0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

44 minuty temu

Prawa autorskie: Photo by Jaafar ASHTIYEH / AFPPhoto by Jaafar ASHT...

4 Palestyńczyków i 2 Izraelczyków nie żyje po starciu w okolicy Nablusu. Co się wydarzyło?

Wydarzenie wpisuje się w obraz rosnącej przemocy izraelskich osadników wobec palestyńskich mieszkańców Zachodniego Brzegu

Co się wydarzyło

Czwórka Palestyńczyków i dwójka Izraelczyków zginęła dziś rano w starciu w okolicy miejscowości Tal niedaleko Nablusu na okupowanym Zachodnim Brzegu. Nie jest jasne, jak dokładnie rozpoczął się incydent. Obie strony podają zupełnie inne wersje wydarzenia.

Władze palestyńskie przekazały, że czwórka osób została zabita przez izraelskich cywili, a kolejne cztery zostały ranne. Izraelska armia twierdzi, że odpowiedziała na zgłoszenie Izraelczyków, którzy mieli odbywać w okolicy pieszą wędrówkę i mieli zostać zaatakowani. Armia podała także, że jeden z Palestyńczyków miał skraść lokalnemu funkcjonariuszowi izraelskiemu broń i strzelać z niej do cywili.

Armia traktuje zdarzenie jako atak terrorystyczny. Zaraz po nim otoczyła teren. Po południu armia otoczyła też szpital w Nablusie i zabrała z niego jednego rannego mężczyznę i jego brata.

Po porannym zdarzeniu skrajnie prawicowy minister bezpieczeństwa wewnętrznego Itamar Ben-Gwir powiedział, że wioski na Zachodnim Brzegu powinien spotkać ten sam los, co miasto Bejt Hanun w Strefie Gazy. Bejt Hanun dziś już nie istnieje – zostało zrównane z ziemią przez izraelskie buldożery.

Jaki jest kontekst

Sytuacja na Zachodnim Brzegu po październiku 2023 roku pozostawała w cieniu Strefy Gazy. Tutaj Palestyńczycy również odczuli konsekwencje zmiany izraelskiej polityki w odpowiedzi na ówczesny atak Hamasu. Według danych ONZ od początku 2023 roku do kwietnia 2026 roku doszło to 5336 ataków izraelskich osadników na palestyńskich mieszkańców Zachodniego Brzegu, w wyniku których doszło do obrażeń, ofiar śmiertelnych lub zniszczenia majątku.

W danych tych widać też wyraźny trend wzrostowy – w pierwszej połowie 2023 roku było to średnio około 100 ataków miesięcznie. W marcu i kwietniu tego roku było to już powyżej 200 ataków miesięcznie. Widać też zwyżkę w październiku każdego roku (276 ataków w 2025 roku), co wskazuje, że przemoc ta jest bezpośrednio związana z wydarzeniami w Strefie Gazy.

Agendy ONZ i niezależne ogranizacje broniące praw człowieka wskazują, że ataki te często cieszą się ochroną ze strony izraelskiej armii, a winni w zdecydowanej większości przypadków nie ponoszą żadnych konsekwencji. Skrajnie prawicowa część rządu na czele z Ben-Gwirem i ministrem finansów Becalelem Smotriczem (odpowiedzialnym również za cywilną administrację izraelską na Zachodnim Brzegu) nigdy nie ukrywała, że ich celem jest aneksja terytorium zwanego przez nich Judeą i Samarią oraz wypchnięcie z niego jego palestyńskich mieszkańców.

Dzisiejsze wydarzenia w okolicy Nablusu mogą sprowokować dalsze ataki agresywnie nastawionej cześci osadników. W październiku w Izraelu odbędą się wybory parlamentarne. Istnieje spora szansa, że Ben-Gwir i Smotricz stracą swoje stanowiska. Najprawdopodobniej nie zmieni to jednak diametralnie polityki państwa wobec izraelskiego osadnictwa na Zachodnim Brzegu. Dekady wspierania nielegalnego z punktu widzenia prawa międzynarodowego osadnictwa na okupowanym terytorium spowodowały, że stworzenie spójnego palestyńskiego terytorium jest dzisiaj niemożliwe.

Przeczytaj także:

14:43 24-07-2026

Prawa autorskie: fot. Agata Kubis/OKO.pressfot. Agata Kubis/OKO...

Prezydent za zakazem trzymania psów na łańcuchach

Karol Nawrocki podpisał tzw. ustawę łańcuchową. To drugie podejście do zakazania trzymania psów na uwięzi – pierwszy projekt ustawy zawetował.

Co się wydarzyło?

- Podpisanie ustawy uważamy za ważny i długo wyczekiwany krok, który poprawi los tysięcy psów w Polsce – komentuje Anna Zielińska, prezeska Fundacji Viva. Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, która zakazuje trzymania psów na łańcuchach.

Viva wyjaśnia, że „nowe przepisy znacząco ograniczą możliwość utrzymywania psów na uwięzi oraz zaostrzą wymagania dotyczące warunków, w jakich zwierzęta przebywają poza domem. Kojce będą mogły być stosowane wyłącznie w ściśle określonych przypadkach, a opiekunowie zostaną zobowiązani do zapewnienia zwierzętom odpowiedniej przestrzeni oraz warunków odpowiadających ich potrzebom fizjologicznym i behawioralnym”. Dopuszczalną wielkość kojców ustali osobne rozporządzenie Ministra Rolnictwa.

Według tej ustawy za rok nie będzie można już trzymać psów na łańcuchach, a jeśli ktoś nie dostosuje się do tego zakazu, będzie groziła mu kara grzywny do 5 tys. zł. – Jeżeli towarzyszyć temu będą inne niewłaściwe warunki, w tym otrzymywanie zwierzęcia w stanie rażącego zaniedbania lub niechlujstwa, to do rozważania będzie, czy sytuacja nie wypełnia to jednocześnie znamion przestępstwa zanęcania się nad zwierzęciem – wyjaśniała w rozmowie z OKO.press Sara Balcerowicz, adwokatka zajmująca się prawami zwierząt.

Prezydent Karol Nawrocki w grudniu 2025 r. zawetował poprzednią wersję ustawy, w której ściśle określono dopuszczalną wielkość kojców. Argumentował, że kojce „nie mogą być wielkości kawalerek”.

„Dzisiaj otrzymujemy ustawę lepszą, z pozytywnym głosem takich podmiotów jak rolniczy samorząd. Wprowadza ona generalny zakaz stałego trzymania psów na uwięzi i nakazuje zapewnienie zwierzęciu codziennego ruchu, właściwego schronienia i godnych warunków bytowania. Jednocześnie usuwa absurdalne, sztywne wymagania oraz uwzględnia realia pracy rolników, hodowców, służb, schronisk i właścicieli psów pasterskich” – przekazał Karol Nawrocki, wyjaśniając, dlaczego zdecydował się podpisać nową wersję ustawy.

Jaki jest kontekst?

Kiedy jesienią 2025 roku Sejm przyjął poprzednią wersję nowelizacji, za zakazem łańcuchów głosowała cała koalicja rządząca, Razem i 49 posłów i posłanek Prawa i Sprawiedliwości, w tym Jarosław Kaczyński. Okazało się jednak, że prezydent Nawrocki podzielał zdanie posłów, którzy krytykowali projekt – dlatego całą ustawę zawetował. Sejm próbował później to weto odrzucić, ale bezskutecznie – zabrakło 17 głosów. Pod Sejmem odbyło się wtedy kilka protestów, nawołujących do jak najszybszego zerwania łańcuchów.

Krytykom nie podobała się określona w projekcie wielkość kojców. Rozmiar miałby być dostosowany do wagi psa – od 10 do 20 metrów kwadratowych. Obecnie nie ma takich regulacji – w obowiązujących przepisach określono jedynie długość łańcucha (3 metry).

Prezydent zaproponował swój projekt ustawy – była to przepisana słowo w słowo zawetowana ustawa, skrócona o wymogi dotyczące wielkości kojców, w których mają przebywać psy trzymane do zewnątrz domów.

Po fiasku związanym z odrzuceniem weta, Nadzwyczajna Komisja ds. Ochrony Zwierząt zaczęła prace nad dwoma projektami ustaw wprowadzającymi zakaz łańcuchów — poselskim i prezydenckim. – Zdecydowaliśmy, że będziemy bazować na projekcie poselskim, ale w prace była zaangażowana Kancelaria Prezydenta – mówiła w rozmowie z OKO.press posłanka KO Małgorzata Tracz.

Postawiono na rozwiązanie kompromisowe – w ustawie nie ma żadnych wytycznych dotyczących wielkości kojców. Te będą jednak określone przez rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Strona, która od początku popierała ustalenie wielkości kojców (a obecnie w ustawie nie ma takich regulacji) jest zadowolona, bo wreszcie doczekamy się konkretnych wytycznych. Strona przeciwna – czyli politycy prawicy – uważają, że rozporządzenie jest łatwiejsze do zmiany niż ustawa, więc łatwiej im zaakceptować takie rozwiązanie.

29 maja Sejm przyjął ustawę. Za zerwaniem łańcuchów było 381 posłów i posłanek, zarówno z koalicji rządzącej, jak i z PiS. W Prawie i Sprawiedliwości wyłamało się tylko 10 osób, w tym Łukasz Mejza i Edward Siarka.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

13:09 24-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Morawiecki zapowiada „nowy rozdział”: „Prawica nie ma już hegemona”

– Do ostatniej chwili walczyliśmy o jedność obozu Prawa i Sprawiedliwości – powiedział Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej. Były premier nie ogłosił powstania nowego ugrupowania, ale zapowiedział „nowy rozdział w historii politycznej” Polski, wielką trasę po kraju i przedstawienie nowej oferty programowej.

Co się wydarzyło?

Mateusz Morawiecki zapowiada wielki objazd Polski, przygotowanie nowej oferty programowej oraz walkę z tym „bardzo niedobrym rządem Donalda Tuska”. Celem jego stowarzyszenia jest dotarcie do „przedsiębiorców, samorządowców, młodych ludzi, a nawet obecnych wyborców koalicji rządzącej” i „ponowne pchnięcie Polski na ścieżkę wielkich inwestycji”. Jednocześnie tłumaczy: do ostatniego momentu próbowaliśmy zapobiec rozłamowi w Prawie i Sprawiedliwości.

– Do ostatniej chwili walczyliśmy o jedność obozu Prawa i Sprawiedliwości (...) Zależało nam na tym, żeby w ramach tego, co wcześniej zostało ustalone w kwietniu tego roku, rzeczywiście realizować nasz model dotarcia do bardzo różnorodnych grup wyborców – powiedział Morawiecki, nawiązując do uzgodnionej kilka miesięcy wcześniej „strategii dwóch płuc”, która zakładała, że środowisko byłego premiera będzie działało w ramach stowarzyszenia i poszerzało elektorat prawicy, dostosowując język i ofertę programową do różnych grup wyborców.

Były premier przekonywał, że żądane przez władze PiS oświadczenie w praktyce uniemożliwiało dalszą działalność jego środowiska w ramach stowarzyszenia Rozwój Plus. Dokument nazwał „lojalką”, a ultimatum postawione jego współpracownikom przedstawił jako zerwanie strategii, która – według niego – jeszcze kilka miesięcy wcześniej została zaakceptowana przez kierownictwo partii.

– Nie mogliśmy się pogodzić z tym, żeby zmuszano nas do podpisania lojalki – stwierdził. – Nie możemy zgodzić się na to, aby poprzez ultimata czy szantaż tak naprawdę strategia jeszcze niedawno uzgodniona wylądowała w koszu. I to właśnie dlatego do końca proponowaliśmy jedność, proponowaliśmy, mówiliśmy: przestańcie nas wypychać – mówił były premier.

Winą za doprowadzenie do rozłamu obarczył „niewielką grupę intrygantów”, sprawną w „gierkach partyjnych” i „partyjnym kombinowaniu”. Nie podał żadnych nazwisk. Zapowiedział, że jego środowisko nie będzie odpowiadało „nienawiścią na nienawiść” ani reagowało na ataki, choć jego posłowie mają prostować nieprawdziwe informacje i aktywnie przedstawiać swoje stanowisko w mediach.

Były premier przekonywał, że po prawej stronie sceny politycznej istnieje obecnie „kilka odrębnych nurtów”, a Prawo i Sprawiedliwość nie jest już jedynym dominującym środowiskiem. Zastrzegł jednak, że konflikty na prawicy traktuje jako „spory w rodzinie”, a głównym przeciwnikiem jego środowiska pozostaje rząd Donalda Tuska.

– Sytuacja, która się wyłania na polskiej prawicy, jest taka, że polska prawica nie ma hegemona, ma wiele nurtów (...) Spory na tej prawicy dla mnie i dla nas są sporami w rodzinie, a tak naprawdę ostrze naszego ataku kierujemy w stronę tego bardzo niedobrego rządu Donalda Tuska, który dewastuje nasz dom – mówił Morawiecki.

Morawiecki poinformował, że jego środowisko tworzy obecnie 40 posłów, jeden senator oraz trzech europarlamentarzystów. Nazwał je „bardzo mocną reprezentacją”. Nie ogłosił powstania nowej partii, ale powiedział, że rozpoczyna się „nowy rozdział w historii politycznej” Polski.

– Jest to rzeczywiście jakiś nowy rozdział, ale nowy rozdział w historii politycznej naszego kraju. Patrzymy z odwagą, z determinacją, ze śmiałością w przyszłość i na pewno nasza propozycja dotrze pod strzechy, będzie bardzo ciekawa dla wszystkich Polaków – zapewnił.

Zapowiedział, że oferta polityczna jego stowarzyszenia ma być kierowana szerzej niż dotychczasowy przekaz PiS – „do młodych ludzi, przedsiębiorców i samorządowców, a także do osób obecnie popierających koalicję rządzącą”. Mówił o budowie „republikańskiej, propaństwowej i patriotycznej prawicy” oraz „konserwatywnego obozu, który rozumie zachodzące zmiany społeczne i gospodarcze i potrafi na nie odpowiedzieć w nowoczesny sposób”.

– Odpowiedzi muszą być naprawdę bardzo przemyślane, nie mogą być anachroniczne, nie mogą trącić myszką. Muszą być odpowiedziami przyszłości dla młodych ludzi, które zainteresują większość polskiego społeczeństwa. Także tych, którzy są dzisiaj przekonanymi zwolennikami koalicji rządzącej. Chcemy, aby nasz przekaz trafiał bardzo, bardzo szeroko – powiedział.

Morawiecki zapowiedział też, że ta oferta jest już praktycznie gotowa, w związku z czym niebawem stowarzyszenie zaczyna „wielką trasę po Polsce”. Hasłem przewodnim ma być „Polska jednej prędkości”. Zaplanowany na 31 lipca „piknik merytoryczny” ma się odbyć zgodnie z planem.

– Wiele takich ofert, rozwiązań, propozycji mamy przygotowanych. Przed nami wielka trasa po Polsce, dotarcie do naszych zwolenników i naszych adwersarzy, bo chcemy wszystkich przekonywać i przyczynić się do zwycięstwa nad tą bardzo, bardzo niedobrą koalicją – zapowiedział.

Jaki jest kontekst?

Konferencja Mateusza Morawieckiego odbyła się po wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego, który potwierdził, że politycy PiS odmawiający rezygnacji z członkostwa w stowarzyszeniu Rozwój Plus zostaną usunięci z partii. Formalnie ich sprawą ma się zająć we wtorek Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości.

Prezes PiS zażądał wcześniej od członków partii złożenia oświadczeń, że nie należą do innych organizacji prowadzących działalność polityczną. Termin na podpisanie deklaracji minął o północy. Większość polityków związanych ze stowarzyszeniem Morawieckiego nie złożyła wymaganych dokumentów.

Rozwój Plus skupia najbliższych współpracowników byłego premiera i stanowi organizacyjne zaplecze jego frakcji wewnątrz PiS. Morawiecki przekonuje, że stowarzyszenie miało działać jako „drugie płuco” prawicy, poszerzające jej elektorat i docierające do grup, do których nie trafia obecny przekaz partii. Kierownictwo PiS uznało jednak dalsze członkostwo w stowarzyszeniu za niemożliwe do pogodzenia z przynależnością do partii.

Przeczytaj także:

12:13 24-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych UkrainyFot. Państwowa Służb...

Rosjanie zaatakowali poligon pod Kijowem, na którym odbywała się wystawa uzbrojenia

W ciągu dnia 24 lipca rosyjskie wojsko przeprowadziło atak na obwód kijowski. Zaatakowano obiekt, w którym przebywali przedstawiciele ukraińskiego przemysłu obronnego. Zginęło dziesięć osób, około stu zostało rannych.

Co się wydarzyło?

Prezydent Ukrainy poinformował, że obwodzie kijowskim trwa akcja ratunkowa po uderzeniu rosyjskich rakiet. Wcześniej, Siły Powietrzne Ukrainy informowały o zagrożeniu ostrzału bronią balistyczną z północy. Następnie pisały o celach poruszających się z dużą prędkością w kierunku obwodu kijowskiego i stolicy.

„Trwa ustalanie wszystkich okoliczności oraz losów osób. Na miejscu działają wszystkie niezbędne służby” – napisał ukraiński prezydent.

„Dzisiaj w obwodzie kijowskim doszło do wrogiego ataku rakietowego na obiekt, w którym przebywali przedstawiciele ukraińskiego przemysłu obronnego” – poinformowała na Facebooku Ukraińska Rada Producentów Broni.

Jak podaje „Ukraińska Prawda”, chodzi o praktyczną imprezę demonstracyjną Defense Demo Day & Defense Expo „Krytycznie Chronione”, której organizatorem jest „ARMADA” – Stowarzyszenie Producentów Systemów Bezzałogowych i Technologii Powiązanych. Celem wydarzenia było przedstawienie kompleksowych rozwiązań w zakresie ochrony infrastruktury krytycznej przed współczesnymi zagrożeniami z powietrza.

Według ostatnich danych w wyniku ataku zginęło zginęło dziesięć osób, a około stu zostało rannych.

„Informacje o dokładnym miejscu pobytu uczestników nie zostały podane do wiadomości publicznej. Okoliczności ataku ustalają właściwe organy” – dodaje Ukraińska Rada Producentów Broni.

Aktualizacja.

Rusłan Krawczenko, Prokurator Generalny Ukrainy poinformował, że w związku z tym zdarzeniem wszczęto dwa postępowania karne.

Jedno dotyczy naruszenia praw i zwyczajów wojennych, drugie „w związku z ewentualnym niewłaściwym wykonywaniem obowiązków służbowych podczas organizacji i przeprowadzenia imprezy, co doprowadziło do ofiar śmiertelnych i innych poważnych konsekwencji”.

„Wojna nie zwalnia z odpowiedzialności za decyzje zarządcze. Wręcz przeciwnie – wymaga maksymalnego profesjonalizmu, ostrożności i świadomości każdego kroku.

Śledztwo ustali, kto podjął decyzję o zorganizowaniu wydarzenia, kto zatwierdził miejsce, czas i formę jego przeprowadzenia, jakie środki bezpieczeństwa zostały przewidziane oraz czy ryzyko w warunkach stanu wojennego zostało właściwie ocenione” – napisał ukraiński Prokurator Generalny.

Jaki jest kontekst?

Dziś, 24 lipca rano armia rosyjska zrzuciła też bomby lotnicze na Słowiańsk. Na chwilę obecną wstępnie wiadomo o co najmniej pięciu ofiarach śmiertelnych i dziewięciu rannych. Według szefa donieckiej administracji wojskowej Wadyma Fiłaszkina, Rosjanie zrzucili na miasto dwie bomby lotnicze. Uszkodzonych zostało 10 domów prywatnych, zakład oraz siedziba honorowego konsulatu Republiki Łotewskiej.

„Brutalne ataki na ludzi, za które Rosjanie muszą ponieść odpowiedzialność. Rosja już od dawna nie przestrzega żadnych norm międzynarodowych ani zasad humanitarnych. Zależy jej wyłącznie na kontynuowaniu zabójstw. Ważne jest, aby partnerzy również w pełni zdawali sobie sprawę, że od nich również zależy ochrona życia. Pociski do systemów »Patriot« to priorytet numer jeden” – napisał Zełenski w mediach społecznościowych.

Przeczytaj także:

11:37 24-07-2026

Prawa autorskie: Photo by Iranian Parliament Speaker's Office / AFPPhoto by Iranian Par...

Iran odrzuca zawieszenie broni. Wojna trwa

Donald Trump musi zmierzyć się z pytaniem: przyznać się do błędu podjąć poważne rozmowy czy eskalować wojnę bez gwarancji łatwego zwycięstwa

Co się wydarzyło

Wznowiona wymiana ognia pomiędzy USA i Iranem trwa już ponad dwa tygodnie. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej przekazał dziś, że Iran drugi raz uderzył dziś w centrum danych Amazona w Bahrajnie. Pierwszy atak miał nastąpić w środę. Ani Amazon, ani Bahrajn nie potwierdziły jeszcze informacji o uderzeniu. Poza tym w najnowszej fali ataków Irańczycy uderzyli też w cele w Kuwejcie, Iraku i Jordanii.

W nocy Amerykanie kontynuowali ataki na cele na terenie Iranu. Jednen z celów znajdował się w mieście Piranszahr w prowincji Azerbejdżan Zachodni, blisko granicy z Irakiem.

Irańskie Ministerstwo Zdrowia podało dziś, że liczba ofiar wznowionych amerykańskich ataków wynosi 55 zabitych i 645 rannych.

W czwartek wieczorem Iran odrzucił propozycję zawieszenia broni ze strony USA. Amerykanie przekazali ją za pośrednictwem nowego premiera Iraku Alego Az-Zaidiego. Zaidi w zeszłym tygodniu spotkał się z Donaldem Trumpem w Waszyngtonie. W czwartek iracki premier odbył pierwszą wizytę w Teheranie.

Jaki jest kontekst

Na horyzoncie nie widać oznak deeskalacji. Wczoraj Donald Trump przekazał mediom, że jest bliski decyzji o „ogromnym ataku”. W trakcie pierwszej fazy wojny w marcu Trump wielokrotnie groził zintensyfikowaniem ataków, posunął się nawet do groźby „zniszczenia całej cywilizacji”. I ostatecznie nigdy tych gróźb nie spełniał. Wówczas jednak kanały dyplomatyczne dawały nieco więcej optymizmu niż dziś. Odrzucenie amerykańskiej propozycji zawieszenia broni przez Iran może być dla Trumpa sygnałem, że w danym momencie nie jest w stanie niczego osiągnąć dyplomatycznie.

Jeśli więc Amerykanie faktycznie zdecydują się na poważną eskalację, stanie się to najpewniej w najbliższych dniach. Koszt kampanii, która byłaby jednak w stanie zatrząść władzami Republiki Islamskiej byłby ogromny. Trump musi zmierzyć się z pytaniem: przyjąć do wiadomości, że nie udało się osiągnąć założonych celów wojny i usiąść do poważnych rozmów, czy zwiększyć nacisk militarny, bez gwarancji łatwego zwycięstwa.

Przeczytaj także: