Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Przegrany George Simion domaga się unieważnienia drugiej tury wyborów prezydenckich w Rumunii. Twierdzi, że ma dowody na wpływ innych krajów na wynik wyborów
W niedzielę 18 maja drugą turę wyborów prezydenckich w Rumunii wygrał burmistrz Bukaresztu Nicușor Dan z 53,6 proc. głosów. Na jego kontrkandydata George Simiona zagłosowało 46,4 proc. głosujących.
Simion tuż po zakończeniu głosowania w niedzielę wieczorem ogłosił zwycięstwo w mediach społecznościowych (choć pomylił flagę Rumunii z flagą afrykańskiego Czadu). Gdy jednak spłynęły pełne wyniki wyborów, uznał swoją porażkę.
We wtorek wieczorem kolejny raz zmienił zdanie. We wtorek 20 maja wieczorem napisał w mediach społecznościowych:
"Oficjalnie wnoszę do Trybunału Konstytucyjnego o UNIEWAŻNIENIE rumuńskich wyborów prezydenckich (maj 2025). Z tych samych powodów, dla których unieważniono wybory w grudniu: ZEWNĘTRZNE INTERWENCJE ze strony podmiotów państwowych i niepaństwowych. Tym razem poparte dowodami! Ani Francja, ani Mołdawia, ani nikt inny nie ma prawa ingerować w wybory innego państwa.
Do wszystkich Rumunów: pilnie domagajcie się od Trybunału Konstytucyjnego unieważnienia tej farsy. Nie poddamy się i nie zdradzimy! To dopiero początek wielkiego zwycięstwa!"
Jeszcze przed zliczeniem wszystkich głosów Simion zaczął sugerować, że wybory mogły jednak zostać zmanipulowane. Opublikował m.in. zrzut wpisu Pawieła Durowa, szefa Telegrama, który w niedzielę 18 maja poinformował, że rzekomo rząd jednego z europejskich państw skontaktował się z serwisem i zażądał „uciszenia konserwatywnych głosów w Rumunii” przed drugą turą wyborów.
Durov miał się na to nie zgodzić, bo „nie da się bronić demokracji, niszcząc demokrację, ani zwalczać ingerencji w wybory, samemu ingerując w wybory”. W odpowiedzi na wtorkowy apel Simiona Durow zapowiedział gotowość do złożenia zeznań w sprawie.
Rumuni głosowali w już w pierwszej turze wyborów prezydenckich w listopadzie 2024 roku. Wygrał ją wówczas niespodziewanie kontrowersyjny, prorosyjski kandydat Călin Georgescu.
Rumuński Sąd Konstytucyjny unieważnił jednak 6 grudnia te wybory, powołując się na dokumenty wywiadu, z których miało wynikać, że za kandydaturą Georgescu, pompowaną przez konta w mediach społecznościowych, głównie na popularnym tam TikToku, stoi obce państwo.
Decyzję o anulowaniu wyborów skrytykowała m.in. Komisja Wenecka, która wskazała, że Sąd Konstytucyjny może w takiej sprawie decydować tylko na podstawie jawnych, twardych dowodów, a nie częściowo utajnionych informacji służb. Europejski Trybunał Sprawiedliwości na początku marca odrzucił jednak zażalenie Georgescu. Zwycięzca z listopada nie został dopuszczony do powtórzonych wyborów a dużą część jego poparcia zebrał Simion.
Przeczytaj także: