0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

17:24 05-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Marek Podmokly / Agencja Wyborcza.plFot. Marek Podmokly ...

Konie zostają na trasie do Morskiego Oka? Ministerstwo odpowiada

Resort klimatu utrzymuje, że konie nie będą jeździć na całej trasie do Morskiego Oka. Żeby zastąpić je busami, Tatrzański Park Narodowy musi zgłosić się do NFOŚiGW po dofinansowanie na zakup pojazdów. Do rozdania jest 30 mln zł dla wszystkich parków narodowych.

Co się wydarzyło?

Ministerstwo Klimatu i Środowiska odpowiedziało na pytania OKO.press dotyczące koni na trasie do Morskiego Oka. W Boże Narodzenie Polska Agencja Prasowa przekazała, że wbrew zapowiedziom, od 2026 roku na najbardziej stromym fragmencie drogi konie nie zostaną zastąpione przez elektryczne busy. Tatrzański Park Narodowy wylicza, że ma na stanie zaledwie cztery pojazdy. Żeby móc zastąpić konie, potrzebowałby 20 busów.

Zapytaliśmy MKiŚ, czy zapowiedzi likwidacji transportu konnego na tej drodze są już nieaktualne i jak będzie finansowany zakup kolejnych busów.

Ministerstwo przekazało w mailu do OKO.press, że „Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) ogłosił nabór wniosków na dofinansowanie zakupu przez parki narodowe elektrycznych autobusów. Ze środków będzie mógł skorzystać Tatrzański Park Narodowy, by poszerzyć flotę wożącą turystów do Morskiego Oka”.

Budżet tego projektu to 30 mln zł, a o dofinansowanie będą mogły wnioskować wszystkie parki narodowe, chcące kupić elektryczne autobusy (mające więcej niż 8 miejsc siedzących), łodzie, rowery czy zainstalować punkty ładowania. Nabór ruszy 15 stycznia, będzie można uzyskać do 95% kosztów kwalifikowanych.

„Po uzupełnieniu floty autobusów elektrycznych zaprzęgi konne będą kursowały na najbardziej płaskim odcinku od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza; pełną trasę do Włosienicy będzie można pokonać pieszo lub korzystając z elektrycznych autobusów” – informuje MKiŚ.

Wylicza także, że od maja do października z pilotażowych busów do Morskiego Oka skorzystało 27 tysięcy turystów, w tym 4 tysiące osób z niepełnosprawnością.

Jaki jest kontekst?

Jak pisaliśmy w OKO.press, transport konny zostaje na całej popularnej trasie w Tatrach – mimo wcześniejszych zapewnień Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN) i Ministerstwa Klimatu, że od początku 2026 roku zwierzęta będą jeździć na krótszym odcinku.

Magdalena Zwijacz-Kozica z TPN przekazała PAP, że Park ma za mało busów, żeby zrealizować ten plan. Nie zamierza na razie budować również przystanków i zaplecza pod nowy rodzaj transportu do Morskiego Oka.

"W czerwcu [2024] ministerstwo zadeklarowało, że będzie dążyć do całkowitej likwidacji transportu konnego do Morskiego Oka. Byliśmy uspokojeni. Liczyliśmy, że ten proces, nawet jeśli potrwa kilka lat, doprowadzi do tego, że żaden koń na trasie do Morskiego Oka nie będzie już cierpiał. Usłyszeliśmy, że ministerstwo kupiło wozy elektryczne, co również można było wziąć za dobrą informację” – mówiła nam Anna Plaszczyk z Fundacji Viva.

W lutym 2025 roku resort klimatu podpisał z TPN i fiakrami (osobami, które prowadzą wozy konne) list intencyjny.

„Konie, pracujące dotychczas na trasie do Morskiego Oka będą pracowały lżej. Z dotychczasowego siedmiokilometrowego odcinka trasy zejdziemy do 2,5 kilometrów” – mówiła wtedy ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska. „Ustaliliśmy, że transport konny na trasie do Morskiego Oka będzie wykonywany wozami o nieco mniejszych gabarytach i na krótszej trasie. Przechodzimy z wykorzystania konia jako środka transportu do traktowania go jako atrakcji turystycznej” – dodała.

Anna Plaszczyk po tym, jak okazało się, że zmiany nie wejdą w życie od 2026 roku, komentowała: „Obiecano nam busy, a się właśnie okazało, że to była ściema, gra marketingowa, coś, co miało nam zamknąć usta. Teraz dorabia się do tego PR, tłumaczy, że to jest kwestia pieniędzy. Mnie to nie przekonuje”.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

16:08 05-01-2026

Prawa autorskie: Photo by MAXIME SCHMID / AFPPhoto by MAXIME SCHM...

Poszkodowani w noworocznym pożarze w Szwajcarii zidentyfikowani. Wśród rannych dwie Polki

Wśród poszkodowanych w noworocznym pożarze lokalu w szwajcarskich Alpach były osoby 12 narodowości – w tym dwie Polki.

Co się wydarzyło?

Bilans ofiar śmiertelnych po pożarze w barze Le Constellation w kurorcie Crans-Montana wynosi 40 osób, wszystkie z nich zostały już zidentyfikowane — podały w poniedziałek szwajcarskie służby. Większość z nich to nastolatki, a najmłodsza z ofiar miała zaledwie 14 lat. Zidentyfikowano też wszystkie ranne i hospitalizowane osoby — jest ich 116. Wśród nich największą grupą są obywatele i obywatelki Szwajcarii. Wśród poszkodowanych są jednak również osoby legitymujące się 10 innymi paszportami, w tym dwie Polki. 83 ranne osoby wciąż przebywają w szpitalu z oparzeniami drugiego i trzeciego stopnia. Sześciu spośród pacjentów jest w stanie krytycznym. Część z poszkodowanych zostało przewiezionych do szpitala we Włoszech.

Coraz więcej wiadomo o powodach pożaru. Według informacji podanych przez ambasadora Włoch w Szwajcarii ogniem po odpaleniu świec z zimnymi ogniami zajęła się łatwopalna izolacja dźwiękoszczelna sufitu piwnicy baru, gdzie odbywała się sylwestrowa impreza. Na nagraniach z piwnicy widać, jak goście baru podnoszą do góry butelki szampana, do których szyjek doczepione były świece.

Decyzją prokuratury francuscy właściciele lokalu mają odpowiadać z wolnej stopy, co wywołuje kontrowersje i sprzeciw niektórych mediów. Śledczy uznali jednak, że w sprawie nie ma ryzyka matactw. Jeden z właścicieli baru, Jacques Moretti mówił szwajcarskim dziennikarzom, że lokal w ciągu ostatnich 10 lat trzykrotnie pozytywnie przeszedł kontrolę bezpieczeństwa pożarowego.

Na kolejne wieści ze Szwajcarii oburzeniem zareagował włoski wicepremier Mateo Salvini. Domagał się ukarania winnych więzieniem i wyjaśnienia przyczyn pożaru, sugerując, że zawiodły procedury sprawdzające zabezpieczenia. Tamtejsze władze ściągnęły już ciała sześciu osób włoskiego obywatelstwa, które zginęły w pożarze. Wśród ofiar według mediów miał być 16-letni włoski golfista Emmanuele Gallepini.

13:37 05-01-2026

Prawa autorskie: Ludovic MARIN / AFPLudovic MARIN / AFP

Premier Grenlandii ostro do Trumpa. „Koniec z fantazjami o aneksji”

Premier Grenlandii Jens Frederik Nielsen zareagował na powtarzające się sugestie o możliwym włączeniu Grenlandii do terytorium amerykańskiego.

Co się wydarzyło?

“Koniec z presją. Koniec z fantazjami o aneksji” – oświadczył w poniedziałek (5,01) premier Grenlandii Jens Frederik Nielsen. To odpowiedź na niedzielne komentarze prezydenta USA Donalda Trumpa, który mówił, że Stany Zjednoczone “absolutnie potrzebują Grenlandii”.

Grenlandia, która jest autonomicznym terytorium podlegającym Danii, od miesięcy pojawia się w wypowiedziach Trumpa. Teraz jednak – po amerykańskiej operacji w Wenezueli – prezydent USA zapowiada dalsze kroki, dotyczące kolejnych państw.

“Od pokoleń jesteśmy bliskim i lojalnym przyjacielem Stanów Zjednoczonych. Staliśmy ramię w ramię w trudnych chwilach. Wzięliśmy odpowiedzialność za bezpieczeństwo Północnego Atlantyku, a nie tylko Ameryki Północnej. Tak robią prawdziwi przyjaciele. Właśnie dlatego powtarzająca się retoryka ze strony Stanów Zjednoczonych jest całkowicie nieakceptowalna. Kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych mówi o >>potrzebnej Grenlandii<<, łączy nas z Wenezuelą i interwencją wojskową, to nie jest po prostu złe. To brak szacunku” – oświadczył Jens Frederik Nielsen.

Jak podkreślił, Grenlandia jest częścią NATO. “Zdajemy sobie sprawę, że nasze bezpieczeństwo zależy od dobrych przyjaciół i silnych sojuszy. Dlatego bardzo ważne są lojalne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Tak było od dziesięcioleci. Ale sojusze są zbudowane na zaufaniu. A zaufanie wymaga szacunku. Groźby, presja i rozmowy o aneksji nie powinny mieć miejsca pomiędzy przyjaciółmi. Tak się nie rozmawia z ludźmi, którzy wielokrotnie wykazali się odpowiedzialnością, stabilnością i lojalnością. Wystarczy tego” – czytamy w oświadczeniu.

Premier Grenlandii zaznacza, że jego kraj jest otwarty na rozmowy, ale “właściwymi kanałami i z poszanowaniem prawa międzynarodowego”.

Jaki jest kontekst?

Donald Trump w niedzielnym (4.01) wywiadzie dla magazynu „The Atlantic” odpowiadał na pytania dotyczące kolejnych kroków po operacji w Wenezueli. Potwierdził, że to może nie być ostatni kraj, w którym USA planują interwencję.

“Absolutnie potrzebujemy Grenlandii” – powiedział Trump, opisując wyspę jako „otoczoną przez rosyjskie i chińskie statki”.

Obietnicę przejęcia Grenlandii Trump złożył jeszcze przed objęciem urzędu prezydenta. „Dla celów bezpieczeństwa narodowego i wolności na całym świecie, Stany Zjednoczone Ameryki uważają, że posiadanie i kontrolowanie Grenlandii jest absolutną koniecznością”.

Przez ostatnie miesiące wspominał o Grenlandii wielokrotnie.

21 grudnia 2025 Trump mianował gubernatora Luizjany, Jeffa Landry'ego, specjalnym wysłannikiem USA na Grenlandię. Napisał w mediach społecznościowych: „Jeff rozumie, jak ważna jest Grenlandia dla naszego bezpieczeństwa narodowego i będzie zdecydowanie bronił interesów naszego kraju, dbając o bezpieczeństwo i przetrwanie naszych sojuszników, a także całego świata”. Landry podziękował prezydentowi, oświadczając, że to „zaszczyt służyć na tym stanowisku, aby Grenlandia stała się częścią Stanów Zjednoczonych”.

12:30 05-01-2026

Prawa autorskie: AFP PHOTO / HO / KHAMENEI.IRAFP PHOTO / HO / KHA...

Iran: Ajatollah ma plan ucieczki do Moskwy. Ustalenia „The Times”

Brytyjski dziennik ustalił, że najwyższy przywódca Iranu obawia się dezercji w służbach bezpieczeństwa lub powodzenia protestujących. Dlatego może powtórzyć ruch Baszszara Al-Asada.

Co się wydarzyło?

Najwyższy przywódca Iranu, alajatollah Ali Chamenei, ma awaryjny plan ucieczki z ogarniętego zamieszkami kraju. Dziennik „The Times” dotarł do dokumentów potwierdzających, że jego celem ma być Moskwa. Irański lider obawia się, że siły bezpieczeństwa nie zdołają stłumić protestów, zdezerterują lub przejdą na stronę jego przeciwników politycznych. Razem z nim do Rosji mają zbiec jego najbliżsi współpracownicy polityczni oraz członkowie rodziny – w tym syn Mojtaba, wyznaczony na następcę 87-letniego ajatollaha.

Według dziennika Chamenei może spróbować powtórzyć sukces ucieczki byłego prezydenta Syrii Baszszara al-Asada, który po obaleniu również wraz z rodziną wyjechał do Moskwy. Zdaniem informatorów „The Times” wyznaczono już ewentualną trasę ucieczki, a przedstawiciele ajatollaha zgromadzili za granicą środki, które pozwolą mu na spokojne życie. Chamanei zarządza między innymi aktywami znajdującej się pod częściową kontrolą państwa potężnej fundacji Setad. Według szacunków Reutersa w 2013 roku jej majątek sięgał 95 mld dolarów.

Zdaniem informatorów „The Times” Chamenei może na razie liczyć na lojalność swojego otoczenia, bo to od jego decyzji zależy ich przyszłość w reżimie Islamskiej Republiki Iranu. Jednocześnie jednak ajatollah ma być w słabszej formie fizycznej i psychicznej, na co wpłynęła zeszłoroczna 12-dniowa wojna z Izraelem. Przywódca ma od tego czasu „obsesyjnie” dbać o swoje bezpieczeństwo, a jego stan ma sięgać „paranoi”.

Jaki jest kontekst?

Na razie jednak obecne protesty nie są tak masowe jak w 2019 czy 2022 roku. A wówczas nie doszło do zmiany władzy. Dziś Republika Islamska jest jednak w trudniejszej sytuacji ekonomicznej i wewnętrznej. Rozproszone po całym kraju protesty wciąż trwają mimo brutalnej odpowiedzi irańskich służb bezpieczeństwa w kilku miejscach i ofiar śmiertelnych wśród manifestantów. Manifestanci domagają się oni zatrzymania wysokiej inflacji, napędzanej między innymi przez amerykańskie sankcje.

"Według danych Centrum Statystyk Iranu inflacja w grudniu wyniosła 52,6 proc. – to wzrost o ponad trzy punkty procentowe w stosunku do listopada. Średnioroczny poziom inflacji wynosi obecnie 42 proc. Odzwierciedla to kiepski stan całej gospodarki. Według innych najnowszych danych, w pierwszym półroczu irańska gospodarka skurczyła się o 0,6 proc., a jeśli wyłączyć sektor paliwowy – o 0,8 proc.

Przed powrotem amerykańskich sankcji w 2018 roku dolara można było na rynku w Iranie kupić za mniej niż 100 tys. riali. Dziś to okolice 1 mln 400 tys. rial. To ogromna dewaluacja waluty w ciągu zaledwie kilku lat. A za tym idzie pogarszanie się sytuacji ekonomicznej prawie każdego gospodarstwa domowego, zarówno wśród klasy średniej, jak i wśród robotników" – pisał na naszych łamach Jakub Szymczak.

Przeczytaj także:

Według grup monitorujących przestrzeganie praw człowieka w czasie manifestacji zginęło już 16 osób. Obywatele Iranu wychodzą na ulice po raz kolejny w ostatnich latach. Protesty w Islamskiej Republice wybuchały w 2017, 2019 oraz 2022 roku.

10:59 05-01-2026

Prawa autorskie: ARTUR KUBASIK / Agencja Wyborcza.plARTUR KUBASIK / Agen...

Wraca ustawa wiatrakowa. Tym razem bez zmniejszenia odległości

Rząd Donalda Tuska po raz drugi postara się znowelizować przepisy dotyczące stawiania farm wiatrowych. Z planu zniknęło zbliżenie wiatraków do zabudowań – co było głównym powodem weta Karola Nawrockiego wobec poprzedniego projektu.

Co się wydarzyło?

Po zawetowaniu pierwszej przedstawionej przez rząd ustawy wiatrakowej ministerstwo klimatu proponuje kolejną jej wersję. Chodzi o prawo liberalizujące zasady stawiania farm wiatrowych. Rząd chce przybliżyć je do zabudowań. W poprzedniej wersji ustawy ustalił granicę na 500 metrach, o ile zgodzą się na to władze gminy (dziś to 700 metrów). Według opracowań naukowych odległość ta jest wystarczająca, by zapewnić komfort okolicznych mieszkańców. Odległość ta jednak „nie jest rzeczą akceptowalną społecznie” – argumentował Nawrocki.

W nowym projekcie nowelizacji ustawy rząd nie pojawia się już propozycja zmniejszenia odległości wiatraków od najbliższych budynków. Rząd zamiast tego chce uprościć procedury uzyskiwania zezwoleń na stawianie farm. Przy obecnie obowiązującym prawie proces może trwać od pięciu do siedmiu lat. Skrócenie tego okresu będzie możliwe dzięki oparciu zezwoleń na budowę o zintegrowany plan inwestycyjny. To łatwiejsza do uchwalenia forma miejscowego planu zagospodarowania, sporządzana na wniosek inwestora jedynie na potrzeby przeprowadzenia danego przedsięwzięcia.

Nowa ustawa ma też umożliwić czerpanie korzyści z sąsiedztwa farm wiatrowych mieszkańcom gmin sąsiednich wobec tej, gdzie znajdują się turbiny. Chodzi przede wszystkim o pieniężne rekompensaty.

Jaki jest kontekst?

Na propozycje resortu klimatu negatywnie reaguje branża energetyczna. „Planowany wzrost mocy wiatru na lądzie z 11 GW do zaledwie 20,3 GW w ciągu 15 lat oznacza budowę ok. 0,6 GW rocznie. To tempo krajów o niskich ambicjach, a nie dla dużej gospodarki Unii Europejskiej, która deklaruje chęć budowy nowoczesnego, konkurencyjnego sektora energetycznego” – stwierdził cytowany przez Polską Agencję Prasową szef Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, Janusz Gajowiecki. – „W Niemczech w jednym roku wydano pozwolenia na budowę 15 GW onshore (na lądzie – przyp. aut.) Przyjęcie tak niskiego tempa rozwoju oznacza faktyczne wykluczenie Polski z głównego nurtu europejskiej transformacji energetycznej i rezygnację z wykorzystania potencjału rynku, który w innych krajach jest już standardem. Nie ma żadnych racjonalnych ani systemowych przesłanek, by ograniczać rozwój wiatru w sytuacji, gdy może on w większej skali dostarczać tanią energię, stabilizować miks i wzmacniać konkurencyjność gospodarki”

Przeczytaj także: