Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Według źródeł „Financial Times” ubiegłotygodniowa rozmowa między Mette Frederiksen a Donaldem Trumpem pozbawiła premierkę Danii złudzeń, że roszczenia USA do Grenlandii to polityczny blef
Renomowany brytyjski dziennik „Financial Times”, powołując się na swoje źródła, relacjonuje przebieg rozmowy telefonicznej między premierką Danii Mette Frederiksen a Donaldem Trumpem. Politycy rozmawiali ze sobą w ubiegłym tygodniu, jeszcze zanim Trump został zaprzysiężony na prezydenta USA.
Tematem była przede wszystkim Grenlandia – Trump w kampanii zapowiadał, że Stany Zjednoczone kupią tę wyspę, która ma status autonomicznego terytorium Danii.
Według „FT” rozmowa była burzliwa i poszła „bardzo źle”. Mette Frederiksen miała powiedzieć Trumpowi, że Grenlandia nie jest na sprzedaż (mówiła o tym zresztą publicznie także wcześniej, w grudniu 2024). Równocześnie zaoferowała USA zacieśnienie współpracy wojskowej i gospodarczej na wyspie. Słowa premierki miały rozsierdzić Trumpa. Zdaniem źródeł „FT” był „bardzo stanowczy” i bardzo jasno określił swoje intencje.
„To był zimny prysznic. Przedtem, ciężko było brać to na poważnie. Ale myślę, że to jest poważne i potencjalnie bardzo niebezpieczne” – powiedział jeden z rozmówców dziennika. Dodał, że Duńczycy są „w trybie kryzysowym”, bo Trump groził nałożeniem ceł na ich kraj. „FT” podaje, że Frederiksen z tego powodu zwołała spotkanie z szefami duńskich koncernów, m.in. Carlsberg i Novo Nordisk, wytwórcą popularnego w USA leku na otyłość, Ozempicu.
Administracja Trumpa tłumaczy, że chodzi o bezpieczeństwo regionu w kontekście aktywności Rosji i Chin w Arktyce. A także o surowce, których ogromne pokłady ma kryć lodowa pokrywa wyspy.
Ale Grenlandia, gdzie mieszka 57 tys. ludzi, nie chce być częścią USA. Wolałaby także uzyskać pełną niepodległość od Danii, co regularnie powtarza tamtejszy premier Mute Egede. Tego głosu mało kto dziś jednak słucha.
Europejscy dyplomaci w Waszyngtonie, z którymi rozmawiali dziennikarze Polskiej Agencji Prasowej, nie mają wątpliwości, że Dania bierze na poważnie groźby Trumpa. Cała sytuacja wydaje się absurdalna z punktu widzenia dyplomacji, bo żołnierze USA już stacjonują na Grenlandii, a Frederiksen zaproponowała Trumpowi rozwinięcie wojskowej współpracy. Co do aspektu gospodarczego, rozmówcy PAP wskazują, że na razie działa tam jedna amerykańska firma i „dotąd nie było większego zainteresowania”.
USA nie mogą nałożyć ceł tylko na Danię – to kraj Unii Europejskiej, należący do jednolitego rynku. Amerykanie mogą natomiast objąć cłami konkretne duńskie towary.
Zakusy Trumpa to poważny cios dla NATO, którego członkami są zarówno USA jak i Dania. Stwierdzenie, że Stany Zjednoczone muszą przejąć Grenlandię, by zapewnić bezpieczeństwo w regionie Arktyki, podważa sens istnienia Sojuszu. To zresztą nie pierwszy raz, gdy Trump stawia na konfrontację z kluczowymi sojusznikami USA w Europie.
Napięcia między USA a Danią mogła nieco złagodzić 20-minutowa rozmowa telefoniczna między szefami amerykańskiej i duńskiej dyplomacji. Minister Lars Lokke Rasmussen w opublikowanym w piątek 24 stycznia komunikacie podał, że dyskusja z Sekretarzem Stanu Marco Rubio toczyła się w „dobrym i konstruktywnym tonie”. Rubio miał w niej potwierdzić „silne wzajemne relacje” obu państw.
Przeczytaj także: