Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Jezioro Pilchowickie zostało opróżnione z wody, żeby Tauron mógł naprawić tutejszą zaporę. Podczas osuszania zniszczono jednak cały ekosystem. Kontrola RDOŚ wykazała szereg nieprawidłowości i zaniedbań
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska przeprowadziła kontrolę na Jeziorze Pilchowickim na Dolnym Śląsku. Na przełomie czerwca i lipca podczas ostatniego etapu osuszania zbiornika, niezbędnego do naprawy zapory, zginęły tysiące ryb. A to wszystko na terenie chronionego obszaru Natura 2000, w Parku Krajobrazowym Doliny Bobru, gdzie żyje wiele zwierząt, które korzystają z rzeki, w której najprawdopodobniej umarł cały ekosystem. Inwestycją i pracami zarządzała spółka Tauron Ekoenergia.
Kontrolerzy z RDOŚ ustalili, że na placu budowy nadzór przyrodniczy miał charakter wybiórczy. Nie wyznaczono bowiem specjalistów, którzy oceniliby ryzyko dla tamtejszej fauny. „Nadzór ornitologiczny z góry założył brak zagrożeń dla lęgów, nie uwzględniając wyników wcześniejszych inwentaryzacji przyrodniczych oraz występujących w okresie lęgowym wahań poziomu wody” – stwierdził RDOŚ. Co więcej, sprzęt budowlany skierowano w koryto rzeki, bez uprzedniego sprawdzenia dna przez ichtiologa, co mogło zniszczyć zimowiska gatunków dennych. Mimo pogarszających się warunków bytowych ryb oraz zaleceń nadzoru zoologicznego nie wstrzymano też zrzutu wody, co miało katastrofalne skutki. W rezultacie zebrano i przekazano do utylizacji 23,47 ton martwych ryb, a akcja ratunkowa ocaliła zaledwie około 2,22 tony żywych zwierząt.
„Wyniki kontroli i postępowania wyjaśniającego wskazują na naruszenia obowiązujących warunków, co miało negatywny wpływ na środowisko. Zaniechanie działań ochronnych doprowadziło do naruszenia warunków decyzji derogacyjnych i postanowienia naturowego” – napisali pracownicy RDOŚ.
I skierowali sprawę do Prokuratury Rejonowej w Lwówku Śląskim. Zarzucają spółce spowodowanie zniszczeń w świecie roślinnym i zwierzęcym w znacznych rozmiarach oraz wykonywanie czynności wbrew warunkom określonym w zezwoleniach na odstępstwa w stosunku do gatunków chronionych.
O cmentarzysku w Dolinie Bobru pisała już w lipcu w OKO.press Katarzyna Kojzar. „Na naszych oczach te zwierzęta umierały, próbując łapać tlen. Widok był makabryczny” — tak sytuację opisywał wówczas Igor Glinda, wędkarz, właściciel agroturystyki w dolinie rzeki Bóbr. „Nie chodzi tylko o ryby, ale też o bezkręgowce, płazy, gady, ptactwo wodne, które zniknęło momentalnie z tego odcinka rzeki” – dodawał. Straty dla całego ekosystemu są dziś trudne do oszacowania, ale poprzednia akcja spuszczenia wody, przeprowadzona w 1977 roku, zabiła życie na rzece Bóbr na wiele lat. Tauron w oświadczeniach wysyłanych do mediów przekonywał, że sytuacja była nie do uniknięcia, a o skali tragedii przesądziły przedłużające się upały. Według mieszkańców można było zadbać o zmniejszenie skali tragedii. „Przecież można było przewidzieć, że w okresie letnim temperatury będą najwyższe. Dlaczego nie zostało to przeprowadzone tak, aby końcowy etap spuszczania wody odbył się na przykład wczesną wiosną, kiedy mamy jeszcze duże pokłady śniegu w górach? Albo jesienią, kiedy temperatura wody jest niższa? Takie warunki byłyby znacznie korzystniejsze. Robiono dla tej inwestycji profesjonalne analizy, przecież to są fachowcy, wiedzieli, co może się stać. Ale dopóki tabelki w Excelu i wyniki finansowe dalej będą decydowały o przebiegu tego typu projektów, będzie się to kończyło w ten sposób – śmiercią ekosystemów” — mówił OKO.press Igor Glinda.
Przeczytaj także:
Konkurs na stanowisko prezesa IPN trzeba będzie zorganizować po raz trzeci. Tym razem kandydaturę Szpytmy zablokował Senat
W czwartek 6 sierpnia Senat nie wyraził zgody na powołanie dr Mateusza Szpytmy na stanowisko prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. To już druga nieudana próba Parlamentu na obsadzenie wakatu po Karolu Nawrockim. Kandydatura Szpytmy wyszła z Sejmu z poparciem PiS, Konfederacji, PSL i części klubu Polski 2050. Jednak już po głosowaniu premier Donald Tusk zapowiedział, że Szpytma nie uzyska akceptacji klubu KO w Senacie.
I tak też się stało: 42 senatorów KO przy wsparciu 8 senatorów Lewicy odrzuciło kandydaturę Szpytmy. Za powołaniem go na urząd głosowało 38 osób, jedna – wstrzymała się od głosu.
Szpytma podczas czwartkowej dyskusji w Senacie zapewniał, że nie zamierza przeprowadzać rewolucji w IPN. „Jestem człowiekiem, który woli ewolucję, woli drobnymi krokami zmieniać instytucję” – mówił. Te deklaracje nie pomogły w uzyskaniu większego poparcia. Procedura związana z wyborem prezesa IPN rozpocznie się więc od początku.
Mateusz Szpytma jest związany z IPN od 2000 roku. Był ekspertem w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie, asystentem i wicedyrektorem sekretariatu prezesa Janusza Kurtyki. W latach 2015-2016 kierował Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej. Dziesięć lat temu objął stanowisko wiceprezesa IPN, w czasie, gdy na czele instytucji stanął Jarosław Szarek.
W kwietniu 2026 roku ponad 170 historyków i naukowców podpisało się pod listem wzywającym Sejm i Senat do powstrzymania się przed wyborem Mateusza Szpytmy na prezesa IPN.
„Wsparcie udzielone tej kandydaturze przez grono, w którym przytłaczającą większość stanowią wybrani w 2023 r. nominaci obozu Zjednoczonej Prawicy, nie jest przypadkowe” – pisali autorzy skierowanego do parlamentarzystów apelu, komentując rekomendację kolegium IPN dla Mateusza Szpytmy.
„Wbrew budowanej narracji o swojej apolityczności i profesjonalizmie Mateusz Szpytma był i jest nadal jedną z twarzy skrajnego upolitycznienia IPN, który na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat stał się de facto partyjną przybudówką PiS” – napisali.
Przypomnieli, że Szpytma jest wiceprezesem IPN (najpierw przy Jarosławie Szarku, następnie przy Karolu Nawrockim) i „ponosi współodpowiedzialność za dewastację instytucji, która powinna służyć wszystkim obywatelkom i obywatelom Polski, bez względu na ich ideowe wybory i pochodzenie”. Autorzy apelu piszą, że pod obecnym kierownictwem IPN wpisuje się w „bieżące zapotrzebowania formułowane przez środowiska prawicowe, a nierzadko również skrajnie prawicowe”.
„Co więcej, władze IPN zatrudniały w Instytucie osoby wywodzące się ze środowisk neofaszystowskich. To na konto ówczesnego ścisłego kierownictwa IPN, w tym także Mateusza Szpytmy, należy zapisać chociażby fakt zatrudnienia na stanowiskach kierowniczych w IPN, najpierw w Opolu, następnie we Wrocławiu, dr. Tomasza Greniucha, wcześniej przez wiele lat związanego z Obozem Narodowo-Radykalnym” – czytamy.
Wśród sygnatariuszy apelu znaleźli się m.in.: dr hab. Dariusz Libionka, dr hab. Natalia Jarska, prof. Rafał Stobiecki, prof. Jacek Chrobaczyński, dr hab. Jan Skórzyński (profesor Collegium Civitas), prof. Stanisław Obirek, prof. Andrzej Friszke, prof. Andrzej Zakrzewski, prof. Antoni Dudek, prof. Paweł Machcewicz, dr Anna Machcewicz, prof. Marcin Kula, prof. Andrzej Leder, dr hab. Marcin Zaremba (profesor Uniwersytetu Warszawskiego), prof. Jerzy Kochanowski, dr hab. Dobrochna Kałwa, dr hab. Anna Straszewska, prof. Piotr Urbański, dr hab. Piotr M. Majewski (profesor Uniwersytetu Warszawskiego), prof. Barbara Engelking, dr hab. Anna Engelking (profesor PAN), dr Janusz Marszalec (wicedyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku), reportażystka i pisarka Małgorzata Szejnert, pisarz Łukasz Garbal (uhonorowany Nagrodą im. Giedroycia za biografię Jana Józefa Lipskiego).
Przeczytaj także:
Zajęcie majątku ma związek ze śledztwem w sprawie finansowania kampanii „Sprawiedliwe Sądy” ze środków Polskiej Fundacji Narodowej
„Postanowieniami Prokuratora Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie z dnia 14 lipca 2026 r. o zabezpieczeniu majątkowym na mieniu podejrzanego Macieja Ś. dokonano zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego do kwoty 200.000 zł. Bank na dzień sporządzenia komunikatu zabezpieczył kwotę w wysokości ok. 191.000 zł” – przekazał w komunikacie prokurator regionalny w Rzeszowie, Jaromir Rybczak.
„Ponadto na mieniu tego samego podejrzanego dokonano zabezpieczenia majątkowego poprzez ustanowienie hipoteki przymusowej na kwotę 1 mln zł na nieruchomości gruntowej zabudowanej stanowiącej współwłasność podejrzanego” – czytamy dalej.
Działanie prokuratury związane jest ze śledztwem w sprawie nieprawidłowości w działaniu Polskiej Fundacji Narodowej. Maciej Ś., były członek zarządu PFN i jej były prezes Cezary J. są oskarżani o nadużycie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w związku z finansowaniem kampanii „Sprawiedliwe Sądy” w 2017 roku.
„Kampania polegała przede wszystkim na atakowaniu środowiska sędziowskiego i odpowiadała na zamówienie polityczne rządu PiS i dezawuowała niezawisłe sądy. Szkody finansowe fundacji wyniosły co najmniej 8,4 mln zł, szkody moralne są nie do oszacowania. Użycie środków fundacji do partyjnych celów musi zostać rozliczone!” – ocenił koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.
Maciej Ś. i Cezary J. nie przyznają się do popełnienia zarzucanych im czynów.
Polska Fundacja Narodowa została powołana w 2016 roku z inicjatywy rządu PiS. Finansowało ją kilkanaście spółek Skarbu Państwa. Zgodnie ze statutem jej zadaniem było promowanie Polski i budowanie jej wizerunku za granicą.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych projektów PFN była kampania „Sprawiedliwe Sądy”, prowadzona w 2017 roku. Obejmowała billboardy, spoty telewizyjne i internetowe oraz specjalną stronę internetową. Kampania przedstawiała wymiar sprawiedliwości i środowisko sędziowskie w negatywnym świetle, odwołując się m.in. do hasła o „specjalnej kaście”. Towarzyszyła forsowanym przez rząd PiS zmianom w sądownictwie. Jej koszt wyniósł ok. 16,5 mln zł.
W 2018 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia orzekł, że kampania była niezgodna z celami statutowymi Polskiej Fundacji Narodowej. W uzasadnieniu wskazał, że kreowała „wyłącznie negatywny, oparty na jednostkowych przypadkach, obraz władzy sądowniczej”, zamiast realizować ustawowy cel promocji Polski.
Kampania „Sprawiedliwe Sądy” nie była jednak jedyną budzącą wątpliwości akcją PFN:
Przeczytaj także:
„Okno zmiany się otwiera. Stworzymy patriotyczny rząd” – zapowiedział w rocznicę zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta Jarosław Kaczyński. PiS szykuje „plan Czarnka”, który obejmie zmianę Konstytucji
„Pierwszą rocznicę urodzin prezydentury Karola Nawrockiego”, jak to określił Przemysław Czarnek, PiS uczcił konferencją „Ku nowemu rządowi”.
Rzecznik PiS, Rafał Bochenek, skończył z fikcją, którą było nazywanie Nawrockiego „kandydatem obywatelskim”. Po roku w PiS obowiązuje wersja, że był to kandydat PiS, a jego wygrana jest wielkim zwycięstwem PiS-u. „To jest wielki triumf naszej partii! Przeprowadziliśmy kampanię, zbudowaliśmy komitet społeczny i obroniliśmy polskie sprawy” – mówił Jarosław Kaczyński 6 sierpnia 2026.
Przemawiający na konferencji Przemysław Czarnek, przedstawiany dziś jako kandydat PiS na premiera, przypomniał radość partyjnych działaczy sprzed roku, wyrażoną religijną piosenką „Oto jest dzień, który dał nam pan”.
Zwycięstwo Nawrockiego jest według liderów PiS pierwszym krokiem do odzyskania władzy przez Prawo i Sprawiedliwość.
Jarosław Kaczyński stwierdził, że zaczyna się otwierać „okno możliwości”. Świadczy o tym, nie tylko zwycięstwo Nawrockiego, ale również zmieniający się układ sił w Europie. „Wyobraźcie sobie państwo Europę po zwycięstwie Frontu Narodowego w wyborach prezydenckich (...) mamy panią Meloni (...) i nowy rząd w Polsce. To jest zupełnie nowy układ sił. To możliwość rzeczywistej zmiany. Zmiany, która może przybierać różny charakter”. Przy czym o premierce Włoch, Giorgii Meloni, Kaczyński powiedział, że teraz „meandruje”, ale w przyszłości będzie można na nią liczyć.
Podczas tej samej rocznicowej konferencji Przemysław Czarnek zapowiedział zmianę konstytucji w następnej kadencji Sejmu, który ma zdominować prawica.
„To państwo [Polska] mogłoby być liderem, gdyby nie jechało na hamulcu. A ten hamulec jest przede wszystkim w konsytucji” – mówił Czarnek. Stwierdził, że „w Polsce trzeba ostatecznie dokonać wyboru między systemem kanclerskim a prezydenckim. Trzeba tego dokonać jak najszybciej, żeby państwo ruszyło do przodu”.
Czarnek chce też reformy administracyjnej, zmiany układu sił między samorządem terytorialnym a władzą państwową. Szczegółów jednak nie podał.
W poniedziałek 10 sierpnia 2026 Czarnek ma opowiedzieć, jak chce wyprowadzić Polskę z unijnego systemu ETS.
Karol Nawrocki został zaprzysiężony na prezydenta 6 sierpnia 2025 roku po wygranej w wybory prezydenckie. Pokonał Rafała Trzaskowskiego, zdobywając 10 606 877 (50,89 proc.) głosów.
W pierwszej turze Nawrocki zdobył rekordowo mało głosów wyborców PiS, do drugiej tury wprowadziły go głosy Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna. Od tego czasu partie, których liderami są Mentzen i Braun, Konfederacja i Korona, zwiększają sondażowe poparcie, a PiS traci zwolenników. Gdyby wybory odbyły się dziś, PiS nie miałby szans na samodzielne rządy. Formację Kaczyńskiego dodatkowo osłabiło pożegnanie z Mateuszem Morawieckim, który będzie tworzył nową partię.
Na godzinę 17 Kancelaria Prezydenta zapowiedziała imprezę z okazji rocznicy inauguracji prezydentury Karola Nawrockiego. W debacie przed Pałacem Prezydenckim udział wezmą: Krzysztof Stanowski, Rafał Ziemkiewicz i prof. Andrzej Nowak.
Przeczytaj także:
Donald Trump pozbawiony zapasów broni i poparcia społecznego prze do osiągnięcia porozumienia z Iranem. Teheran chce wykorzystać sytuację, żeby zdobyć przewagę w regionie
Już w środę 5 sierpnia Iran poinformował, że finalizuje porozumienie z Omanem dotyczące przebiegu żeglugi przez cieśninę Ormuz. Regionalne źródła wskazują, że to Teheran w całości przejąłby kontrolę nad statkami wpływającymi i wypływającymi z Zatoki Perskiej.
Przypomnijmy, że przed wojną żegluga tym strategicznym szlakiem morskim była dostępna dla wszystkich bez żadnych opłat. Jeśli porozumienie wejdzie w życie, będzie to ogromne ustępstwo wobec Teheranu. Jak ocenia Reuters, doprowadziłoby to do znaczącej zmiany równowagi sił w regionie na korzyść Iranu.
Wcześniej Amerykanie wykluczali możliwości przekazania kontroli nad tak ważnym szlakiem w ręce Teheranu. Dziś Donald Trump przekonuje, że porozumienie, które zagwarantuje otwarcie szlaku, jest „tuż, tuż”. Źródła irańskie zaprzeczają, twierdząc, że wciąż wiele kwestii pozostaje do rozwiązania. W tym kluczowa: wspólne stanowisko w sprawie tego, co w zasadzie oznacza kontrola nad cieśniną Ormuz. Negocjatorzy z Zatoki Perskiej nalegają, żeby uiszczanie opłat było dobrowolne. Iran domaga się opłat w wysokości od 5 do 7 proc. wartości ładunku statków, Oman proponuje 3 proc., a Waszyngton nadal nie chce żadnych taryf.
Negocjacje, które dziś trwają w całym regionie, mają umożliwić nie tylko powrót do czerwcowego wstępnego porozumienia, ale zagwarantować osiągnięcie trwałego pokoju. Do tego jednak wciąż bardzo daleko. W ostatnich dniach Iran ostrzegł państwa Zatoki Perskiej, że każdy nowy atak USA na jego terytorium spowoduje odwet przeciwko kluczowej infrastrukturze energetycznej w regionie. Donald Trump, przemawiając do swoich zwolenników podczas wiecu na Florydzie, stwierdził, że wolałby zawrzeć porozumienie, bo „nie chce zabijać ludzi”. Prawda jest jednak taka, że w USA zbliżają się wybory uzupełniające, a zdecydowana większość wyborców krytycznie ocenia wojnę administracji Trumpa z Iranem. Dlatego prezydent, który jeszcze pięć miesięcy temu zapowiadał, że wojna skończy się tylko „bezwarunkową kapitulacją” Teheranu, dziś próbuje się z niej wycofać. Lipcowa ofensywa Amerykanów na cele w Iranie nie przyniosła żadnych korzyści. Co więcej, dowódcy mieli informować administrację Trumpa, że na wojnę, która trwa od 28 lutego, zużyli zapasy kluczowej amunicji. Jak podaje Washington Post, chodzi głównie o niedobory pocisków kierowanych dalekiego zasięgu oraz rakiet przechwytujących, wykorzystywanych w obronie przeciwlotniczej. Amerykański dziennik twierdzi, że w tej kwestii Trump nie miał pełnych informacji, a w błąd mógł wprowadzić go sekretarz wojny Pete Hegseth, którym Trump jest coraz bardziej rozczarowany.
Innymi słowy, powrót do dyplomatycznego kursu Amerykanów to reakcja na uszczuplenie zapasów oraz nastroje społeczne. O czym wie oczywiście strona irańska, która będzie próbowała wynegocjować porozumienie, które pozwoli im na propagandowe zwycięstwo.
Przeczytaj także: