0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

13:42 31-08-2026

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

„Premierze, obiecałeś!”. Protest nauczycieli w Warszawie

Miało być „bez zbędnej zwłoki”, a czekamy 1747 dni – mówili dziś nauczyciele pod Kancelarią Premiera, upominając się o projekt ustawy wiążący ich płace ze średnią krajową

Co się wydarzyło

„Politykom łatwo zamknąć oczy i mówić, że nie ma kryzysu kadrowego w szkołach. Najlepiej widać go od kuchni. Bez emerytów, bez nadgodzin, bez pracy w kilku placówkach, bez planów lekcji od świtu do wieczora system zupełnie by się załamał” – mówi nam Marta, nauczycielka SP w Szczecinie. „Młodsi koledzy i koleżanki przychodzą na rok, dwa i szybko zmieniają zawód. Opowieści o misji można dziś włożyć między bajki. Chcesz żyć samodzielnie, założyć rodzinę, rozwijać karierę? Albo mieć taki luksus jak szacunek od innych? Najlepiej trzymaj się z dala od szkoły” – dodaje.

Marta to jedna z tysięcy osób, które z rozgoryczenia przyszły dziś, 31 sierpnia, pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów na manifestację zorganizowaną przez Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Związkowcy zarzucają rządowi, że wstrzymał pracę nad obywatelskim projektem ustawy wiążącym wynagrodzenie nauczycieli ze średnimi zarobkami w kraju. Zgodnie z założeniami ustawy budżetowej w 2027 mogą oni liczyć tylko na 3 proc. wzrost płac. A, jak przypominali podczas protestu działacze ZNP, w 2024 roku premier Donald Tusk obiecał, że projekt, który wprowadzi automatyzm do waloryzacji wynagrodzeń, będzie procedowany „bez zbędnej zwłoki”.

Nauczyciele policzyli, że od kiedy ich projekt przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie i trafił do komisji, minęło 1747 dni.

„Dla nas nie jest ważne, kto rządzi. Jesteśmy tu, bo mamy dość szkoły, która opiera się na naszym entuzjazmie i pasji” – mówił prezes ZNP, Sławomir Broniarz. „Żadna koalicja nie może ignorować głosu 250 tys. obywateli. Nasze płace nie mogą być oparte na dobrej woli tego lub innego ministra. A pasją naszych rachunków nie zapłacimy” – dodał.

Urszula Woźniak, wiceprezeska ZNP, mówiła, że nauczyciele są rozczarowani i wkurzeni. „Od trzech lat słyszymy, że dostaliśmy 30-procentowe podwyżki. To było konieczne, żeby zasypać dziurę po rządach PiS. A po tych rządach kto będzie zasypywał dziury?” – pytała Woźniak.

Protestujący przynieśli transparenty z hasłami: „Politycy do tablicy”, „Grzeczni już byliśmy” czy „Premierze, obiecałeś!”. Pojawiły się też czerwone kartki, które nauczyciele pokazali rządowi.

Jaki jest kontekst

W 2024 roku rząd spełnił jedną z obietnic złożoną nauczycielom. Chodziło o skokowy wzrost wynagrodzenia o 30 proc., który miał zamortyzować prawie 12 lat konsekwentnego mrożenia płac. Jednak w latach 2025 i 2026 nauczyciele dostali już tylko tyle, co cała budżetówka, a średnia krajowa znów zaczęła im się oddalać.

Związkowcy chcieli skończyć z uznaniowymi podwyżkami. Złożyli w Sejmie obywatelski projekt ustawy, który zakłada, że nauczyciel dyplomowany, na najwyższym stopniu awansu zawodowego, zarabiałby 155 proc. średniej w gospodarce narodowej w III kwartale poprzedniego roku. Chodzi tu nie o pensję zasadniczą, ale średnią (z dodatkami i pracą ponadwymiarową). To byłaby wyjątkowo kosztowna reforma. Gdyby opierać się na wskaźnikach z 2025 roku, nauczyciel dyplomowany zarabiałby 13 596 zł brutto, ponad 3,2 tys. więcej niż dziś.

Wiceminister edukacji Henryk Kiepura w listopadzie 2025 powiedział, że ze wstępnych wyliczeń wynika, że powiązanie wynagrodzeń nauczycieli ze średnią w gospodarce, to koszt dla budżetu państwa rzędu 38 mld zł. Dla porównania – cały budżet na oświatę w 2026 roku wynosi ponad 111 mld zł, a na program 800 plus rząd planował w tym roku wydać 61,7 mld zł.

Rząd ustami ministry Barbary Nowackiej, a potem premiera Donalda Tuska najpierw pomysł poparł, a po pierwszym czytaniu w Sejmie, odłożył na wieczne nigdy. Teraz gdy zbliżają się kolejne wybory parlamentarne, nauczyciele postanowili zawalczyć o maksimum. Jak mówił nam prezes ZNP, Sławomir Broniarz, jeśli rząd nie jest w stanie sfinansować kompleksowej reformy płac nauczycieli, to powinien wystąpić z propozycją kolejnej dużej podwyżki.

Związkowcy domagają się 15 proc. wzrostu wynagrodzenia od teraz.

Przeczytaj także: