0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

19:25 03-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

Prezydent ułaskawił trzy osoby, w tym „Starucha”

Jednym z ułaskawionych przez prezydenta jest Piotr Staruchowicz ps. „Staruch”. Kilka miesięcy temu pytał Karola Nawrockiego w Kanale Zero, czy święty Mikołaj przyniesie mu ułaskawienie w tym roku. Marzenia się spełniają.

Co się wydarzyło?

W poniedziałek Kancelaria Prezydenta poinformowała o decyzji Karola Nawrockiego o zastosowaniu prawa łaski wobec trzech osób.

Pierwsza z decyzji została wszczęta na żądania samego prezydenta i podjęta na podstawie art. 567 § 2 Kodeksu postępowania karnego. Prawo łaski zostało zastosowane poprzez darowanie kary pozbawienia wolności oraz środków związanych z okresem próby i zatarciem skazania.

Osoba, wobec której Prezydent zastosował prawo łaski, była skazana za przestępstwo z art. 212 § 2 Kodeksu karnego – zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania. Chodzi o Adama Borowskiego, który został skazany za swoje słowa z 2020 o Romanie Giertychu w kontekście śledztwa dotyczącego wyprowadzenia i przywłaszczenia 92 milionów złotych ze spółki Polnord. Giertych był jednym z zatrzymanych w tej sprawie w 2020 roku, w 2025 prokuratura umorzyła postępowanie przeciwko politykowi KO. W 2020 Adam Borowski stwierdził na antenie Telewizji Republika, że Giertych jest adwokatem, który „współpracuje z przestępcami i zapewniał nie tylko tarczę prawną, ale dawał swoich znajomych, żeby byli słupami".

Jak opisuje Mariusz Jałoszewski, w listopadzie 2023 zapadł wyrok warunkowo umarzający postępowanie na rok próby. Ponieważ Borowski w czasie procesu przyznał się do winu i między dwiema stronami doszło do mediacji, mężczyzna miał zamieścić na swoim Facebooku krótkie przeprosiny. Ponieważ przez rok przeprosiny się nie pojawiły, sąd ponownie zajął się sprawą i 24 kwietnia 2025 roku wydał drugi wyrok, w którym skazał już Borowskiego na pół roku więzienia, ale wykonanie kary zawiesił jednak na roczny okres próby.

Nawrocki argumentował, że „decyzja [o ułaskawieniu] motywowana była względami humanitarnymi: podeszły wiek skazanego oraz pogarszający się w związku z nim stan zdrowia, ustabilizowany tryb życia, zasady sprawiedliwości oraz racjonalności represji karnej, incydentalny charakter czynu połączony z dotychczasowym sposobem życia, a zwłaszcza ponadprzeciętnymi zasługami m.in. na rzecz przemian demokratycznych w Polsce”.

„Staruch” bez zakazu stadionowego

W przypadku drugiej decyzji prezydent zastosował prawo łaski na podstawie art. 139 Konstytucji. „Osoba, wobec której Prezydent zastosował prawo łaski, była skazana za wykroczenie z art. 54 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 20 marca 2009 roku o bezpieczeństwie imprez masowych – przebywanie w sektorze innym niż wskazany na bilecie wstępu" – podała Kancelaria Prezydenta. Decyzja Karola Nawrockiego oznacza w tym przypadku darowanie środka karnego w postaci zakazu wstępu na imprezę masową i zarządzenie zatarcia skazania. Prezydent motywował swoją decyzję m.in. „pozytywną opinią środowiskową, incydentalnym charakterem czynu, ustabilizowanym trybem życia”.

Chodzi o Piotr Staruchowicza, znanego jako „Staruch”, kibica, wieloletniego „gniazdowego” Legii Warszawa. Wobec „Starucha” sąd orzekł dwuletni zakaz stadionowy po tym, jak mężczyzna prowadził doping podczas meczu Legii i Motoru Lublin, stojąc na ogrodzeniu. „Staruch” z wyrokiem się nie zgadza, bo, jak twierdzi, miał identyfikator pozwalający mu poruszać się po stadionie.

W grudniu 2025 roku Karol Nawrocki był gościem Kanału Zero w programie Krzysztofa Stanowskiego. W części telefonów od widzów na wizji dodzwonił się Piotr Staruchowicz i przedstawił swoją sprawę.

„Chciałem zapytać pana prezydenta, czy święty Mikołaj przyniesie mi ułaskawienie w tym roku?” – zapytał mężczyzna, wzbudzając wesołość prowadzącego oraz gościa.

„Znam oczywiście tę sprawę z mediów, w ogóle ten atak na kibiców za wprowadzenie ładnego, patriotycznego baneru, słowa kibiców, którzy byli w sposób szczególny sprawdzani tylko dlatego, że nie są zwolennikami rządu. Czy to kibice, czy osoby od kryptoaktywów, PiS, czy Konfederacja... jeśli ktoś się nie zgodzi z rządem, to naprawdę trzeba zrobić wszystko, żeby dokręcić śrubę do samego końca. Naprawdę, chillout, panie premierze (...) Jeśli chodzi o ten konkretny wniosek, to oczywiście nie powiem na wizji, jaka będzie decyzja. Ale przekonuję, że od dwóch miesięcy trwa analiza wszystkich wniosków o ułaskawienie. Ich jest bardzo dużo” – odpowiedział wtedy Karol Nawrocki.

Ułaskawienie po 22 latach

W przypadku trzeciej decyzji postępowanie ułaskawieniowe obejmowało łącznie rozpoznanie dwóch wniosków Prokuratora Generalnego, dotyczących postępowań wszczętych w trybie zwykłym na podstawie art. 561 Kodeksu postępowania karnego oraz drugiego – na podstawie art. 567 § 1 Kpk. W sprawie pozytywne opinie wydały zarówno sąd I, jak i II instancji.

„Prezydent zastosował prawo łaski poprzez warunkowe przedterminowe zwolnienie z odbycia reszty kary dożywotniego pozbawienia wolności na okres próby 5 lat z ustanowieniem dozoru kuratora sądowego” – przekazała Kancelaria.

Osoba, wobec której prezydent zastosował prawo łaski, została skazana za zabójstwo z rozbojem oraz rozbój. Jak podaje Onet, chodzi o 57-letni Piotra Pytla, który spędził w więzieniu prawie 22 lata. Mężczyzna został skazany w 2006 r. przez sąd w Monachium na dożywocie za Ecateriny I., do którego doszło 26 marca 2004 r. „Piotr miał wówczas 35 lat. Od początku zapewniał, że jest niewinny. Późniejsze ustalenia polskiej prokuratury wykazały, że to nie on popełnił tę zbrodnię, tylko Tomasz W., który przyznał się do morderstwa i zeznał, że Pytel nie brał w nim udziału. Mimo że Tomasz W. został skazany za tę zbrodnię [na dziewięć lat i trzy miesiące, bo w chwili zabójstwa miał 17 lat], a nawet zdążył odsiedzieć wyrok, Pytel przez długie lata wciąż przebywał za kratami. Niemiecki sąd nie zgodził się na wznowienie postępowania, a prezydent Andrzej Duda trzy razy odrzucał jego wniosek o ułaskawienie, choć polskie sądy wydawały pozytywną opinię" – wyjaśnia Onet.

Mężczyzna wyszedł na wolność w czerwcu 2026 roku po tym, jak prokurator generalny Waldemar Żurek zarządził przerwę w odbywaniu kary do czasu zakończenia procedury ułaskawienia, o które wnioskował.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

18:24 03-08-2026

Prawa autorskie: "Wiesti", 3 sierpnia 2026 r."Wiesti", 3 sierpnia...

Ukraiński dron rozbił się na plaży pod Gelendżykiem

3 sierpnia we wsi Archipo-Osipowka niedaleko Gelendżyku na rosyjskim wybrzeżu Morza Czarnego ukraiński dron rozbił się na plaży, na której przebywali wczasowicze. Są ofiary śmiertelne. Wczasowiczów to jednak nie zniechęciło.

Co się stało?

Według grupy zadaniowej Kraju Krasnodarskiego zginęło siedem osób, w tym troje dzieci. Rannych zostało 40 osób, z czego 21 trafiło do szpitala.

Szczególny tor lotu i dźwięk strzelaniny, które zostały uchwycone na nagraniach, świadczy o tym, że dron mógł zostać zestrzelony przez rosyjską obronę. Katastrofa mogła być też spowodowana awarią — uważają analitycy cytowani przez rosyjską niezależną Meduzę. „Ukraińcy raczej nie celowaliby w plażę z ludźmi i to nie dlatego, że to niemoralne, ale po prostu niepraktyczne. Liczą się inne cele”.

„The Insider” informuje, że plaża, na której rozbił się dron, znajduje się przed ośrodkiem rekreacyjnym Rasswiet, który jest oddziałem NPO Maszynostrojenija, naukowo-produkcyjnego stowarzyszenia budowy maszyn. To jedno z najważniejszych krajowych przedsiębiorstw rakietowo-kosmicznych.

Władze ukraińskie nie informują o tym zdarzeniu. Z ukraińskich komunikatów można się dowiedzieć tylko o udanych trafieniach. Jednocześnie Rosjanie informują, że codziennie zestrzeliwują nad Rosją (nie nad frontem) od 600 do tysiąca ukraińskich dronów.

Jaki jest kontekst?

Okolice Genendżyku są nieustannie zagrożone atakami ukraińskich dronów.

Rosyjska propaganda zaczęła przyznawać się do tych ataków, ale chwali się skutecznością w obronie przed dronami. Równocześnie opowiada, że Ukraińcy specjalnie celują w obiekty cywilne. Mimo to ludzie przyjeżdżają w okolice Gelendżyku na wakacje. Po ataku rosyjska telewizja pokazała plażę znowu pełną ludzi (na zdjęciu).

Jakby nie brali oni oficjalnych komunikatów na poważnie i nie wyciągali z nich wniosków dla siebie.

Podobnie wyglądało to dwa lata temu, gdy Ukraińcy zaczęli ostrzeliwać Krym. Wtedy jedna z rakiet spadał na plażę w Sewastopolu. Plażowiczów to kompletnie zaskoczyło, jakby nie wiedzieli, że przyjechali na wakacje w strefę wojny.

Przeczytaj także:

Propaganda nie zrobiła z dzisiejszej tragedii wielkiej sprawy (na razie) — choć do tej pory każdy atak ukraiński, w którym ucierpieli cywile (wystarczyło, że byli ranni, np. w ostrzale autobusu w strefie przyfrontowej), był podstawą do zapowiedzi krwawego odwetu na Ukrainie.

Jest tak może dlatego, że „krwawy odwet” na Ukrainie trwa od kilku dni. Putin zapowiedział przed tygodniem, że rozważa „troszkę większy” atak. Ukraina jest atakowana rakietami, których nie ma czym zestrzeliwać.

W sprawie ataku na plażę interesujące jest to, że sporo uwagi telewizja poświęcił nazwie miejscowości. Pochodzi ona od carskiego żołnierza, Archipa Osipowa, który w 1840 r., w czasie podboju tych ziem przez Rosję, wysadził się w powietrze, by zatrzymać przeciwnika.

Zdaniem propagandy atak na miejscowość o takim rodowodzie przy pomocy drona z ładunkiem wybuchowym jest wyjątkowym ukraińskim bezeceństwem.

Opowieść ta dobrze pokazuje, w jakim stanie jest rosyjska propaganda w piątym roku wojny z Ukrainą. Naprawdę bowiem okolice te słyną z tego, że znajduje się tu jedna z ogromnych posiadłości Putina. Istnienie tego pałacu ujawnił w 2021 r. Aleksiej Nawalny.

Przeczytaj także:

15:28 03-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Tetiana DZHAFAROVA / AFPFot. Tetiana DZHAFAR...

Ukraina szuka sposobów na rosyjskie rakiety. Chce to robić z partnerami

Ukraina prowadzi rozmowy z 10 państwami i 12 firmami zbrojeniowymi o rozwoju europejskiego systemu antyrakietowego Freja – poinformował prezydent Wołodymyr Zełenski. Dodał, że jest to jeden z najbardziej ambitnych projektów Kijowa.

Co się stało?

„Ukraina mogłaby sama produkować zarówno rakiety, jak i wyrzutnie do nich” — powiedział prezydent Zełenski 3 sierpnia. „Potrzebna jest jednak ścisła współpraca z tymi europejskimi krajami i firmami, które dysponują radarami, sensorami oraz innymi elementami niezbędnymi do stworzenia skutecznego systemu antybalistycznego”.

Strona ukraińska oczekuje wsparcia sojuszników w ramach prac nad tym projektem.

Celem inicjatywy jest stworzenie alternatywy dla kosztownych amerykańskich pocisków typu Patriot,

których zapasy w USA znacznie się wyczerpały w wyniku konfliktu w Iranie.

Zełenski zaznaczył, że zaletą produkcji tego sprzętu na terenie Ukrainy byłaby możliwość poddania go natychmiastowym testom bojowym. Wezwał przedstawicieli państw uczestniczących w inicjatywie, aby potraktowali ją jako priorytet dyplomatyczny.

Powstanie tzw. koalicji antybalistycznej ogłoszono podczas spotkania przywódców państw koalicji chętnych 13 lipca w Paryżu. Oprócz Ukrainy udział w tym projekcie zadeklarowali liderzy Danii, Francji, Niemiec, Włoch, Norwegii, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Holandii. Do inicjatywy dołączyło również dwunastu europejskich producentów uzbrojenia. Lista uczestników może się jeszcze wydłużyć, ponieważ wciąż można się przyłączyć do projektu Freja.

„Dotyczy to na przykład krajów, które nie dysponują odpowiednim potencjałem produkcyjnym, ale posiadają pociski typu Patriot i są gotowe przekazać je na rzecz wzmocnienia naszej zdolności do obrony przestrzeni powietrznej” — przekazał Zełenski.

Na liście nie ma obecnie Polski.

Jaki jest kontekst?

Rosja zwiększyła ataki rakietami balistycznymi na Ukrainę, bo wie, że wobec nich — w przeciwieństwie do dronów — Ukraińcy są bezradni. Tylko w zeszłym tygodniu Rosjanie wystrzelili na Ukrainę 144 rakiety. Zestrzelić udało się jedną. Większość ataków rakietowych powoduje ofiary śmiertelne.

Przeczytaj także:

Tymczasem Donald Trump znowu zmienił zdanie w sprawie pomocy Ukrainie i wycofał się z ustaleń ze szczytu NATO w Ankarze o przekazaniu Ukrainie technologii budowy pocisków do systemu Patriot. Sojusznicy Ukrainy — np. Polska — pogrążyli się w awanturach wewnętrznych, czy można Ukrainie przekazać część własnych pocisków.

Przeczytaj także:

Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk powiedział 2 sierpnia „Gazecie Wyborczej”, że Polska zabiega, by to u nas, a nie w Ukrainie produkowano pociski do Patriotów.

Przeczytaj także:

Rosja używa ataków rakietowych jako narzędzia propagandowego. Atakowana codziennie przez Ukraińców – głównie dronami – nie jest sobie z tym w stanie poradzić. Pokazuje jednak światu, że nadal ma przewagę na polu boju, gdyż nadal dysponuje bronią, jakiej przeciwnik nie jest w stanie się przeciwstawić. Putin najwyraźniej liczy, że to skłoni Amerykanów do powrotu do negocjacji w sprawie Ukrainy.

Przed tygodniem Putin powiedział, że rozważa atakowanie Ukrainy „nieco bardziej”.

14:03 03-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Michal Borowczyk / Agencja Wyborcza.plFot. Michal Borowczy...

21 polityków zrezygnowało z partii po ultimatum Trzaskowskiego

W lipcu minęło ultimatum Rafała Trzaskowskiego, który polecił politykom zasiadającym w radach nadzorczych i zarządach miejskich spółek, by wybrali – partia albo spółka. 21 osób zrezygnowało z członkostwa w partii, 20 osób z pracy w radach nadzorczych.

Co się wydarzyło?

W poniedziałek 3 sierpnia podczas konferencji prasowej prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że podjęto decyzję po jego ultimatum dla polityków zasiadających w zarządach i radach nadzorczych miejskich spółek. Mieli czas do końca lipca, by zdecydować, czy chcą pozostać na swoich stanowiskach, czy chcą pozostać członkami partii.

„Podjąłem decyzję, żeby w Warszawie obowiązywały najwyższe możliwe standardy: żebyśmy nie mieli polityków w zarządach ani radach nadzorczych. Chcę jedną rzecz powiedzieć – te osoby, którym podziękowałem za współpracę, to były osoby bardzo merytoryczne, ale po tym, co się stało, dbamy o najwyższy możliwy standard w Polsce, stąd te decyzje” – mówił prezydent Warszawy.

„Jeżeli chodzi o zarządy spółek miejskich, mieliśmy 14 osób, które były członkami partii. Wszyscy zrezygnowali z partii i dalej będą pracować w zarządach spółek miejskich. Natomiast jeśli chodzi o rady nadzorcze, takich osób było 27. Siedem osób zrezygnowało z członkostwa w partii i pozostało w radach nadzorczych. Natomiast 20 osób pozostało w partii i zrezygnowało z rad nadzorczych” – wyliczył prezydent.

Trzaskowski kilkukrotnie podkreślał, że dziękuje wszystkim osobom, które pracowały w radach nadzorczych przez ostatnie lata. Dodawał, że „z większością z nich bardzo dobrze się współpracowało", ale żegna się z nimi, ponieważ zależy mu na „najwyższych standardach”.

Nie podano konkretnych osób. Monika Beuth, rzeczniczka stołecznego ratusza potwierdziła jedynie, że z rad nadzorczych zrezygnowali członkowie zarządu miasta Tomasz Mencina oraz Karolina Bober.

Rafał Trzaskowski przekazał także, że otrzymał już raport po zleconym przez niego audycie w Szpitalu Południowym. Wnioski zaprezentuje w środę.

Jaki jest kontekst?

Ruch Trzaskowskiego ma związek z wybuchem afery w Szpitalu Południowym. W czerwcu, po publikach zero.pl na temat radnego KO i kierownika SOR-u w Szpitalu Południowym Dawida Kacprzyka, prezydent odwołał zarząd szpitala i zapowiedział powołanie nowej rady nadzorczej. Zapowiedział także zmiany systemowe dotyczące miejskich spółek medycznych. Ogłosił, że z rad nadzorczych spółek prowadzących szpitale zostaną usunięci politycy. Pod wpływem krytyki jakiś czas później rozszerzył swoją zapowiedź odpolityczniania na wszystkie miejskie spółki, przedstawiając członkom zarządów i rad nadzorczych ultimatum: albo partia, albo posada.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

11:28 03-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.plFot. Maciek Jazwieck...

Rząd wycofuje się z darmowej kranówki w restauracjach

„Wolałbym VAT zerowy na wodę, niż bawienie się w kubki plastikowe i kranówkę, czasami koloru Fanty lub oranżady” – pisał w interpelacji poseł Robert Dowhan. Rząd poinformował, że wycofał się z przepisów nakładających na restauratorów obowiązek zapewnienia darmowej wody.

Co się wydarzyło?

Ministerstwo Klimatu pracuje od kilku miesięcy nad ustawą o opakowaniach i odpadach opakowaniowych. W projekcie pojawił się zapis nakładający na restauratorów obowiązek zapewniania ich klientom nieodpłatnie wody.

„W celu zapobiegania powstawaniu odpadów opakowaniowych restauracje, podmioty prowadzące działalność gospodarczą obejmującą przygotowanie i podawanie posiłków klientom w stołówkach, barach, kawiarniach i innych placówkach świadczenia usług gastronomicznych, których produkty podawane są konsumentom w lokalach stałych w salach przeznaczonych do konsumpcji z miejscami siedzącymi, obowiązane są zapewnić swoim klientom nieodpłatnie wodę z kranu" – brzmiał przepis.

Ministerstwo Klimatu wskazywało, że zmiany wynikały z unijnego rozporządzenia z 19 grudnia 2024 r. w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych, które ma zapobiegać generowaniu nadmiernej ilości odpadów. Zgodnie z art. 43 ust. 6 tego rozporządzenia:

„Państwa członkowskie zachęcają restauracje, stołówki, bary, kawiarnie i podmioty świadczące usługi gastronomiczne do podawania swoim klientom, tam gdzie to możliwe, wody z kranu nieodpłatnie lub za niewielką opłatą w naczyniach wielokrotnego użytku lub wielokrotnego napełniania”.

Polski przepis nakazywał udostępnianie przez restauratorów pół litra wody w naczyniach wielokrotnego użytku.

Na początku lipca poseł Robert Dowhan (KO) skierował w tej sprawie interpelację do ministra klimatu oraz ministra finansów.

zarzucając, że obowiązek nieodpłatnego podawania wody z kranu w gastronomii „wykracza poza standard przewidziany w prawie unijnym”, jest przykładem „tzw. gold-platingu oraz nadmiernej regulacji, ingerującej szczegółowo w sposób obsługi klienta” oraz rodzi wątpliwości natury praktycznej.

„Kwestia naczyń – czy szklane, czy plastikowe? Plastikowe, to co z utylizacją, a szklane to co z myciem i suszeniem? Wystawiać paragon zerowy, usługę? Co z kosztami? Czy klient musi coś zamówić? Czy tylko usiąść w restauracji? Jakie kary będą za brak podania wody? Czy kranówka w każdym mieście jest taka sama? Mówi się, że na jedną osobę musi być pół litra wody. A jak będzie mniej nalane, to kara, a więcej to doliczyć do rachunku?

Ktoś z urzędników, a może posłów, zobaczył, jak to jest w USA, i chciał strasznie błysnąć. Tego rynku i regulacji nie można porównywać ani przenosić ich standardów na Polskę.

Wolałbym VAT zerowy na wodę, niż bawienie się w kubki plastikowe i kranówkę, czasami koloru Fanty lub oranżady” – czytamy w interpelacji.

Pod koniec lipca poseł otrzymał odpowiedź z Ministerstwa Klimatu, w której wskazano, że resort zrezygnował z przepisów.

„W toku uzgodnień międzyresortowych Ministerstwo Klimatu i Środowiska odstąpiło od zawarcia w projekcie ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (nr w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów: UC100) regulacji zobowiązujących restauracje oraz podmioty prowadzące działalność gospodarczą obejmującą przygotowanie i podawanie posiłków klientom w stołówkach, barach, kawiarniach i innych placówkach świadczenia usług gastronomicznych, których produkty podawane są konsumentom w lokalach stałych w salach przeznaczonych do konsumpcji z miejscami siedzącymi, do nieodpłatnego zapewnienia klientom wody z kranu” – czytamy w odpowiedzi podpisanej przez Anitę Sowińską, podsekretarz stanu w MKiŚ.

Nie podano przyczyn wykreślenia z projektu tych przepisów. Jako pierwszy o sprawie poinformował jeszcze w lipcu portal podatki.biz.

Jaki jest kontekst?

To nie pierwsze podejście do nałożenia na restauratorów obowiązku podawania nieodpłatnej wody. Wcześniej Nowa Lewica zgłaszała podobne poprawki do procedowanej w Sejmie ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Ustawa przygotowywana była przez resort infrastruktury. Jego szef Dariusz Klimczak (PSL) tak reagował na propozycje jeszcze jesienią 2025 roku: „Myślę, że to nie jest jeszcze ten czas. Ja nie poprę tego typu rozwiązania (...) Dzisiaj woda, a jutro co? Nie we wszystkich miejscach w Polsce „kranówka” jest zdatna do picia. Nie chciałbym narzucać przedsiębiorcom, że od dziś masz za darmo rozdawać”.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także: