Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kanadę trawi już 900 pożarów leśnych, a wiatr przesunął toksyczny dym nad USA. Pomarańczowo-brązowo łuna wisi nad miastami od Minneapolis aż po Waszyngton. Problem z toksycznym dymem ma też Nowy Jork, gdzie w niedzielę ma rozegrać się finał Mistrzostw Świata w piłce nożnej
Od kilku dni Kanada zmaga się pożarami lasów, tamtejszy rząd informuje już o 900 pożarach, z czego najwięcej z nich, i te największe, są w prowincjach Quebec i Ontario, w tym przy granicy z USA.
Wiele z nich wymknęło się spod kontroli, w niektóry rejonach doszło do ewakuacji, a prowincja Ontario poprosiła nawet rząd federalny o pomoc w jej przeprowadzeniu.
Powód? Według Narodowego Międzyagencyjnego Centrum Pożarnictwa w USA i Ministerstwa Zasobów Naturalnych Kanady to prawdopodobnie utrzymujące się upały i jednocześnie opady deszczu poniżej średniej.
W północnym Ontario i Quebecu w czerwcu odnotowano opady mniejsze o 40 proc., a temperatury przekroczyły historyczne średnie.
W związku z pożarami problem mają też Stany Zjednoczone. Wiatr przenosi bowiem chmurę zanieczyszczonego pyłem powietrza nad USA. W piątek gęsty dym dotarł już do stolicy i obecnie pomarańczowo-brązowa łuna unosi się nad miastami od Minnesoty na Środkowym Zachodzie po Waszyngton i Wirginię na wschodnim wybrzeżu.
Najgorsza sytuacja w piątek była w regionie Wielkich Jezior, przy granicy z Kanadą, jednak ostrzeżenia dotyczące jakości powietrza spowodowane dymem z Kanady wydały już władze w 18 amerykańskich stanach. To oznacza, że alertami objęte jest już ponad 100 mln ludzi — prawie jedna trzecia populacji Stanów Zjednoczonych.
To sprowokowało amerykańskiego prezydenta do działania.
„Pociągamy Kanadę do odpowiedzialności za to, że nie dba właściwie o swoje lasy i zarośla. W rezultacie Stany Zjednoczone są zalewane zanieczyszczonym i szkodliwym dla zdrowia powietrzem"
- napisał w piątek Donald Trump na Truth Social.
„Koszty są niewyobrażalne! Kanada odmówiła prowadzenia podstawowej gospodarki leśnej i usuwania zalegających pozostałości, wiedząc, że to doprowadzi właśnie do takiego rezultatu. Jest to umyślne zaniedbanie, stające się corocznym zjawiskiem, które kosztuje Stany Zjednoczone miliardy dolarów” – dodał.
Trump jednocześnie zapowiedział, że koszty tego zanieczyszczenia zostaną doliczone do ceł, które Kanada obecnie płaci.
Amerykańskiemu prezydentowi na platformie X odpowiedział premier prowincji Ontario Doug Ford:
„Sąsiedzi sobie pomagają. Ontario zawsze pomagało amerykańskim partnerom wtedy, gdy tego potrzebowali.”
I dodał:
„Niech amerykańscy politycy przestaną się skarżyć na zadymienie z powodu pożarów lasów w Kanadzie i wyślą pomoc, tak jak Kanada wysyła strażaków do USA.”
Przeczytaj także:
Lasy stanowią nawet niemal 40 proc. terytorium Kanady, a to prawie 3,7 mln km kw. W dużej mierze są to obszary niedostępne.
Kanadyjskie lasy w większości należą do skarbu państwa, a na wycinkę drzew ogłaszane są przetargi. Amerykańscy republikanie od lat uważają to za rzekome dotowanie sektora.
BBC zwraca uwagę, że Kanada mierzy się z pożarami co roku. W 2023 roku spłonęło 15 mln hektarów, w 2025 roku 8,3 mln hektarów.
A dym z pożarów lasów jest niebezpieczny dla człowieka, zawiera bowiem mieszankę bardzo małych cząsteczek zanieczyszczeń, takich jak PM2,5 i dwutlenek azotu. Według Światowej Organizacji Zdrowia wdychanie ich może powodować zaostrzenie istniejących schorzeń układu oddechowego, serca, nerek i oczu.
W wyniku tegorocznych pożarów jakość powietrza na dużym obszarze środkowego zachodu i północno-wschodnich Stanów Zjednoczonych gwałtownie pogorszyła się 15 lipca. W wielu amerykańskich miastach wskaźniki zanieczyszczenia w piątek 17 lipca mieściły się w przedziale od 100 do 500, a więc od „niezdrowe” do „niebezpieczne”.
Odczyty zanieczyszczeń IQAir dla miast w sobotę 18 lipca pokazują, że najgorsza sytuacja jest w Toronto (wskaźnik na poziomie 186) oraz w Waszyngtonie (175) i Nowym Jorku (167).
To rodzi obawy o losy finału Mistrzostw Świata w piłce nożnej, który ma się odbyć w niedzielę 19 lipca właśnie w Nowym Jorku.
Jak poinformował PAP, dym z kanadyjskich pożarów odwołał już mecz piłkarski ligi MLS Chicago Fire z Robertem Lewandowskim.
Przeczytaj także:
Firma zarządzająca platformą Truth Social 1 sierpnia uruchamia nową usługę – API Truth. Miesięczny abonament w wysokości 100 tys. dol. ma dawać użytkownikowi pierwszeństwo w otrzymywaniu wpisów 10 najpopularniejszych kont. W praktyce firmy z Wall Street będą mogły przed innymi poznać decyzje Trumpa, które trzęsą rynkami
Trump Media & Technology Group, właściciel platformy Truth Social, planuje sprzedawać firmom inwestycyjnym i inwestorom z Wall Street szybszy dostęp do informacji publikowanych przez prezydenta USA w należących do niego social mediach.
Usługa, która ma ruszyć 1 sierpnia pod nazwą API Truth, oferowana jest za 100 tys. dol. miesięcznie — informuje Reuters na podstawie pozyskanych samodzielnie informacji. Oficjalnie cennik nie jest bowiem znany, a rozmowy z potencjalnymi klientami są tajne.
Osoby zaznajomione ze sprawą twierdzą, że Trump Media przedstawiło również plan miesięczny za kwotę 60 tys. dol., jeśli klient podpisze umowę z góry na trzy lata.
W zamian użytkownik otrzyma dostęp do wpisów z 10 najbardziej wpływowych kont Truth Social na chwilę przed tym, jak zostaną one oficjalnie opublikowane w internecie.
W praktyce oznacza to, że banki, firmy inwestycyjne i inne bogate podmioty z Wall Street mogą sobie kupić przewagę informacyjną, na której będą mogły zarabiać fortuny. Najpopularniejsze konta na Truth Social należą bowiem do samego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, jego rodziny i wpływowych zwolenników. A to oznacza, że posty przez nich publikowane wpływają na światowe rynki.
Przeczytaj także:
Trump Media mierzy się z potężną konkurencją innych mediów społecznościowych i niekoniecznie z nimi wygrywa. W tym roku akcje TMTG straciły na amerykańskiej giełdzie już ok. 27 proc. – zaznacza Reuters. Obecna wycena rynkowa spółki to ok. 2,7 mld dol.
A jednocześnie jasne jest, że posty Donalda Trumpa w mediach społecznościowych często wywołują zmiany na rynkach. Zmiany, na których można zarobić, jeśli przewidzi się je wcześniej. Stąd pomysł na uruchomienie nowej usługi API Truth, która da możliwość zarabiania na postach amerykańskiego prezydenta.
Przypomnijmy choćby 9 kwietnia 2025 roku, gdy główne indeksy giełdy Wall Street zaczęły gwałtownie rosnąć po tym, jak Trump w poście na portalu Truth Social ogłosił, że wstrzyma wiele nowych ceł na 90 dni.
Zdaniem agencji Reuters, w tej sytuacji dostęp do interfejsu API Truth może być niezbędny dla firm zajmujących się handlem wysokich częstotliwości, bo nawet przewaga informacyjna rzędu zaledwie kilku milisekund może przełożyć się na zyski rzędu setek tysięcy dolarów z dużych transakcji.
Ten pomysł biznesowy jednak wzbudza szerokie oburzenie nie tylko wśród Demokratów. Donald Sherman, prezes bezpartyjnej organizacji Citizens for Responsibility and Ethics w Waszyngtonie uważa, że to „całkowicie nieetyczne”. Jednocześnie trudno stwierdzić, czy jest to nielegalne.
Przypomnijmy, że to nie pierwszy przypadek, kiedy Donald Trump i jego rodzina powiększają swoje fortuny, czerpiąc zyski z polityki ogłoszonej przez jego administrację. Z niedawno opublikowanych oświadczeń majątkowych wynika, że w 2025 roku rodzina Trumpa zarobiła na kryptowalutach 1,4 mld dol. A zyski te zostały wygenerowane właśnie w związku z decyzjami administracyjnymi prezydenta dotyczącymi kryptoaktywów.
Przeczytaj także:
Komisja Europejska zaprezentowała w piątek propozycje reformy ETS. To „pozorna korekta” – uważa Pałac Prezydencki. I zapowiada: w najbliższym tygodniu koleiny wniosek o ogólnokrajowe referendum dotyczące unijnej polityki klimatycznej
W piątek Komisja Europejska przedstawiła długo oczekiwane propozycje dotyczące reformy systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS). Szef Gabinetu Prezydenta RP Paweł Szefernaker oświadczył w sobotę 18 lipca na platformie X, że przedstawione założenia to tylko „pozorna korekta”.
Dlatego zapowiedział, że w nadchodzącym tygodniu prezydent ponownie złoży do Senatu wniosek o referendum w sprawie przyszłości unijnej polityki klimatycznej.
Polityk przypomniał również, że Karol Nawrocki ma swój pomysł na reformę systemu ETS.
„Większość rządząca odrzuciła tę inicjatywę, przekonując, że nie jest ona potrzebna, ponieważ rząd wynegocjuje w Brukseli rozwiązania odpowiadające polskim interesom. Dziś znamy już efekty tych zapowiedzi” – napisał Szefernaker w social mediach.
Podkreślił, że owe efekty to zaproponowane przez Komisję Europejską 10 mld euro ulg dla całego unijnego przemysłu do 2030 roku, podczas gdy dotąd tylko polskie firmy otrzymywały około 3 mld euro darmowych uprawnień rocznie.
Szef Gabinetu Prezydenta wyliczał, że do 2034 roku koszt wygaszenia tych uprawnień dla polskiej gospodarki może wynieść nawet 13 mld euro. A to — jego zdaniem — oznacza, że jeden kraj poniesie większe straty niż wartość ulg przewidzianych dla wszystkich państw Unii.
Szefernaker nie tylko krytykuje propozycje KE jako szkodliwe dla Polski, ale również podkreśla, że UE potrzebuje zupełnie nowej polityki przemysłowej, która pozwoliłaby odbudować konkurencyjność gospodarki. Ta konkurencyjność, zdaniem polityka, została osłabiona właśnie przez rosnące koszty wynikające z dotychczasowego modelu polityki klimatycznej.
Do propozycji KE już w piątek odniósł się również premier Donald Tusk. Stwierdził, że „po raz kolejny Polska otrzymała pozytywną odpowiedź na swoje oczekiwania, aby pewne regulacje UE były bardziej sprzyjające dla kraju". Według premiera teraz Polska ma jeszcze bardziej uprzywilejowaną pozycję w tym względzie.
Jednocześnie dodał, że w sprawach polityki klimatycznej trzeba mierzyć siły na zamiary.
„O tym mówiliśmy od samego początku, Polska nie będzie respektowała tej pierwotnej wersji ETS-u, cały czas skutecznie zmieniamy pewne zapisy tak, aby Polska była w lepszej sytuacji niż inne kraje. Czy mamy większość w UE taką, która może wywrócić do góry nogami cały projekt? Wątpię. Natomiast ja się koncentruję na tym, w jaki sposób bronić maksymalnie skutecznie polskich interesów w ramach tego, co w tej chwili mamy” – powiedział premier.
Przeczytaj także:
Jakie dokładnie reformy zaproponowała w piątek 17 lipca Komisja Europejska w zakresie ETS na najbliższą dekadę?
To jedynie propozycje, natomiast ostateczny kształt reformy systemu ETS zostanie ustalony przez Radę UE i Parlament Europejski.
Przeczytaj także:
To nie pierwszy wniosek prezydenta Nawrockiego o referendum w sprawie systemu ETS. Pierwszy złożył w maju 2026 r. i chciał, by referendum odbyło się 27 września.
Senat jednak wniosek prezydenta odrzucił 20 maja głosami 62 senatorów. Przypomnijmy, że według Konstytucji to prezydent zarządza ogólnokrajowe referendum, ale potrzebuje do tego zgody Senatu wyrażonej bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.
Ta pierwsza próba zarządzenia referendum w sprawie ETS wywołała ogólnokrajowa dyskusję skupiającą się na brzmieniu pytania referendalnego. Prezydentowi zarzucano próbę manipulowania wynikami ewentualnego głosowania poprzez zawarcie tezy w pytaniu.
Według majowego wniosku prezydenta pytanie zadane w referendum miało brzmieć:
„Czy jest Pani/Pan za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”
Paweł Szefernaker, informując w sobotę, że prezydent w ciągu kilku dniu ponownie złożył do Senatu wniosek o referendum, napisał:
„Tym razem Senat nie zasłoni się ‘tezą’ w pytaniu referendalnym. Oczekujemy, że dopuści do rzetelnej debaty i umożliwi Polakom wypowiedzenie się w tej fundamentalnej dla przyszłości polskiej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego sprawie.”
Przeczytaj także:
Ukraińskie drony zaatakowały w sobotę 18 lipca nad ranem wiele obiektów logistycznych i energetycznych w Rosji oraz Krym. Doszło do pożarów w centrum logistycznym Wildberries – największego rosyjskiego marketplace oferującego sprzedaż internetową, oraz bazy ropy naftowej w Nogińsku w obwodzie moskiewskim
Nad ranem 18 lipca ukraińskie drony wzięły za cel obiekty logistyczne i energetyczne w Rosji w obwodach moskiewskim i tambowskim. Są zabici i poważnie ranni.
W obwodzie tambowskim atak dronów wywołał pożar w kompleksie logistycznym Wildberries w Kotowskim Parku Przemysłowym.
Wildberries to największy rosyjski marketplace oferujący sprzedaż internetową towarów, a firma posiada rozległą sieć centrów logistycznych i magazynów zarówno w Rosji, jak i wielu innych krajach. Zaatakowany w sobotę nad ranem magazyn Wildberries w mieście Kotowsk rozpoczął działalność zaledwie w 2025 roku — pisze portal Kyiv Post.
Władze obwodu tambowskiego poinformowały, że w wyniku uderzenia dronów w Kotowsku zginęło siedmiu pracowników firmy Wildberries pracujących na nocnej zmianie.
Według najnowszych doniesień rannych zostało 25 osób, z czego 23 trafiły do szpitala. Większość z nich odniosła rany odłamkowe, jedna osoba jest w stanie krytycznym, a sześć w ciężkim.
Drugi poważny pożar po ataku drona wybuchł w innym magazynie Wildberries w Elektrostalu, 50 kilometrów od Moskwy. Ten obiekt z kolei jest drugim co do wielkości obiektem logistycznym firmy pod względem wolumenu przetwarzanych zamówień.
Dyrektor generalna Wildberries Tatyana Kim skomentowała ataki na magazyny Wildberries tak:
„Straszna noc, straszne wydarzenia dla naszej firmy i dla naszego kraju. Ten ból jest niewysłowiony. Składam kondolencje wszystkim rodzinom i przyjaciołom ofiar. Z pewnością pomożemy ich rodzinom. Zapewnimy poszkodowanym wszelkie niezbędne wsparcie” – napisała na swoim kanale na Telegramie.
Dyrektor generalna jednak zupełnie nie odniosła się do tego, czy platforma zapewni pomoc sprzedawcom, których towary zostały zniszczone w ataku.
Jak zauważa niezależny portal Meduza, zaledwie na początku lipca Wildberries dodało do swojej umowy ze sprzedawcami klauzulę zwalniającą platformę z odpowiedzialności za niewypełnienie zobowiązań w przypadku ataku drona.
W obwodzie moskiewskim sobotniej nocy doszło do jeszcze jednego bardzo poważnego pożaru wywołanego atakiem dronowym. Chodzi o pożar w złożu ropy naftowej w Nogińsku — to zaledwie 10 kilometrów od Elektrostalu. Jest to baza działająca jako niezależny operator rynku paliw. Zajmuje się magazynowaniem i przesyłem lekkich produktów naftowych, takich jak benzyna, olej napędowy i nafta.
Obiekt pełni funkcję węzła logistycznego dla handlowców i firm paliwowych w obwodzie moskiewskim, a na jego terenie znajdują się 24 zbiorniki o łącznej pojemności 11 500 metrów sześciennych.
Meduza pisze, że dym z płonących budynków w obwodzie moskiewskim był widoczny z odległości 50 kilometrów.
Z powodu pożaru w bazie paliwowej, ze względów bezpieczeństwa ewakuowano pobliski szpital położniczy — poinformował gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobjow.
Jak podał gubernator, bilans w obwodzie moskiewskim jest taki: jedna z ofiar w Elektrostalu zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Łącznie rannych zostało 37 osób: osiem jest w stanie ciężkim, 23 w stanie średnim, a pięć w stanie zadowalającym.
Ostatniej nocy przeprowadzono też skoordynowane ataki na okupowanym Krymie, gdzie doszło do wielu eksplozji. Kanał Krymski Weter zgłosił ponad 20 eksplozji w pobliżu lotniska wojskowego Gwardiejskoje, a także eksplozje w Sewastopolu, Teodozji i Kerczu. Doniesienia wskazywały, że celem ataku mogła być elektrownia cieplna w Bałakławie.
Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało, że w nocy z 17 na 18 lipca systemy obrony powietrznej przechwyciły i zniszczyły 379 ukraińskich dronów nad 19 regionami Rosji, anektowanym Krymem oraz wodami Morza Azowskiego i Czarnego.
Z drugiej strony tej nocy siły rosyjskie atakowały Ukrainę — użyto siedmiu pocisków i 90 dronów różnego typu. Głównym kierunkiem ataku był obwód odeski.
Według Sił Powietrznych Ukrainy Rosja wystrzeliła m.in. dwie rakiety balistyczne Iskander-M. Zarejestrowano trafienia pocisków rakietowych i 19 dronów uderzeniowych w 19 lokalizacjach, a także odłamki zestrzelonych celów w pięciu lokalizacjach — informuje portal pravda.com.
Przeczytaj także:
Na placu Iwana Franki w Kijowie, w pobliżu Kancelarii Prezydenta Zełenskiego w piątek wieczorem zebrało się co najmniej 10 tys. ludzi. Skandowali: „Fedorow!”, „Przywrócić!”, „Hańba!” i śpiewali hymn Ukrainy. To już drugi dzień protestów po decyzji prezydenta Zełenskiego o zdymisjonowaniu Mychajła Fedorowa ze stanowiska ministra obrony Ukrainy
Od czwartku w Ukrainie trwają protesty społeczne przeciwko decyzji Wołodymyra Zełenskiego o dymisji Mychajła Fedorowa – najmłodszego ministra obrony w historii tego kraju. Decyzja ta zapadła w środę 15 lipca.
35-letni Fedorow był zwolennikiem prowadzenia wojny z użyciem zaawansowanych technologii. Jego odwołanie ma związek z tym, że był skonfliktowany z naczelnym dowódcą Sił Zbrojnych Ukrainy, generałem Ołeksandrem Syrskim.
W piątek 17 lipca na ulice Kijowa wyszło co najmniej 10 tys. ludzi w obronie Fedorowa, żądając jego przywrócenia na stanowisko – podała agencja Interfax-Ukraina. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do czwartkowych demonstracji, protestujący znacznie silniej akcentowali żądanie dymisji Ołeksandra Syrskiego.
Na placu Iwana Franki w pobliżu Biura Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w piątkowy wieczór widać było liczne transparenty z hasłami:
„Armia bez przekrętów”, „Mój mąż nie walczy o to”, „Zniszczyliście szansę na reformę armii”, „Walczcie z wrogiem, a nie ze zdrowym rozsądkiem”, „My też mamy konflikt z Syrskim”.
Protesty odbywały się także Lwowie, Charkowie, Połtawie, Łucku, Dnieprze, Zaporożu, Odessie, Mikołajewie, Iwano-Frankowsku, Czernihowie i Krzywym Rogu. I to mimo, że właśnie w piątek doradca prezydenta Zełenskiego ds. komunikacji Dmytro Łytwyn poinformował, że Zełenski i Fedorow są zainteresowani dalszą wspólną pracą w jednym zespole.
Przeczytaj także:
„Ci dwaj nie potrafili ze sobą współpracować. Prezydent w czasie wojny nie powinien stawać przed takimi wyborami. Chcę jedności, ale strony nie potrafiły jej osiągnąć. Odmówili nawet zasiadania przy tym samym stole beze mnie. Musiałem dokonać wyboru. Szanuję obu” — powiedział prezydent Zełenski podczas konferencji prasowej w Kijowie w czwartek 16 lipca.
Tak prezydent Ukrainy tłumaczy swoją decyzję o dymisji Mychajła Fedorowa. Wybrał naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy, generała Ołeksandra Syrskiego.
Fedorow był ministrem obrony Ukrainy zaledwie pół roku, został powołany na to stanowisko 14 stycznia 2026 roku. Wcześniej pełnił funkcję pierwszego wicepremiera i ministra transformacji cyfrowej Ukrainy. Postrzegany był jako jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Zełenskiego.
Ta decyzja nie spodobała się tylko ukraińskiemu społeczeństwu. Politico zwraca uwagę, że również sojusznicy z NATO i UE są zaniepokojeni.
Dyplomata z NATO cytowany przez Politico twierdzi, że członkowie sojuszu byli „bardzo zaskoczeni” odwołaniem Fedorowa i że nie była to mądra decyzja.
„Bardzo go lubiliśmy, spisał się świetnie. Nie spodziewałem się tego” – powiedział anonimowo dyplomata.
Dymisja Fedorowa wywołuje tak silne reakcje dlatego, że młody polityk ma opinię człowieka zwalczającego korupcję i stawiającego na nowoczesne technologie w walce, szczególnie jeśli chodzi o systemy bezzałogowe. Międzynarodowe media podkreślają, że to właśnie on przekonał firmę SpaceX Elona Muska do wyłączenia terminali Starlink wykorzystywanych przez rosyjskie siły zbrojne, co spowodowało chaos w szeregach sił Kremla.
To również Fedorow istotnie pomógł w realizacji kampanii uderzeń średniego zasięgu, w ramach której ukraińskie drony atakują cele znajdujące się nawet 100 km za linią frontu. Ta kampania bardzo poważnie zakłóca rosyjską logistykę i spowalnia postępy terytorialne Rosji.
Przeczytaj także:
Z kolei gen Syrski (pseudonim „Rzeźnik”) ma opinię przywódcy w stylu radzieckim – nagradza lojalistów i zniechęca dowódców polowych do wykazywania własnej inicjatywy.
Fedorow zabrał głos podczas czwartkowej konferencji prasowej.
„Kiedy prezydent powiedział, że nie planuje zwolnić Syrskiego, zaakceptowałem to i byłem gotów nauczyć się z nim współpracować, ponieważ obaj mamy jeden cel — służyć narodowi ukraińskiemu. Wszystkie nasze inicjatywy były jednak blokowane. Syrski nie był gotowy do otwartej dyskusji na temat problemów, zamiast tego knuł przeciwko nam i w końcu postawił mi ultimatum, żebym odszedł — powiedział Fedorow
„Zamiast zastanawiać się, jak pokonać Rosję metodami asymetrycznymi, co jest zadaniem głównodowodzącego, on zastanawiał się, jak podzielić kraj” — dodał.
Z kolei Syrski zareagował na to w mediach społecznościowych. W poście stwierdził, że to właśnie dzięki jego wcześniejszym sukcesom, takim jak bitwa o Kijów w 2022 roku, Fedorow może dziś swobodnie wypowiadać się w stolicy Ukrainy.
„Udało nam się obronić naszą stolicę, a teraz w tym mieście można organizować briefingi, formułować wizje i podejmować decyzje. Dołożę wszelkich starań, by podobne wydarzenia mogły mieć miejsce w wolnej i niepodległej Ukrainie. Aby to osiągnąć, musimy skupić się na wojnie i na skutecznej strategii, która obecnie przynosi konkretne rezultaty” — napisał Syrski.
Przeczytaj także: