczytaj także:
Rząd przyjął projekt uchwały w sprawie utworzenia w Polsce stałej bazy dla amerykańskich wojsk w Polsce. Premier Donald Tusk poinformował też o rychłej finalizacji rozmów z tajwańską firmą Foxconn, która ma wspomóc budowę polskich aut elektycznych. Umowa ma zostać podpisana jesienią tego roku, a premier liczy na tempo producji na ok. 400 tysięcy aut rocznie.
Adam Szłapka, rzecznik prasowy polskiego rządu potwierdził, że KPRM przyjął projekt uchwały „w sprawie podjęcia działań w celu utworzenia stałej bazy sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w Polsce”.
To pomysł szefa MON, Władysława Kosiniaka-Kamysza, który chce zbudować w kraju stałą bazę dla wojsk USA. Jak zdradził premier Donald Tusk, chodzi o stworzenie warunków logistycznych, finansowych, organizacyjnych i mieszkaniowych dla żołnierzy z USA, którzy mieliby stacjonować w Polsce na stałe – zgodnie z zapowiedziami Donalda Trumpa. „Nie możemy czekać na realizację zobowiązania prezydenta USA. Musimy się do tego przygotować” – zadeklarował Tusk.
„Historyczny krok” – skomentował na portalu X Tomasz Siemoniak, wiceminister MSWiA.
Na razie nie wiadomo, kiedy baza miałaby zostać zbudowana, dla ilu żołnierzy i kiedy ci właściwie mieliby zacząć na stałe stacjonować w kraju.
Donald Tusk ogłosił też, że po wakacjach Polska będzie finalizować rozmowy z firmą Foxconn, przemysłowym gigantem z Tajwanu, która miałaby pomóc w budowie polskich samochodów elektrycznych.
„Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że po wakacjach, jesienią ostatecznie sfinalizujemy nasze rozmowy z Foxconnem, z partnerami z Tajwanu. Będziemy budowali jako Electromobility Poland we współpracy z Tajwańczykami wielki hub w Jaworznie. Będzie zintegrowany z całym systemem przemysłowo-technologicznym w Jaworznie i w okolicy” – zapowiedział przed posiedzeniem Rady Ministrów Donald Tusk.
Polska ma budować trzy modele aut. Będą to SUV-y, średniej wielkości – zapowiedział premier.
Tusk chciałby, by produkcja pozwoliła na budowę nawet 400 tysięcy samochodów rocznie.
Przeczytaj także:
Do politycznej awantury doszło podczas obrad Rady Miasta Poznania, gdzie dyskutowano nad absolutorium i wotum zaufania dla prezydenta miasta. Jacek Jaśkowiak został przez jednego ze wzburzonych mieszkańców zaatakowany tortem. Zatrzymała go policja. „To był fizyczny atak w miejscu pracy” – grzmi prezydent Poznania.
„Pycha kroczy przed upadkiem” – krzyczał wyprowadzany przez policjantów mężczyzna, który podczas sesji Rady Miasta Poznania zaatakował prezydenta miasta tortem.
Było króko po godzinie 10. Prezydent najpierw przedstawił raport o stanie miasta, a potem usiadł na ławce, czekając na udzielenie mu absolutorium i wotum zafuania. Niespodziewanie do sali wtargnęła grupa osób. Większość rozdawała radnym ulotki z hasłem: „Wilczy bilet dla Jacka Jaśkowiaka za antyspołeczną politykę”. Jeden z nich wykrzyczał: „Pogrążasz to miasto (...) i właśnie na to zasługujesz”. Potem uderzył prezydenta tortem z bitą śmietaną. Moment ataku uwiecznili m.in. dziennikarze lokalnego „Głosu Wielkopolski”.
„To był fizyczny atak w miejscu pracy. Pewnie mam zniszczony garnitur, może mi się uda go uratować” – mówił dziennikarzom tuż po incydencie prezydent Jaśkowiak. I wskazywał, że za atakiem mogą stać anarchiści i symaptycy partii Razem, która już potępiła atak tortem. „Dobrze, że to nie był kwas solny, bo przecież mógł być!” – grzmiał prezydent Poznania.
Atak skrytykowali lokalni działacze tak obozu władzy, jak i opozycji wobec Jaśkowiaka.
Jak wskazuje Piotr Żytnicki z poznańskiego oddziału „Gazety Wyborczej” tortem rzucił jeden z poznańskich anarchistów związanych z kolektywem Rozbrat. Środowisko to wspiera protest mieszkańców osiedla Maltańskiego, wokół którego od miesięcy toczy się spór.
Osiedle bowiem formalnie należy do Kościoła, a mieszkańcy (ponad sto rodzin) płacili za dzierżawę terenu symboliczne pieniądze. Archidiecezja w styczniu tego roku sprzedała ten teren za, bagatela, 421 milionów złotych. Deweloper chce zbudować tu nowe osiedle, a dotychczasowym mieszkańcom polecono się wyprowadzić.
Co wspólnego z tą sytuacją ma prezydent? Mieszkańcy Osiedla Maltańskiego liczy na pomoc miasta, w tym np. wykup tego terenu czy zamianę działek z kościołem, na co prezydent zgodzić się nie chce. Mieszkańców w sporze wspierają anarchiści i przedstawiciele partii Razem.
Nie wiadomo, jakie konsekwencje grożą mężczyźnie, który zaatakował prezydenta Poznania tortem. Przed ponad dekadą, w czerwcu 2013 roku Zygmnut Miernik rzucił tortem w tył głowy sędzi Anny Wielogolewskiej w czasie procesu Czesława Kiszczaka. Mężczyznę skazano na karę więzienia m.in. za naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie sędziego w czasie sprawowania urzędu.
„Swoboda dotyczy różnych metod ekspresji (nie tylko słowa, ale i innych form artystycznych, a nawet w pewnym zakresie krzyku i hałasu, a także takich form protestu jak np. kładzenie się przed maszynami w proteście przed budową autostrady). Istotne tu jest jednak, że te formy wyrazu nie naruszają nietykalności cielesnej osoby, wobec której są kierowane. W przypadku działania pana Miernika doszło tymczasem do naruszenia nietykalności cielesnej sędziego. To, że był to akt publiczny rejestrowany przez media, nie powoduje, że należy traktować to zachowanie wyłącznie jako noszące cechy dozwolonej krytyki. Naruszenie nietykalności zwykłego obywatela – nie pełniącego funkcji publicznej – też jest czynem zabronionym i karalnym” – twierdził wówczas Rzecznik Praw Obywatelskich.
Przeczytaj także:
Robert Kuzowkow, znany jako Siemion Skriepecki, został zastrzelony w Białej Podlaskiej. Informację oficjalnie potwierdziła policja i prokuratura. Jedna z hipoteza zakłada, że była to egzekucja. Śledczy zatrzymali dwóch Białorusinów, ale nikomu nie postawiono zarzutów.
„W toku szeroko zakrojonych działań śledczych doszło do zatrzymania dwóch obywateli z Białorusi. Mężczyźni, w wieku około 33 i 37 lat, zostali zatrzymani w okolicy białoruskiego konsulatu w Białej Podlaskiej” – przekazał dziennikarzom Andrzej Fijołek, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie.
Śledczy oficjalnie potwierdzili, że rosyjski artysta i krytyk Władimira Putina, Robert Kuzowkow, znany jako Siemion Skriepecki, został zastrzelony w Białej Podlaskiej.
Do zabójstwa doszło w poniedziałek 15 czerwca rano, między 9:30 a 9:45, na jednym z osiedli na parkingu za pawilonami handlowymi na ulicy Królowej Jadwigi. „Do ofiary podszedł mężczyzna, oddał trzy strzały z broni krótkiej. Gdy pokrzywdzony upadł na chodnik, mężczyzna podszedł i oddał jeszcze dwa strzały” – opisuje prokurator Marcin Kozak, rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Lublinie, która przejęła sprawę od Prokuratury Rejonowej. Kuzowkow został śmiertelnie zraniony w głowę i klatkę piersiową. Na wtorek zaplanowano sekcję zwłok artysty.
„Komendant policji od razu powołał wszystkich policjantów do służby. Zarządzono alarm” – opisuje Fijołek z policji w Lublinie. Na komendzie zawiązano specjalną grupę śledczą, wystosowano również apel do mieszkańców Białej Podlaskiej i potencjalnych świadków zdarzenia o kontakt.
Jak potwierdza prok. Kozak śledczy zatrzymali dwóch obywateli Białorusi. Mężczyznom nie postawiono zarzutów, ich związek ze sprawą jest jeszcze przedmiotem ustaleń. Policjanci odblokowali ulice, nie prowadzą już patroli na granicach miasta.
„Może się okazać, że mamy do czynienia ze zbrodnią polityczną i zabójstwem na zlecenie” – pisała na łamach OKO.press Anna Mierzyńska. Skriepecki był bowiem niewygodny dla reżimu Władimira Putina ze względu na swoją działalność, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.
Skriepecki przyjechał do Polski w 2021 roku. Trafił do ośrodka dla uchodźców w Białej Podlaskiej, a gdy z niego wyszedł, zamieszkał w mieście w granicą. Biała Podlaska to miasto położone blisko granicy z Białorusią, dlatego mieszka tam wielu uchodźców z tamtego państwa.
Skriepecki jeździł jednak po różnych krajach europejskich. Organizował w nich akcje ośmieszające Putina. W ostatni weekend był w Berlinie, gdzie chodził po ulicach z portretem Stalina w rękach i przywiązaną do spodni flagą Rosji, która ciągnęła się za nim po ziemi. Śpiewał też własną wersję radzieckiej piosenki „Sołnecznyj krug”. Robił to w czasie, gdy w rosyjskiej ambasadzie odbywały się uroczystości z okazji państwowego święta – Dnia Rosji.
Jak pisze Mierzyńska, artysta po akcji w Berlinie miał dostawać pogróżki. Ostatni wpis, prezentujący groźby śmierci, opublikował na swoim kanale na Telegramie w poniedziałek, krótko po godzinie 8.
Przeczytaj także: